
Banaś Banasia, Banasiowi, Banasiem, O BANASIUUUU !!!!!
Do znudzenia.
Tak jakby ciekawsze i co ważniejsze, inne sprawy nie zaprzątały nasze umysły.
A to przecież mróz już nadchodzi, są pierwsze większe, czy mniejsze opady śniegu, trzeba na drogach uważać, bo ślisko się już robi, no i przede wszystkim…Święta za pasem.
Ach Święta. Pamiętam te z czasów mojego dzieciństwa, bajkowe i białe, z olbrzymią choinką pod sam sufit, z całą masą prezentów, z kolędami i z samymi tradycyjnymi potrawami, w tym oczywiście barszcz z uszkami i, karp smażony, kapusta obowiązkowo z grzybami i …kutia.
Szkoda, że moja rodzina nie za bardzo za kutią przepada, fakt, jest obrzydliwie słodka i jeszcze bardziej obrzydliwie tucząca, a moje dziewczyny o tuszę dbają. Tylko czy koniecznie musi to być w święta? nie można jakiejś dyspensy z tej okazji sobie sprawić?
A będąc w temacie, przypominają mi się rozmowy na tematy kulinarne z pewną ulubioną zresztą panią doktor Zofią, z którą na Azorach w zamierzchłych już czasach pracowałam. U niej w domu na Wigilię podawano rożny asortyment ryb: prócz karpi, które, jak się okazuje, były „wymysłem” czasów socjalistycznych, bo wtedy jeszcze były co prawda trudno, ale jednak dostępne i w sumie na każda kieszeń pasujące i prócz śledzi, też bardzo popularnych jako potrawa w ten dzień (chociaż ja sobie nie przypominam, by w Wigilię u nas w rodzinnym domy na stole one królowały) podawano faszerowane szczupaki, albo o staropolsku w sosie szarym.=, czy pieczone liny……
Ach, już nie pamiętam dokładnie, ale zawsze jej wigilijne opisy takie były barwne, aż sama ślinka do ust dopływała.
No ale jak to dzieci, ja czekałam najpierw na 6 grudnia, a dokładnie na noc z 5/ na 6 grudnia, gdy św Mikołaj prezenty przynosił.
Bo u nas w Krakowie zawsze wtedy odwiedza grzeczne dzieci św Mikołaj, a w Wigilię Aniołek prezenty pod choinka zostawia.
A dla mnie ten wigilijny wieczór był zawsze podwójnie miły, bo prócz „normalnych” gwiazdkowych prezentów dostawałam dodatkową porcję prezentów imieninowych.
No cóż, za stara już jestem na wizyty św Mikołaja, a może nie za bardzo grzeczna, ( ciągle tylko nadaję i nadaję na ten PIS), żeby ten Święty akurat zechciał mnie w tym roku odwiedzić, a to już będzie za 2-3 dni ten czas, więc pewnie znów sama sobie będę jakąś niespodziankę musiała przygotować.
A na pewno nie ominą mnie imieninowe prezenty, chociaż nie będą takie hojne jak dawniej, bo teraz nawet św Mikołaj kryzys gospodarczy czuje i nawet jego kieszenie jakoś szybciej się opróżniają…….
A co bym chciała dostać? hm, pomyślmy….. jest dużo fajnych rzeczy, które są w zasięgu moich marzeń, ale najbardziej to chciałabym otrzymać jakiś fantastyczny i szczęśliwy los, gwarantujący i wygraną w Lotka.
Już sama pomyślałabym, jak go dobrze zagospodarować.
A może jednak Nowy Rok przyniesie mi jakieś pozytywne zmiany, tak przynajmniej mój horoskop prognozuje. Jeden wiem, że na pewno, nowa łazienka, a reszta??????
Tylko ja już w bajki nie wierzę, zbyt realnie na ten świat patrzę.
Dzisiaj w moim Parku już widać ślady śniegu, głównie leży on na przyrządach do zabaw dla dzieci na ich placyku, ale jest go tak niewiele, że jeszcze o śnieżnej sannie nie ma co myśleć.
Miłego wtorku życzę, mimo, że jest dosyć chłodno i dosyć ponuro (nawet zastanawiam się, czy już górnego światła w pokoju nie włączyć).
Cieszmy się nadchodzącą Barbórką (to już jutro), Mikołajem i nadchodzącymi świętami, a nie tam jakimś Banasiem i spółką.
Już niedługo, bo 16 grudnia, czyli za nie całe 2 tygodnie znów odbędzie się Firmowa Wigilia.
Znów trzeba będzie się upiększyć, iść do fryzjera……