a we wtorek………

Postanowiłam nie przejmować się niczym, a już na pewno nie polityką.
Skoro Polacy chcą, by im było w ich Ojczyźnie byle jak, trudno, ich wola.
Będę cyniczna: nie mam własnych dzieci, nie mam własnych wnuków, więc nie muszę się o martwić o niczyją przyszłość, a moja?…no cóż, zostało przede mną tylko tyle czasu, ile pozostało, niczego specjalnego już nie oczekuję od życia, jest dobrze, tak jak jest i koniec kropka.
Najwyższa pora zostać osobą asertywną i powiedzieć głośno: a co mnie to wszystko obchodzi. To i tak bardzo delikatnie powiedziałam, mogłabym nieco dosadniej to określić, tylko po co? i tak nic to nie zmieni.
Zresztą i tak nie widzę jak na razie żadnego sensownego rozwiązania dla Polski, więc o czym tu mówić?
Nadal jestem wkurzona, to się akurat nie zmieniło, ale………. życie na przód płynie…….
Może tylko trochę mi żal mojego czasu, który poświeciłam na wybory w niedzielę, nie, nie tego, że głosowałam, bo to był oczywisty mój obowiązek opowiedzieć się z taka Polską, jaką widzę z pożytkiem dla wszystkich, lecz tego, że wsadziłam w to tyle serca i wszytko poszło w niwecz, to jest akurat dla mnie przykre.
Ale jeżeli przyszłość postawi przede mną zadanie, by znów wziąć udział jako członek komisji w następnych wyborach, pewno znów się zgodzę, chociaż pewnie znów przyjdzie potem rozczarowanie.
Ale takie jest życie, pełne rozczarowań, ale czasami i pełne wzlotów.
Należy tylko umieć wszystko wypośrodkować i nie dać się zwariować.
Tej nocy nareszcie porządnie się wyspałam, więc stąd moje lepsze dzisiaj nastawienie do życia i stąd ten spokój na mnie taki spłynął?
A może to i poczucie bezradności, że i tak ja, Ewa W. niczego nie zmienię, chociaż nawet bardzo bym chciała, muszą znaleźć się jacyś mądrzy ludzie, którzy potrafią Polskę z marazmu idiotyzmu wyprowadzić, ja do nich na pewno nie należę. Za wysokie dla mnie progi……..
Szkoda tylko, że pogoda znów się nam psuje, zapowiadają kolejne załamanie pogody, burze, deszcze niespokojne i …….. dokąd to tak będzie trwało?
Ale na sobotę zaczarowałam piękna słoneczną i cieplutką pogodę , bo wybieram się na działkowe pierwsze urodziny mojej ukochanej Zelduni.
Co prawda prawdziwy jej dzień pierwszych urodzin będzie w poniedziałek, 3 czerwca, niestety wtedy będę pracowała…….
Ach, pamiętam ten dzień 3 czerwca 2018 roku, gdy przyszła wiadomość, że jest już na świecie ta nasza rodzinna Perełka, która skradła nie tylko moje serce, ale i serca całej naszej rodziny.
Dlatego cieszę się, że Diana i Ksawery wymyślili tę działkową fetę, mam nadzieję, że Aniołki tam w niebie mnie wysłuchają i wypuszczą z nieba piękne promyki słoneczka w ten sobotni dzionek.
Już nie mogę się doczekać…..
Ale póki co, życzę przyjemnego i spokojnego, bez zbytnich nerwów wtorku.
Wszak złość i nerwy urodzie i zdrowiu tylko szkodzą a ważne, byśmy zdrowi wszyscy byli……
Jak to śpiewała Doris Day Que sera, sera…będzie (kiedyś) dobrze.
Tylko kiedy?…. to zależy tylko od nas i od naszych mądrych życiowych wyborów , wciąż o tym musimy pamiętać !!!!!!!