
Dzisiaj podwójne róże, bo i podwójne święto.
Wiadomo, że dzisiaj mamy środę, ale również dzisiaj są Urodziny mojego V.I.P.A, więc i różana okazja jest szczególna, zdublowana.
Mam nadzieję, że zarówno Ulka jak i Solenizant Kaziu zgodnie różyczkami się podzielą i każdy swoją, przez siebie wybraną przytuli do własnego serca.
A zarówno Drogiemu Solenizantowi jak i Uleczce w tym dziwnym czasie epidemii przede wszystkim wiele zdrowia życzę, bo to są jak najbardziej na ten czas życzenia, ale również i życzę szczęścia, bo teraz Im na pewno też się przyda.
Zresztą na pewno Kaziowi będę jeszcze miała dzisiaj okazję złożyć telefoniczne życzenia, szkoda, ze nie osobiście, ale przyjdzie na to czas, przyjdzie czas, przyjdzie czas
A Wszystkim moim Czytelnikom (mam nadzieję, że dzisiaj będą obecni tylko ci pożądani przeze mnie, bo jednak byłam zmuszona pewnej pani blokadę zastosować) życzę słonka na ten dzisiejszy środowy dzionek, zawsze można na chwilę wyjść na balkon, czy szczęściarze mogą wyjść do swojego ogródka, albo co najmniej przy otwartym oknie można stanąć i świeżego wiosennego powietrza powdychać, bo dzisiaj zapowiadają też piękny dzionek.
No cóż, przydałoby się jeszcze chociaż troszeczkę tego wiosennego deszczyku, by rosnące roślinki ożywić i obudzić do życia, ale mam nadzieję, że i bez tego dadzą sobie radę.
Codziennie podziwiam pączki roślinki na moim balkonie rosnącej, to znaczy zakorzeniona jest ona na podwórku, gdzieś niedaleko mojego balkonu, ale gałązki sprytnie przez sztachetki balkonu przeplata, aby potem zaglądać do mojego okna.
Jeszcze dwa dni temu gałązki tej roślinki w pączki tylko były zaopatrzone, dzisiaj z nich już małe listeczki wyglądają. Jakże mnie cieszy tak widok, chociaż potem te spore liście muszę od siebie odganiać, bo nie mogłabym inaczej na balkon wyjść, tak ich jest sporo.
Codziennie rano budzę się z przeświadczeniem, że śnił mi się jakiś koszmarny sen, że utknęłam w jakiejś paradoksalnej dziurze absurdu, niestety po przebudzeniu wciąż widzę, że ten absurd nadal trwa, w dodatku my wszyscy Polacy jesteśmy a r e s z t o w a n i w domach tylko po to, żeby nie przeszkadzać obecnej władzy w przeprowadzaniu dalszych pomysłów pewnego żądnego władzy absolutnej człowieczka, który kocha tylko siebie i swoje urojenia chyba przez noce toczy w swojej mózgownicy.
I dopóki ci, którymi on się otacza nie powiedzą mu zdecydowanie w końcu NIE, nic w Polsce w najbliższym czasie się na lepsze nie zmieni, będzie tylko jeszcze gorzej, a teraz niestety z racji obowiązkowej kwarantanny nikt nie może w Polsce się sprzeciwić tym wszystkim draństwom, które się toczą.
Ktoś powie : przecież w innych krajach też trwa kwarantanna, owszem, ale tam nikt przeciwko swojemu narodowi nie występuje, nikt nie wykorzystuje swojej władzy (no może z wyjątkiem Orbana) do swoich partykularnych interesów.
Trwa teraz w Polsce taki chocholi taniec, zupełnie taki, jaki opisywał w Weselu Wyspiański. Wydawać się może, że zaczadziali swoimi posadkami posłuszne sługusy nie rozumieją, że ten dance – macabre wkrótce się skończy, niestety dla nich tragicznie się skończy.
Reszta społeczeństwa niestety jest pozbawiona jakiegokolwiek słowa sprzeciwu – a Kaczyński nadal uważa, ze w Polsce mamy demokrację.
Można by za Marylą Rodowicz zaśpiewać: „niech żyje bal, bo to życie to jest balem nad bale….”.
Tylko, że ten bal jest radosny tylko dla małej cząstki ludzi, którzy stawiają siebie ponad innych, resztą niestety pomiatają.
I własnie ta reszta co prawda też trwa w tym koszmarnym tańcu, ale nie tańczy z radości, tylko smętnie przesuwa się z nogi na drugą nogę w takt pisiej muzyki, marząc, że w końcu ten taniec się skończy, że znów radość i słonko zapanuje w ich życiu
I tego się trzymajmy.
Spokojnej środy