Rodzinne imprezowanie już za nami

Trzeba przyznać, że Magda i Jacek bardzo pięknie przygotowali wczoraj to nasze kolejne rodzinne spotkanie z Andym i z Judy.
Atmosfera była naprawdę bardzo podniosła, ale rodzinna i bardzo ciepła i mam nadzieję, że nasi Kuzyni spędzili naprawdę bardzo przyjemny ostatni ich dzień pobytu w Polsce.
Dom rozjaśniony pięknymi lampkami i świecącą się choinką, w tle spokojna ,muzyka, która nie przeszkadzała w licznych rozmowach, no i bardzo smacznie zastawiony, kolorowy stół przekąsek i stół główny, na którym królowały krewetki i łososie.
Muszę tu koniecznie jeszcze wspomnieć o przepysznym pierniku, który upieczony był w iście staropolskim obyczaju przez Basię. Ciasto na piernik najpierw przez 6 tygodni leżakowało w lodówce, potem, tuż przed świętami Basia go upiekła i po krótkim jego odpoczynku odpowiednio przełożyła, jak staropolska tradycja każe, prawdziwymi powidłami, a na koniec został on pokryty polewą, na której lśniły niebiesko – białe świąteczne małe gwiazdki.
Wszystkie potrawy, w tym i ten pieczony w piekarniku łosoś były wspaniałe, rozpływały się wprost w ustach, ale ten staropolski piernik jednak musiałam wyróżnić, aby chociaż tu na blogu wynagrodzić tę niebywałą staranność naszej Basi Kochanej – cukierniczy majstersztyk, dziękuję Ci Basiu, to było niebo w gębie, ale i gęba w niebie.
Prawdą jest, że Magda i Jacek naprawdę bardzo starannie i sumiennie przygotowali się do przyjęcia gości, a było ich kilku, bo prócz Kuzynów z USA, była Basia z Rodziną, był Staś i Ksawery z Dianą i z małą Zeldą, o mnie i o domownikach, czyli Jacku, Magdzie, Oliwi i Jasiu nie trzeba chyba wspominać.
Na całe szczęście młoda generacja, czyli Jaś i przede wszystkim Oliwia, która obecnie studiuje w Anglii, ale także i Matylda nie miała żadnych kłopotów w porozumiewaniu się z naszymi gośćmi, co szczególnie spodobało się Judy, która wesoło z młodzieżą sobie gaworzyła, ale również i spodobało się to i Andiemu. Nie można powiedzieć, Basia, Jacek i ja też próbowaliśmy z nimi rozmawiać, najlepiej wychodziło to jednak Basi, chociaż i Magda, która zna angielski nieco słabiej, również w dyskusjach brała udział.
Jednym słowem, to było bardzo miłe, rodzinne niedzielne popołudnie, tym milsze, że odbyło się w tak kameralnym, ale wręcz doborowym towarzystwie.
Oczywiście dostałam od Kuzynów prezent, a jakże, prócz ślicznego szala dostałam bardzo rozczulający prezent w postaci albumu poświęconego Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II i………. co było najbardziej wzruszające, z dedykacją dla Ewy od Jurka i Juty niestety już nieobecnych wśród nas, nieżyjące już Wujostwo rękami Andiego i Judy raz jeszcze dało mi ten ostatni prezent, ich ulubiony album. No i jak mogłam nie otrzeć wtedy łzy z oka?????
Spotkanie nie trwało bardzo długo, bo Kuzyni musieli wracać do hotelu, by przygotować się do dzisiejszej powrotnej podróży, ale na pewno na długo pozostanie nie tylko w ich, ale i naszych sercach.
Dziękuję Magdusiu i Jacku za tak pięknie spędzony u Was rodzinny czas.

Dzisiaj rozpoczynamy nowy tydzień, który jest szczególny, bo przełomowy, wszak tylko jeszcze dzisiaj i jutro trwać będzie Stary Rok, mam nadzieję, że ten Nowy Rok też będzie dla mojej Rodziny taki pomyślny.
Na noworoczne życzenia w moim blogu jeszcze przyjdzie czas, zresztą Ci, którzy mnie znają na pewno już wiedzą, czego Im życzyć będę.
Na razie życzę miłego poniedziałku, ciągle jeszcze bardzo chłodnego, chociaż…. nie wiem, prognozy pogody są różne, nieco się wykluczające, ale sami zobaczymy, co nam ten tydzień przyniesie, oby same słoneczne i pogodne dni.