
nie, jeszcze nie cholera, (ta mnie już poniosła w niedzielę, po wyborach), ale chyba jakiś wstrętny wirus osiadł w moim gardle i w nosie i teraz mnie dręczy.
Kicham, prycham, w gardle mam sucho i okropnie mnie drapie, w dodatku cały czas trzęsę się dosłownie z zimna, o czym to świadczy???
Ano dokładnie o tym, że moje plany na sobotnie popołudnie, to znaczy, najprawdopodobniej moje sobotnie plany będą musiały ulec zmianie i nie będę mogła niestety brać czynnego udziału w pierwszych urodzinkach mojej Kochanej Zelduni, nie pójdę przecież do niej chora.
Mam przed sobą co prawda jeszcze dwa dni, ale to jest zbyt mało żeby pokonać chorobę, tym bardzie, że kurować będę mogła się najwcześniej od późnego popołudnia, bo wcześniej muszę być w pracy, mam już rozpisanych pacjentów.
Całkiem możliwe, że złapałam tego bakcyla w niedzielę od jednej pani z naszej Komisji, która właśnie też przyszła chora i gripexem się ratowała. A ja niestety zawsze taka jakaś łasa na te wirusy jestem, muszę koniecznie je złapać.
Ale fakt, pogoda nie jest adekwatna do tej pory roku, co oznacza niewiele ponad 10 stopni Celsjusza na termometrze, prawie, że w lecie? żałosne.
Ba, nawet Alertrcb ostrzegał o możliwościach …przymrozków, co prawda na północy kraju, ale zlitujcie się, przecież nie mamy początku wiosny, tylko jej prawie już koniec.
W moim mieszkaniu ciągle jest zimno, siedzę w dwóch swetrach, ale chowam się pod kocem i marzę, żeby wreszcie ciepło się zrobiło.
No a dzisiaj rano to już całkowicie załamałam swoim złym samopoczuciem.
Wczoraj dostałam list polecony, z Działu Sanatoryjnego NFZ, mówiące o tym, że moje skierowanie do sanatorium, wystawione w sierpniu 2017 zostało przesłane do mojego lekarza pierwszego kontaktu, który mi to skierowanie wystawiał, celem weryfikacji, czy nadal moja choroba po 15 miesiącach oczekiwania na sanatoryjne leczenie kwalifikuje mnie do …dalszego oczekiwania na takie leczenie, czy po prostu (chyba w cudowny sposób) ozdrowiałam na tyle, że już nie wymagam takiej medycznej usługi.
Na cale szczęście dostałam od Elżbiety potwierdzenie, że takie pismo weryfikacyjne z NFZ do przychodni dotarło, zostało przez panią doktor potwierdzone i odesłane z powrotem do Urzędu NFZ, nie musiałam sama brać udziału w tym całym zamieszaniu z taką weryfikacją, ale sam fakt takiej procedury jest co najmniej dziwny, skoro już przy składaniu dokumentów powiadamiają chorego, że czas oczekiwania na skierowanie do sanatorium jest co najmniej 26-27 miesięcy. To tylko jest świadectwem durnowatej, nikomu nie potrzebnej biurokracji, która niestety w Polsce jest wciąż wszechobecna.
No nic, nadal potulnie czekam na swoją kolejkę, rok dopiero minie na początku sierpnia, wiec jak dobrze pójdzie, gdzieś koło listopada – grudnia powinnam takie skierowanie otrzymać, ale bardziej liczę na początek przyszłego roku. Przeraża mnie trochę ten zimowy turnus (kto wie jaka będzie ta przyszła zima), ale sama jestem sobie wina, gdybym złożyła podanie trzy miesiące wcześniej pewnie na jesienny turnus bym się załapała.
Teraz już jestem mądrzejsza i będę dobrze obliczała, kiedy należy następne skierowanie składać, aby nie wpadła mi potem zimowa podróż w nieznane.
Ale co tu mówić o przyszłym wyjeździe, skoro termin tego najbliższego jest jeszcze wciąż, nawet w przybliżeniu nieznany???
Tak jak pisałam, muszę nabrać cierpliwości i…..czekać.
A na dzisiejszy znów ponury i chłodny poranek przesyłam pozdrowienia i uśmiech, który mam nadzieję rozpromieni trochę nasze humorki.
Dobrego czwartku