pierwsza jesienna róża

Tak, tak Uleczku, dzisiaj zawitała do nas Pani Jesień i dlatego w jesiennym kolorze jest ta dzisiejsza środowa róża dla Ciebie.
No tak, jesień, nostalgia, ale Tobie na pewno to nie grozi, zwłaszcza gdy masz przed sobą sanatoryjne plany. Życzę Ci, aby Ci się udało mieć naprawdę wspaniały pobyt z dobrymi zabiegami i przede wszystkim z doborowym towarzystwie. Ale o to akurat się nie martwię, bo wiem, że jesteś duszą towarzystwa i zawsze potrafisz sobie takie wspaniałe, odpowiednie towarzystwo dobrać.
A może i trochę Ci zazdroszczę? Bo ja na ewentualny następny sanatoryjny turnus musiałabym czekać aż 4 lata, bowiem najwcześniej dopiero po roku po powrocie z sanatorium można składać podanie o nowe sanatorium, a potem trzeba czekać 3 lata na przyznanie turnusu. Beznadziejna sprawa, ale taka jest niestety polityka NFZ. Najwyżej co mogłabym się starać o turnus rehabilitacyjny z dofinansowaniem przez PFRON, ale…… czy ja wiem czy to ma sens? jakoś w tę sanatoryjną rehabilitację nie za bardzo wierzę.
To tylko takie klepanie, podgrzewanie, ale czy skuteczne, skoro w sumie tych zabiegów za wiele wcale nie jest?
Ale skoro Ty Uleczku wierzysz, że takie leczenie Ci pomoże…życzę Ci, abyś jak najszybciej go otrzymała,
A do czasu wyjazdu życzę Ci samych miłych jesiennych chwil w Poznaniu, spędzanych na spacerkach z kijkami i na siłowni., tak jak lubisz. Bo jesień też potrafi być piękna. 🙂

No właśnie, zabiegi. Wczoraj byłam na kolejnym zabiegu u pana Bartka Owszem jest pewna ulga, ale niestety nie tak znaczna jak ostatnio, nie wiem czemu, może wczoraj była dosyć męcząca aura i jakoś inaczej ból odbierałam???? A może to po prostu reakcja na to uciskanie bolących miejsc, pozytywne skutki przyjdą później …….. ale nie mogę narzekać, bo jednak pewna ulga jest, a ja niestety jestem tak już całkowicie zdezelowana, od stóp do głów, że cudów nie da się zrobić, trochę od czasu do czasu musi poboleć.
Można rzec, że ból jest nieodzownym towarzyszem wszystkich moich dni i nocy, tylko czasami boli więcej, czasami mniej. I właśnie dlatego potrzebne mi są te zabiegi, żeby ten ból chociaż trochę ułagodzić.
Na następny zabieg idę za tydzień, we wtorek, zobaczymy co ten następny wtorek przyniesie.
Ale nadal uważam, że ta terapia pana Bartka jest cudowna, bo przy takich zmianach zwyrodnieniowych jak moje, trudno jest z bólem walczyć, gdy boli i bark i kolano i cały kręgosłup i jeszcze tam i ówdzie…..
Nawet śmiałam się wczoraj do pana Bartka, że właściwie to powinni mi powymieniać wszystkie kości i dopiero wtedy bym odżyła na dobre, a tak, cóż, czasami boli, czasami nie i muszę się z tym godzić i pana Bartka swoją osobą zajmować. Wszak życie idzie na przód i jakoś trzeba się w nim urządzać stosownie do możliwości.
Najważniejsze jednak, że kręgosłup mam na tyle uruchomiony, że mogę chodzić, co prawda nie nadaję się na długie wycieczki, ale jakieś niewielkie spacerki mogę uskuteczniać, a to już jest dużo. Przynajmniej do autobusu już dotrzeć mogę, nie muszę tylko korzystać z taksówek, co niestety jest dosyć drogim szpasem. Ot życie…….

No to co, cieszmy się pięknie jesiennymi dniami, bo kilka jeszcze takich przed nami.
A polityka? A do diabła z nią, bądźmy cierpliwi, wszystko wskazuje na to, że nasza kacza gehenna niedługo się skończy, czego sobie i Wszystkim z całego serca życzę.

A na dzisiejszą środę słonecznych chwil życzę, bo to słonko jednak wciąż nam do życia jest potrzebne.
Miłej środy 🙂