
I to wcale nie chodzi o pogodę, ale o taką plątaninę uczuć z mojego wczorajszego dnia.
Zaczęło się całkiem sympatycznie, telewizor sobie grał, kawka pachniała, humorek nawet mi dopisywał, więc poszłam na przedświąteczne zakupy.
I bardzo dobrze, że zrobiłam to wczoraj, bo okazuje się, że dzisiaj, w ramach ograniczeń zakupów w dnie świąteczne, ten dzień przedświąteczny, czyli sobota, też ma, nie wiedzieć czemu , skrócone godziny pracy i sklepy będą czynne tylko do 14. Więc jak ktoś się zagapił, niestety, ale będzie przez Święta o suchym pysku siedział.
No cóż, rząd słucha się Solidarności, a Solidarność słucha się psa Kacperka i jego pana.
Obydwoje zastanawiają się, jak tu jeszcze ludziom życie utrudnić, bo przecież wiele osób w Wielki Piątek normalnie pracowało i na zakupy mogli nie mieć więc czasu, ale co to Kacperka, Jarosława i jeszcze tam jakiegoś Piotra Dudę (nie mylić z Adrianem) obchodzi, oni tak postanowili i TAK MA BYĆ i KROPKA, i KONIEC !
No bo kto lepiej może wiedzieć czego Polakom do szczęścia jest potrzebne, niż wyżej wymienione osoby?
Na szczęście ten problem mnie nie dotyczy, przezorny zawsze ubezpieczony, bo nigdy nie wiadomo, co temu szaleńczemu rządowi jeszcze do głowy wpadnie !!!!
Nie ważne, poszłam wczoraj na zakupy z moim nowym wózeczkiem, miałam kupić nie wiele, a w sam raz (pierwszy dzień Świąt wszak będę spędzała u Maćków), ale tak jakoś się złożyło, że nagle cały wózek zrobił się pękaty od wiktuałów.
Po prostu – poszalałam!!!!
Jak już wczoraj pisałam, 2 kwietnia jest dniem urodzin Ksawera, wiec prócz życzeń na Facebooku i na Blogu oczywiście jeszcze do niego zatelefonowałam i …zostałam zaproszona na Jego Urodziny, urządzane mu w domu Jego Mamy – Moniki, czyli na Smoleńsk, czyli tam, gdzie kiedyś (no jakieś 5 lat temu) mieszkałam.
Śmiesznie wchodzi się do mieszkania, które już nie jest twoje, ogląda się stare śmiecie, a przede wszystkim pokój, który kiedyś zajmowałam, dzisiaj to już całkiem inne pomieszczenie. Wyraźnie brakuje tam Ciotki Ewy !
Kogo tam nie było na tych urodzinach, prócz Solenizanta z Dianą i oczywiście ze Zeldą była prawie cała Rodzinka, czyli Babcia Zosia (moja bratowa), Ciocia, Kuzyni,Kuzynki, Siostry Ksawera i mnóstwo jeszcze Jego przyjaciół.
Jednym słowem było tłoczno i gwarno, ale jako, że mieszkanie jest dosyć sporych gabarytów, jakoś wszyscy w nim się w różne miejsca przemieszczali, więc impreza była na wielkim luzie.
Oczywiście był tort czekoladowy z masą orzechową, który własnoręcznie siostra Ksawera – Zojka zrobiła, uwierzcie mi, był naprawdę przepyszny, do tego jeszcze każdy dostał porcje lodów.
Właściwie miałam wyrzuty sumienia, bo wczorajszy post był nie tylko ilościowy ale i jakościowy, ale nie potrafiłam sobie tych pyszności odmówić – słabej woli jestem, no dobra, po prostu jestem łakomczuchem.
Oczywiście Pepa bardzo się ucieszyła z mojego przyjścia i adorowała mnie siedząc przy moich nogach.
Niestety moja kochana Zelda niezbyt mnie toleruje, zdecydowanie woli te swoje Ciocie, które częściej widuje, bo są młode i umieją z nią rozmawiać i się bawić, a taka jakaś tam stara Ciotka – Prababka, którą zresztą rzadko się widzi, atrakcją dla małej dziewczynki być nie może, taka jest smutna dla mnie prawda.
Mam nadzieję, że z czasem, gdy Zelda dorośnie, zmieni swój stosunek do mnie.
Zresztą pamiętam, że gdy Mia była małym dzieckiem, też troszkę się mnie bała, na szczęście jakoś potem o tym zapomniała.
A może to już jest taka rodzinna historia o strasznej Ciotce Ewie, przecież kiedyś Monika, czyli Babcia Zeldy, mówiła szeptem w wielkiej tajemnicy zresztą i z wielkim przejęciem, do mojego kolegi, „wiesz, Ciotka Ewa to jest WILK”
Skąd to się u niej wtedy wzięło????, do tej pory nie mam pojęcia, ale widać rodzinna legenda o Wilku i Ciotce Ewie w rodzinie pozostała.
Miałam też okazję przeglądnąć moją korespondencję, która do mnie tam dotarła i oczywiście odnalazłam tę, która mnie najbardziej interesowała. Mianowicie spółka PKP scedowała swój Fundusz Pracowniczy Bankowi PKO S.A, więc tenże bank poinformował mnie o udziałach, które z racji tego Funduszu posiadam Pewnie dużo tego nie będzie, bo przypuszczam, że pracując tam jakieś 20 lat dostanę około 5-6 punktów, ale zawsze jakieś tysiąc, a może dwa tysiące złotych mi do kieszeni (a raczej na moje już konto PKO) wpadnie, zawsze coś, szczególnie, że wcale się nie spodziewałam żadnych dodatkowych funduszy.
Zatem po Świętach muszę wybrać się do PKO.SA. dowiedzieć się dokładnie ile punktów tego Funduszu posiadam i jaka to będzie kwota no i potem muszę załatwić formalności bankowe.
To była też ta przyjemna strona wczorajszego dnia, tym bardziej, że jeszcze rozmawialiśmy o pewnych planach na dalszą moją współpracę z Firmą, bo ta dotychczasowa, przez Koronawirusa została mocno zachwiana.
Po godzinie 20 stej Ksawery z Rodziną odwieźli mnie do domu i….już nie było tak wesoło, bo okazało się, że moja antena satelitarna przestała działać i nie miałam żadnej możliwości oglądania telewizji.
Poprosiłam o pomoc mojego przemiłego Sąsiada Janka, niestety i jemu nie udało się nic wskórać, po konsultacji z panią z Cyfrowego Polsatu doszliśmy do wniosku, że chyba antena po prostu uległa awarii.
Trochę to dziwne, bo jeszcze przed moim wyjściem telewizor normalnie działał i nic nie wskazywało na jakieś zaburzenia.
Ale niestety rzeczy martwe to mają do siebie, że złośliwie psują się w całkiem nieodpowiednim czasie, teraz akurat przed samymi Świętami musiała zdarzyć się ta awaria, no czy to nie złośliwość losu?????
Jak już coś się zaczyna kleić, nagle niespodziewanie z zupełnie innej strony dostaniesz przez łeb.
Co prawda dzisiaj ma przyjść do mnie jeszcze sprawdzić tę antenę Maciek, bo być może znów, podobnie jak kiedyś, tylko ta antena się zawiesiła i dlatego sygnał z satelity do dekodera nie dochodzi , a ja sama nie umiem jej odkręcić (zbyt mocno ją Maciek ostatnio dokręcił i teraz ani rusz, ni w prawo, ni w lewo nawet nie drgnie), ale czy to tylko na tym się skończy? nie wiadomo, być może, że rzeczywiście jakiś konwektor czy jakaś inna mała pierdółka się spaliła i trzeba będzie wzywać fachowca, a to dopiero niestety mogę zrobić po świętach.
Całe szczęście, że mam Netflix, więc mogę sobie spokojnie oglądnąć fajny serial Crown, zresztą i tak ta nasza telewizja nic specjalnego takiego nie nadaje, na ogół same powtórki. A moje ulubione seriale Klan i M jak miłość, czy Na sygnale dopiero i tak będą dopiero w połowie przyszłego tygodnia, zresztą będę je mogła sobie oglądnąć na VOD.TVP.
Tylko denerwują mnie te reklamy przerywające serial, ale cóż, gdy się nie ma, co się lubi……
Jedną „stratę” jaka ewentualnie poniosę to będzie powtórka tych odcinków Klanu z 1998 roku, bo niestety tych odcinków na VOD-zie nie odnajdę, po prostu ich tam nie umieszczają.
Ale jestem dobrej myśli, jeżeli nawet dzisiaj Maćkowi nie uda się uruchomić mi tej anteny, to może do połowy przyszłego tygodnia znajdę jakiegoś fachowca, który mi ją wymieni.
Tylko najgorsze jest to, że nawet dokładnie nie wiem, gdzie ta moja antena na strychu jest umieszczona, a Kasia – właścicielka pojechała gdzieś na święta i nie mam z nią kontaktu, by tę wiedzę posiąść.
Że co?, że telewizor nie jest najważniejszy? Pewnie, że nie, ale skoro już jest, to niech przynajmniej działa a nie udaje tylko zbytecznego mebla.
A poza tym ja lubię, gdy ktoś do mnie gada z telewizora, bo zawsze mam okazję zamknąć mu buzię, gdy mi się nie podoba to, co słyszę.
A co do serialu Crown, to trzeba przyznać, że łatwego rodzinnego życia ta Elżbieta II nie miała, ciągle musiała wybierać pomiędzy miłością do męża, do dzieci, a surową dworską etykietą, no i z sprzeciwiającą się niektórym decyzjom własną matką.
A że chciała być naprawdę sumienną władczynią, niektóre decyzje były dla niej bardzo trudne.
Teraz jestem na etapie podejmowania przez Królową Matkę prób rozłączenia młodego Karola i Camilli, okazuje się, że to własnie Królowa Matka najwięcej namieszała w tej całej aferze Karol – Camilla -Diana, czego w niedługiej przyszłości złe skutki cała ta trójka bohaterów boleśnie odczuła.
No to idę dalej oglądać sagę rodziny Windsorów, a Wam życzę bardzo przyjemnej , już świątecznej Wielkiej Soboty, chociaż pogoda znów dzisiaj bardzo grymasi , no cóż, kwiecień- plecień, bo przeplata……..itd