No to cicho sza

Od północy obowiązuje cisza wyborcza i ja się do niej w takim razie dostosowuję.
W tej materii zawsze byłam zdyscyplinowana, zresztą po co miałabym narażać się na jakieś kłopoty, a i tak swoje myślę, tego nikt mi zabronić nie może, a te swoje polityczne poglądy po prostu przełożę jutro w Komisji Wyborczej, stawiając w odpowiednim miejscu krzyżyk.
Swoją drogą to śliczną tę laleczkę ogłaszającą ciszę w necie wynalazłam, taka czarująca i optymistycznie do świata nastawioną, a jak pięknie do nas swoimi pięknymi oczami mruga ………… 🙂
Tak, ja też jestem optymistycznie do świata dzisiaj nastawiona, bo wczoraj miałam po prostu dobry dzień, mam nadzieję, że i dzisiejszy mój dzionek też taki miły będzie.
A czemu?
No to od początku :
Wczoraj słonko pięknie świeciło, wiaterek niewielki powiewał, więc ubrałam się cieplutko (niestety już trzeba kurtkę zakładać) i do parku pognałam.
Pierwsze co, to rzucił mi się z daleka widok niewielkiego ciemnego pieska w czerwonym ubranku, niestety, gdy tam podeszłam, okazało się, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, że to nie była Lola.
Usiadłam więc na chwilę na ławeczce i buzię do słonka wystawiam, ale i przy okazji uzupełniłam sobie kulkowe braki w mojej grze no i także połapałam kilka Pokemonów.
I gdy już zrezygnowana miałam wracać powoli do domu, zobaczyłam z daleka znajomą sylwetkę pana Waldemara i oczywiście Loli.
Bardzo ucieszyłam się , bo nie widziałam ich chyba ponad trzy tygodnie, a przez ten cały czas, czekając na odpowiednią porę, tę piłeczkę dla Loli przy sobie, w torebce zawsze nosiłam
Okazało się, że Lola trochę chorowała, miała zapalenie ucha, była na antybiotyku i przez kilka dni pan Waldemar nie wychodził z nią do parku, a potem po prostu widocznie byliśmy w tym Parku o całkiem innych godzinach i dlatego nie mogliśmy się spotkać.
Po przywitaniu się z panem Waldemarem i z Lolą zawołałam radośnie, „zobacz Lolu, mam coś dla ciebie”, a ta chyba jednak zrozumiała, bo od razu swój pyszczek do mojej torebki wsadziła.
Zarówno Lola jak i jej pan bardzo z prezentu się ucieszyli, więc od razu zaczęli zabawę nową piłeczką. A ja też byłam zadowolona, że moja niespodzianka wreszcie mi się udała, no i najważniejsze, że prezent przypadł im do gustu.
Chodziło o to, że piłka była miękka, niewielka, łatwa do chwytania w pyszczek, no i łatwa do kopania, bo ulubioną zabawą Loli teraz jest nie rzucanie i łapanie piłeczki, ale….obrona bramki, albo latanie za daleko wykopaną piłeczką.
Ot, taki piłkarz zrobił się teraz z tej Loli. Ciekawa jestem tylko, czy woli być zawodnikiem Wisły, czy Cracovi, muszę się dzisiaj dopytać o to pana Waldemara, bo dzisiaj też jesteśmy umówieniu w południe w Parku, oczywiście pod warunkiem, że nie będzie padał deszcz, ale na dzisiaj i na wyborczą niedzielę zapowiadają akurat całkiem sympatyczną i słoneczną pogodę.
Zresztą podobno właśnie na te kilka najbliższych dni ma powrócić do nas złota polska jesień.
I bardzo dobrze, bo chociaż trzeba nieco cieplej już się ubierać, jednak gdy jest słonko na niebie i nie pada deszcz moje kosteczki nieco mniej mi dokuczają.
A ja tak się martwiłam, że na następne zabawy z Lolą będe musiała aż do wiosny czekać…….. Na szczęście pogoda dla mnnie, dla Loli i dla pana Waldemara jest łaskawa i na piłkarskie harce w Parku jeszcze teraz wciąż zezwala.
No to cieszymy się dzisiaj naprawdę piękną sobotą, nawet z 21-22 stopniowym ciepełkiem i najważniejsze co, z dobrym humorkiem, którego i na jutro nam zabraknąć nie może.