jesienna róża

Co prawda nie stoi, jak w piosence na fortepianie, ale obsypana złotymi listkami z trawnika do Uleczki się uśmiecha, bo przecież dzisiaj jest środa.
Witaj w tę jesienną, ale jakże wciąż piękną i słoneczną środę Uleczko, bo taką pogodę na dzisiaj nam w całej Polsce zapowiadają i niech tak pozostanie z nami jak najdłużej.
I niech dobry humor również Cię Uleczko nigdy nie opuszcza, a każdy dzień aż do następnej środy, w której znów się tu spotkamy, będzie uśmiechnięty.
Bo nie ma jak wspaniałe jesienne spacery po zasypanym złotymi listkami Parku, czy nie ma jak fajne, jesienne spacery z kijkami, w których Ty bierzesz pewnie codziennie udział.
No i doborowego towarzystwa Ci życzę, bo dzień przyjemniej mija, gdy się ma koło siebie nie jakąś marudę która stale narzeka i pomstuje (jak ja???), ale kogoś wesołego, z polotem, pełnego chęci życia.

No właśnie, a ja stale narzekam i narzekam, jak nie na kostki, to na politykę, jak nie na politykę, to na pogodę, chociaż na tę ostatnią rzeczywiscie nie ma jak na razie powodów do narzekania, taka jesień mogłaby trwać aż do …wiosny.
A polityka? cóż, gdy słyszę to, co te wszystkie nadęte chłystki pisowskie głoszą, krew mnie po prostu zalewa, jak można tak obrzydliwie łgać??????
Dzisiaj na przykład w TVN-24 był minister Dworczyk i musiałam go wyłączyć, bo inaczej mój telewizor byłby chyba w tarapatach, już sam młotek do ręki mi się wpychał!
W googlach ze zgrozą przeczytałem, że był on kiedyś instruktorem harcerskim. O tempora o mores, czego taki kłamliwy instruktor mógł te biedne dzieci uczyć – kłamstw i krętactw????
Taka osoba to hańba dla polskiego harcerstwa!!!!!!, powinni go z niego dożywotnio wykluczyć.
Kiedyś harcerstwo wyglądało jednak całkiem inaczej, uczono tam młodzież normalnej uczciwości, poszanowania drugiej osoby, tolerancji i grzeczności.
Mój Tatuś był kiedyś harcmistrzem i myślę, że takie harcerstwo jak teraz, szczególnie przy takim instruktażu, na pewno by mu się nie podobało.
Pamiętam te harcerskie spotkania po wielu, wielu latach, w których mój Ojciec brał udział. Spotkali się dawni druhowie, już nieco starsi panowie, przyjeżdżali z żonami i z dziećmi, i wesoło wspominali ten wspólny czas zabaw, radości i prawdziwej przyjaźni z okresu swojej młodości.
Takie spotkania odbywały się dwa razy w roku, raz w okresie przed gwiazdkowym w Krakowie, na ogół w budynku Liceum Prezentek, bo tam dyrektorka, która była żoną jednego z uczestników mogła udzielić nam gościnę i był wtedy wspólny Opłatek i wspólne kolędowanie, a drugi raz spotykali się jesienią w Porębie Wielkiej, gdzie ongiś , jako młodzieńcy jeździli na harcerskie kolonie. Takie spotkania zawsze rozpoczynały się mszą świętą w pobliskim kościele w Niedźwiedziu, a potem wszyscy przenosiliśmy się do wielkiej sali gimnastycznej w porębskiej szkole, w której kiedyś i owe kolonie się odbywały, wszyscy zasiadali przy wspólnym biesiadnym stole, a wspominkom i wspólnym piosenkom nie było końca.
A gdy biesiada już dochodziła końca, wszyscy zrywali się od stołu i z koszykami w las bieżeli, aby grzybów i innych leśnych skarbów nazbierać.
Już niestety nie ma żadnego z tamtych kolonistów, teraz już pewnie na rajskiej polanie się spotykają, ale w mojej pamięci wciąż pozostają wspomnienia z tych miłych wspólnych ich chwil.
Bo nie ma jak młodość i wszystkie związane z tym okresem fantazje, ale one na ogół pozostają w nas już na zawsze, potem niestety możemy tylko pieścić nimi nasze wspomnienia.
I im milsze są takie wspomnienia, tym jakoś bardziej ten czas dojrzały łagodniej można przebiec. I o to przecież nam w życiu chodzi.
I chociaż na razie za oknem mgła osiadła, przynajmniej owinęła swoim białym całunem parkowe drzewa, to jednak już za dwie- trzy godziny znów ma nas słonko rozpromienić i tego życzę na dzisiejszą środę i Uleczce i Wszystkim moim Kochanym Blogo – Czytelnikom.