I znowu ten Lenin!!!!!

………że też Mama nie urodziła mnie dzień wcześniej, czy dzień później.
Zawsze byłoby mi milej spędzać urodzinowy dzień w towarzystwie Elżbiety II, ale…… tak się już stało, jak się stało i tego nie odmienię.
Ale skoro już 71 lat w tym towarzystwie wytrwałam, mam nadzieję, że i przez następne – & – bliżej nieokreślony czas jakoś z tym żyć będę musiała.
Bo niestety jak wiemy, LENIN ZAWSZE ŻYWY JEST !!!! i skoro do mnie się już przyplątał, tak musi pozostać na wieki.
Ale pocieszam się jednym, że prócz tego osobnika z brodą mam jeszcze kilka innych całkiem przyjemnych wspólników do obchodzenia swojego święta urodzin w tym samym co ja dniu, miedzy innymi Izabela Trojanowska oraz Donald Tusk też dzisiaj mają takie samo święto i życzę Im w tym dniu samych pomyślności i osiągnięcia samych pozytywów w Ich zamierzeniach.
Sobie nie będę niczego życzyć, bo to nie wypada, no, może ewentualnie obym zdrowa długo była i miała siłę pisać codziennie swojego bloga.

Jaki plecień z tego kwietnia było widać dokładnie wczoraj, rano mamił nas całkiem przyzwoitą pogodą, ba, nawet słonko zaświeciło na chwilę, tak, że mogłam sobie nawet na ławeczce w parku na niedługi moment przysiąść, no i uwiecznić już na dobre za goszczoną tam wiosnę,
Ale potem nagle nadciągnęły ciemne chmury, powiało nieprzyjemnym wiatrem, a z nieba spadł sobie całkiem nawet obfity deszcz, tak że już w drodze powrotnej nie mogłam znów posiedzieć sobie w Parku.
Ale ledwie wróciłam do domu znów słonko zawitało na niebie – ot takie tam kaprysy kwietniowej pogody.
No ale już niedługo przed nami wyczekiwany majowy weekend, mam nadzieję, że przynajmniej wtedy pogoda dopisze i będzie można cieszyć się wspaniałymi prawdziwie już wiosennymi spacerkami, tym bardziej, że wszystko wskazuje na to, że już niedługo epidemiologiczne obostrzenia będą jednak nieco obluzowane.
Byleby tylko nie szaleć, nie wykorzystywać tego, że w tej chwili jest zdecydowany spadek zachorowalności na COVID, niestety liczba zgonów nadal jest zatrważająca, ale jest to pokłosie ostatniego ostrego rzutu zachorowalności.
Cieszę się, że jednak sporo ludzi chce się szczepić przeciwko temu wirusowi, nie ulega jakimś bzdurnym teoriom przez kler snutych, trzeba powiedzieć, że tu kler ogromnie się zbłaźnił herezje wymyślając, ale jednak nie tak do końca udało im się obrzydzić proces zabezpieczenia przed nowymi tragediami, jakie ponosiliśmy niedawno.

No to co? Świętuję sobie dzisiaj te moje urodzinki, chociaż powinnam zapłakać nad swoim wiekiem, ale…
Już kiedyś doszłam do wniosku, że każdy wiek ma swoje dobre i złe strony.
Te złe o akurat te nieznośne bolączki, które mnie nękają, a z wiekiem są niestety związane, chociaż wiele młodych ludzi też narzeka. (dzisiaj w nocy wstawałam, by Nimesil zaźyć! – ból nie dawał mi spokojnego snu)
Jakaś ta dzisiejsza młodzież bardziej słabowita jest, niż moje pokolenie w ich wieku było.
Ale trzeba przyznać, że dzisiejszy młodzi mają o wiele więcej niż my ongiś kłopotów, chociażby związanych najpierw z podjęciem studiów, potem z kolei nie jest łatwo znaleźć w tych dzisiejszych godziwą pracę, a czasy materialne niestety łatwe nie są.
Co prawda są pewne udogodnienia bankowe i ewentualnie można zaryzykować zadłużenie, które potem niestety przez większą część życia spłacać będą, o ile oczywiście uda im się znaleźć odpowiednią pracę, która będzie w miarę bezpieczna do utrzymania przez długi czas, bez żadnych zawirowań.
Ale teraz z kolei młodzież jest chyba bardziej przebojowa, śmielej sięga po to, co kiedyś mojemu pokoleniu było nawet nie do pomyślenia osiągnąć, fakt, że niestety jest to obwarowane nieraz ciężką, ponad miarę pracy w przeróżnych korporacjach, gdzie trudno raczej liczyć na jakieś koleżeńskie układy, tam raczej każdy patrzy jak wygryźć drugiego, żeby samemu się utrzymać na stanowisku, a często związane jest to z niezbyt czystymi czynami.
Dawniej młodzi mieszkali raczej z rodzicami w swoim rodzinnym domu, więc byt i opierunek przez troskliwych rodziców, a zwłaszcza przez mamy, miały zapewnione, ale z kolei ograniczone były pewnymi rodzicielskimi obwarowaniami – coś za coś, teraz bardzo szybko uciekają do przodu, dążą do samodzielności i niestety ponoszą potem tego różne konsekwencje,
Po prostu teraz są zupełnie inne czasy, niż ongiś, ale szczerze Wam powiem, wcale nie zamieniłabym swoich młodych lat na dzisiejszą modłę.
Wcale nie żałuję tej rodzicielskiej troski mojego Taty i wciąż pamiętam te Jego słowa, gdy na moją tyradę , którą wypowiedziałam po ukończeniu 18 lat „jestem już pełnoletnia i sama mogę o sobie decydować” spokojnie mi Tata odpowiedział : „oj córeczko, jeszcze nie raz będziesz wracała do tych dni, gdy nie musiałaś sama o sobie i o swoim życiu decydować” I to jest ta życiowa prawda, która się nabywa wraz z upływającymi latami.
Teraz są te ciągłe wojny podjazdowe w pracy, te nerwy związane z codziennym życiem, gdy człowiek człowiekowi wilkiem jest…..

Kiedyś gdy byłam młoda, usłyszałam bardzo fajne zdanie „ja się cieszę byle czym” i nadal przy tym pozostaję.


No ale dzisiaj cieszę się swoim świętem, obojętnie ile tych latek mi przybyło, nawet słonko przez jakiś czas rano pięknie mi zaświeciło, dając nadzieję, że będzie dobrze, ptaszki tak pięknie za oknem świergolą – to będzie bardzo udany dzień.
Renia dzisiaj przesadziła mi moje śliczne kwiatuszki, tak więc znów mam piękny zielony ogród w moim świeżo, wiosennie wysprzątanym mieszkaniu.
I jak tu się nie cieszyć z życia???

I Wam Wszystkim życzę radości na dzisiejszy czwartek 🙂