wtorek, jak wtorek

Dzień jak zwykle od kawki rozpoczęty, potem śniadanie, potem…
Zapowiada się znów pięknie słoneczny dzionek, jeszcze dwa dni, może trzy….a może Pogodynka się pomyliła?
Wczoraj miałam dosyć intensywny dzionek, po pracy kilka załatwień i to wszystko na własnych nogach, co dzisiaj czuję, bo kręgosłup trochę mi nawala, ale nie szkodzi, wszak dzisiaj mam umówioną wizytę u mojego Cudotwórcy Bartka. I tak przez tydzień mogłam chodzić normalnie a nie zgięta w pół po ulicy i to już jest moje małe zwycięstwo, a będzie jeszcze lepiej, głęboko w to wierzę.
Codziennie podziwiam panią doktor Halszkę, która mimo swoich 90 lat z laseczką codziennie Park przemierza, też biedna zgięta w pół, ledwie włócząca nogami, a jednak idzie, pomalutku, ale idzie. Fakt, ma wsparcie w postaci ramienia swojego męża, to jest bardzo ważne, zresztą wczoraj dowiedziałam się, że ta para już tak pod ramię chodzi ze sobą ponad 60 lat, tyle lat minęło od ich ślubu i ciągle są razem, jakie to wspaniałe !!!
Ale ta wytrwałość pani Halszki mnie dopinguje, skoro ona może, to pewnie i ja mogę chodzić w miarę normalnie, oczywiście na tyle, na ile mi kręgosłup będzie pozwalał. No cóż, są zmiany, które niestety nie zginą, ale trzeba robić wszystko, by jednak się uruchamiać. mimo, że nie mam koło siebie wsparcia w postaci silnego męskiego ramienia 🙂
Na rower zdecydowanie się nie nadaję, na hulajnogę też raczej nie (mam kłopoty z utrzymywaniem równowagi), trzeba więc inaczej nogi swoje trenować. Co prawda jeszcze od czasu do czasu wspomagam się taksówką, ale tylko wtedy, gdy muszę być na miejscu szybko, albo gdy nie wiem, jak gdzieś trafić, ale staram się jednak trzymać fason.
Trochę się obawiam tego czasu, gdy nadejdą jesienne pluchy, ale zawsze pod ręką mam środki przeciwbólowe, które będą mi w razie potrzeby pomagać.
Ale co się będę zamartwiać na zapas, plucha jesienna minie, potem zima trochę znów mi szyki w spacerkach pewnie pokrzyżuje, bo jednak nie będzie spacerów, gdy będzie ślisko, na żaden upadek już sobie pozwolić nie mogę …. A może jednak trzeba będzie pomyśleć o tej laseczce???? Zawsze jest jakaś większa stabilność zapewniona, zwłaszcza, gdy często mi się na ulicy po prostu kręci w głowie i nagle tracę równowagę i już niekontrolowanie lecę gdzieś przed siebie, co kończy się własnie upadkiem. Tylko ciągle mam jakieś opory………… wiem, niepotrzebnie, ale ja mam dopiero 70 lat, a już niedołężną babcię mam z siebie robić????
Ale cóż, na randki przecież i tak biegać już nie będę – to nie ten wiek, a zapewnienie bezpieczeństwa jest najważniejsze. Muszę to jeszcze wszystko rozważyć, wziąć wszystkie za i przeciw, a może znajdzie się ktoś, kto mi doradzi????
Alternatywie zawsze mogłabym używać tych kijków do nordic walking, tylko……….. one dla mnie są całkiem nieporęczne, nie do opanowania, próbowałam i niestety mi nie wychodziło, tylko przez nie potykałam, a zmęczona przy tym byłam tak, jakbym jakąś wysokogórska wędrówkę własnie odbyła.
No nic, zostawiam ten temat na później, a dzisiaj życzę Wszystkim pięknego dnia.