
Jednak „połamało” mnie nieźle. Te wszystkie okłady borowinowe właściwie wcale mi nie pomogły, bo nieznośny ból w kręgosłupie i to drętwienie nóg wcale mi nie przeszło. Niestety. Ale wczoraj postanowiłam sie przełamać, i wracałam z pracy już autobusem, a nie jak ostatnio, w obie strony taksówką.
Wszyscy mi w około tłumaczą, że tylko ruch i tylko spacery mi pomogą, wiec spróbowałam i…guzik prawda. Co ktoś, kto nie czuje w danym momencie bólu tak jak ja go odczuwałam, wie na ten temat?
Z Przychodni do przystanku autobusowego jest spory kawałek, może nie dla kogoś. kto nie ma takich kłopotów z chodzeniem jak ja, dla mnie to było prawie bohaterstwo.
Niestety po drodze „spotkałam” tylko jedna ławeczkę, na której mogłam sobie przysiąść na chwilkę (wtedy ból ustępuje i mogę iść dalej), potem tylko na moment przystawałam i odczekwiałam falę bólową i szłam, a właściwie to człapałam dalej. W każdym bądź razie do przystanku doszłam, ba, nawet po drodze wstapiłam do Biedronki, żeby kupić sobie arbuza (coś ostatnio bardzo się w nim rozsmakowałam), ale nogi moje były już całkowicie „drewniane” w dodatku z kornikami, które to drewno nieznośnie podgryzały. Czyli ucisk kręgosłupa przeszedł w następną fazę, czyli mrowienie i nieznośny paraliż, który powodował, że nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Coś okropnego, nie życzę nikomu takiego uczucia, W dodatku jeszcze złość mnie dopadała na tę nieznośną sytuację, byłam wściekła na siebie, że robi się ze mnie już całkowita kaleka i nic na to nie mogę poradzić. Wyglądałam jak pogarbiona, stara babcia, która ledwie włóczy nogami – KOSZMAR !!!!!!
Ejże, naprawdę nic nie można poradzić?????
Otóż od nowego tygodnia zaczynam prawdziwą rehabilitację, nie jakieś tam prądy i błota na plecy kładzione, nie jakieś tam poklepywanie, udajace masaż (zresztą nawet takiego klepania też w Kudowie mi nie dali), ale Maciek umówił mnie na profesjonalne zabiegi przeprowadzone metodą techniki masażu tkanek głębokich, czyli wiem już, że bardzo bolesny, ale bardzo skuteczny.
Wiem, że bardzo pomógł Elżbiecie, gdy ją RWA dorwała, pomógł Maćkowi z jego kłopotmi z kręgosłupem szyjnym, a zresztą przeczytałam mnóstwo bardzo pochlebnych komentarzy na stronie pana Bartka, gdzie chwalili go za bardzo wysoki profesjonalizm i za serdeczne podejście do pacjenta, którego traktuje z wielkim zrozumieniem, tłumacząc mu wszystkie swoje przeprowadzane zabiegi.
Niestety takie masaże ponoszą za sobą spore konsekwencje finansowe (NFZ takich zabiegów nie refunduje), a ponieważ będę tych masaży potrzebowała co najmniej 10, więc musiałam dzisiaj zaciagnąć w PKO następna pożyczkę, ale czego dla zdrowia sie nie robi………..
Co prawda bardzo naiwnie postawiłam wczoraj za całe 4 zł Lotto (ale zainwestowałam w siebie co?), ale oczywiście ledwie trafiłam po jednym numerku w każdym z dwóch losowań (bo to było Lotto plus) – do żadnych gier liczbowych niestety szczęścia nie mam, muszę więc liczyć na inne rozwiazania. Zresztą i tak mam zaciągniety jeszcze spory kredyt, więc te 2000 zł w jedną czy w drugą stronę nie wielką różnicę robi, no chyba tylko tyle, że przez 2 lata będe więcej o te 112 zł spłacała co miesięczna ratę.
Trudno – ZDROWIE JEST NAJWAŻNIEJSZE !!!!
Nie mogę przecież już na zawsze położyć się do łóżka – jeszcze tyle mam w życiu do zrobienia, jeszcze tyle chcę świata zobaczyć…….
Mam tylko taką nadzieję, że te masaże pozwolą mi jakoś te następne 2 lata bez bólu przeżyć i to na tyle, że będe mogła juz spokojnie autobusem a nie taksówką do pracy i wszędzie indziej jeździć, bo co prawda jest to Uber, czyli jedna z najtańszych taksówkowych korporacji, jednak dzienna podróż do pracy i spowrotem przekłądała się na kwotę 25 zł , czyli całkiem niemało – miesięcznie wynosi to około 400 zł.
Jeszcze przedwczoraj byłam tą całą sytuacją zrozpaczona. ale powiedziałam sobie : „Ewa, nie daj się złamać chorobie” i zaczęłam działać.
No i tu nawiążę do mojego poprzednego wpisu, czyli do mojego zobowiązania, o którym nie chciałam jeszcze wspominać, ale ono bardzo ściśle wiąże się z moją terapią, ba, nawet jest nieodzowną jej częścią, mianowicie koniecznie musze zgubić conajmniej 20 kilogramów wagi.
To też nie jest wcale łatwe, bo przeciez już drugiej operacji bariatrycznej mi nie zrobią, zresztą raczej znajac późniejsze jej perturbacje żołądkowo – jelitowe , bym się jej już nie poddała, a więc muszę sama tę decyzję innego sposobu tracenia wagi nie tylko podjąć, ale i zastosować. W internecie jest mnóstwo ofert cudownych środków na odchudzanie, w które oczywiście nie wierzę, ale natrafiłam na link Specjalisty Zdrowego Żywienia – pana Artura Topolskiego, który dla mnie przygotuje indywidualną dietę, uwzględniając moje choroby, moje preferencje żywieniowe itp. Muszę spróbować stosować sie do jego diety, bo z tego co czytałam, osiągał dobre rezultaty z prowadzonymi przez siebie pacjentami (tak, tak, pacjentami, bo to jest także i terapia zdrowotna).
Pewnie, że mogłabym sama sobie układać oszczędny jadłospis (zresztą ostatio tak czynię), ale nie jestem do końca przeświadczona, czy byłaby to wystarczająca w moim przypadku dieta, by osiągnać założony cel, muszę zdać się na poradę profesjonalnego specjalisty od spraw żywieniowych.
Jestem dobrej myśli, wiem, że to może za mało, ale jak na początek wystarczy, po otrzymaniu diety przechodzę do walki.
Bardzo Was proszę -trzymajcie za mnie kciuki, by oba moje wyzwaniam czyli i dieta i leczenie masażami przyniosło odpowiedni skutek, bo inaczej niestety czeka mnie smutny żywot uwięzienia w łożku boleści i niestety zdanie sie na czyjąś pomoc, a tego właśnie bardzo sie boję, nie chcę być od nikogo uzależniona i nie chcę nikogo swoja osobą obarczać.
Wiem, że mogę liczyć i na Magdę, na Maćka i Darkę, ale co innego jest dorywcza pomoc, a co innego stała pomoc przy niepełnosprawnej osobie.
Brrr, nawet nie chcę o tym myśleć – tak nie może być!!!!!
Wiem, wiem, sama jestem sobie winna, że pozwoliłam mojej wadze z powrotem sporo „podskoczyć”, co własnie spowodowało między innymi moje dzisiejsze kłopoty z kręgosłupem, ale do tego dołożyły się jeszcze wydatne wielostawowe zmiany zwyrodnieniowe, a także i ten nieszczęsny okres pandemii koronowirusa, który na kilka miesięcy uziemnił mnie w domu, a wrodzone lenistwo spowodowało, że nie przeprowadzałam w tym czasie przynajmniej jakichś ćwiczeń gimnastycznych.
Ja to wszystko doskonale wiem i mogę tylko powiedzieć „MEA CULPA”, ale to byłoby za mało, teraz trzeba zacząć działać, póki jeszcze nie jest za późno, póki jeszcze trochę czasu mi pozostało!!!!!
A czemu o tym piszę? wiem, może to jest dla kogoś nudny wpis, ale już kiedyś sobie przyrzekłam szczerosć w moim blogu, chociazby nawet była ona dla mnie bolesna, czy wstydliwa.
Po prostu szczerze w moim blogu piszę o tym wszystkim, co się u mnie dzieje, co czuję, co myślę.
Nie będe Was już dłużej dzisiaj swoją osobą zanudzać (znów Kaziu powie, ojej, jaki okropnie długi był ten dzisiejszy Twój wpis), więc na dzisiejszy, podobno słoneczny przez cały dzień czas, życzę Wam wiele radości i zero smutków, kłopotów i nerwów.
Czyli jednym słowem : dobrego piątku, fajnego weekendu początku 🙂