
2 września 1974 roku był najsmutniejszym dniem w moim życiu. Musiałam pożegnać się z moim ukochanym Tatą, który był dla mnie wszystkim: Najlepszym Ojcem, Przyjacielem, Życiowym Doradcą, Doskonałym Wzorcem, jak należy żyć, jakie ideały wyznawać, w sumie Najukochańszym, Najdroższym Człowiekiem na tym świecie.
Właśnie owego wrześniowego poranka świat mój całkowicie się zawalił, ale myślę, że mój Tata czuwał nade mną, bym mogła znów powstać i nadal walczyć o każdy dzień, który był dla mnie wtedy bardzo trudnym czasem, bo prócz straty Taty, musiałam jeszcze borykać się z poważną chorobą mojej Kochanej Siostry, która długie miesiące musiała spędzać w szpitalu, pozostawiając pod moją opieką dwoje małych dzieci : Marcina i Magdę.
Musiałam sobie radzić, bo prócz mojej pracy zawodowej musiałam oddawać się codziennym zapewnieniem spokoju i ładu dla Jej dzieci, zastępować im Mamę i myślę, że mój Tata bardzo mi wtedy z góry w tym pomagał.
Minęło długie 46 lat od tej tragicznej dla mnie daty, ale wciąż w moich uszach, w moim sercu brzmią słowa – przesłania, które mój Tata we mnie wpajał i jestem naprawdę bardzo dumna z Tego, że właśnie byłam Jego córką, miałam tak mądrą Osobę obok siebie, szkoda tylko, że ten czas był taki krótki – mój Tata odszedł w wieku zaledwie 68 lat, mógł jeszcze tyle dobra dla Rodziny i dla Ludzi zrobić, mogłabym jeszcze dłużej cieszyć się Jego obecnością, doznawać tej niebywałej dobroci, którą tak szczerze rozdawał nie tylko mnie, ale i innym.
Niestety, Jego serce nie przetrwało trzeciego już w tym samym roku ataku i zgasło, przestało bić…..
Pamiętam, gdy przyszedł wczesnym porankiem do mojego pokoju i powiedział : „Ewa, to już koniec, ja już nie będę żyć” – straciłam wtedy głowę, nie wiedziałam, co mam robić, wezwałam mojego Brata, który próbował Tatę ratować, niestety nawet fachowa pomoc Brata, a potem lekarzy z wezwanego Pogotowia Ratunkowego, czy szpitala, do której Tata został przewieziony nie zapobiegła katastrofie – Tata odszedł.
Tatulku mój Kochany! Nigdy nie pogodziłam się z taką stratą, zawsze było i nadal jest mi Ciebie brak, zwłaszcza gdy muszę podejmować jakąś decyzję.
Pamiętam, że gdy skończyłam 18 lat powiedziałam do Ciebie: „teraz już jestem pełnoletnia i mogę sama o sobie decydować”. I pamiętam Twoją mądrą odpowiedzi: ” oj dziecko moje Kochane, jeszcze nie raz będziesz wspominała czas, gdy nie musiałaś o niczym decydować” I to jest prawda, bo może nie tyle czyjaś decyzja, ale dobra rada kogoś bliskiego bardzo w życiu pomaga, bo nikt nie jest Alfą i Omegą, która jest nieomylna i posiada wszelaką wiedzę, a poza tym zawsze ktoś, kto widzi sprawę z innej perspektywy potrafi celniej ją określić.
Mam nadzieję, że jednak istnieje to życie po życiu i wtedy znów z moimi Rodzicami i z moim Rodzeństwem będę mogła się spotkać i znów razem wszyscy będziemy szczęśliwi.
Dzień 2 września kojarzy mi się jeszcze z jednym wydarzeniem, otóż właśnie 2 września cztery lata temu przeprowadziłam się na ulicę Szymanowskiego. Już cztery lata, mój Boże, a wydaje mi się, e to było jakiś miesiąc temu, no może rok temu…..
To też był dla mnie bardzo stresujący dzień, na szczęście miałam koło siebie Magdę, która nie tylko pomagała przy przeprowadzce, ale co najważniejsze podtrzymywała mnie na duchu, dodawała otuchy i dawała nadzieję na lepsze życie. I tak było, od tego dnia moje życie całkiem się przewartościowało i teraz po prostu nie wyobrażam sobie, żebym mogła mieszkać gdzie indziej, po prostu bardzo kocham moje mieszkanko, zwłaszcza po ostatnim remoncie stało się bardzo komfortowe, oczywiście duża ilość zieleni w moim mieszkaniu dodaje mu szczególnego uroku, a obecność Parku w pobliżu dodaje jeszcze radość mieszkania w tej pięknej okolicy Krakowa.
Co prawda trzy pierwsze dni po przeprowadzce spędziłam u Magdy w Modlnicy, trzeba było mieć czas na uporządkowanie nowego gniazdka po przeprowadzce, ale już 5 września spędziłam pierwszy dzień i pierwszą noc na nowym miejscu i…tak pozostało do dzisiaj.
I oby tak pozostało na dłużej ……
Nie, nie zapomniałam wcale o dzisiejszej środzie Uleczko, ale wspomnienia o moim Tacie tak mnie wciągnęło, musiałam przecież w pierwszej kolejności o NIM wspomnieć.

Więc teraz środową różę z serdecznymi z nieco jesiennego Krakowa Tobie Uleczko posyłam, mając nadzieję, że ona tu przetrwa, nie zginie tak jak te poprzednie tutaj zamieszczane, nie będzie tego nieznośnego PSTRYK i róża nagle się zdematerializuje. Ale nawet gdyby tak się stało, to doskonale Uleczku wiesz, że ta piękna róża dla Ciebie zawsze gdzieś w internetowej przestrzeni dla Ciebie istnieje, podobnie jak zawsze istnieją też o moje serdeczności Tobie przesyłane. Wszystkiego co najlepsze Uleczku na tej niestety już jesienny czas.
Dzisiaj następna środa w jesiennej oprawie. Niestety lato odeszło chyba już na dobre………. czyli możemy zaśpiewać już sobie : żegnaj lato na rok……
Ale jednak trzeba przyznać, że to było niezwykle udane dla mnie lato, uwieńczone wspaniałym odpoczynkiem w pięknej Kudowie w naprawdę w przepięknym letnim klimacie, co było niejako nagrodą za te kilka poprzednich letnich dni spędzanych w miejskim, niezbyt zdrowym krakowskim klimacie. Po prostu tego lata miałam naprawdę szczęście i takie pozostanie w moim sercu, bo kto to wie, kiedy znów będę mogła znów letni czas poza Krakowem spędzać.
Życzę Wszystkim dobrego nastroju na dzisiaj i nadziei, że słoneczko jeszcze do nas zawita, jeszcze nam na niebie zajaśnieje.