sobota, godzina czwarta rano, czyli……

…. ciężki jest los emeryta, który musi wstawać wcześniej, by zasilić swoją kasę kwotą 300 zł.
Ale na szczęście jest poranna kawka ( co prawda nieco droga, ale trzeba jakoś. się wzmocnić) i…jakoś to bę…….
Pyta ktoś, po cholerę tak wcześnie Kobito wstajesz?
To ta głupia nad czujność w człowieku drzemie, miałam budzik nastawiony na 5 rano, ale już od drugiej godziny w nocy co pół godziny się budziłam, żeby tylko spojrzeć na zegarek, czy już czas na wstawanie.

Zawsze tak mam, gdy wiem, że muszę o określonej, wcześniej niż zazwyczaj godzinie wstawać.
A dzisiaj już o siódmej rano muszę się w lokalu wyborczym zameldować.
Tym razem mam nieco dalej do tego lokalu, niż poprzednio, ale od czego są miejskie środki transportu?
Zresztą nie będę tam dzisiaj długo, co najwyżej dwie, trzy godzinki, więc jakby co, będę mogła sobie popołudniu tę zarwaną nockę odespać.
Tym bardziej, że w sobotę nic ciekawego w TV nie ma o oglądania.
Mam jeszcze w planie odwiedzić pewien sklep w okolicy, gdzie dawniej mieszkałam, a gdzie własnie będę w niedzielę podczas wyborów pracowała, czyli na ulicy Zwierzynieckiej Sklep Ante Smaki Sycylii , gdzie sprowadzane są przysmaki jak: sycylijskie sery, szynki, salami, owoce, warzywa, słodkości .
Już dawno miałam ten sklep odwiedzić, ale zawsze było mi nie po drodze, tym razem nie odmówię sobie tej przyjemności, może nawet coś smacznego z okazji jutrzejszego „święta” sobie kupię do po łasuchowania?
Tylko muszę się mocno za kieszeń trzymać, bo nawet to 300 zł, które na wyborach zarobię może być niewystarczające, pewnie sumy tam są nie całkiem niskie?
Chociaż zauważyłam, że ostatnio i nasze jedzonko bardzo podrożało, dawniej za 50 – 70 zł można było zrobić całkiem syte zakupy , teraz trzeba z kieszeni nie mniej niż 100 – 130 zł wyciągnąć, chociaż wcale koszyk zakupów nie jest aż tak bardzo obfity, ot, takie podstawowe zakupy: chleb, wędlina, jakiś serek, smarowidło do chleba (nawet nie masło, a Rama) kawałek jakiegoś mięska i kilka owoców i już ponad setki w kieszeni nie ma. Zresztą sami to z codziennych zakupów znacie.
Tak na oko ostatnio wydaję mniej więcej o połowę więcej, niż w zeszłym roku, przy podobnym zestawie zakupów oczywiście.
Co gorsza, straszą, że będzie jeszcze drożej.
Ale na pewno nie kupię sobie pietruszki, która stała się ostatnio takim rarytasem, że jest nawet droższa niż…kotlety schabowe.
Ale kotletami sobie podjem, pietruszką nie bardzo, więc po co mi ten biały korzeń potrzebny? No chyba kawałeczek do smaku, gdyby mi przyszło do głowy rosołek sobie ugotować.
Ale swoją drogą, czemu ona jest taka droga? Otóż czytałam gdzieś tam, że wszystkiemu jest winna…zeszłoroczna susza, bo roślinki nie wzeszły w takiej liczbie, jak potrzeba i teraz za to płacimy wysoką ceną.
A za rok dowiemy się, że była powódź, wiec dlatego wszystkie jarzyny podrożeć muszą?
Podobno niedawno w którymś z marketów wybuchła bijatyka o…przecenioną kapustę.
Jejku, jakich czasów myśmy się doczekali?????
Nie będziemy normalnie kupować, tylko wyrywać sobie z ręki jedzonko?
Za komuny tak bywało z mięskiem i wędlinami, ludzie rzucali się na siebie, gdy taki towar do sklepu przywieźli, teraz nas czeka batalia o jarzyny?
O tempora, o mores
Życzę Wszystkim spokojnej i może już nareszcie chociaż troszeczkę słonecznej soboty, bo ta szarość i chłód za oknem w maju jest wprost porażająca.
Stanowczo domagam si słoneczka nie niebie i temperatury około 20-25 stopni (nie więcej) – inaczej……zastrajkuję i już.