
Ale wczoraj dziwna i dla mnie mało zabawna przygoda mnie spotkała.
Siedzę sobie w pokoju, oglądam TV, jem kolacyjkę, a tu nagle z okolic kuchni jakieś dziwne, podejrzane dźwięki zaczęły się wydobywać. Poszłam za słuchem i… okazało się, ze nagle, ni stad ni zowąd zegarek z budzikiem sam od siebie się włączył. Tylko, że odgłosy z tego zegara naśladują piski, albo głosy zwierząt : kury, krowy i koguta. Już kiedyś tak miałam, że nagle w środku nocy obudził mnie głos krowy, myślałam, że oszaleję, ale jakoś udało mi się to wyłączyć. Tym razem niestety nie było tak łatwo, naciskałam wszystkie możliwe przyciski, a on owszem, na chwilkę milknął, by za chwilę znów odgłos piania albo muczenia z niego zaczął się wydobywać.
Telefonowałam do Maćka o pomoc, ale wiadomo, że na odległość nie wiele można pomóc. Owszem są nad tymi guziczkami jakieś napisy, ale ktoś bardzo mądry, kto ten telefon wymyślił, dał białe napisy na białym tle, tak więc praktycznie są one nieczytelne. Już zastanawiałam się, czy nie wystawić tego cholernego zegara za okno, ale pomyślałam sobie, że przyjdą do mnie sąsiedzi z pretensjami, że zakłócam spokój, więc ze wściekłości kilka razy mocno stuknęłam nim o stół i……. na szczęście budzik się wyłączył, z tym, że o przy okazji i zepsuł.
Zadziałała stara maksyma : „przed użyciem wstrząśnij”, z tym, że może wstrząsnęłam nim tym razem ciut za mocno??????
Trudno, lepiej już wywalić taki zdezelowany wyjący budzik na śmieci, niż w środku nocy być muczeniem, czy pianiem obudzonym. Mam nadzieję, że Magda się nie obrazi – wszak kupowała mi ten prezent w dobrej wierze, ale niestety nie był on zbytnio użyteczny, stał sobie na lodówce w kuchni i pokazywał temperaturę w pomieszczeniu, a jako budzik nie był przeze mnie używany, właśnie przez te dziwne odgłosy, które z siebie wydawał.
Ale swoja drogą, mnie to się dziwne przygody trzymają, prawda?
Wczoraj pogoda nieco mnie zawiodła, bo niestety, gdy wracałam z pracy zaczęło padać, a oczywiście nie miałam przy sobie parasolki i nieco zmokłam.
Na szczęście nie był to bardzo dokuczliwy deszcz i nawet po drodze zdążyłam zrobić sobie małe zakupy.
Ponieważ mam zalecane, bym podczas spaceru odpoczywała co jakiś czas, przysiadłam sobie na moment w moim ulubionym Ogródku Działkowym, który jest po drodze, na ławce pod drzewkiem, by bardzo nie zmoknąć i przy okazji chwilę nogom i kręgosłupowi dać odpoczynek, a tu przyplątał się do mnie jakiś pies, który okropnie zaczął mi wymyślać. Wyglądało to tak, jakby chciał powiedzieć” co ty babo siedzisz na ławce, gdy deszcz pada, idź ty babo do domu”. Stał i szczekał i szczekał na mnie, najpierw z oddali, potem podszedł do mojej ławki i nadal nadawał, na szczęście pojawiła się jego pani i go zabrała, Lubię psy, a tego troszkę jednak się przestraszyłam, chociaż właściwie nie powinnam, bo miał namordnik na pysku. Ale kto wie, co by mu jeszcze do tej psiej głowy przyszło?????? Był bardzo na mnie rozeźlony……..
Jednak po chwili doszłam do wnioski, że pies miał rację, nie ma co deszczu przeczekiwać, tylko trzeba się zabierać . Zresztą ten deszcz raz był, raz zanikał, tylko że akurat gdy już doszłam do domu na polu (na dworze???) zrobiła się nawet słoneczna pogoda. Ot taki pogodowy psikus.
Czyli jednym słowem miałam wczoraj dzień pełen przygód , przynajmniej nie mogłam narzekać na brak urozmaicenia życia.
Może dlatego tak szybko i bez żadnych kłopotów wczoraj usnęłam????
A dzisiaj…….
Dzisiaj wstał już piątek, który zapowiada kilka pięknie słonecznych i ciepłych dni. I oby tak było jak najdłużej, może już dosyć, przynajmniej na jakiś czas. tego deszczu????
Nadal zgodnie z moim założeniem „tylko spokój może nas uratować” stronię od polityki i muszę przyznać, że bardzo dobrze mi z tym jest, jestem o niebo spokojniejsza i sny mam bardziej pogodne, chociaż przyznam, że co jakiś czas odwiedza mnie w snach……Jarosław Kaczyński, ale przynajmniej wtedy mogę mu w twarz powiedzieć, co o nim myślę 🙂
Co prawda na ogół oglądam Szkło Kontaktowe, ale nawet ostatnio i tak nie do końca, nie w całości, bo pod koniec na ogół zasypiam.
Zresztą na szczęście jest co oglądać, bo powróciły już z urlopu moje ulubione seriale „Klan”, „Na dobre i na złe” i „Na Sygnale”, a także nowe odcinki „Ojca Mateusza”, jest więc całkiem dobre serialowe urozmaicenie po tym letnim okresie samych powtórek .
A propo’s „Klanu” – jak wiemy w lipcu zmarł jeden z aktorów z tego serialu, odtwórca doktora Koziełła – Andrzej Strzelecki, ale ten ciężko już chory aktor grał w serialu aż do ostatniej chwili, tak więc jeszcze nadal go oglądamy we wcześniej nagranych odcinkach, smutne to, gdy już wiemy, że nie ma Go pośród nas, a jeszcze na ekranie, ze zmienionym już chorobowo głosem, jeszcze występuje. Przyznam, że będzie mi brak tego nieco safandułowatego w tej roli, ale jakże prawego człowieka o wprost gołębim sercu. Pasją pana Andrzeja był golf i tę pasję przeniósł również do swojej roli w „Klanie”, wiemy, że zawsze namawiał doktora Lubicza na wspólną grę na polu golfowym. Z kim teraz doktor Lubicz w golfa będzie grywał???? Jego ulubionym słowem było „Absolutnie” i teraz można śmiało powiedzieć, że ABSOLUTNIE będzie serial „Klan” pusty bez Tego Aktora.
Ale życie i w serialu i w realu toczy się nadal, przed nami jak pisałam bardzo piękny i ciepły weekend, dlatego życzę wiele pomyślności dla tych, którzy pozostaną w swoich domach jak i dla tych, którzy jeszcze teraz wybierają się na letnie wakacje ( a są tacy wybrańcy)
Szczęśliwych lotów i wspaniałego odpoczynku !!!!!!!