
Startujemy w nowy tydzień. Przed nami w tym roku już niewiele takich poniedziałkowych startów, niedługo będziemy już startować w Nowy 2020 Rok.
Stanowczo za szybko ten rok przebiegł, dopiero co siedziałam na skąpanej słoneczkiem ławeczce w Parku, dopiero co rzucałam piłeczkę Loli, a tu….zima.
No, właściwie to taka niby zima, bo jak na tę porę roku, na razie nadal jest dosyć ciepło, chociaż wczoraj słyszałam, że jakieś 10 lat temu był taki grudniowy dzień, gdy temperatura osiągnęła nawet 20,5 stopnia Celsjusza.
A najprawdopodobniej Lola siedzi sobie z właścicielami gdzieś na wyspach Azorskich i grzeje się w gorącym gejzerze, zawsze w tę przedświąteczną porę cała ich rodzina tam się wybiera i przebywa aż do świąt. Fajnie się mają, ale wcale im nie zazdroszczę, mi tu w Krakowie też nie jest źle, chociaż troszkę tych przyjemnych spacerków po Parku mi brak.
A wspominałam coś wczoraj w blogu o stresie, no to teraz napiszę skąd ten mój wczorajszy nienajlepszy humor się wziął.
Mianowie miałam wczoraj odwiedziny pana Wojtka, z którym uszczegóławialiśmy już mój remont łazienki.
Wiem, że powinnam się cieszyć, ale przyznam, że ja byłam …przerażona tym, na co się zdecydowałam.
Ale teraz już za późno, sporo sprzętu jest już zakupione, na resztę też wyasygnowałam pewną kwotę i… tu jest pies pogrzebany, nie wiem, czy bez jakichś dodatkowych pożyczek z tym całym remontem uda mi się uporać, tym bardziej, że prócz łazienki chcę jeszcze wymienić zlewozmywak w kuchni, który jest po prostu ohydny!!!!! A to jeszcze podniesie nieco planowane koszty.
Pewnie, mogłabym zrezygnować, ba, nawet z tej łazienki też można zrezygnować, zawsze przecież można się myć w miednicy, czy szafliku, a latem w deszczówce na podwórku, a do wygódki chodzić do…… no na przykład do Parku, gdzie stoją toi toi ale…….
Co prawda trzy lata jakoś z tą kabiną wytrzymałam, ale skoro już teraz w niej podłoga pękła, co będzie dalej?
Nie, remont jest konieczny, bo nawet gdybym miała tu mieszkać przez niedługi jeszcze czas (tylko nie wiem, gdzie miałabym się w takim przypadku przeprowadzić), to muszę mieć jaki komfort życia.
No dobra, problem w postaci słowa „pieniądze” pozostał i…. no własnie, szkoda, że nie mogę założyć sobie jakiejś fundacji pod nazwą „BIEDNA CIOTKA EWA”
Żarty na bok, jakoś sobie dać radę będę musiała.
No to przy kawie wybierałam wczoraj z katalogu kolory płytek do łazienki, ale wybór jest tak wielki, że można doznać zawrotu głowy, wszystkie bardzo piękne. Ale za radą Maćka, podłoga będzie w kolorze szaro – brązowym (a może nawet jak sugerował mi pan Wojtek w kolorze drewna), a ściany będą w białych kafelkach. Zresztą łazienka jest niewielka i tak sporo tych płytek nie będzie potrzeba.
Największy problem będzie jednak z chowaniem tych nieszczęsnych rur, ale na szczęście podczas kucia ścian ja wynoszę się na kilka dni do Modlnicy i daje wolna rękę panu Wojtkowi, niech sobie z tym pneumatycznym wiertłem szaleje do woli. Tylko ciekawe, co sąsiedzi na to powiedzą.
Chociaż ja też musiałam nawet kilkumiesięczny remont u siadów jakoś przeżyć, tu ten remont będzie trwał zaledwie 2 tygodnie.
A ta cała rujnacja będzie już niedługo. Ustaliliśmy z panem Wojtkiem, że 6 stycznia pan Wojtek przywiezie do mojego mieszkania wszystkie zakupione i na razie u niego przechowywane łazienkowe akcesoria, no i oczywiście całe mnóstwo potrzebnych mu narzędzi i resztę potrzebnych mu do remontu materiałów. A następnego dnia ja przenoszę się do Magdy, do Modlnicy (o ile jest to wciąż aktualne!), a pan Wojtek rozpoczyna remont.
Zastawiam mu wolną rękę, w tym rozmowę z Kasią – właścicielką mieszkania, bo w sumie to ona będzie decydować o tym remoncie, ja będę (niestety) tylko płatnikiem.
Ale nie przypuszczam, żeby jakieś veto postawiła, bo w sumie kto by się nie zgodził, żeby w ich mieszkaniu bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów remont robić? Przecież to mieszkanie na tej nowej łazience tylko zyska, obojętnie na czas dalszego używania go przeze mnie. Taka jest prawda.
Tak więc nie lada wyczyn przede mną przyznam, że cały czas się bardzo nim stresuję.
Tak więc jak widać, moja głowa teraz zajęta jest całkiem innym sprawami niż polityka i dlatego dzisiaj głównie o niej piszę.
Bo POLITYKA jaka jest – każdy sam widzi.
Na razie nie zawracam nią sobie głowy, no chyba, żeby znów coś nadzwyczajnego w niej miało się zdarzyć.
A co takiego by to mogło być? Na przykład dymisja tego rządu !!!
Ale mi się marzy co…….
Na poniedziałek i na cały tydzień całe mnóstwo samych pozytywnych myśli przesyłam, postarałam się je, mimo mojego zestresowania z głębi serca dla Was wydobyć.
Przyjemnego poniedziałku i bardzo fajnego, już tuż, tuż przed świątecznego tygodnia