
I to bynajmniej nie politycznie, ale całkiem prywatnie.
Zaczęło się od tego, że siedząc przy kompie (jak zwykle rano) nagle usłyszałam dzwonek domofonu.
Nieco zdziwiona podeszłam do domofonu i……usłyszałam : przepraszam, szukam pani Ewy W.
Zdziwiłam się, bo jakoś głosu nie poznałam, ale okazało się, że to była moja dawna koleżanka, zresztą jedna z tych osób, z którymi kojarzy mi się słodki okres mojej młodości, czyli po prostu była to Ala,
Kiedyś własnie Ala, (potem i jej mąż), jej brat Mundek, Majka, Janusz i ja tworzyliśmy wspaniałą wesołą grupę towarzyską, często też robiliśmy małe wypady za miasto i zawsze było bardzo wesoło i przyjacielsko.
Jak już kiedyś pisałam, Janusz , który na ogół zajmował się zdjęciowym dokumentowaniem naszych spotkań, zmarł dwa lata temu i okazało się, że wcześniej jeszcze zdążył wszystkie swoje zdjęciowe wspomnienia zgrać na płytkę, poprosił, by te zdjęcia trafiły również i do mnie i właśnie wczoraj Ala przyniosła mi je zgrane na pen drive. Było co oglądać. Niestety za wiele czasu nie miałam, bo popołudniu byłam zaproszona na kawę do V.I.P-a no i oczywiście na podziwianie Jego nowej kuchni,. Trzeba przyznać, byłam pod wrażeniem, całkiem inna kuchnia niż, drzewiej bywało, mimo, że to tak zwana ciemna kuchnia, czyli bez okna na zewnątrz, tylko z okienkiem do pokoju, ale po przebudowie stała się obszerniejsza, i jaśniejsza,, bardzo funkcjonalna, po prostu śliczna. Jak już pisałam, było to dzieło Wojtka, więc mogłam się spodziewać, że mi się kuchnia bardzo spodoba.
A później….no własnie, później zatelefonował Wojtek i okazało się, że akurat ma czas pomalować raz jeszcze tę moją barierkę na klatce schodowej, więc zaproponował, że podjedzie pode mnie do Kazia i razem wrócimy do mojego domu, Oczywiście ja na to jak na lato, lubię być wożona innym, niż miejski środek komunikacyjne,
Ale oczywiście gościnny Kaziu zaprosił Wojtka na kawę, więc przez jakiś czas byłam „błogosławiona” pomiędzy dwoma panami, ale heca, tak wspaniałe i miłe popołudniu mi się trafiło.
Zwłaszcza, że z piątego piętra widok na zachód słońca był naprawdę imponujący. Takiego widoku z moich okien niestety podziwiać nie mogę.
To chyba był już koniec atrakcji, przecież na jeden dzień i tak ich było sporo, oczywiście Wojtek pomalował barierkę (chyba nikt do niej się nie przylepił, bo pozostawił tam wiadomość :”uwaga, świeżo malowane” i sobie pojechał, a ja mogłam po tych wszystkich zawirowaniach sobie spokojnie odpocząć.
Chyba jednak byłam pod wrażeniem dnia, bo noc miałam nie najlepszą, kilkakrotnie się budziłam, ale jakoś tę noc przetrwałam i…….. no właśnie, dzisiaj już jest poniedziałek, niestety nie taki piękny, nie taki ciepły jak wczorajszy dzień, ale przecież niedziele bywają tylko raz w tygodniu.
Ciekawe, ile atrakcji czeka na mnie w następną niedzielę.
Muszę jednak trochę ochłonąć, bo poniedziałek zapowiada całkiem nowe wyzwania i już od samego rana do nich pora jest sposobić się.
Zatem życzę miłego poniedziałku i naprawdę udanego nowego tygodnia, niech przyniesie on nam wiele radości i ciepła i samych pozytywnych wiadomości, tych politycznych też.