dzień dobry, dobrego dnia

A czemu życzę dobrego dnia?
Bo świeci słonko, bo temperatura wciąż niby niska, ale ma tendencję do szybkiego wzrostu (poczekajmy jeszcze dwa dni na to), bo jest wiosna…..
Trochę dziwna ta wiosna, skoro nie można w pełni w niej brać udziału, ale…..
A jak sobie radzę??
No jakoś nie narzekam, mimo, że już ponad tydzień z domu nie wychodzę, dobrze, że mam balkon, na który mogę wyjść i powąchać sobie troszkę tego krakowskiego smogu.
Rodzina o mnie dba, nie powiem, ale na razie jakieś tam zapasy mam, te podręczne (np chleb) są mi dowożone, ostatnio przez Basię miałam dostarczone jabłuszka i dzisiaj już gotuję pyszny kompocik, dwa w jednym, i picie (a trzeba sporo pić) no i pyszne jabłuszka w nim zanurzone, Dla smaku dodaje tylko trochę cynamonu, żeby orzeźwić trochę zbyt mdły smak, a wiadomo, cynamon ma też zbawcze działanie na trawienie, ułatwia go.
Tak więc na razie nie muszę dzisiaj też z domu wychodzić, bo w pracy mam kwarantannę, no tak wiadomo, koronawirus, lepiej nie kusić losu niepotrzebnymi kontaktami. Zresztą pacjenci też tego wirusa się boją i nas troszkę omijają.
Czy czegoś mi do życia jeszcze potrzeba?
No może moich ulubionych jaśkowych paluszków, które kupuję w Buczku, ale ostatnio przyniosła mi je w sobotę Matylda i……..wszystkie już schrupałam, może trzeba sobie od nich troszkę pauzy zrobić?????
Zastanawiałam się wczoraj, co zrobić, bo już mi się luquidy do elektrona kończyły. Weszłam na stronę mojego ulubionego sklepiku citygsm i znalazłam numer telefonu, więc tam zatelefonowałam i nieśmiało powiedziałam, że jestem ich stałą klientką i spytałam czy jest możliwość dostarczenia mi płynów do domu, gdyż mam zalecone kwarantannę, a ponieważ ten punkt jest nieopodal mnie, więc miły pan Kamil wieczorem przyniósł mi do domu zapas tych „zbawczych płynów” i nawet z tym mam na jakiś czas spokój..
Niestety, tego nałogu wciąż nie udaje mi się opanować, chociaż coraz częściej czytam o szkodliwości używania elektrolitów, które złożone są z rożnych świństw, drażniących własnie płuca i cały układ oddechowy.
Właściwie teraz, gdy ten sam panujący wirus własnie atakuje układ oddechowy powinnam uważać, ale……….. pomyślę o tym jutro.
Nie będę się dzisiaj upolityczniać, bo cóż nowego mogłabym napisać?, wiadomo, jest, jak jest i tylko marzę o chwili, gdy primo wirus sobie zginie i secundo, gdy ta cała partia pod tytułem PIS pójdzie w polityczny niebyt.
A kto usilnie marzy, temu marzenia podobno się spełniają.
Jeszcze mogę sobie pomarzyć o tym, by mój brzusio przestał mi te hopsztosy swoje wyczyniać, bo jak długo na grysiku lub płatkach owsianych w rożnych wersjach, słodkiej i nieco ostrej można żyć????
Wczoraj zrobiłam mały eksperyment i usmażyłam sobie swój ulubiony placek i……….. widać akurat tę potrawę mój brzuszek lubi, bo wcale mi potem nie dokuczał.
Oto mój przepis na pyszny placek, a’la omlet, a’la pizza, a’la coś tam, w zależności od dodatków, bardzo łatwy i szybki do zrobienia.
Jedno całe jajko mieszam z mlekiem, dodaję mąkę, (wczoraj dodałam też 2 łyżki grysiku), można dodać trochę wody mineralnej placek będzie pulchniejszy, no i dodaje przyprawy: czosnek Knorra, czerwoną paprykę ostrą ewentualnie pieprz Cayenne, troszkę soli, do środka można dodać pokrojoną w kosteczkę wędlinę, ewentualnie żółty ser, wszystko razem mieszam do konsystencji bardzo gęstej śmietany i wylewam na wrzący tłuszcz (najlepiej użyć oliwę z oliwek), czekam, aż placek mi się zetnie i przekładam go na druga stronę i po podsmażeniu przekładam na talerz
Pyszny jest podany z ketchupem.
Jest to naprawdę bardzo sycące i pyszne danie, a co najważniejsze, moje brzusio, jak widać, bardzo taki placek lubi.
Że co?, że smażone? no i co z tego, po pierwsze używam do smażenia tylko oliwy z oliwek, a po drugie, od czasu do czasu , dla urozmaicenia jadłospisu, trzeba nawet zjeść coś smażonego.
A po drugie, to co jest niewskazane, więcej smakuje i co najważniejsze, ze gdy się zje, to co smakowało nigdy taka potrawa nie zaszkodzi, mam już w tym kierunku swoje doświadczenia.
Zresztą ważne jest żyć w zgodzie ze swoim układem trawiennym, on najlepiej wie, czego w danym momencie najwięcej potrzebuje i o to własnie się upomina.
Tak jak to zwykle mawia Kaziu, „spytałem się mojego brzusia czy ma ochotę na taką czy inna potrawę, bo ja się go słucham”.
Jednak jest w tym trochę prawdy, stąd nagle u człowieka pojawia się wielka ochota na to, czy inne danie, widać tego własnie organizmowi jest w danym momencie potrzebne, czasami może to być jakaś słodycz, czasami wręcz przychodzi ochota na coś ostrego, na przykład na śledzika.
A to jest dziwne, bo przy różnych kaprysach mojego żołądka nigdy jeszcze śledzik mi nie zaszkodził, ewentualnie może szkodzić cebula, z którą się śledzia podaje, a która drażni śluzówkę, ale wystarczy ją sparzyć gorąca wodą i już dla żołądka taka „spacyfikowana” cebula nie jest szkodliwa.

Wczorajsze popołudnie spędziłam na przeglądaniu starych rodzinnych zdjęć, ech, łezka w oku się zakręciła.
Znów ożyły osoby, których już ze mną nie ma, moi Rodzice, moje Rodzeństwo, Babcie, Ciocie, Dziadki, Wujki i bliżsi, lub dalsi znajomi.
Znów byłam jak ongiś wśród nich, znów słyszałam ich śmiech, ich rozmowy……. to był świat w zupełnie innym stylu……

Przyjemnie słonecznego wtorku życzę