
Mam dla Was dzisiaj radosną wiadomość ; nareszcie przyszedł MARZEC, czyli miesiąc zapowiadający WIOSNĘ !!!!
Jakże mnie ta nowina cieszy!!!!!!
Nawet aura już pomału przyzwyczaja się do nowego miesiąca i słonkiem nam przyświeca, no prawie przyświeca!
A jeszcze dwa dni temu padał nawet śnieg……
Dlaczego lubię marzec?
Bo to już dni są o wiele dłuższe, co widać rano, gdy się budzę i nie muszę o 7- mej rano na tę czerń za oknem spoglądać, nawet pierwsze promyczki słonka mogę podziwiać.
Dni też już zdecydowanie są decydowanie dłuższe, chociaż,,,, jeszcze jak dla mnie, o wiele za szybko szarówka, a potem ciemność nadchodzi.
Wolałabym, żeby ta jasność jeszcze co najmniej do 8 – 9 wieczór trwała, ale spokojnie jeszcze doczekam się takich jasnych wieczorów.
Pogoda co prawda jest kapryśna, bo albo jest wiatr, albo deszczyk sobie pada, grunt, że te białe pyłki śniegu nie fruwają w powietrzu.
Co prawda w powietrzu pływają sobie różne inne pyłki i kurze, ale to jest niestety cena, jaką płacę za mieszkania w dużym mieście.
No i już za 20 dni przychodzi przecież kalendarzowa wiosna, nareszcie będę znów mogła sobie w moim ukochanym Parku nieco dłużej przebywać i z pieskami po trawnikach hasać , zwłaszcza z jedna sunią, która, mam nadzieję, też z wiosna do Parku zawita.
Jeszcze po drodze będzie kilka innych przyjemności, bowiem 4 marca będą imieniny Kazia, a ósmego marca…. tak, tak Dzień Kobiet.
I chociaż mimo, ze ciągle mówi się, że jest to jest relikt po socjalistycznym święcie, przez kobiety na całym świecie obchodzonym, ale…jakże przyjemnie w tym dniu kwiatki jest dostać.
No i niedługo potem zakwitną, całkiem już niedługo żółte forsycje, a tuż po nich przecudne magnolie, jak ja lubię te kwiaty, chociaż niestety mają dosyć krótki żywot tej swojej krasy.
Dni szybko płyną, więc też już całkiem niedługo przywitamy też bociany, które pewno są już w drodze do swoich gniazd. Znów będziemy mogli podglądać kamerkami ich zagospodarowanie swoich gniazd, ich miłosne podboje, a potem z drżeniem serca będziemy czekać na jajeczka i na wylęgnięte z nich małe bocianki, które na naszych oczach będą się sposobić do życia.
I to wszystko właśnie nas czeka w tym szczęśliwym miesiącu marcu!!
Więc jak tu marca nie lubić?
I chociaż stare polskie przysłowie mówi : w marcu jak w garncu , mam nadzieję, że w tym roku pogodzie nie uda się zepsuć mojego wiosennego entuzjazmu i ten radosny czas szybciutko nadejdzie.
No i jeszcze jedna dobra wiadomość na dzisiaj, mamy niedzielę.
Dzisiaj wyruszam z domu, co prawda jeszcze nie do Parku, ale jestem zaproszona do V.I.P.a, aby podziwiać Jego nowo wyremontowaną kuchnię.
Oczywiście jest to dzieło Wojtka, więc już sobie wyobrażam, jakie cudo z tej małej kuchenki zrobił, pewnie będę pod wrażeniem!!!
A ponieważ jestem dzisiaj w dosyć sporej euforii, nie będę sobie ani Wam polityką psuła humoru, na to przyjdzie stosowny czas.
Nadmienię tylko, co pewnie każdy z Was wie, ze wczoraj była konwencja , a nawet dwie konwencje wyborcze, pierwsza odbyła się w Warszawie i była to konwencja przypisana przedstawicielki KO pani Małgorzaty Kidawa – Błońskiej, Ta konwencja odbyła się w bardzo przyjemnym, radosnym nastroju, bez zbytnich krzyków i pohukiwań na przebywających tam ludzi, a mąż pani Małgorzaty przedstawił bardzo wzruszający fakt z życia swojej żony, gdy ich wówczas ośmioletni syn w szkole na pytanie co twoja mam lubi najwięcej odpowiedział po prostu: moja mam lubi służyć ludziom.
Na pewno to stwierdzenie ociepliło wizerunek pani Małgorzaty, która podczas swojego występu nie stosowała tanich, populistycznych obiecanek, ale bardzo klarownie przedstawiała swój program.
Również i ta druga Konwencja, tym razem w Jasionce na Podkarpaciu, gdzie kandydat ogłosił zdecydowanym głosem, że w razie nie będzie Adrianem, będzie zdecydowanym prezydentem i przesłał swoje 10 zobowiązań, które będzie przeprowadzał , gdy dostanie się na ten prezydencki urząd.
I tu, na tej Konwencji zapanował miły, rodzinny akcent, szczególnie, gdy po krótkim występie żony pana Kosiniaka, Paulina zaprosiła go na scenę ciepłymi słowami:”CHODŹ TYGRYSIE, SCENA JEST TWOJA”
Jakże to cierpło zabrzmiało, widać, ze są naprawdę dobrym i kochającym się małżeństwie, nie na pokaz i myślę, że pani Paulina również zdecydowanie jako Pierwsza Dama by się odnalazła.
Wczoraj byłam na małych zakupach, ot takie uzupełnianie swojej spiżarki : mąka, cukier, makaron, sól, mąka, to co zwykle w małym zapasie posiadam. Byłam w tym swoim niewielkim sklepie i nie zauważyłam wcale jakichś nadmiernych zakupów u innych klientów, ale jednak lekka panika wśród ludzi panuje, słyszałam, że w tych większych marketach półki niestety pustoszeją – ludziom udziela się korona-wirusowa panika.
Jak dotąd oficjalnie nie ma ani jednego zachorowania na te chorobę, co jest trochę dziwne, bo przy tylu przyjazdach osób z okolic, gdzie ten wirus już jest potwierdzony, jest to praktycznie niemożliwe, żeby u nas i takich przypadków nie było.
Ale rząd ma się świetnie i twierdzi, że żadnego zagrożenia nie ma, tym czasem dzisiaj dostałam filmik z wypowiedzią dziewczyny, która powróciła z Włoch i miała wszelakie symptomy tej choroby. Opisała, w jaki sposób u nas w tym kierunku Służba zdrowia działa – czyżby odgórnie był zakaz mówienia o tej chorobie?
Zresztą podaje stosowny link do tego filmiku, niech każdy sobie sam się do tego zdystansuje. Ja jestem jednak zaniepokojona ………
https://www.facebook.com/anna.morawska.566/videos/10223016490864474/
A na zakończenie tego tematu przytoczę słowa Głównego Inspektora Sanitarnego Jarosława Pinkasa:
– Wielu polityków, którzy posługują się korona wirusem jako elementem gry politycznej, powinno sobie włożyć lód do majtek
I moje spostrzeżenia: czy każdy pisowski Jarosław musi być wrogiem opozycji????? , czy musi koniecznie reprezentować słuszną linię jedynej słusznej partii. i być przy tym po prostu chamskim, bo taka wypowiedź jest wybitnie arogancka.
Czy muszę jednak wsadzić sobie lód w majtki ??????????
No to fajnej niedzieli życzę, z daleka od kłopotów i zmartwień, niech będzie ona radosna ale i nieco refleksyjna, bo wirus jednak czuwa, zresztą refleksji nigdy za dużo.