Przepiękny film, który wczoraj oglądałam z wielkim wzruszeniem, wspominając swoje psy – bokserki, z którymi też przed laty musiałam się rozstać.
Z tym, że tytułowy Marley był ślicznym labradorem, którego jako niesfornego szczeniaczka kupiło sobie młode małżeństwo, a potem, gdy rodzina zaczynała się rozrastać, gdy kolejno na świat przychodziły dzieci: dwóch chłopców i na końcu dziewczynka, tworzyli już wspaniałą rodzinę, w której bardzo psotny pies miał swoje szczególne miejsce. On zawsze tam z nimi był, a oni go po prostu na tyle kochali, że wszystkie jego psoty potrafili mu wybaczyć.
Ten film już kiedyś wcześniej oglądałam, jednak gdy dowiedziałam się, że wczoraj mieli go puścić w TVP, z wielka przyjemnością raz jeszcze poświęciłam swój czas własnie na ten film.
Można rzec, że w sumie jest to smutny film, bo po prostu pokazuje nam, jak krótkie jest psie życie i jak potem ciężko człowiek i pies takie rozstanie przeżywają. Bo pies świetnie przeczuwa swoją śmierć, nie wiemy, co prawda, co on w tym momencie sobie myśli, ale widać, że i jemu nie jest łatwo opuścić ukochane osoby.
Niech mottem tego filmu będą słowa głównego bohatera, który po śmierci Marleya tak pięknymi słowami tłumaczy nam, kimś naprawdę ważnym w życiu dla nas ludzi jest własnie pies:
„Pies nie cieszy się z wielkiego domu, drogiego auta, czy z markowych ciuchów, patyk jest spełnieniem jego marzeń.
Nieważne, czy właściciel jest bogaty, biedny, mądry czy głupi.
Wystarczy, że pokochasz psa, a on odwdzięczy ci się tym samym.
Nie znam wiele osób, przy których czułbym się kochany i potrzebny.
Czy znasz kogoś, przy kim czujesz się wyjątkowy? „
Te piękne słowa są kwintesencją przyjaźni pomiędzy naszymi braćmi mniejszymi, a nami.
Szkoda tyko, że jest jeszcze na świecie tylu ludzi, którzy nie zasługują na słowo „przyjaciel”
Tyle czyta się smutnych komunikatów, zwłaszcza na Facebooku o złym i nieraz wręcz okrutnym traktowaniu zwierząt. Ile psów można znaleźć przywiązanych do drzew w lesie, skazanych na powolną śmierć.
A pies, czy kot po prostu kocha i nie rozumie, dlaczego on ofiarowując swoją bezgraniczną miłość. skazany jest na potępienie przez tego, komu zaufał.
A dzisiaj mamy tak zwany czarny piątek, czyli szał zakupów.
Zwyczaj ten przyszedł do nas oczywiście zza oceanu, jak i wiele innych obchodzonych tam dziwnych świąt.
Tylko czekać, aż w czwarty czwartek miesiąca listopada zaczniemy zajadać się indykiem. Bo wczoraj własnie za Oceanem obchodzili ten tak ważny dla nich rodzinny dzień. Co prawda trochę to dziwne, bo do prawdziwych świąt jeszcze mamy miesiąc czasu, a do naszej wielkiej rodzinnej Wigilii pozostało świątecznego 31 dni, to dużo i nie dużo zarazem, ale w Polsce jeszcze się nie myśli tak bardzo jak w USA o świątecznych zakupach.
A one własnie rozpoczynają się tam one własnie dzisiaj, zwieńczone tłokiem i gorączką zakupów, tych potrzebnych i mniej, lub całkiem niepotrzebnych, w tym także i prezentów pod choinkę dla najbliższych. Niestety ten zwyczaj cudownych obniżek w czarny piątej przypełznął i do Polski.
Tak po prawdzie, jest to troszkę oszukiwanie ludzi, bo te obniżki są od cen, które kilka dni wcześniej zostały sprytnie wywindowane.
Pomyślcie, kto przy zdrowych zmysłach będzie sprzedawał coś za pół ceny, tym samym do tego interesu dopłacając????
Może to i dobry pomysł, że wcześniej o takich prezentach się myśli, zawłaszcza, gdy musisz nimi obdarować wszystkich wigilijnych uczestników.
W naszej rodzinie ten problem został całkiem sprytnie rozwiązany, po prostu każdy losuje jedna osobę, której sprawi choinkowa niespodziankę w postaci prezentu.
No może wyjątkiem będą dzieci, które na pewno jeszcze dostaną jakieś dodatkowe upominki od ukochanych dziadków, który nigdy takiej pokusie oprzeć nie mogą, jak to z dziadkami bywa……
A wczoraj jednak byłam myślami tam daleko, w Minnesocie, gdzie moi Kuzyni po raz pierwszy obchodzili ten rodzinny dzień bez seniora rodu, bez ich Ojca, a mojego Stryja, który niedawno niestety zmarł. Na pewno było im smutno, wspominając jeszcze te czasy, gdy wszyscy wspólnie z rodzicami i z rodzeństwem zasiadali do wspólnego indyka…….
Czy Wy też uważacie, że dla nas Polaków najwalniejszym rodzinnym dniem jest jednak Wigilia? Czuję tę wielką przewagę ważności naszego polskiego karpia nad amerykańskim indykiem, nie zamieniłabym nigdy w życiu priorytetu obu świąt.
Nie ma nic przyjemniejszego, niż usiąść do przykrytego białym obrusem wigilijnego stołu, na którym pod obrusem leży sianko, symbol tych świąt, ponieważ własnie na sianku Pan Jezus przyszedł na ten świat. W oddali wesoło skrzy się światełkami choinka, na szczęście znów powrócił zwyczaj żywych choinek, te plastikowe odeszły już do lamusa, a gdzieś w oddali płyną piękne polskie Kolędy.
Nie wyobrażam sobie tego wieczoru bez barszczu z uszkami (chociaż w innych częściach Polski podaje się w tym dniu też inne zupy, na przykład zupę grzybowa, czy biały żur), bez własnie smażonego karpia, czy kapusty z grzybami (tej niestety, z powodu kaprysów mojego brzuszka, będę mogła spróbować tylko małą łyżeczkę – ale co tradycja, to tradycja), lub bez kompotu z suszu i obowiązkowo dania z makiem, który ma zapewnić nam dobrobyt na cały następny rok, u nas zazwyczaj przygotowuję na tę okazję kutię. Zawarty w niej mak, miód, rodzynki i migdały na pewno zapewnią dostatek w następnym roku.
Niech więc to indycze święto do nas z USA (i z Kanady) nie przychodzi,, nasza polska tradycja jest jednak zdecydowanie piękniejsza.
A jeżeli ktoś koniecznie chce się czuć w jakiejś swojej części Amerykaninem, niech pędzi dzisiaj do jakiegoś marketu i odda się szaleństwu zakupów, tylko przestrzegam, z umiarem, bo w tym ferworze zakupów możemy się zatracić, a potem zabraknie nam pieniędzy nie tylko do pierwszego, ale i na inne bardzo ważne opłaty, zwłaszcza, że zapowiadają olbrzymie podwyżki prądu i gazu, czyli można powiedzieć, wszystkich potrzebnych nam na co dzień towarów.
No masz, musiałam skwasić na koniec mój słodki dzisiejszy wpis, ale niestety taka jest rzeczywistość.
Pogoda też nie sprzyja dobrym humorkom, ta szarzyzna i chłód wręcz porażają, wiec jakoś trzeba sobie ten dzisiejszy początek weekendu dobrze zagospodarować. Może własnie zakupami?????

