nie wiedziała?

Każdy, ale to chyba każdy, kto będzie miał badanie przewodu pokarmowego chyba wie, że przed badaniem należy być na czczo.
No bo jak ocenić żołądek, który jest napchany jedzeniem, czy piciem.
A tu wczoraj okazało się, że pacjentka usiłowała wmówić mi, że to lekarz, który ją kierował powiedział, że tylko nie wolno jeść, ale pić już można i śmiało, nawet może tuż przed badaniem….. napić się kawy.
Pacjentka lekarza posłuchała, kawy się napiła i…oczywiście nie można było w dniu wczorajszym przez to wykonać u niej zleconego badania.
Tylko jakoś naprawdę nie chce mi się wierzyć, żeby lekarz nakazał jej kawę tuz przed badaniem pić.
Oczywiście nie sprawdzałam, bo i po co, ale konieczność bycia na czczo jest tak sprawą oczywistą, że raz jeszcze powtórzę, nie wierzę, że kierujący lekarz i to w dodatku chirurg, pracujący w szpitalu (bo z przyszpitalnego ambulatorium miała pacjentka skierowanie) o tym nie wiedział.
Ale faktem jest, że pacjenci czasami starają się nam wmówić takie niespotykane nonsensy, w dodatku z zachowaniem pozorów całkowitego przekonania o swojej słuszności, że po tylu latach pracy w Rentgenie nie powinno mnie już nic zadziwić.
Ot taki dziwny mój przypadek zawodowy, bywa.
Wczorajszy dzień był koszmarny, padało calutki dzień od rana do późnej nocy.
No i skutki tego był do przewidzenia, zalane ulice i niesamowite korki na krakowskich ulicach.
Ale ponieważ byłam sprytna, wyszłam do pracy z ponad półgodziny wcześniejszym terminem, niż zazwyczaj.
Do pracy jakoś dojechałam, ale powrót był już rzeczywiście koszmarny, bo nie tylko Aleje, ale wszystkie ulice do nich przylegające były już totalnie zapchane, na co tym razem nie tylko złożył się remont ulic, ale także zalane ulice, a również to, że w taki deszczowy dzień wyjeżdża przeważnie więcej samochodów, niż zazwyczaj.
Przyjechałam zmoknięta, zmarznięta i zła i dopiero świeżo gotowana gorąca zupka postawiła mnie na nogi, jaka byłam szczęśliwa, że co prawda deszcz nadal sobie pada, ale już nigdzie wychodzić z domku nie muszę.
Ale potem, gdy przeczytałam wiadomości podane w Gazecie Krakowskiej o szkodach, które ta powódź uczyniła, już humorek nieco mi się popsuł.
Ale jest szansa na poprawę pogody, tylko niestety naprawa powstałych szkód będzie bardzo nieprzyjemna dla wielu ludzi, szczególnie dla tych, którzy stracili swój dorobek życia.

Muszę tu jeszcze nadmienić, że jestem szczęśliwa, że mimo, że tyle mówi się o złym traktowaniu przez niektórych ludzi naszych braci mniejszych, tym razem stanęli o na wysokości zadania i pomagali w ewakuacji dwóch zalanych psich schronisk, a w dodatku wiele z tych uratowanych piesków zyskało nowy, własny dom .
To taka optymistyczna wiadomość w tym ostatnio dziwnej polskiej rzeczywistości i mam nadzieję, że takie przygarnięcie piesków nie by spowodowany tylko kaprysem chwili, ani tym bardziej broń Boże chęcią zamanifestowania swojej fałszywej dobroci i rzeczywiście tym pieskom ich pieskie życie się w szczęśliwe chwile przemieni. OBY !!!!

No i optymistyczna wiadomość dla Małopolski, deszcz zaprzestał padać.
Co prawda jest nadal ponuro i chłodno, ale przynajmniej nie pada.
Wielka fala powodziowa właśnie Kraków sobie omija, ale spokojnie, woda ma już tendencje spadkowe, będzie dobrze.
Ale czy zdążymy ogrzać się i wysuszyć jeszcze w ten weekend?
Wątpię, chyba, że do czerwoności ogrzeją nas niedzielne wybory.
A to tylko jeszcze dwa dni.
Ja zaczynam swoją prace jutro o 7 mej rano, bo o tej porze mam zameldować się w mojej Komisji Wyborczej, aby przygotować lokal do niedzielnych wyborów.
A potem tylko jeszcze niedziela i…
no zobaczymy

Przyjemnego piątku