no, tak, to dopiero wtorek….

……a mnie już jakieś dziwne lenistwo dopadło.
Nawet poranna kawka nie wiele pomogła.
Nie mogłam dzisiaj jakoś zabrać się do pisania mego blogu i już , chociaż przyznam, że byłam kilkakrotnie atakowana, czemu o tej porze nie ma jeszcze blogu.
Czasami człowiek budzi się z dobrymi pomysłami, czasami umysł leniwieje.

Wczoraj jakoś bardzo szybko padłam wieczorem, już przed 22 byłam w łóżeczku, co dotąd rzadko mi się zdarzało.
Nie wiem, czy słonko, czy ciepło to spowodowało, ale nie mogłam doczekać się wprost momentu, aż do swojego łózia wskoczę. I co najlepsze wspaniale mi się spało, chociaż gdzieś koło 2 w nocy na chwilkę wstać musiałam, co nie zaszkodzi aby dalej uderzyć w kimono.

I co? Wstałam przed 7 rano i gdy wydawało mi się, że jestem już bardzo wyspana, wskoczyłam na momencik jeszcze do łóżeczka i jeszcze gdzieś godzinkę przy akompaniamencie swojej ukochanej rodziny Zastępczej pokimałam.
Uwielbiam rano wstać, napić się kawki i potem jeszcze na chwileczkę do ciepłego łózia powrócić.
Ale fakt, nie zawsze na taki luksus może sobie człowiek pozwolić.
Co prawda pogoda za oknem już jest całkiem przyzwoita, ale moje mieszkanie jeszcze nie całkowicie się ogrzało, czasami nawet czuję się bardzo zziębnięta, nawet wczoraj oglądałam w TV serial otulona kocem.
A może rzeczywiście jestem takim zmarzlakiem?
A ponieważ dzisiaj jestem leniwa, nie będę wcale zastanawiała się nad jakimś super mądrym wpisem, zresztą o czym by tu pisać można było, gdy i nic i tak wiele zarazem wokoło się dzieje.
Wciąż tylko mnie frapuje, czemu te biedne kaczuszki pouciekały z naszego jeziorka, co im w tym roku przeszkadza w bytowaniu. Maa fajny duży basen z czyściutką wodą, mają swoją śliczna małą wysepkę, gdzie kupry po kąpieli suszyć mogą, wreszcie maja towarzystwo ludzi, którzy chętnie je odwiedzają i pewnie dokarmiają, co z innej strony wcale dla kaczuszek nie jest zdrowe, bo nasz chleb wspomagany różnymi dodatkami może powodować u kaczek wzdęcia, lub jeszcze gorsze kłopoty mieć mogą te biedne kaczuszki.
Ale ludzi nie nauczysz, nawet gdy wiszą odpowiednie tabliczki zabraniając karmić ptaki, ( czy w ZOO na przykład inne zwierzątka)niby dorośli mądrzy ludzie na opak robią. A na pewno w takim Parku są specjalnie oddelegowani pracownicy, którzy dosypują ziarna odpowiednie dla kaczych brzuszków.
No dobra, nie bede juz pisała o tych kaczkach, lepiej gy ppowiem, że u nas w Krakowie w naszym krakowskim Instytucie Gnekologii i Położnictwa przyszły wczoraj na świat sześcioraczki: Tymon, Filip,Zosia,Kaja.Nela,Malwina.
Jak podał dzisiaj Rzecznik Instytutu, dzieciaczki i mama czują się doskonale, chociaż maluchy są jednak wciąż w okresie szczególnej opieki, albowiem ich wyjściowa waga wciąż jest malutka, około 1 kg.
Niech dzielnie rosną nasze sześcioraczki (pierwsze w Polsce i nieliczne na całym świecie) i chociaż na pewno na razie rodzicom sporo zamieszania w życiu narobią, ale kiedyś, mam nadzieje, przyniosą im radość i dumę

Miłego wtorkowego popołudnia