wspomnienie…….

Wczoraj dowiedziałam się, że zmarł mój Stryj, najmłodszy Brat mojego Taty.
Miał 98 lat. Odszedł spokojnie, we śnie, wieczorem położył się spać i już więcej się nie obudził.
Pocieszające jest to, że mimo swojego dostojnego wieku  nie cierpiał. Po prostu sobie podszedł do swojej zmarłej żony, która już na pewno tam na niego czekała……
Co prawda nie miałam z nim częstego kontaktu, owszem był kilkakrotnie wraz ze swoja żoną Juttą w Polsce, również i oni zaprosili mnie do siebie  w 1983 roku do  siebie,  do Minneapolis, gdzie spędziłam miłe 2 miesiące.
Ale to już historia.
Pierwszy raz Wujek Jurek przyjechał do Polski, gdy byłam kilkunastoletnią dziewczynką, pamiętam, że  przyjechał wtedy do Zawoi, gdzie spędzaliśmy wakacje razem  z Babcią,  z Jego Mamą, której nie widział ponad 30 lat. Pamiętam to bardzo wzruszające spotkanie po latach Matki i Syna, wszyscy mieliśmy łzy w oczach.
Jurek jako młody, zaledwie 18 -sto letni oficer wyruszył na na wojnę, dostał się niestety w piekło Starobielska, z którego udało mu się jakimś cudem uciec i dostał się do niemieckiej niewoli, gdzie został ranny i był przeniesiony do niemieckiego szpitala, gdzie poznał  i pokochał ze wzajemnością pewną pielęgniarkę, swoją późniejszą żonę. Potem wraz żoną wyemigrował najpierw do Londynu, późnej do USA do Indianapolis, a później zamieszkał już do końca swojego życia, w Minneapolis. Doczekał się trójki wspaniałych synów (najstarszy Andy jest ode mnie starszy o 2 lata), własnej firmy, którą teraz prowadzą i rozwijają  jego synowie,
Jutta i Jurek wiedli bardzo szczęśliwe i zgodne  życie, naprawdę kochali się przez całe swoje długie lata małżeństwa, niestety 5 lat temu, po krótkiej chorobie  Jutta odeszła.
A teraz odszedł ON,  ostatni z poprzedniej generacji Wyrobków, a moje pokolenie, czyli  moja Kuzynka Marysia, moi Kuzyni: Andy, Thomas i Kris oraz ja, tym samym znaleźliśmy się już na samym wierzchołku genealogicznego drzewa naszego rodu. Wierzchołka, z którego niestety spada się już w dół, w nicość…..
I to jest to przemijanie…

I tak wczoraj sobie pomyślałam, że pewnie mój Tata był zadowolony witając swojego Brata, ma On teraz już prawie wszystkich najbliższych koło siebie, swoich  rodziców, swoje rodzeństwo, swoją żonę, trójkę swoich dzieci: Kasię, Anię i Krzysztofa i teraz  pewnie już czeka tylko na mnie……
Tylko mnie brakuje tam do kompletu…….
Ale ja na razie tam jeszcze się nie wybieram , przynajmniej w najbliższym czasie, będziemy musieli wszyscy jeszcze trochę za sobą potęsknić.

Specjalnie zamieściłam dzisiaj Ich zdjęcie: Cioci Jutty i Wujka Jurka, żebyście zobaczyli, jak bardzo kiedyś byli razem bardzo  szczęśliwi i na pewno teraz, będąc razem w Niebie,  są znów są razem i znów są  szczęśliwi –   głęboko w to wierzę.

A zdjęcie ma w sobie to, że zatrzymuje w kadrze jakiś moment życia i później będzie można zawsze do tej chwili na ten  moment chociaż powrócić.
Przynajmniej we wspomnieniach……

A jeżeli mówimy o momentach naszego życia, bywają w nim także te bardzo przyjemne, wręcz bardzo radosne chwile.

Wczoraj miałam bardzo miłe odwiedziny mojej kochanej małej brataniczki, a właściwie to  wnuczki mojego brata,  Zeldy, która wraz z rodzicami, Dianą i Ksawrem oraz z siostra Ksawra, czyli z jej  ciocią  Julką,  odwiedzili mnie popołudniowa porą.
Boże, jak to śliczne dzieciatko szybko rośnie. Jeszcze niedawno była malutkim niemowlęciem, wczoraj przyjechał do mnie bardzo gadatliwy i pogodny Bobas, który w dodatku przywitał mnie uśmiechem od ucha do ucha. Miód na moje i tak zakochane w niej serce.
A pewnie już niedługo, może przy następnych, kolejnych odwiedzinach, już pewnie będzie tuptała radośnie po moim pokoju.
Już się nie mogę doczekać…….

Goście nie siedzieli zbyt długo, niestety teraz już około 16 robi się zmrok, a tu trzeba było jeszcze z dzieckiem do domu spacerkiem wrócić (przyjechali wózkiem), ale chwilę, przy kawce, porozmawialiśmy na rodzinne tematy, bo ostatnio sporo dziwnych rzeczy w mojej rodzinie się dzieje, ale pewnie tak bywa w każdej rodzinie, nieprawdaż?
Ale obiecałam Żeldzie, że gdy tylko wiosna znów do nas powróci, pójdziemy na długi, piękny spacer po moim ukochanym Parku.
I słonko już będzie wtedy  mocniej przygrzewało, ptaszki nam za świergolą, a wokoło  zmów będzie zielono i kolorowo od ślicznych wiosennych kwiatów i będzie można spędzić w parku nieco więcej czasu.  A w około pachnieć będzie  WIOSNA !!!
No i  oczywiście Zeldunia będzie wtedy już o wiele większa, może tam własnie postawi swoje pierwsze kroki???
Tak więc mam na co czekać.
Jesień minie już niedługo, po niej przyjdzie oby nie za długa i nie bardzo ostra zima, a ja będę czekała……cierpliwie czekała……
Kto wie, może przyszła wiosna też nas zaskoczy, jak ta tegoroczna i też już w kwietniu pokaże swoje ciepłe oblicze ?
A w kwietniu Zelda będzie już miała 10 miesięcy !!!!

WIOSNO, PRZYBYWAJ SZYBCIUTKO!!!!!!!!

Ale na razie mamy jesień i to całkiem piękna jesień, znów nas rano słonko na niebie przywitało, a temperatura, jak na tę porę roku jest całkiem miła.

No to cieszmy się tym słonecznym  wtorkiem, pomyślności !!!!