
No tak kolejna środa przed nami.
Niestety – jakaś taka dziwna, no to zimowa, ni jesienna, a czasami i wiosenna……
A miała być już całkowita wiosna…….
W nocy podobno padał śnieg, ale dzisiaj nawet zielono jakoś w moim Parku, chociaż łzawo, nieco deszczowo.
Pewnie i u Ciebie jest podobnie, ale wciąż zbliżamy się do tych milszych, ciepłych i słonecznych dni Uleczko i tego Ci życzę.
Mam nadzieję, że w następną środę będę weselej o słonku Ci opowiadała i wraz z Tobą cieszyła się każdą coraz bardziej słoneczną minutą.
Wszystkiego najlepszego na tym przedwiośniu Uleczko i Uśmiechnij się, każdy dzień będzie lepszy, cieplejszy i milszy.
Byłam wczoraj u bardzo miłego pana doktora naczyniowca, który zrobił mi USG obu kończyn dolnych i okazało się, że na szczęście jednak żadnej zakrzepicy nie mam, moje naczynia krew przepuszczają normalnie, bez żadnych zahamowań, a te wszystkie ostatnie dolegliwości to najprawdopodobniej są związane z moimi zmianami zwyrodnieniowymi kręgosłupa, no i z nieco podniesionym cukrem.
Czyli trzeba rozpocząć wiosenny samo – remont od spacerów, diety, tabletek na cukier (kiedyś je wszak zażywałam, teraz też nimi muszę uregulować te skoki cukru), no i muszę powrócić do wizyt u pana Bartka.
Takie mam wyznaczone przeze mnie plany na najbliższe dni.
Co prawda wiosnę już rozpoczęłam od wizyty u fryzjera, bo nie mogłam patrzeć już dłużej na swoją szopę na głowie.
Okropnie mam niesforne te włosy, cieniutkie, każdy idzie w każdą możliwa stronę i gdy są nieco już dłuższe robi się okropny bałagan na mojej głowie (dobrze, że chociaż nie w głowie)
Co prawda ostatnio są trudności z takimi wizytami, bo w ramach obostrzeń, salony fryzjerskie są zamknięte, ale….Polacy myślą i na wszystko znajdują odpowiednie metody. (Polak podobno wszystko potrafi)
Gdy byłam dwa dni temu w Przychodni na Felińskiego, przy okazji odwiedziłam pobliski tam malutki zakład fryzjerski, ot tak z ciekawości, czy jeszcze działają.
W salonie była miła dziewczyna (ta sama, która mnie poprzednio już strzygła) i jakaś klientka, a zakład był przepisowo zakluczony.
Zapukałam do drzwi, pani fryzjerka dowiedziawszy o co mi chodzi,
kazała pojawić się za pół godziny.
Na szczęście był wtedy jeszcze w miarę ciepły, a co najważniejsze nie deszczowy dzień, więc posiedziałam sobie te pół godziny na ławeczce, a gdy już wróciłam z powrotem do zakładu, dostałam dwie kartki do podpisania, jedno to było oświadczenie, że nie choruję na Covid i nie miałam w przeciągu ostatnich kilku dni z nim kontaktu, a drugim była moja zgoda na to, bym skorzystała z usług salonu jako tak zwana modelka.
A co mi tam – pomyślałam, mogę na te moje stare lata i modelką zostać, bylebym tylko jakoś do ludzi się upodobniła.
Zresztą z mojej nowej, krótkiej już fryzurki byłam bardzo zadowolona , a najbardziej śmieszył mnie jednak fakt, że tak łatwo można ominąć durne przepisy, przecież takie zaostrzenia w salonie można by było wprowadzić bez tych nikomu nie potrzebnych zaostrzeń, po prostu fryzjer (kosmetyczka, czy jakaś inna usługowa persona) umawia się na daną godzinę i całkiem legalnie dokonuje tych samych co teraz ulepszeń swojej urody, oczywiście przestrzegając podstawowych zasad epidemiologicznego bezpieczeństwa, ale bez świadomości brania udziału w jakiejś lipnej, pokrętnej procedurze oszukiwania, no własnie kogo się oszukuje? SANEPID, ministra, który wydał takie zarządzenie, czy kogoś tam jeszcze, bo każdy, który bierze udział w takiej procedurze doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że nie jest to do końca całkiem legalne, a przede wszystkim nie jest to nijak sensowne.
Ot taka mała machlojka, w której miałam też swój mały udział, a przecież śmiało można byłoby to zamienić na całkiem normalny proceder, w sumie i tak wyszło to na to samo, ja jestem zadowolona, bo mam nową fryzurę, a pani jest zadowolona, bo ma z czego utrzymać swój mały zakład fryzjerski.
Zastanawiam się tylko, dlaczego przy władzy są tak durni ludzie, dla których najprostsze rozwiązania są całkowicie nie do pomyślenia, wręcz można rzec, że kombinują jak tu jeszcze utrudnić, a nie ułatwić życie Polakom.
Bo fakt, epidemia jest strasznym doświadczeniem, ale trzeba nauczyć się z tym jakoś żyć i trzeba umieć tak rozwiązywać związane z nią problemy, aby przy dużej ostrożności te podstawowe przynajmniej potrzeby były jakoś mądrze zapewnione.
Niestety, nasz rząd jest pełen indolentów, którzy w dodatku sami są niekonsekwentni w tym, co raz zarządzają, a za chwilę te obostrzenia cofają, lub mieniają na inne, całkiem zresztą losowo, bez żadnych mądrych przesłanek, na zasadzie : ot taki pomysł wpadał mi do głowy.
Po prostu ta cała epidemia całkowicie przerosła poziom inteligencji naszych rządzących i wszystko co możliwe, robią na łapu – capu, od przypadku, do przypadku, bez jakiejkolwiek strategii, bez jakichkolwiek przemyśleń.
A potem dziwią się, że mimo ich pseudo strategii epidemia wciąż się rozrasta, po prostu ludzie już są zagubieni w tym całym ich pokrętnym procesie, który na siłę narzucają, nie licząc się całkowicie z ich skutkami,
Ludzie po prostu mają już dosyć i marzy im się ktoś, kto z sensem poprowadzi cały ten dalszy proceder w taki sposób, by nikt nie czuł się odrzucony, zagubiony, by wiedział, że może byc pewny jutrzejszego dnia.
Dlatego najwyższa pora tych wszystkich bezmyślnych ministrów odsunąć na bok i by sprawami Polski zajął się ktoś, kto pomału, ale skutecznie z pewną ideą działania przeprowadził Polskę przez ten trudny czas nie tylko epidemii, ale i czas, który po niej nastąpi, bo będzie on dla Polaków niestety tak samo drastyczny, jak i ten obecny, zbyt dużo niestety już popełniliśmy i teraz niełatwo przyjdzie nam się borykać ze smutnymi ich następstwami.
To tyle moich środowych przemyśleń, a teraz wszystkiego dobrego na dzisiejsze już niestety popołudnie.