moje nowe zobowiązanie

A jakie??? – to na razie tajemnica, przyjdzie czas, że wszystko w blogu wytłumaczę, na razie nie chce niczego zapeszać, bo a nuż się nie uda???
Co prawda staram się, by jednak to zobowiązanie przeprowadzić, nawet na nim się dosyć wydatnie zafiksowałam, ale życie czasem płata figle.
No dobra, na razie o tym cicho sza……. poczekajmy cierpliwie.
Ale tak właściwie mówiąc, ten mój pobyt w sanatorium nieco zmienił moje poglądy na niektóre tematy, a to wcale nie świadczy (jak już pisałam, że mnie ocenili), że jestem psychiczna, nawet wręcz przeciwnie, znormalniałam.
Na ile zapału mi starczy?? Fakt, teraz jestem wypoczęta i bardzo wyciszona, to zasługa braku internetu i braku czasu na oglądanie TVP – wolałam sobie siedzieć w Parku na świeżym powietrzu, niż w budynku przy laptopie (zresztą i tak były kłopoty z dostępem do internetu), czy przed telewizyjnym odbiornikiem, w którym prócz filmów (byle jakich zresztą) sporo polityki było, nareszcie przez trzy tygodnie od niej odpoczęłam i chyba stałam się przez to mniej nerwowa. Tak po prawdzie, o to, co się działo przez ten czas mogłam tylko przeczytać na Facebooku, który (czasami) „łapałam” na IPhonie, ale starałam się nie zagłębiać w tematy tam zamieszczane, traktowałam te treści tylko jako krótkie informacje. I bardzo dobrze mi to zrobiło. I tak „zasłynęłam” z tego, że ciągle na telefonie siedzę, ale to głównie przez Pokemony, które tam bardzo chętnie przychodziły. Zresztą gdy ktoś dosiadł się do ławki, na której siedziałam zawsze chowałam telefon do torebki i oddawałam się miłym rozmowom, tylko w czasie, gdy nikogo nie było akurat koło mnie sięgałam po telefon.
A co najważniejsze, bardzo się tam wysypiałam, już o 22 leżałam w łóżku, czasami jakiś film nawet w TV szedł, ale najczęściej gasiłam telewizor, przewracałam się na lewy bok i już po chwili zasypiałam. To bardzo dobre przyzwyczajenie, bo co prawda zdarzało mi się w nocy budzić, ale zaraz spałam dalej i teraz też staram się nieco wcześniej niż przed wyjazdem do Kudowy gasić światło i spać. Bo sen przed godziną 23 jest podobno najbardziej wartościowy i najsilniejszy, przynosi prawdziwy wypoczynek i pełne odstresowanie się – naprawdę .
Ale to już było i nie wróci więcej, a może znów jednak wróci?
Póki co, sama muszę o siebie zadbać, co już pomału własnie uskuteczniam.
Niestety pogoda ostatnio nie jest łaskawa dla mojego kręgosłupa, ale z tym też walczę, przynajmniej próbuję, no i czekam na prawdziwą rehabilitację.
A dzisiaj cóż, trzeba do pracy wyruszyć ( bez pracy nie ma przecież kołaczy) i cieszyć się z życia takiego, jakim jest, nawet przez pryzmat nieznośnego bólu kręgosłupa, kiedyś przecież i on przeminie…….

Czuć niestety już jesień – poranki są bardzo chłodne, ale podobno w miarę upływu godzin temperatura ma się nieco podnieść.
A MNIE JEST SZKODA LATA……. TYCH PIĘKNYCH LETNICH DZIONKÓW…….
Pozostały tylko wspomnienia, którymi będę się teraz karmiła każdego dnia, gdy jakiś smutek na moim nosie usiądzie.
Miałaś rację Uleczku, teraz mi żal tych kudowskich widoków……….. może kiedyś tam powrócę???? ACH TE PALMY !!!!!
Póki co muszę tkwić w krakowskich klimatach, co raz bardziej już jesiennych, ale i ta bywa piękna, byle było słonecznie i w miarę ciepło.
Życzę przyjemnego czwartku.