
Dzień dobry Uleczko w naszą środę.
Oczywiście grzecznie o zdrowie się pytam, chociaż widząc wszystkie ostatnie Twoje zdjęcia widzę, że wprost kwitniesz jak ta różyczka tutaj umieszczona.
I bardzo dobrze, oczywiście jest to Twoja głównie zasługa, prowadzisz tak higieniczne i zarazem intensywne życie, że żadne choróbsko nie ma prawa do Ciebie dotrzeć.
Trzymaj tak dalej i ciesz się jak najlepszym i jak najdłuższym zdrowiem, bo to jest takie ważne, gdy nic nie dolega, gdy można spokojnie bez bólów się wyspać, gdy można bez żadnego bólu cały dzień intensywnie przeżyć.
Wiem, że niestety ja trochę swoje życie „przespałam”, ale przyznam się bez bicia, nigdy nie lubiłam zbyt dużo ruchu, nawet, o zgrozo, starałam się omijać lekcje z WF-u, o innych sportach nie wspomnę, teraz niestety odcinam z tego te złe kupony, czyli wszelakie dolegliwości deformacyjne, które bardzo nie raz utrudniają mi życie i muszę niejednokrotnie łzy ronić z bólu.
Ale cóż, czasu nie cofnę.
Teraz wiem, że ruch jest jednym z najważniejszy czynników w prowadzeniu długiego, zdrowego życia i cieszę się, że Ty jesteś jego zwolenniczką.
Również cieszy mnie, że i moja Magda też podjęła takie zdrowe kroki, chodzi na długie spacery z psem, ale także jest entuzjastką nordic walking.
Ja próbowałam chodzić z kijkami, jakoś mi się to nie udawało, tylko potykałam się o nie, a może to było tylko zwyczajne lenistwo???
Kiedyś sport nie był tak bardzo popularny jak teraz. Dopiero od kilku lat modne jest bieganie, chodzenie z kijkami, w „moich czasach” tego nie było.
Fakt, w młodości byłam nieco bardziej aktywna, a to dlatego, że miałam boksera z którym chodziłam na bardzo długotrwałe spacery , czasami nawet poświęcałam na to całe popołudnie, z tym, że nie mogę przyznać, ze sama robiłam długie trasy, tak jak pisałam już nie raz, długie dystanse zawsze mnie męczyły, ale dzięki wspaniałemu psiemu towarzystwu, moja Tina miała zawsze zapewnione wspaniałe wybieganie się, chociażby na krakowskich Błoniach, gdzie spotykali się właściciele psów ze swoimi pupilami. A że moja Tina uwielbiała takie zabawy i miała wprost niespożyte siły, korzystała z takich spacerów do oporu, nigdy zresztą nie sprawiała wrażenia, że jest zmęczona, nigdy nie padała z nosem w trawę, nadal chętnie jeszcze by sobie pobiegała.
Dlatego też była zawsze we wspaniałej kondycji ( w przeciwieństwie do swojej pani), co zawsze na każdej wystawie było zauważone (oczywiście nadal myślę o kondycji psa, a nie mojej), jej mięśnie nóg, grzbietu zawsze były napięte i fantastycznie ze sobą współpracujące.
No, a potem już Tiny zabrakło (niestety mimo wspaniałej kondycji dopadła ją ta wredna, ale charakterystyczna dla bokserów choroba nowotworowa) i już nie miałam takiej motywacji do codziennego spacerowania.
Była co prawda w domu jeszcze córka Tiny, Kaja, ale ta na spacery najczęściej wychodziła raczej z Maćkiem.
Ale to już było….i nie wróci więcej.
Bo własnie przez tę moją złą kondycję nie mogę mieć już więcej psa w domu, po prostu są takie dni, gdy moje dolegliwości nie pozwalają mi na takie spacery, żeby zapewnić psu odpowiedni komfort wybiegania się.
Te moje reumatyczne bóle niestety dopadają mnie co raz częściej, dzisiaj jestem na przykład po fatalnej, na wpół przechodzonej nocy, nawet okazuje się, że ta blokada do mojego barku niewiele mi pomogła, może ciut jest lepiej, ale ból potrafi mnie w nocy zbudzić, a wtedy… no cóż, każdy, kto miewa nieprzespane do końca noce wie, jakie to jest okropnie męczące.
Prawdopodobnie dzisiejsze moje „nocne manewry” spowodowane znów były deszczową porą, bo wilgoć w powietrzu nie najlepiej na układ kostno – mięśniowy działa, nie mówiąc, że przynosi chłód do mojego mieszkania.
Lubię bardzo to swoje mieszkanie, ale zdecydowanie ma ono dwie wady: po pierwsze pokój jest ciemny, a to za zasługą obecności w pobliżu Parku, który zasłania światło, zwłaszcza, ze mieszkam na parterze i właśnie też, z powodu tego niskiego umiejscowienia mojego mieszkania, nie należy ono do mieszkań ciepłych nawet wiosną, czy latem, gdy za oknem jest niewysoka temperatura i pada deszcz.
A ja tak kocham ciepełko………
Swoją droga okropny mamy ten maj, zimny, mokry i w dodatku te trąby powietrzne przechodzące nad Polską i te ciągłe zagrożenia powodziowe…. stanowczo nie jest to dobry czas dla Polski i …ciemno widzę najbliższą przyszłość i pogodowo i przede wszystkim też i politycznie, bo nic nie wskazuje niestety na to, że najbliższa niedziela przyniesie pozytywne zmiany.
I tak po złości pomyślałam sobie nawet: dobrze, niech tak się dzieje, że PIS wygra i te i następne wybory, widocznie Polska nie zasługuje na lepsze, normalne życie, skoro tylu (przepraszam za słowo) idiotów posiada, ludzi ślepo wierzących kłamcom, albo ludzi nierozważnych, lekko traktujących życie swoje, swoich dzieci, wnuków, którym nie chce się cokolwiek dla Polski zrobić, aby ja zmienić.
Może gdy wreszcie naprawdę tak boleśnie po grzbiecie razy otrzymamy, coś się w umysłach Polaków przejaśni?
Tylko ostatnio na takie zmiany trzeba było czekać ponad 40 lat, ile teraz czasu na otrzeźwienie potrzebujemy????
Jest takie powiedzenie ” jak sobie pościelisz, tak sobie wyśpisz”
Zobaczymy, jak to przysłowie na naszą polską rzeczywistość się przełoży.
Ale jak na razie prognozy nie są zbyt optymistyczne!!!!!
Uleczko moja Kochana, przesyłam Ci dzisiaj nieco mgliste pozdrowienia z Krakowa, mam nadzieję, że w końcu słoneczko dla nas kiedyś zaświeci, pytanie jest tylko jedno: kiedy to nastąpi?
Wszystkim moim Drogim Czytelnikom mimo złej aury i złych pogodowych zapowiedzi na najbliższe dni , pozytywnie spędzonej środy życzę.