Słonko było, cieplutko było, nawet na balkonie chwilkę posiedziałam i po podglądałam sąsiadów którzy z małym dzieckiem też na nasze podwórko z dzieckiem wyszli na spacer, przynajmniej daleko byli od tych zarazków.
Ale okazuje się, że trochę Krakowian wczoraj złamało nakazy i na spacer sobie w ten ciepły i kuszący słonkiem dzionek poszli, może nie tak licznie jak kiedyś, ale w bezpiecznej odległości od siebie pod Wawelem i na Błoniach sobie spacerowali, nawet na rowerach krótką przejażdżkę uskutecznili.
Ale jednak Służba Porządkowa pilnuje, wczoraj z mojego Parku przegoniła grupkę 4-chłopaków, którzy razem sobie urzędowali, nie przestrzegając zasad bezpiecznej odległości.
No a moje dwie dziewczyny, Darka i Wiktoria też wczoraj na rowerze przyjechały do mnie, głównie aby zmienić mi zegar w liczniku elektrycznym i już wczoraj, czyli o cały dzień wcześniej, u mnie zapanował czas letni.
Nawet dobrze, że to one przyjechały, a nie Maciek, który jednak pracuje w tej przychodni i teoretycznie kontakt z koronowirusem mógłby mieć i niechcący mi go sprzedać.
Dziewczyny wcześniej przez dwa tygodnie z domu nie wychodziły, więc teoretycznie mnie miały gdzie złapać złośliwca – wirusa, dopiero wczoraj przyjechały do mnie (siła wyższa), ale i tak bezpieczną odległość od siebie 2 metry zachowywałyśmy, nawet ręki sobie nie podałyśmy na przywitanie, ani na pożegnanie, o buziaku nie wspomnę.
Darka poszła mi na małe zakupy, ale niestety ani mojego ulubionego chlebusia Bochenka, ani moich paluszków jaśkowych nie dostała – zabrakło, zresztą też i nie było wcale jabłek, ani bananów, muszę się bez owoców i bez ulubionych paluchów jakoś obyć. Jeszcze jakby co, mam dwa jabłka, będę oszczędzała 🙂
A, jeszcze wczoraj dostarczono mi rachunek prognozę na zapłatę za elektrykę i muszę przyznać, że byłam miło zaskoczona, jako, że ten rachunek znów wcale taki wysoki, jak się spodziewałam, nie był.
W dodatku pierwszą ratę będę musiała dopiero wpłacić dopiero 10 maja, tak więc cały miesiąc kwiecień na elektryce sobie zaoszczędzę.
Całkiem nie rozumiem, jak ten Tauron rozlicza te rachunki, jakaś dziwna jest ta ich polityka rozliczeniowa, niby jest prognoza na pół roku, ale rozkładają ją na 5 miesięcy, a ten szósty jest darmowy?
Niby przesyłają dokładne rozliczenia, ale tych liczb jest wiele, że już przy 3-4 kolumnie można się zniechęcić, czytając te drobniutko wydrukowane liczby.
A niech ich, ile trzeba zapłacić to zapłacę, nie będę się dręczyła rozliczaniem bo u tak by mi się to nie udało.
W każdym bądź razie od razu weszłam na swoje konto PKO i stosowne płatnicze rozporządzenia wydałam i już aż do końca sierpnia nie będę sobie musiała zawracać głowę płatnościami za prąd, nie będę musiała pamiętać, że w tym i w tym dniu trzeba dokonać wpłaty.
Pozostała jeszcze płatność za gaz, ale jakoś PING z rachunkami coś się nie spieszy.
Zresztą gros moich rachunków daje jako stałe zlecenia, przynajmniej nie obciążam sobie głowy niepotrzebnymi myślami.
Jeszcze kilka dni temu deficytowym towarem był papier toaletowy, teraz znów się w sklepie pojawił, za to wszędzie zaczyna brakować drożdży.
Bo w tej ciężkiej dobie naszej powszedniości nie każdy może do sklepu po świeży chlebuś wyskoczyć, chociaż pewnie jego znów nie brakuje, no wczoraj akurat zabrakło tego jednego, który lubię, ale to był wyjątek, wcześniej, przed epidemią też bywało, że Staropolskiego Bochenka też na półkach brakowało.
Ale jak się nie ma co się lubi……
Zaglądałam wczoraj do internetu i okazało się, ze można w nim znaleźć przepisy na chlebuś pieczony bez użycia drożdży, więc jeżeli ktoś jest zainteresowany, polecam w Googlach wpisać chleb bez drożdży i już mu stosowny przepis wyskoczy .
Dzisiejszy dzień znów przyniósł smutną wiadomość : zmarł wybitny polski kompozytor Krzysztof Penderecki, który bardzo związany był szczególnie z moim Krakowem. Miał 86 lat, ale zawsze wielki żal, gdy takie niepowtarzalne osobistości od nas podchodzą, pozostawił po sobie bardzo bogatą twórczość, wybitne dzieła, które na zawsze w naszej kulturze się zadomowiły, Cześć Jego pamięci!
Dzisiaj niedziela jeszcze podobno też ma być słoneczna i ciepła, to bardzo dobrze, bo moja Magdusia będzie mogła dokończyć swoją wiosenną ogródkową działalność, a tej jest wciąż jeszcze sporo, bo trzeba przygotować ogródek do następnego sezonu, który już jest tuż tuż za płotem…….
Dzisiaj zaglądnęłam do gniazda w Przygodzicach i…. już jeden bocian w gnieździe siedzi, pewnie pan bociek poleciał na rekonesans, a przed chwilą okazało się, że nawet jedno jajeczko już w gnieździe się znalazło HURRRA!!! Niech żyją nam bocianki!!!!
No tak, przecież to już koniec marca, najwyższa pora na nowe bocianiątka.
Czyli przyroda budzi się do życia, listki rosną, kwiatki pomału w pączki obrastają, bocianki się rozmnażają, a my……… my na razie spędzamy z powodu złego wirusa czas w domu, ale kiedyś będzie przecież lepiej?????
No to miłej niedzieli