nie ma, nie ma, nie ma

Kto nie chciałby takiej pięknej słonecznej aury? Zwłaszcza teraz, w tym najpiękniejszym miesiącu – w maju?
Nie ma takiej pogody, mamy prawie regularny przełom jesienno – zimowy, a gdy już nawet śnieg nie pada, na pewno pogoda postraszy nas opadami deszczu i to całkiem nawet intensywnymi.
Miesiąc maj, to czas Komunii św, biedne te dzieciaczki, zziębnięte takie, dziewczynki w cienkich, obowiązkowo białych sukienkach (jak długo przy takiej pogodzie sukienka nadal może być lśniąco biała?), chłopcy w (znów) białych, cienkich mundurkach, wszyscy trzęsą się z zimna, ale fason trzymają, bo tak wypada, nie można pokazać, że się nie jest w tym dniu wyjątkowo szczęśliwym.
Nawet gdy atmosfera wokoło Kościoła ostatnio stała się nieco stęchła, ale przecież nie można za grzechy niektórych księży i niektórych biskupów wszystkich w czambuł potępić, bo jak było ostatnio słychać, wielu księży nigdy nie zgadzało się nigdy z tym bezprawiem, ale cóż, oni tak jak zwykli szeregowi w wojsku, nic nie mieli do powiedzenia, nie tylko nie mogli nic z tym zrobić, ale nawet nie mogli się wychylić poza szczelną szklaną bańkę, którą oficjeli kościelni byli otoczeni, oni, panowie – władcy wszechmocni, tylko kto i kiedy taką wszechwładzę im zapewnił?
I jeszcze są te małe, niewinne owieczki, które prowadzone są za rączkę w swojej bezmyślności,w braku rozeznania, bo co takie dzieciaki o życiu wiedzieć jeszcze mogą. Idą, bo rodzice, bo księża mówią, że tak trzeba, że jest dobry Bóg, który za nich ginął na krzyżu, aby ich odkupić.
Ale jaki jest ten prawdziwy świat, z którym się w przyszłości spotkają, przekonają się już nieco później i sami będą mogli podjąć swoje decyzję wobec swojej wiary w Boga, w kościół. Nikt ich nie będzie już za rękę prowadził, tylko czy na pewno wystarczy im tej dzisiejszej, pierwszo komunijnej wiary? Czy pójdą drogą prostą, może nieco wyboistą, ale prawą, czy zboczą gdzieś w bezdroża i trudno potem będzie im powrócić?
Nad tym powinien teraz właśnie pochylić się Kościół, aby te wszystkie swoje owieczki rozbiegane po manowcach zebrać w prawdziwą owczarnię, podać rękę tym poranionym owcom, które pomocy szczególnie teraz potrzebują, niestety znów Kościół nie zawsze ten egzamin pomyślnie zdają, nadal bardziej troszcząc się o własny spokój, zabezpieczając swoją materialną przyszłość tu na ziemi, jakby w zaprzeczeniu tego, że to oni powinni wiedzieć najlepiej, że nasze życie tu na ziemi trwa bardzo krótko i to, co sobie tu na ziemi zapewnimy, nigdy ze sobą do wieczności nie przeniesiemy.
Czyli można by się zastanowić nad tym, jaka jest prawdziwa wiara niektórych kościelnych przywódców, która nie daje dobrego przykładu, a wręcz zgorszenie przynosi.
Pewnie, nie nam dana jest ocena innych, oni staną przed Sądem Ostatniej Sprawiedliwości i sami odpowiedzą za swoje czyny (tu pytanie, czy oni w to na pewno wierzą??), ale na pewno trzeba mieć oczy ( i serce) szeroko otwarte, żeby dać sobie odpowiedź, komu służę Bogu czy diabłu………
W naszej rodzinie mała Zosia przystąpi do swojego pierwszego sakramentu w tę niedzielę, zapowiadają że może troszkę się ociepli, oby, tego ci Zosiu życzę, chociaż nie będę na twojej uroczystości, na pewno o tobie sobie pomyślę.

Przez moment miałam nadzieję ze niebo nieco się rozchmurzyło, dobrze, ze przynajmniej deszcz nie pada.
Ale szok, że w ciepłej kurtce trzeba na ulicę wciąż wychodzić, bo wiatr chłód przynosi.
A może to tylko ja jestem takim zmarzluchem?

Przyjemnego czwartku, wciąż w oczekiwaniu na poprawę pogody, na jej zmianę z jesiennej na wiosenną, zgodnie z bieżącym kalendarzem