A po niedzieli nadchodzi poniedziałek i nowy tydzień.
Tylko,że problemy pozostają podobne do zeszłego tygodnia.
Pogoda nadal chłodna, raczej niezbyt wiosenna.
Wczoraj widziałam przypomnienia sprzed roku zawarte na moim Facebooku i tam już chwaliłam się…… kwitnącym bzem.
Tak, już bez pod koniec kwietnia pięknie nam pachniał, to była prawdziwa oznaka wiosny.
Teraz owszem, w Parku jest zielono, ale słonko z nami bawi się w ciuciubabkę i raz jest, raz go nie ma…..
A co ze mną?
Po perturbacjach przechodzących przez mój brzuszek w ostatnie dni zeszłego tygodnia chyba troszkę się wszystko nieco uspokoiło.
Musiało się uspokoić, bo dzisiaj idę na rehabilitację, jestem przecież umówiona z panem Bartkiem.
Co prawda kręgosłup jeszcze nie jest taki całkiem zwinny, jeszcze przy dłuższym obciążeniu chodzeniem mi dokucza, ale moje nogi już chyba zdecydowanie się poprawiły, przynajmniej nie puchną.
Lepiej już nie będzie, cóż, pesel wyraźnie o tym mówi i trzeba się cieszyć takim zdrowiem, jakie się ma, bo mogłoby być jeszcze gorzej.
Wczoraj przeczytałam na Onecie olbrzymi artykuł o umieraniu, przyznam, zrobił na mnie spore wrażenie.
Nieraz już o tym myślałam, co czuje człowiek który umiera, ale nie do końca jeszcze z tą myślą może się pogodzić, ba często nawet nie chce swojej sytuacji nazwać po imieniu. Przykładem mógł być pewien mężczyzna, który w już okresie terminalnym pytał pielęgniarza, czy warto kupić bilet samolotowy do Australii, bo to jest marzeniem jego życia ten kraj odwiedzić. Nie spytał wprost, czy ja doczekam tej wycieczki,nie miał odwagi dowiedzieć się smutnej prawdy, która go niebawem czekała, chcąc jak gdyby odsunąć od siebie wiadomość, że nadchodzi jego koniec.
Cóż, jest to niestety taki nie do uniknięcia etap naszego życia, każdy z nas z tym problemem się spotkał żegnając bliską osobę.
Nie jest to łatwe ani dla osoby odchodzącej ani dla tej, która przy bliskim, kochanym, umierającym człowieku jest i wiadomo, że żadne słowa nie mogą już pomóc. Ale wystarczy wtedy, aby osoba umierająca czuła naszą obecność, żeby wiedziała, że nie jest sama, że ktoś ją jednak bardzo kocha i kochać nadal będzie.
Bardzo to trudny dla nas wszystkich temat i nie każdy chce chociaż na chwilę zatrzymać się i pomyśleć o tym, co w bliższym, lub dalszym czasie nas czeka.
Dlatego też myślałam wczoraj o tych osamotnionych chorych, którzy na bliskość Kochanych im osób z powodu epidemii liczyć nie mogą, straszne musiało być dla nich to odosobnienie i to samotne przejście do innego, lepszego podobno świata, nawet bez uścisku ręki, bez dobrego słowa najbliższej osoby.
Ostatnie komunikaty na szczęście są bardziej optymistyczne, zdecydowanie spada liczba zachorowalności na Covid, niestety jeszcze liczba zgonów nadal jest zbyt wysoka, a ja myślę też i o tych osobach, którzy z powodu epidemii nie mieli okazji do podjęcia leczenia całkiem odrębnych niż Covid chorób, często teraz niestety jest za późno dla wycofanie wielu zmian chorobowych, które niestety też mogą smutny koniec zapowiadać.
Fakt, Covid całkowicie ten świat medycyny zaburzył, nie ma przede wszystkim odpowiednich funduszy na odnowienie zapewnienie godziwych warunków leczenia chorych, a to przez brak odpowiedniego sprzętu, brak lekarstw, brak personelu medycznego, który ostatnio bardzo nam się wykruszył
Dzisiaj rano z zainteresowaniem słuchałam telekonferencję Lewicy,która domaga się, by spora część pieniędzy z Funduszu Unijnego trafiła własnie do Służby Zdrowia i przeinaczona była na jej odnowę.
Cel szlachetny, ale czy się uda?
Gdy Pis położy swoją łapę na tym Funduszu, różnie być może i dlatego teraz opozycja, która wie, jak poprzednie fundusze były rozdzielane według partyjnego, pisowskiego klucza che uzależnić swoją decyzje poparcia od pewnego rodzaju zabezpieczenia sprawiedliwego rozdziału pieniędzy, które w sporej kwocie do Polski nadejdą.
Oczywiście Pis przekrętnie tłumaczy, że opozycja jest przeciwna podpisaniu unijnego pakietu finansowego, ale diabeł tkwi w szczegółach,. Po prostu nie można pozwolić na to, by Pis samodzielnie, pozbawiony jakiejkolwiek kontroli zapanował nad tym rozdziałem.
Zresztą prawdziwy problem jest z grupą Ziobry, która ubzdurała sobie, że przyjęcie pomocy od Uni użalenia Polskę, która rzekomo straci w ten sposób suwerenność.
Nie wiem, skąd takie myśli w głowie Solidarnościowych Idiotów się roi, przecież 1 maja 2004 Polska d o b r o w o l n i e oficjalnie wstąpiła do Unii Europejskiej i od tego czasu zgodziła się na przestrzeganie wszystkich unijnych traktatów, o żadnym uzależnieniu mówić przecież nie można.
Trochę się dziwię, bo jednak Zbigniew Ziobro skoczył wyższe studia prawnicze i jako ich absolwent powinien rozpoznawać zasady i zobowiązania , na które przez nasz akces wstąpienia do Unii zgodziliśmy się 18 lat temu, a teraz trudno jest to odkręcić, jako, że poparcie dla Unii wciąż jest wśród Polaków bardzo wysokie.
I nie ma co tu snuć spiskową teorię dziejów i tymi fantasmagoriami zatruwać umysły ludzi, którzy nie koniecznie na tym się znają i nie koniecznie do końca rozumieją pewne polityczne procesy rządzące światem.
Jest jak jest – jesteśmy w Unii, zgodnie zresztą ze zgodą zdecydowanej większości Polaków i jeden Ziobro nie może wywrócić nam Polski do góry nogami, bo to mogłoby się dla nas wprost tragicznie skończyć.

Znów się rozpisałam, a tu już trzeba się pomału zbierać .
Życze miłej reszty poniedziałku i udanego całego tygodnia