tak troszeczkę na wesoło

Bo chociaż dzisiaj dzień jest raczej bardzo podniosły i ważny, ale i do takiego dnia można podejść z mała dozą humoru.
Może po oglądnięciu takiego mema z lepszym nastawieniem do urny wyborczej przystąpimy, wierząc, że nasz głos jest nie tylko bardzo ważny , ale i odpowiedzialny za następne nasze 4 lata.
Nie chcę w niedalekiej przyszłości powiedzieć, że to nie ja, a „oni” za mnie zadecydowali, więc zupełnie świadomie idę dzisiaj do Komisji Wyborczej zagłosować.
I mam nadzieję, że każdy z moich blog – czytelników również do podobnego wniosku dojedzie i jednak również w swojej Wyborczej j Komisji zaoptują zgodnie z własnym sumieniem.
PRZYPOMINAM: GŁOSOWANIE JEST TWOIM PRZYWILEJEM DANYM CI ZGODNIE Z KONSTYTUCJĄ I Z TEGO PRZYWILEJU TRZEBA SKORZYSTAĆ !!!!!!
A poniewaz nadal cisza wyborcza obowiązuje, odchodzę od tematu głosowania, wszak tyle jeszcze ciekawych rzeczy wokół nas się dzieje…..
Tym razem nie załapałam się na pracę w Komisji Wyborczej, z jednej strony dobrze, bo będę miała całą kolejną niedzielę dla siebie (no z wyjątkiem odwiedzenia mojego punktu wyborczego przy ul Smoleńsk), a z drugiej…jednak tym razem te 350 zł nie wpadnie do mojej kieszeni 😦
Czyli dzisiaj znów pójdę na „stare śmieci”, czyli na moją dawną ulicę, przy której nie tak dawno temu mieszkałam, ale przyznam się, że robię to z obowiązku, a nie z jakiegoś sentymentu do tych okolic. Zupełnie jakbym zapomniała, że tam kiedyś mieszkałam, ot, ulica, jak ulica, jak każda inna Krakowie.
Na całe szczęście tramwaj „ósemka” już jeździ starym szlakiem, tak, że podjadę prawie że pod sama szkołę, w której mieści się moja Komisja Wyborcza. A potem usiądę sobie na chwilkę na Plantach koło Filharmonii, podumam (byle nie za długo) i znów tramwajem wrócę do mojego ukochanego Parku.
Bo tam, właśnie w Parku czuję się najlepiej i mam poczucie, że jestem u siebie.
A pomyśleć, że jeszcze całkiem niedawno nie wyobrażałam sobie, że mogłabym mieszkać gdzie indziej, taka myśl nawet nie przychodziła mi do mojej głowy, a tu proszę, na nowym mieszkaniu (a właściwie już nie nowym, bo przecież mieszkam tu już ponad 3 lata) czuję się naprawdę wspaniale, jestem po prostu szczęśliwa, że odnalazłam wreszcie swój azyl.
I zawsze przypomina mi się pewna rozmowa z moim siostrzeńcem Marcinem, którego przekonywałam kiedyś, że w tym mieszkaniu (na ul. Smoleńsk) się urodziłam i dlatego szczególnie czuję go jako swoje, a na to ze śmiechem Marcin odpowiedział mi: „a ja się urodziłem w Szpitalu Narutowicza i też mam uznać, że ten szpital jest mój?”
No właśnie, nie ważne jest to miejsce, w którym przyszłaś na świat, ważne jest to miejsce, gdzie czujesz się o prostu dobrze o pewnie!!

Oczywiście nie obeszło się wczoraj bez miłego spotkania z Lolą i z jej panem, a że akurat pogoda dopisywała, ba, było nawet całkiem ciepło, słonecznie i bezwietrznie, spędziłam w Parku ponad 2 godziny. Lola ze swoim panem grali w kopanie piłki i bronienie bramki.
A tak przy okazji, spytałam się, którą drużynę reprezentuje Lola, Cracovię, czy Wisłę? i dowiedziałam się , że Lola gra w polskiej drużynie narodowej, bo jest nawet lepsza niż ci szmatławcy, jak ich pan Waldemar nazwał.
No i chyba się zgadzam, chociaż po prawdzie nie oglądałam już dawno żadnego meczu piłkarskiego ani naszej reprezentacji, ani żadnej innej drużyny, stwierdzam, że Lola jest jednak bezbłędna 🙂
A potem do Parku przyszła jeszcze jedna buldożka, bardzo umaszczeniem do Loli zresztą podobna, może ciut ciemniejsza, razem sobie pieski latały, jedna za piłeczką druga za patyczkiem.
Czyli miałam malutkie rozdwojenie jaźni, ale Lola jednak jest i ładniejsza i bardziej sympatyczna i zdecydowanie do Loli moje serce przynależy, oczywiście pod warunkiem, że w pobliżu nie ma mojej ukochanej Pepy.
Ale chociaż nadal jeszcze było w Parku bardzo przyjemnie, musiałam to miłe towarzystwo opuścić, bo poczułam nagle tak straszny głód, poczułam , jak żołądek mi się skurczył i przykleił mi się do kręgosłupa. a z głodu zaczął mnie żołądek po prostu boleć, musiałam natychmiast iść do sklepu i coś sobie do jedzenia kupić, jako że byłam tylko o śniadaniu i o kawie. Złamałam więc swoją świętą zasadę, bo z głodu aż słabo mi się zrobiło i wstąpiłam do Buczka, ale wcale nie na jakieś ciastko, tylko wzięłam sobie przekąskę z cukinią na ciepło i już po chwili mój zbuntowany żołądek na tyle się uspokoił, że spokojnie mogłam zrobić sobotnie zakupy.
Jednak muszę pamiętać, że nie wolno mi być całkowicie na czczo, bo wtedy mój żołądek wyczynia fikołki i okropnie mi dokucza i natychmiast robi mi się słabo. No jeszcze tego by brakowało żebym gdzieś na ulicy zemdlała, kto by mnie z chodnika wtedy pozbierał??? Jednak po tej przygodzie nadal czułam się bardzo słabo, tak więc po przyjściu do domu nawet nie rozpakowałam siatek, tylko od razu położyłam się na łóżku i godzinkę sobie podrzemałam. Dopiero potem znów mogłam normalnie egzystować.
Czasami zapominam, że mam już te swoje lata i jednak w sumie nie całkiem jestem zdrowa i silna jak niegdyś.
OJ EWA, EWA !!!!!
No to pomału się zbieram i idę najpierw wypełnić swój obywatelski obowiązek i zagłosuję, a potem pośpieszę do Parku, gdzie znów spotkam się z Lolą i z panem Waldemarem. Mam nadzieję że dzisiaj już nie powtórzą się przygody z dnia wczorajszego typu „znów nic nie zjadłam i jest mi słabo”
Zresztą to nie jest tylko kwestia mojego zbuntowanego brzucha, ale także wciąż muszę pamiętać, że moja przywarą jest też i cukrzyca i chociaż jest teraz ona już zaleczona, muszę wciąż o prawidłowy poziom cukru dbać, najwidoczniej wczoraj poziom cukru wyraźnie mi spadał i dlatego odczuwałam tę słabość.
A wieczorem!!!!!! Czas przed telewizorem, pełen nerwów, ale muszę być na bieżąco. Muszę trzymać kciuki za „moją drużynę”
No to co? miłej, jesiennej niedzieli, pełnej słonka i samych pozytywnych myśli.

DO PRZODU POLSKO!!!!!