
Róża, róża, dużo róż i kawusia i smaczne ciasteczko – wszystko to w ten szczególny dzień tygodnia, jakim jest środa, ofiarowuję Uleczce.
Niech Ci będzie słodko od samego ranka dzisiaj Uleńko, bo pogoda jest od rana wspaniała i kawusia tak pięknie pachnie i róże też tak cudownie pachną……
A do tego dodaję jeszcze słodkie buziaczki i słoneczne pozdrowienia prosto spod Wawelu, Trzymaj się cieplutko Uleczko, niech żadne zapowiadane chłody i co gorsza deszcze Ciebie nie odstraszą od Twojego bardzo czynnie sportowo spędzanego życia – jak to dobrze, że jeszcze wciąż tyle w Tobie jest energii i radości z takiego własnie trybu życia – mogę Ci tylko tego pozazdrościć, ale tak w życiu bywa, że niektórym ta energia stanowczo za szybko się kończy…. dlatego zawsze Ci dopinguję i nadal dopingować będę
Całuski 🙂
A wczoraj niestety nie udała mi się „randka” z panem Bartkiem,
Oczywiście stawiłam się w Przychodni na czas, ale pan Bartek nie nadchodził. Odczekałam pół godziny i jeszcze trochę i napisałam mu SMS-a z pytaniem czy zapomniał o mojej wizycie i wtedy okazało się, że Pan Bartek odwołał na ten tydzień wszystkich pacjentów, niestety przez przypadek o mnie zapomniał i całkiem niepotrzebnie przyjechałam do przychodni.
No tak, byłam jego nową pacjentką i pewnie nie miał mnie jeszcze zapisanej w swojej pamięci, a najwidoczniej coś pilnego mu wyskoczyło, kto wie, czy nie kłopoty ze stopą, którą tydzień temu skręcił na ulicy. Niestety wszelkie urazy mogą wszystkich dotyczyć, nawet tych, którzy zdrowie innym przywracają.
Oczywiście nie byłam z tego powodu szczęśliwa, bo jednak trochę już zaczynam odczuwać z powrotem w moim kręgosłupie podobny ból jak poprzednio, co prawda zdecydowanie w mniejszym stopniu, ale nie poddaję się i nadal próbuję chociaż troszkę dzielnie maszerować, oczywiście odpoczywając wg zaleceń co jakiś czas na ławeczce.
RAZ, DWA, LEWA, RAZ, DWA, LEWA i krótki odpoczynek.
Jeszcze muszę ten tydzień jakoś przeczekać, potem będzie już tylko lepiej.
Przynajmniej mam taką nadzieję.
Jednak postanowiłam, że przynajmniej na jakiś czas porzucę myśl o poruszaniu się przy pomocy laski, nie chcę się do niej przyzwyczajać, mimo, że pewnie by mi w tej chwili bardzo pomogła.
Wczoraj Magda Italiana zasugerowała mi, że mogłabym jeszcze poruszać się przy pomocy baloniku, który przy kłopotach z kręgosłupem jest bardzo pomocny, ale stanowczo taką myśl odrzuciłam, niestety w mojej sytuacji, gdy jeszcze muszę dojechać autobusem do pracy, czy sama robić zakupy, miałabym z takim balkonikiem tylko same kłopoty, a już pomijam fakt, że jego używanie bardzo deprymująco działały by na moją psyche.
Muszę na razie, póki się da, zawalczyć rehabilitacją i spacerami, może mi się uda jednak uciec od całkowitego kalectwa?
A potem zrobiłam malutkie zakupy (chlebek i śliweczki) i oczywiście poszłam chwilę odpocząć od stresów w Parku.
No i jest sensacja – parkowe LOVE STORY – którego niechcący stałam się główną bohaterką.
A wszystko to przez dwie wścibskie starsze baby, które, jak się okazało, z zazdrością od pewnego czasu obserwowały moje spotkania w Parku z Kaziem. Nawet nie przypuszczałam, że jesteśmy pod ich obstrzałem, ale….
No tak, baba zawsze pozostanie babą, mimo wieku będzie o inna babę zazdrosna – takie jest prawo dżungli, gdyż niestety kobiet zawsze jest więcej niż mężczyzn, więc trzeba mieć się zawsze na baczności.
Dlatego wczoraj pani Danusia trochę zjadliwie mnie spytała „pani tak sama siedzi na ławeczce?” i chyba się zdziwiła, gdy odpowiedziałam, że tylko chwilowo, bo na kogoś czekam. I rzeczywiście, gdy po chwili Kaziu pokazał się na horyzoncie, panie dosyć niekorzystnym wzrokiem nas obrzuciły, po czym jak gdyby nigdy nic powróciły do swoich plotek. Siedzieliśmy na ławce obok, więc nie bardzo mogły głośno nas obgadywać, ale przypuszczam, że gdy już ławkę obie panie opuściły, nie zostawiły na nas suchej nitki.
Pewnie padły słowa: „patrz pani, taka gruba, taka stara, pogarbiona, a przystojnego, postawnego Kochasia sobie przygruchała”
Nie musiałam wcale tego słyszeć, to było napisane na ich twarzach.
No co tu mówić, panie też nie były dzierlatkami i też jedna z nich była całkiem sporych rozmiarów, a druga już całkiem leciwego wieku, ale skoro one nie mogły sobie nikogo przygruchać, to jakim prawem miało się mi to właśnie zdarzyć 🙂
Tylko obie panie nie wiedziały o jednym – nasza przyjaźń z Kaziem trwa już od 46 lat, co prawda było kilka małych przerw w naszej znajomości, ale jednak ona przetrwała i niech trwa jak najdłużej. Zawsze miło jest, gdy może nie całkiem obok, ale w sumie w niewielkiej odległości jest ktoś serdeczny, na kim można polegać i ktoś, kto usiłuje nas zrozumieć, chociaż nie zawsze we wszystkim musi się z nami do końca godzić. Każdy z nas ma na pewne sprawy swoje własne zdanie, sztuką jest własnie to, by mimo tego znaleźć wspólną płaszczyznę, przez jakieś ustępstwo czy nawet przyznanie racji drugiej osobie. Taka właśnie powinna być przyjaźń, niekoniecznie ślubną obrączką uwieńczona. Grunt, żeby była stała i nie udawana.
A te dwie panie z Parku, pani Danusia i pani Lucynka niech nadal sobie będą zazdrosne, wcale nie mam zamiaru im niczego tłumaczyć, niech sobie żyją w swoim świecie fantazji o naszym związku.
A my nadal z Kaziem będziemy spotykać się i sobie gruchać na ławeczce – tym bardziej nie mogę dać satysfakcji tym dwom babom, które pewnie z wyższością by się na mnie zaczęły patrzeć, gdybym zaczęła chodzić przy pomocy laseczki, czy baloniku. Co to, to nie, ich niedoczekanie 🙂
No to już jesteśmy po pierwszej połowie września, ach, nieznośnie szybko ten czas ucieka, na szczęście wciąż w moim Parku jest zielono, chociaż gdzieniegdzie już żółte listki na drzewach się pokazują.
Jeszcze dzieciaczki korzystają z pięknej pogody i na Placu Zabaw sobie baraszkują, wesoło pokrzykując, tylko jakoś szybciej już zmrok zaczyna Park spowijać. Jeszcze niedawno o godzinie 19 słonko jeszcze świeciło, teraz już zaczynają się lampy parkowe o tej godzinie zapalać…….. smutno jakoś mi się na duszy robi, znów trzeba będzie długo na wiosnę i na lato czekać…….
Ale przynajmniej na długie zimowe wieczory pozostaną mi wspomnienia z tego lata i piękne zdjęcia, które jeszcze nie tak dawno w Kudowie robiłam.
Ach te palmy………….trochę żal mi tamtych widoków……
Szkoda, że Kudowa jest tak daleko od Krakowa……
Życzę bardzo przyjemnej, pełnej słonka środy, bo podobno od jutra ma pogoda się nieco popsuć i nawet deszczyk może do nas zawitać, a już na pewno temperatura powietrza wydatnie spadnie i to nawet o połowę.
Ale co tam już dzisiaj będziemy się jutrem martwić, dzisiaj ma być wesoło, słonecznie i radośnie, wszak dzisiaj mamy moją i Ulki ulubiona środę 🙂