tak było…..

 

 

Wczoraj miałam bardzo smutny wieczór.
Około 19 moje mys,li cofnęły się o całe 58 lat.
Miałam wtedy 10 lat i przyznam, że byłam bardzo dziecinna, na pewno o wiele bardziej infantylna, niż nie jedna dzisiejsza dziewczynka w tym wieku.
Pewnie, że to były inne czasy, inny sposób wychowywania dzieci, które były niejako chronione przed złem tego świata i jak najdłużej dało się oddalało ich od problemów ludzi dorosłych.
Już nie raz wspominałam, że przy okazji większych rodzinnych imprez w domu, dzieci miały swój własny stół w drugim pokoju, z oddali od rodziców, którzy nie zawsze chcieli, by dzieci w aktualnych sprawach się orientowały,  dorośli chcieli zaoszczędzać dzieciom czas rozczarowań.Pewnie, że taki czas kiedyś nadejść  musiał, ale rzeczywiście, czy psychika dziecka jest przygotowana na bolesne nieraz ciosy???
Aby umieć zrozumieć i dobrze się ustosunkować do takich problemów trzeba jednak trochę rozsądku.Może teraz inaczej rodzice traktują dzieci, raczej nie zwracają aż takiej bacznej uwagi, jak ongiś, ale czy to jest dobre, słuszne???
No tak, inne czasy, inne standardy, ale przez to mogę powiedzieć, że zapewniało mi to, przynajmniej do jakiegoś czasu prawdziwie szczęśliwe dzieciństwo.
Do tych chwil zawsze wracam z uśmiechem , przynajmniej trwającego wcześniej,  niż  pamiętnego dnia 19 listopada 1960 roku, gdy zmarła moja Mamusia.
Czy wiedziałam o Jej chorobie? Pewnie tak, ale nie do końca. Widziałam, że Mama cierpi, wiedziałam, ze była się leczyć we Francji, chociaż do końca nie wiedziałam, na czym ta terapia miała polegać, widziałam, zatroskanie mojego Taty. Ale równocześnie im bardziej Mama była chora, tym większą Jej miłością byłam otaczana, tak, jakby chciał mi tę miłość pozostawić na zapas, na zawsze, Dlatego mnie przytulała, dlatego ze mną rozmawiała, dbając, by niczego mi nie brakowało.
Moje rodzeństwo było starsze, Ania miała 17 lat, Krzysztof już 20 lat i wszystko inaczej rozumieli niż ja, zaledwie 10 letnia dziewczynka.
Na pewno mojemu Tacie było bardzo trudno rozstać się z Ukochaną Kobietą, dla którego była Wszystkim, całym światem. Ale Tata był bezradny, zrobił wszystko, co mógł, niestety medycyna nie stała wtedy na takim poziomie jak teraz, może gdyby tak było, Mamusia była by do uratowania?
Boże, Ona miała dopiero 50 lat. Miała swój ukochany świat, ciepły i radosny dom, kochanego i kochającego męża, troje wspaniałych dzieci, dla których była najwyższym autorytetem, wykonywała z radością swoją pracę zawodową, chętnie pomagała wszystkim, którzy tej pomocy u niej szukali.To był taki chodzący po ziemi Anioł, który rozdawał wszystkim miłość, radość nadzieję.
Tylko tej nadziei niestety dla niej zabrakło…..Zachorowała, gdy miała niespełna 50 lat, Jej choroba trwała  tylko rok.To był bardzo ciężki rok i dla Niej i dla mego Taty, który doskonale zdawał sobie sprawę z powagi choroby, przecież kiedyś brał udział w leczeniu takich ludzi w Foundation Curie w Paryżu.
I tam też szukał pomocy dla swojej żony, niestety ta pomoc przyszła zbyt późno. Można wyobrazić sobie rozpacz mężczyzny, który wie, że ta, którą pokochał prawdziwą miłością, musi odejść i nic nie można już na to poradzić.
Ale obydwoje rodzice, i Mam i Tata starali się, abym nie martwiła się ich troskami, abym jak najdłużej miała to swoje piękne i szczęśliwe dzieciństwo.
Aż przyszedł ten straszny dzień 19 listopada, gdy już w południe moja mamusia straciła przytomność, a mój Tata cały czas siedział przy Niej, trzymając Ją za rękę i śpiewając Jej piosenkę, która pewnie przypominała mu czasy ich pierwszego spotkania. Tata wiedział, że to są ostatnie minuty życia Mamy, więc mnie, nie do końca zorientowaną w sytuacji, za rękę poprowadził do łóżka, na którym umierała Mamusia.
Byli tam już przy Niej wszyscy, Tata, dzieci,  Jej Mama. czyli Tamtamama, odchodziła cichutko w otoczeniu tych, którzy Ją kochali.
Pamiętam jej ostatni oddech, wciąż mam ten moment w pamięci i tam chyba na zawsze pozostanie. Ale mimo, że miała, 10 lat nie do końca zrozumiałam słów „Twoja Mama umarła”.
Wydawało mi się, że Ona tylko zasnęła i niedługo znów się obudzi i będzie się ze mną bawiła, stąd poukładałam koło Niej wszystkie moje zabawki……
Co oznacza brak Mamy, zrozumiałam dopiero dużo później. Zawsze zazdrościłam innym dzieciom, że mają swoje mamy, do których mogą iść z kłopotami i swoimi większymi i mniejszymi bólami, ja już jej nie miałam. I mimom że jak zawsze podkreślam, miałam najlepszego pod słońcem Tatę, nigdy w pełni tego braku nie potrafił mi zapełnić.
Stąd potem przyszły do mnie te piękne sny, w których moja mama przychodziła do mnie, a ja mogłam Jej powiedzieć : „Mamusiu, jak ja Ciebie bardzo Kocham Mamusiu”
O wczoraj znów w moich wspomnieniach tamten wieczór powrócił. Powróciły też wspomnienia o moim Tacie, o moim Rodzeństwie, które tez już odeszło, o tamtych czasach, gdy świat był pełen kochających mnie osób, zapewniających mi bezpieczeństwo i spokój.
Dlatego tak ważne są wspomnienia, można się znów  w nich cofnąć w tamte czasy i przynajmniej przez moment znów przeżywać radość i smutek tamtych dni.

Ale potem człowiek nagle się budzi i widzi, że ten świat iluzji niestety już odpłynął, pozostał ten realny, szary, pełen kłopotów i czasami jakiejś wprost bezsilności. Cóż, trzeba się otrząsnąć i żyć nadal, trzeba starać się, aby i ten dzisiejszy dzień nie do końca był taki ponury, jak ten listopadowy dzisiejszy poranek, bo jakieś wspomnienia po nas przecież potomnym musimy zostawić.
Niech też nas wspominają potem z uśmiechem i z łezką wo oczach.

Jak już pisałam, buro i ponuro jest za naszymi oknami, chłód i szarzyzna, nie tylko zresztą za oknem, ta szarzyzna i brud przykrywa nasze życie polityczne, wciąż walczymy z jakimiś potworami, z kąta wyłażącymi  i starającymi się przekonać nas, że wszystko jest w porządku.
Niestety, nie jest w porządku i optymistyczne jest tylko to, że coraz więcej ludzi zaczyna szeroko  otwierać oczy i ……… widzieć to, co naprawdę się dzieje.
A co z tymi jeszcze nie przekonanymi? Poczekajmy, oni też w końcu wnioski wyciągną, gdy zobaczą, ile brudu teraz w naszej polityce się zagnieździło.
To jeszcze kwestia czasu, mam nadzieję, że już nie długiego czasu, kiedyś trzeba będzie odbić się od tego dna.

Życzę jednak spokojnego wtorku. Co prawda pogoda niezbyt temu sprzyja, ale zawsze można znaleźć sobie, chociażby w takich wspomnieniach, jak to moje dzisiejsze, małą odskocznię, która trochę uspokoi, przyniesie chociaż małe ukojenie.

jak poniedziałek, to na wesoło

 

 

 

 

 A kto czeka… ten się i doczeka.Wczoraj goście, to znaczy Elżbieta i Maciek dopisali.
Od razu widać, że Maciek czyta uważnie mój blog 😦
Tylko…… szkoda, ż  obydwoje są (znowu) na diecie odchudzającej, bo moje pyszne rogaliki nie były brane pod uwagę.
Zostaną dla innych. Tylko kto i kiedy na nie przyjdzie?, boję się, że gdy jeszcze troszkę postoją, wyschną, wiec będę musiała jednak sama je zjeść.
A przecież też muszę dbać o linię, zwłaszcza teraz, gdy już tę nową sukienkę sobie zamówiłam.

Poniedziałek nowy tydzień rozpoczyna I zawsze zastanawiamy się, co on nam przyniesie.Czy znów zatrzęsie polityką, czy znów jakieś problemy będą nas w najbliższych dniach trapić?
Mój poniedziałek nie zaczyna się akurat szczęśliwie, a to z powodu znów jakichś brzusznych zawirowań.
Znów muszę wdrożyć dietę NDŻ.

No i oczekuję na…ten zapowiadany śnieg. Dzisiaj nawet przed 5 rano wstałam i sprawdzałam, czy aby za oknem nie jest biało, ale nie, na raze chyba się nie zapowiada na śnieżne opady, chociaż Magda mi mówiła, że wczoraj w Modlnicy prószyło. Nie wiem, może i w Krakowie coś tam białego leciało z nieba, ja osobiście nic podejrzanego  nie zauważyłam, może dlatego, że gdy tylko robi się za oknem ciemno, zasłaniam okno kotarą i nic już nie widzę, co tam się za oknem w moim parku dzieje.
Ale przecież zawsze mogłabym zauważyć śnieg chociażby w kuchni, gdzie od czasu do czasu przebywam racząc się gorąca herbatką.
Bo o tej porze roku herbata ma specjalne znaczenie.
Zresztą tak naprawdę, to nasze społeczeństwo przestawiło się na pocie kawy i to albo tej z ekspresu, albo, co gorsze rozpuszczalnej, która jest podobno najbardziej szkodliwa, bo w sumie jest to czysta chemia, niewiele z kawa mająca wspólnego.
Tak piszę, a przecież sama piję tę rozpuszczalną niby  kawę………….ale ostatnio ona też mi jakoś coraz mniej smakuje.
Dawniej wypijałam 2-3 kawy dziennie, teraz ograniczam się do jednej,   no chyba, że akurat mam jakiegoś gościa – amatora kawy, wtedy do towarzystwa sobie drugą kawkę popijam.
Tylko, jak już pisałam, niewiele to wspólnego z kawą ma do czynienia,  to tylko taka namiastka.
Gdybym urodziła się na przykład w Anglii, zapraszałabym na Five o’clock, oczywiście z odpowiednio zaparzoną i koniecznie podaną we filiżance herbatą.
Niektórzy piją ją samą, niektórzy z cytryną, a inni, o zgrozo z mlekiem, co dla mnie jest wprost do przyjęcia. Dla mnie herbata z mlekiem = bawarka, czyli jest napojem dobrym  dla karmiących matek.
Ale z gustami się nie dyskutuje.
To tu jeszcze wypada wspomnieć o sztuce parzenia herbaty w samowarze, charakterystyczną dla ludów rosyjskich i irańskich.

 Herbata przygotowana w ten sposób kusi jednak swym intensywnym aromatem i smakiem, a cała procedura warzenia dodaje charakteru, zmieniając prozaiczną codzienność w tajemniczą przygodę.

Samowar przypomina kociołek na nóżkach z kranikiem i czajniczkiem na wierzchu. Elementy, które zawsze muszą się w nim pojawić to właśnie czajniczek na esencję herbacianą, oraz zbiornik na gorącą wodę, zaopatrzony w mały kranik do upuszczania wrzątku. Niezbędny jest także element grzewczy, który w oryginalnych samowarach był szeroką rurą biegnącą pionowo przez cały samowar od dołu zakończoną rusztem, a od góry kominem. Wewnątrz rury rozpalało się węgiel drzewny. Nowsze samowary do grzania wody wykorzystują grzałkę elektryczną, wymagają wtedy podłączenia do prądu

Powstanie samowara datuje się na czas średniowiecza, ale dokładne datowanie początków używania samowarów jest trudne do określenia, ponieważ zwyczaj picia herbaty był wtedy jeszcze mało znany.
Początkowo samowar składał się z dwóch części, dolna część przypominała palenisko służące do rozpalania ognia, a na nim kładziono dzbanek, do którego nalewano wodę. Później wymyślono połączenie pionową rurą przebiegająca wewnątrz samowara tworząc formę przypominająca nam znany do dzisiaj samowar.
Wiele osób chciałoby umieszczać początki popularności samowara za czasów  Cara Mikołaja I, który dzięki reformom rozbudował ośrodki wydobywania taniej miedzi, służącej potem do wykonywania naczyń z tego metalu.
 Historycy dowodzą, że samowary odgrywały w Rosji spora rolę. Nękani wojnami i licznymi wędrówkami mieszkańcy Rosji  mieli większe szanse przeżycia, mając własnie samowar, który służył im nie tylko do parzenia herbaty, ale do podgrzewania wody do mycia, czy do przygotowywania posiłków.
Z czasem w Rosji wytworzyła się specjalna kultura herbaciana, zbliżona do tej wschodniej, przy herbacie załatwiało się ważne sprawy i można było spędzać czas z najbliższymi Przygotowywanie herbaty w samowarze wymagało ciszy, ci wzmacniało wieź miedzy uczestnikami spotkań.

Ach, tamta epoka już minęła, a ja za moim ulubionym balladystą powtarzam : a przecież mi żal………

No to idę sobie zaparzyć dobrej herbatki, oczywiście nie w samowarze, bo takiego niestety nie posiadam.
Znów muszę zadowolić się erzacem, w postaci saszetki Limonu, chociaż znam jeszcze osoby, które zadają sobie trudu parzenia liściastej herbaty w specjalnych kamionkowych czajniczkach, w takich, których jeszcze za czasów mojej młodości zaparzałam : Yunnan, Assam czy Ceylon, a później popularną stała się zapachowa herbata El Gray.
Jeszcze bywają te herbaty w marketach, jednak te  w saszetkach są wciąż bardziej popularne, może dlatego, że są najłatwiejsze do zaparzania?

Ale jeżeli ktoś jest spragniony prawdziwej, dobrej herbaty, polecam specjalne sklepy, w których można spotkać liściaste herbaty z całego świata.
To dopiero musi być prawdziwa uczta dla naszych zmysłów.
A ja jeszcze do takiej herbatki widzę koniecznie podaną konfiturę wiśniową lub malinową, oczywiście  własnego wyrobu.

No to sobie pomarzyłam trochę, a teraz pozostaje mi tylko życzyć miłego poniedziałku i wspaniałego tygodnia.

P.S. A swoja drogą, taka paczka  dobrej prawdziwej  herbaty mogłaby być fantastycznym prezentem pod choinkę, prawda????



.

a właściwie……

A właściwie to nie mam dzisiaj żadnego pomysłu na wpis, wiadomo, leniwa niedziela.
Ale oczywiście muszę przynajmniej Wszystkim życzyć, by ta niedziela była spokojna, bez żadnych politycznych i rodzinnych wzburzeń, ot, taki milutki i słodziutki dzień.
Zapowiadał się pięknie, rano obudziło mnie słoneczko i już moja dusza zaczynała się radować, gdy nagle nadpłynęły jakieś szare chmury, które to jesienne słoneczko pożarło. Ale najważniejsze, że jeszcze nie spadły z nieba śnieżne gwiazdki, które zaraz pewnie we wstrętne błoto by się przemieniało, bo pogoda jest na małym plusie.
Tak po prawdzie, to już od kilku dni rano spoglądam, czy gdzieś tam tej bieli nie widać, nie, żebym za nią tęskniła, wcale nie, ale wiem, że niebawem biało ma się jednak zrobić. Taka kolej rzeczy jest! Ciągle opadami śniegu straszą biednych ludzi…….

A co będę dzisiaj robiła?
Pewnie nic ciekawego. Wczoraj czekałam na Gościa, niestety, nie przyszedł na kawusię, może dzisiaj przyjdzie?
A rożki z wisienka schną…
Co prawda nie mojego wyrobu, ale są pyszne, najwyżej sama zjem!

A dzisiaj, mimo, że nie handlowa niedziela, dokonałam zakupów, tak, w Bonprix kupiłam sobie czarną sukieneczkę w duże, czerwone  róże, w sam raz coś dla Uleczki.
Będę miała nowy strój na Firmowa i normalną Wigilię.Co prawda mam już kilka sukienek, ale każda kobieta lubi od czasu do czasu coś nowego sobie kupić, prawda? Tym samym sobie humorek poprawia.
Boże, jakie to proste, wchodzisz na stronę, wybierasz sukienkę, klikasz i już za kilka dni masz ją w domu.
Co prawda nie zawsze jest ona do końca taka, jakbyś chciała, ale przeważnie wybieram dobrze. Może i tym razem trafie w dziesiątkę???
A Firmowa Wigilia już za niecały miesiąc……….. a dwa tygodnie później już święta……. a co dopiero była poprzednia……
Będę miała teraz okazję  do tego momentu czas odliczać.
Co prawda św Mikołaj do mnie nie przyjedzie, ale……… przecież za półtora miesiąca, nawet krócej, są moje imieniny.
Zawsze wtedy jakieś życzenia otrzymuję!!  Bo chyba troszkę mnie w mojej Rodzinie lubią,  co??????

No i na koniec coś śmiesznego:

WESOŁEJ NIEDZIELI !!!!!!!

sobota, sobota !!!!!

 

Ech! niektóre osoby są niereformowalne, szczególnie te Pisem zarażone.
Co by im człowiek nie tłumaczył, to i tak pisowiec  zawsze zrozumie po swojemu, po pisiemu, czyli na opak i zawsze będzie uparcie  powtarzać, że czarne nie jest czarne.
Poddaje się, przynajmniej w tym wypadku się poddaję, nie mam zamiaru nic więcej tłumaczyć.
Niech sobie żyje w tej swojej błogiej pisiej wierze, może kiedyś sama się przekona?
Tylko może ją wtedy to zaboli, a  może i nie, skoro jest taka gruboskórna?????
W końcu w coś człowiek musi wierzyć, a że nie zawsze to jest słuszne………   to w końcu nie  jest moja sprawa.

Dzisiaj sobota, pozostawmy więc wszystkie niezbyt przyjemne troski – złośliwostki całego tygodnia za sobą i cieszmy się dniem wolnym, aczkolwiek…..

Pogoda już na minusie.
Co prawda na razie tylko noce są z przymrozkami, ale i za parę dni przymrozki dopadną nas i w dzień.
Właściwie to już było wczoraj całkiem chłodno i nieprzyjemnie, wszystko przez wiatr.
Ale czego można się spodziewać po tej porze roku???
A dzisiaj rano na termometrze za moim oknem okazała się cyfra 0.
To oznacza, że zupełnie spokojnie mogę z szafy wyjąć moją ciepłą, zimową, granatową kurtkę, a nogi obuć moimi nowymi botkami. Bardzo jestem ciekawa, jak się będą one spisywały, bo co prawda zapowiadały się na bardzo wygodne buciki, ale z moimi stópkami nigdy nic do końca nie wiadomo.
W każdym bądź razie zaopatrzyłam się wczoraj w zapas Apapu, tak na wszelki wypadek. A właściwie,  tak po prawdzie, to jest jeden lek przeciwbólowy, który codziennie  zażywam i…nawet mi pomaga przynajmniej na to kolanka.
Owszem, mam jeszcze w odwodzie Nimesil, ale ten piję tylko wtedy, gdy mam zaplanowane jakieś wyjściem dłuższe łażenie, bo więcej niż 2 saszetki na tydzień nie powinno się go zażywać, bardzo niszczy wątrobę. Ale coś za coś, albo wątroba, albo kostki.
No to  piję sobie tę smaczna mimesilową oranżadkę co któryś tam dzień, w między czasie wzmacniając ją własnie Apapem. 
Póki w domu mam ciepło, a jednak temperatura ma bardzo duży wpływ na wszystkie kostne bolączki, dopóki na dworze nie ma szarugi. da się jakoś jeszcze przetrwać.
A może już się przyzwyczaiłam do tego, że od czasu do czasu coś człowieka w odpowiednim wieku boleć musi????
A na razie temperatura w moim pokoju oscyluje około 20 stopni pana Celsjusza , więc mam cieplutko, milutko, gorzej, gdy mrozy za oknem się pokażą, oj pamiętam jeszcze ten mroźny tegoroczny styczeń, gdy tak okropnie marzłam.
Na całe szczęście mam przecież elektryczny, ciepły kocyk, którym będę mogła się w razie mrozów otulać.
A tu masz, miało być brzydko, pochmurnie i deszczowo, a słonko jednak zdecydowało się osłodzić nam te październikowa sobotę i wyszło zza chmur, jaki  to optymistyczny akcent naszego weekendu, nieprawdaż? Więc nadal nie będę sobie i Wam humoru dzisiaj psuła, tylko jakimś wesołym akcentem zakończę ten dzisiejszy mój wpis.
Niech nawet moja polityczna oponentka odpocznie dzisiaj od moich złośliwostek 🙂

Niedługo już święta. Właściwie to w TV już „idą” świąteczne reklamy, nie jeden większy market do świąt tez już się przygotowuje, ozdabiając swoje pomieszczenia choinkami, światełkami i świąteczna muzykę.
Pozwólcie, że i ja dzisiaj już się odpowiednio nastroję do nadchodzących Świąt i taki niewinny żart zamieszczę:

Ciekawe, na ile ten kotek okaże się jednak sprytny, aby dorwać się do choinki.

A ja życzę Wszystkim miłej i jednak słonecznej soboty.
Ciekawa jestem czy Ktoś dzisiaj do mnie na sobotnią kawkę wpadnie? Zapraszam serdecznie 🙂

Gangsterki ciąg dalszy

 

 

To chyba w głowie nikomu się nie mieści, jak można tak po chamsku, bez skrupułów rujnować nie tylko kraj, ale i szmacić innych ludzi.
Chodzi mi oczywiście o dalszy ciąg afery KNF, która zatacza tak olbrzymi krąg, że już praktycznie zawarte w niej są inne pomniejsze afery.
Do rządu dostali się  gangsterzy, którzy  zupełnie bez żadnej żenady stosują mafijne zwyczaje, rodem mafii włoskich i podobnie jak w Ojcu Chrzestnym
Tylko ten nasz Ojciec Chrzestny nie ma  zupełnie wyglądu tego z oryginału, jest  jakiś taki kaprawy, niziutki, karłowaty …….
Tylko posłuch ma, to fakt, ale za pieniądze można prawie wszystko kupić, niestety niektórzy Polacy mają taki  sprzedajny charakter, zamieniają własny honor na mamonę, a Jarosław to niestety wykorzystuje. Niestety ze stratą  dla innych normalnych Polaków, którzy niestety ponoszą tego konsekwencję.
Ale polska historia pokazuje, że nie jest to przypadek odosobniony, niestety podczas wszystkich dziejów naszej Ojczyzny  były jednostki, które po prostu za pieniądze Polskę sprzedawali. Teraz jest tylko podobnie, niestety…. 
Stawiają bez żadnej żenady odpowiednim   ludziom propozycje nie do odrzucenia.
Tak się stało z bankiem pana Czarneckiego,  już wiemy, że podobnie potraktowany był inny milioner, właściciel stacji Polsat, pan Zygmunt  Solorz, który najprawdopodobniej ze względu na utrzymanie swojego  Plus Bank musiał  przemienić politykę swojej stacji Polsat i nagle stał się następną tubą rządową. Bo ta niespodziewana przemiana była przez ludzi z wielkim zdumieniem przyjęta, bo jeszcze nie dawno był on raczej przeciwnikiem partii Pis,  teraz już znamy przyczynę tej nagłej zmiany, co wcale nie oznacza, że dodatkowo pan Solorz również nie musiał się opłacić jakąś posadką dla rządowego słupa.
 Ogólnie mówiąc ohydna jest z reguły polityka, ale to, co się ostatnio w Polsce dzieje przekracza wszelakie pojęcia.
Pytam tylko, jak długo jeszcze ta mafia będzie utrzymywała się na stołkach i mam jeszcze ważniejsze pytanie, co po niej będzie z Polską?
Jaki rząd będzie musiał powstać, aby po pierwsze rozliczyć Pis ze wszystkich ich machlojek i w dodatku ten rząd będzie musiał stanąć przed nie lada zadaniem odbudowania tego wszystkiego, co Pis spaprał, a spaprał wszystko, w każdej możliwej dziedzinie.
I wiecie co? 
Najgorsze jest w tym to, ze nie widzę  n i k o g o, kto mógłby sprostać takim zadaniom. I muszę dodać, że jestem tym  wręcz przerażona!!

A mojej wczorajszej komentatorce odpowiem skąd wszystkie te  wiadomości czerpię: wystarczy posłuchać nie tylko rządowej Tuby, czyli Wiadomości TVP, ale trzeba zapoznać się z tym, co piszą inne media,  w tym i te światowe, a potem  wydać odpowiednia ocenę.  Nie można ciągle Koleżanko udawać, że nic się nie dzieje, bo to tylko źle o Tobie świadczy, znaczy, że masz bardzo ograniczone horyzonty myślowe.

Przed nami piątek i weekend. I nie zapowiadają się niestety kolorowo i ciepło, raczej  buro – ponuro, z bardzo wczesnym zmrokiem.
Ale przynajmniej teraz bardzo dobrze mi się śpi.
Czuje się, jak ten miś, który w zimowy sen zapada, z tym że jednak codziennie rano się budzę, co prawda dosyć późno, ale jednak.

Miłego piątku i fajnego jesiennego weekendu, chociaż penie nic szczególnego w nim się dziać nie będzie.
A może jednak???

zacznę od zasłyszanego kawału (bo dobry)

 

 

 

Na co naszemu rządowi  potrzebne jest tyke limuzyn???
Na wszelki wypadek,

Dobre prawda?

No to afera KNF  nabiera rumieńców, z tym, że wydaje się, że rząd bardzo nieudolnie zresztą  udaje że nic się nie stało.

Przecież znamy to powiedzenie NIC SIĘ NIE STAŁO, POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO!!!!!

No nie wiem, czy nic się nie stało, skoro zagrożone jest bezpieczeństwo finansowe państwa, a  ten, który podejrzany jest o przestępstwo, czyli Szef KFN, był w budynku KFN na 2 godziny przed tym aż weszło tam CBA.  Przecież miał  wystarczająco sporo czasu na to, żeby zniszczyć dowody przestępstwa.
Ale ta afera to tylko wierzchołek góry lodowej, przy okazji wyszło (szydło z worka ha ha ha), że małe banki były zastraszane i szantażowane przymusowymi wprowadzeniem podstawionych słupów  (czytaj  ludzi grupy rządzącej), albo straszyli przejmowaniem takich prywatnych banków przez państwo, czyli po prostu wszystkie Banki miałyby przejść w ręce kasty rządzącej.
No i smaczku tej aferze  dodaje fakt że ewentualne śledztwo (bo jeszcze wciąż nie wiadomo, czy będzie ono wdrożone, może uda się jednak ukręcić łeb hydrze) prowadzi naczelny prokurator Ziobro, który jednocześnie jest ministrem sprawiedliwości, czyli przedstawicielem rządu, przeciwko któremu ma sprawa się toczyć.
To wygląda tak, jakby  wilk prowadził śledztwo przeciwko drugiemu wilkowi, że zjadł owcę.

Więc co Polacy? NAPRAWDĘ NIC SIĘ NIE STAŁO???????

A ja mam taką cichą nadzieję: to już jest początek upadku Pisu.
Tylko…. niestety ciemny lud znów karmiony jest propagandową  Telewizja TVP i audycjami Radia Maryja, bo do innych mediów niestety dostępu nie mają.
No chyba, że niektórzy z nich przeczytają to, co piszą na necie w Polityce, na Onecie, czy w co prawda mało wiarygodnej dla nich 
Gazecie. Tylko, czy będą chcieli tam zaglądnąć? Może ich tylko  propaganda życiowo uszczęśliwia???
Ale może znajdzie się wreszcie ktoś, kto ciemnemu ludowi pokaże, na jakie niebezpieczeństwa ich naraża  ukochana partia, która nie dość, że ich bezczelnie okrada, to jeszcze doprowadza do finansowej ruiny całą Polskę, sami przy tym niebotycznie się bogacąc.

Ludzie! nie możemy milczeć, musimy tłumaczyć tym biednym okłamywanym ludziom, jak prawda wygląda, na siłę, nawet, gdyby nie chcieli nas słuchać!!!!
Jesteśmy to winni naszej Ojczyźnie!!!!
A ponieważ wiem, że mój blog jest dosyć często czytany i to przez ludzi różnych opcji, postanowiłam sobie, że ja milczeć na pewno nie będę !!!!!
Może…. ach. to marzenie w końcu musi się spełnić!!!!

A co poza tym?
Ano na razie mam zepsuty aparat rtg, tak więc moje stanowisko pracy pozostaje bez mojej opieki.
W domu miałam kłopoty z internetem, co jakiś czas po prostu wypada jakaś wada przekazu i zrywa mi dostęp do netu, wczoraj wieczorem interweniowałam, a dzisiaj rano już dzwonił pan technik z Neostrady, że usterka została usunięta.
Trzeba pochwalić ich za szybkość w interwencji.
Może  teraz znów 2-3 miesiące będę miała spokój z przerwami?
Wczoraj popołudnie spędziłam całkiem przyjemnie, bo przyszedł do mnie z wizytą V.I.P.
A potem nadszedł długi wieczór i……. no własnie głównie zmagałam się z walką z netem, coś tam sobie pooglądałam  w TV, czyli akurat trzy moje ulubione seriale „Klan”, „Na dobre i na złe” oraz „Na sygnale” i poszłam spać.
Nadchodzi niestety ta mniej przyjemna część jesieni, co niestety odczuwam w moich kostkach, kolano znów mi tak dokucza, że bez  porcji APAP -u ani ani, przynajmniej dobrze, że on jakoś jeszcze na mnie działa.
Nie chciałabym znów pchać się w silniejsze środki, kiedyś co prawda przez krótki czas musiałam zażywać Encorton, owszem, pomógł, ale to on pozwolił mi „nadrobić” te kilka kilogramów………
Jakoś muszę się z moimi bólami uporać ( przynajmniej wiem, że skoro coś mnie boli, to oznaczam że wciąż jeszcze żyję!), może na wiosnę znów będzie lepiej???

Czy zauważyliście, że właściwie człowiek ciągłe na coś czeka, a gdy już do tego momentu dojdzie, zaczyna całkiem nowe oczekiwanie?
Teraz chyba już możemy powiedzieć, że skoro jest już połowa listopada, zaczynamy  pomalutku myśleć o…świętach.
No tak, jeszcze miesiąc z małym okładem i znów przy wigilijnym stole zasiądziemy, a tak wydaje się, że całkiem niedawno poprzednia Wigilia była…..
A potem już tylko Sylwester, Nowy Rok i znów nam w kalendarzu data się zmieni, znów starsi będziemy….
I to jest własnie życie….ale to nic, przed nami następna perspektywa to ….wiosna i chociaż wciąż do niej tak daleko, będę sobie już o niej marzyła, a co mi tam, zawsze jakoś weselej na mojej zbolałej duszy się zrobi….

A jak na razie życzę miłego czwartku, na szczęścicie wciąż jeszcze nie śnieżnego (  moje zimowe, nowe botki wciąż czekają na inaugurację ), może dzisiaj nawet jakiś promyczek słońca się nieśmiało zakradnie????

mały biały miś……

 

 

……… różyczki dla Uli przynosi dziś 🙂

Bo dzisiaj przecież znów kolejna środę mamy 🙂

Już pora na  białego misia Uleczko, bo zapowiadają, że zima już nadciąga.
Ale jakoś do tej pory było całkiem przyjemnie, wczoraj nawet w Krakowie słonko dobrze przygrzewało i nawet na ławeczce na chwilkę przysiadłam.
Pełno  suchych liści  na trawnikach Uleczko leży w parku, więc pieseczki wesoło w nich się czochrały, myślę, że Oli też pewno takie jesienne zabawy lubi?? No i jeszcze nawet wczoraj kaczuszkę dojrzałam na stawie, co prawda tylko jedną, ale i tak ucieszyła ona moje oczy.
A pomyśleć Ulu, że akurat wpadły mi wczoraj w ręce z tego samego dnia sprzed dwóch lat, gdy park spowity był białą szatą…….
Ale dzisiaj Uleczko jeszcze wczorajsze wesołe promyczki Ci posyłam i oczywiście środowe całuski.

A co w polityce? Kolejna afera korupcyjna i to całkiem wielkich rozmiarów.
Brawo Gazeta, ujawniliście to, co tal Pis chowa skrzętnie i oszukuje tym swoich wyborców.
Bardzo jestem ciekawa, czy pani Wasserman też wystąpi teraz z oburzoną decyzją o konieczności dymisji premiera Morawieckiego, w związku z aferą KNF. Wszak według znanej pani adwokat, to premier nie dopilnował. żeby taka afera nie wybucha.
Ba, to przecież premier Morawiecki powołał tego pana Chrzanowskiego na stanowisko szefa KNF.
Więc tym razem to nie jest Małgosiu wina Tuska, to jest wina Morawieckiego!!!!!!
No i miał oczywiście Tusk rację, gdy podczas przesłuchiwania ostrzegał Małgośkę, aby zbyt pochopnie nie podejmowała pewnych decyzji, bo to kiedyś. rykoszetem może się odbić na jej rządzie.
Długo czekać nie trzeba było.
Oj Małgośka, pamiętaj, że kij ma dwa końce i obydwoma może porządnie przywalić.

A tak pięknie ongiś, jeszcze za czasów rządu PO Kaczyński krzyczał z jakiegoś podstawionego mu na placu podnóżka, że takiej korupcji, takiego kolesiostwa i nepotyzmu dotąd świat nie widział.
No to zobaczył, jakieś dwa lata później, bo ten pisi nepotyzm osiągnął już zenitu, a   pisia korupcja goni następną pisią korupcję i to  prawie na wszystkich ważnych rządowych stanowiskach.

Teraz mamy po prostu państwo z tektury, która co chwilę gdzieś się drze i strzępami przeraża.
Wczoraj na Facebooku napisałam takie moje spostrzeżenie:Zastanawiam się, ile jeszcze korupcyjnych afer musi w Polsce wybuchnąć, ile faszystowskich zamieszek musi się odbyć, by Polacy wreszcie zrozumieli, że kroczymy prosto w kierunku przepaści.
Bo świat widzi i się dziwi. Świat zobaczył,  pod jakimi sztandarami kroczył Marsz Narodowościowy 11 listopada, świat zobaczył, jakim afrontem władze państwa, a szczególnie prezydent, który nawoływał wszystkich do jedności, obdarowali jakby nie było najważniejszą osobę w Unii.To wszystko zostało źle w politycznym świecie osądzone.
świat widzi, jak nasz rząd „zagrywa” sobie z Komisją unijną w sprawie decyzji Trybunału , pozorują zmiany, których wcale w życie nie wprowadzają, lekceważąc decyzje Unii.
Co prawda Polska pomału zaczyna budzić się, z pisiegoi letargu, ale niestety są to jeszcze zbyt mało decyzyjne kroki.
A w Łodzi premier Tusk wyraźnie powiedział: nie możecie czekać na jeźdźca na białym koniu, musicie zacząć sami działać.
Czy weźmiemy sobie to do naszych serc?

Wczoraj, mimom  że to był trzynasty dzień miesiąca, był dla mnie całkiem szczęśliwy, udało mi się bez trudu pozałatwiać kilka swoich spraw.
No fakt, przecież to był wtorek, a nie piątek!!!!
A dzień na razie wstał ponury, ale może i dzisiaj słonko zaświeci,

MIŁEJ  ŚRODY

wspomnienie…….

Wczoraj dowiedziałam się, że zmarł mój Stryj, najmłodszy Brat mojego Taty.
Miał 98 lat. Odszedł spokojnie, we śnie, wieczorem położył się spać i już więcej się nie obudził.
Pocieszające jest to, że mimo swojego dostojnego wieku  nie cierpiał. Po prostu sobie podszedł do swojej zmarłej żony, która już na pewno tam na niego czekała……
Co prawda nie miałam z nim częstego kontaktu, owszem był kilkakrotnie wraz ze swoja żoną Juttą w Polsce, również i oni zaprosili mnie do siebie  w 1983 roku do  siebie,  do Minneapolis, gdzie spędziłam miłe 2 miesiące.
Ale to już historia.
Pierwszy raz Wujek Jurek przyjechał do Polski, gdy byłam kilkunastoletnią dziewczynką, pamiętam, że  przyjechał wtedy do Zawoi, gdzie spędzaliśmy wakacje razem  z Babcią,  z Jego Mamą, której nie widział ponad 30 lat. Pamiętam to bardzo wzruszające spotkanie po latach Matki i Syna, wszyscy mieliśmy łzy w oczach.
Jurek jako młody, zaledwie 18 -sto letni oficer wyruszył na na wojnę, dostał się niestety w piekło Starobielska, z którego udało mu się jakimś cudem uciec i dostał się do niemieckiej niewoli, gdzie został ranny i był przeniesiony do niemieckiego szpitala, gdzie poznał  i pokochał ze wzajemnością pewną pielęgniarkę, swoją późniejszą żonę. Potem wraz żoną wyemigrował najpierw do Londynu, późnej do USA do Indianapolis, a później zamieszkał już do końca swojego życia, w Minneapolis. Doczekał się trójki wspaniałych synów (najstarszy Andy jest ode mnie starszy o 2 lata), własnej firmy, którą teraz prowadzą i rozwijają  jego synowie,
Jutta i Jurek wiedli bardzo szczęśliwe i zgodne  życie, naprawdę kochali się przez całe swoje długie lata małżeństwa, niestety 5 lat temu, po krótkiej chorobie  Jutta odeszła.
A teraz odszedł ON,  ostatni z poprzedniej generacji Wyrobków, a moje pokolenie, czyli  moja Kuzynka Marysia, moi Kuzyni: Andy, Thomas i Kris oraz ja, tym samym znaleźliśmy się już na samym wierzchołku genealogicznego drzewa naszego rodu. Wierzchołka, z którego niestety spada się już w dół, w nicość…..
I to jest to przemijanie…

I tak wczoraj sobie pomyślałam, że pewnie mój Tata był zadowolony witając swojego Brata, ma On teraz już prawie wszystkich najbliższych koło siebie, swoich  rodziców, swoje rodzeństwo, swoją żonę, trójkę swoich dzieci: Kasię, Anię i Krzysztofa i teraz  pewnie już czeka tylko na mnie……
Tylko mnie brakuje tam do kompletu…….
Ale ja na razie tam jeszcze się nie wybieram , przynajmniej w najbliższym czasie, będziemy musieli wszyscy jeszcze trochę za sobą potęsknić.

Specjalnie zamieściłam dzisiaj Ich zdjęcie: Cioci Jutty i Wujka Jurka, żebyście zobaczyli, jak bardzo kiedyś byli razem bardzo  szczęśliwi i na pewno teraz, będąc razem w Niebie,  są znów są razem i znów są  szczęśliwi –   głęboko w to wierzę.

A zdjęcie ma w sobie to, że zatrzymuje w kadrze jakiś moment życia i później będzie można zawsze do tej chwili na ten  moment chociaż powrócić.
Przynajmniej we wspomnieniach……

A jeżeli mówimy o momentach naszego życia, bywają w nim także te bardzo przyjemne, wręcz bardzo radosne chwile.

Wczoraj miałam bardzo miłe odwiedziny mojej kochanej małej brataniczki, a właściwie to  wnuczki mojego brata,  Zeldy, która wraz z rodzicami, Dianą i Ksawrem oraz z siostra Ksawra, czyli z jej  ciocią  Julką,  odwiedzili mnie popołudniowa porą.
Boże, jak to śliczne dzieciatko szybko rośnie. Jeszcze niedawno była malutkim niemowlęciem, wczoraj przyjechał do mnie bardzo gadatliwy i pogodny Bobas, który w dodatku przywitał mnie uśmiechem od ucha do ucha. Miód na moje i tak zakochane w niej serce.
A pewnie już niedługo, może przy następnych, kolejnych odwiedzinach, już pewnie będzie tuptała radośnie po moim pokoju.
Już się nie mogę doczekać…….

Goście nie siedzieli zbyt długo, niestety teraz już około 16 robi się zmrok, a tu trzeba było jeszcze z dzieckiem do domu spacerkiem wrócić (przyjechali wózkiem), ale chwilę, przy kawce, porozmawialiśmy na rodzinne tematy, bo ostatnio sporo dziwnych rzeczy w mojej rodzinie się dzieje, ale pewnie tak bywa w każdej rodzinie, nieprawdaż?
Ale obiecałam Żeldzie, że gdy tylko wiosna znów do nas powróci, pójdziemy na długi, piękny spacer po moim ukochanym Parku.
I słonko już będzie wtedy  mocniej przygrzewało, ptaszki nam za świergolą, a wokoło  zmów będzie zielono i kolorowo od ślicznych wiosennych kwiatów i będzie można spędzić w parku nieco więcej czasu.  A w około pachnieć będzie  WIOSNA !!!
No i  oczywiście Zeldunia będzie wtedy już o wiele większa, może tam własnie postawi swoje pierwsze kroki???
Tak więc mam na co czekać.
Jesień minie już niedługo, po niej przyjdzie oby nie za długa i nie bardzo ostra zima, a ja będę czekała……cierpliwie czekała……
Kto wie, może przyszła wiosna też nas zaskoczy, jak ta tegoroczna i też już w kwietniu pokaże swoje ciepłe oblicze ?
A w kwietniu Zelda będzie już miała 10 miesięcy !!!!

WIOSNO, PRZYBYWAJ SZYBCIUTKO!!!!!!!!

Ale na razie mamy jesień i to całkiem piękna jesień, znów nas rano słonko na niebie przywitało, a temperatura, jak na tę porę roku jest całkiem miła.

No to cieszmy się tym słonecznym  wtorkiem, pomyślności !!!!

 

uff, już po święcie

 

 

Przyznam, mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony było to NASZE przecież ŚWIĘTO!!!
Nasze, które powinno być wspaniałe i w wielu miejscach naszego kraju takie było
I chwała tym wszystkim organizatorom, którzy potrafili zapewnić wczoraj  w wielu polskich miastach spokojny i wesoły  rodzinny marsz, wiele naprawdę wspaniałych  świątecznych atrakcji. Brawo Gdańsk, brawo Łódź, brawo wielu niewielkim i większym miastom, gdzie panowała wczoraj prawdziwie świąteczna i radosna atmosfera,
Przecież w nich brały udział całe rodziny, a przede wszystkim nasze dzieci, które od zarania powinny uczyć się, czym jest prawdziwy patriotyzm.
A patriotyzmem nie są zapalone race, podniesione w złości zaciśnięte pięści i wrogie okrzyki.
To po prostu przerażam przypomina tylko te złe chwile, które chcielibyśmy już głęboko w naszej pamięci zakopać, na zawsze zakopać.
Więc jeżeli do takich gorszących zajść doszło w Warszawie, czy we Wrocławiu, źle tylko o nas  Polakach świadczy.
W świat poszło niestety przesłanie, że Polska sprzyja faszyzmowi, a to wcale nie jest  do końca prawdą.  Polacy w przeważającej większości jest przeciwna przemocy, przeciwna  budzącej się ONR-owskiej siły.
Po prostu to tylko  nasz rząd nie daje sobie rady z tym problemem, zresztą sami są sobie winni, bo nie tylko im sprzyjali, ale wręcz startując w wyborach,  zwracali się do nich o pomoc, o wsparcie. A narodowa prawica chętnie ten moment wykorzystała, hydra podniosła  głowę, podniosła pięści. 
Kto sieje wiatr, burzę zbiera, teraz okazuje się, że pis można przypisać łatkę faszyzującej partii, bo to oni zgodzili się wczoraj na wspólny marsz z niebezpiecznym elementem i to pis jednak  firmował wczorajszy marsz.
Fakt, nie można powiedzieć, że cały marsz pod szumną  nazwą „Dla Ciebie Polsko” był nie udany. Tam (prócz oczywiście rządowych oficjeli) szło mnóstwo Warszawiaków, niosących trzepoczące na wietrze biało – czerwone flagi, symbol przynależności do naszej Ojczyzny. Szli spokojnie, bez żadnych ekscesów, ale z drugiej strony nie można było powiedzieć, że  ich twarze emanowały radością, raczej powiedziałabym że och twarze wyrażały obawę o to, co ich może podczas tego maszerowania może czekać.   Na szczęście ta część marszu, otoczona kordonami policji i żandarmerii  bez żadnych złych konsekwencji dotarła do swojego końca ( co prawda sam prezydent wcześniej gdzieś się zawieruszył, ale to już mały szczegół) i teraz prezydent i premier mogą odtrąbić swoje zwycięstwo, chociaż………. niestety nie zapanowali (bo już nie czuli takiej potrzeby) nad tym, co się potem działo, a niestety później Warszawa zapłonęła od łun pochodni i zapalanych rac, zabrzmiały w niej wrogie  i tak bardzo bolesne dla wielu Warszawiaków, zwłaszcza tych ze starszego pokolenia, pamiętającego  jeszcze wojnę faszystowskie, okrzyki.

Bardzo groźnie wyglądał marsz niepodległościowy we Wrocławiu. Pomimo zakazu przez tamtejszego prezydenta  takiego marszu, Sąd wydał decyzję o odroczenie zakazu i niestety znów nieodpowiedni element  z  faszyzującym byłym księdzem Jackiem Międlarem na czele doszedł tam do głosu.
Wielka szkoda, że Sąd jednak nie wysłuchał do końca przewidującego  przez prezydenta takie ekscesy i zezwolił na naruszenie spokoju Wrocławian.
Na szczęście prezydent Wrocławia zdążył w odpowiednim czasie rozwiązać ten marsz i zaprowadzić w swoim mieście ład.

A tak nie wiele przecież wystarczy zrobić!!!!
Jednak ta formacja na szczęście nie cieszy się w Polsce poparciem.
Zdecydowanie powinno doprowadzić się do rozwiązania ONR-u, przynajmniej w takiej formie, w jakiej jest teraz ona w przestrzeni politycznej uwidoczniona.
Jeżeli Narodowcy chcą występować jako polityczna formacja, powinna zdecydowanie zrewidować swoje poglądy, swoje hasła, zmienić swój image na przyjazny  Polsce.

Mamy za sobą 100 lat niepodległości, a co zrobimy z następnymi jej latami? Czy potrafimy ją   utrzymać, czy ją tak po prostu z typowej dla Polaków „niemocy” zniszczymy????
Wszystko przed nami, to od nas zależy teraz, w którym kierunku Polska  pójdzie.

Dzisiaj mamy poniedziałek, wolny od pracy, podarowany nam przez rząd, jako prezent na 100 lecie naszej nieodległości .
I chyba słonko wysłuchało intencji rządzących i od rana nam wesoło na niebie przygrzewa.
Miłego dnia i bardzo miłego całego tygodnia, może jeszcze ten tez będzie wolny od jesiennych deszczy i wiatrów? Oby