nareszcie zapowiada się prawdziwa wiosna

niby słonko się już pokazało, niby ptaszki wesoło świergolą, ale przecież to już prawie końcówka kwietnia i, za niedługo upragniona majówka.
Dlatego muszę się do niej dobrze przygotować.
Już jestem po pierwszym zabiegu u złoto ręcznego Bartłomieja i zdecydowanie jest lepiej.
Co prawda do doskonałości jeszcze daleko, ale noga już jest jakby mniej nieco spuchnięta, za tydzień idę raz jeszcze i pewnie potem od razu na balety pogonię…..
Chociaż nie wiem, czy w moim wieku jeszcze wypada balować?
Od wczoraj zażywam też ten BioSlimin i…chudnę….na razie w mojej wyobraźni.
Ale podobno gdy się czegoś pragnie, to się życzenie spełnia.
A u mnie niestety to jest nie kaprys, bo przecież wiem, że na Konkurs Miss Polonia nie będe startowała, ale jednak mój kręgosłup i moje nogi wyraźnie mi mówią : Ewa!! uważaj!!!!!.
No i cukier, który po operacji był pięknie opanowany też teraz sobie wesoło jak zajączek skacze.
Oczywiście staram się ograniczyć też jedzonko, chociaż według ulotki można jeść jak dotychczas.
Coś mi się to nie bardzo wydaje, bo jednak pewne ograniczenia trzeba zrobić.
Pierwszy sukces już miałam dzisiaj rano, cukier spadł mi poniżej szóstki.
To jeszcze i tak jest ciut za dużo, ale od czegoś trzeba przecież zacząć.
No i mam teraz mały dylemat, co ma zrobić z czwartkiem?
A gdyby jakiś gość przyszedł do mnie z życzeniami? wypadało by czymś słodkim go poczęstować, a tu u mnie słodycze ograniczone są do zera.
No dobrze, zawsze mogę ciastkiem gościa poczęstować, a ja sama jeść go nie muszę, najwyżej jakiś pojemniczek na spływającą ślinkę dla siebie przygotować mogę, a co mam zrobić, jeżeli jednak coś z tych słodkości mi pozostanie na potem?
A poza tym czy starczy mi tej silnej woli, żeby ,przynajmniej w swoje urodziny nie skusić się na łakocie?
Niby to nie powinno być problemem, ale jednak jest.
Że o? że mogę poczęstować samą herbatą lub kawą? Można, wszak mam tę dobra kawę z mojego expresiku , ale czy to wystarczy?
Ot, trudne dylematy człowieka odchudzającego się.
Że tez po drodze te moje urodziny musiały się pojawić 🙂

Ale jeszcze mam dwa dni do namysłu, zresztą wcale nie zapowiada się, żeby jakieś tabuny gości mnie nawiedziły.
Zobaczy się w czwartek.
A na razie życzę przyjemnego popołudnia

jakże wymowne zdjęcie !!!!!

Czy może w kimkolwiek z Was jakiś żal to zdjęcie wzbudza?

Przyznam się. że we mnie nie, a nawet wręcz przeciwnie, ciągle czekam na ten dzień jego upadku.
Może nie powinno się drugiemu źle życzyć, ale akurat temu osobnikowi nic dobrego nie wróżę i nic dobrego nie życzę.
Zbyt wiele krwi napsuł i mi i innym Polakom ten z gruntu niedobry człowiek, wielki egoista, bez śladu najmniejszej nawet empatii, złośliwy gnom, który rozkosz czerpie z zadawania innym krzywd, a to pozorne „dobro” które okazuje swoim pod lizusowskim kamratom jest tylko po to, by zapewnić tym sobie swoją władzę i poparcie.
To nie jest dla mnie człowiek – to jest diabeł wcielony, chodzące zło i nie zwiodą mnie jego z pozoru sympatyczne gesty, bo to wszystko jest tylko jego wielką obłudą.
Niby szarmancko kobiety w ręce całuje, ale równocześnie bez zmrużenia oka naraża je na straszne cierpienia, tu mówię o jego nakazie narodzin dziecka z nieodwracalnymi wadami, skazującymi je na śmierć w okropnych mękach.
Czysta obłuda w czystym wydaniu Jarosławie!!!!!!! Jak można świadomie skazywać dziecko i matkę na cierpienia, tylko w imię swojego idea fix??????
Dla niego najważniejszą osobą jest on sam i własnie cały swój świat, wszystkie pseudo poglądy wokoło swojej osoby kręci.
Więc jeżeli piekło rzeczywiście istnieje, diabły już dla niego gdzieś w pobliżu podobnych jemu satrap już piekielny kocioł ze smołą szykują , przeznaczony dla tych, którzy potrafili zniszczyć ludzkie życie tylko po to, by zapewnić sobie wygody doczesnego świata, podobnie jak i Jarosław.
Własnie, doczesnego, bo mimo, że tak chętnie manifestuje ten osobnik swoją wiarę, swoja przynależność do Boga, niestety czyny pokazują, że nie mają one nic ze sobą wspólnego.
Dlatego dzisiaj powtarzam APAGE SATANAS !!!! i oczekuję, że rzeczywiście twój czas Jarosławie zbliża się do końca pisiej chwały.
Jeszcze jest co prawda kilka osób, którzy udają, tak, niestety udają, że cokolwiek ich obchodzisz, bo jeszcze liczą na jakiś mały zastrzyk gotówki przed upadkiem Pisu, ale już większość pisowskich szczurów okręt pod nazwą PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ opuszczają, szukając nowych możliwości w łatwym i beztroskim świecie, jaki im dotąd zapewniałeś.
Może mają nadzieję, że znów kogoś uda się im oszukać?
A co z opozycją? No właśnie ciągle nie wiadomo, dużo mówią, mało robią, a to nic dobrego niestety nie wróży.

Ja przede wszystkim muszę zająć się teraz swoją osobą, a nie martwić się tym, czego i tak niestety nie zmienię.
Za kilka dni znów zmienię swój rocznik w kalendarzu, to jest dobry moment do nowych wyzwań.
Dzisiaj z powrotem wracam na rehabilitację pana Bartka, przecież wiosna już jest całkiem blisko, co nawet zauważyłam wczoraj będąc w Parku z Dianą Ksawrem i z Zeldą, nawet piękne białe owocowe drzewko sfotografowałam (co prawda nie wiem, co na nim rośnie, ale wygląda cudownie).
Niestety było bardzo chłodno i nie mogliśmy dłużej w Parku pozostać. Zresztą z wielka rozkoszą Zelda zliczyła wielką kałużę, po której beztrosko tam i z powrotem brodziła, niczym kaczka po stawie, skutkiem tego była cała przemoczona i trzeba było wracać ją przebierać, bo była mokra do tak zwanej do suchej nitki.
A co jeszcze ciekawego?
Czy słyszeliście może o Biosliminie? podobno to rewelacyjny, pierwszy na liście popularności w Polsce środek odchudzający.
Dałam się zwieść, przyznaję, dzisiaj już własnie zaczęłam kurację, a nuż pomoże?
A jeżeli nawet nie, to przynajmniej z sumy 240 zł będę odchudzona, zawsze jakiś spadek zaliczę, jak nie wagi, to uszczuplę swoje konto 🙂 Zawsze zaryzykować jednak warto!!!!!
Kuracja, którą dostałam przewidywana jest na dwa tygodnie, potem ewentualnie jest jej prolongata, no zobaczymy, od czegoś trzeba zacząć.
Zresztą stać mnie było na taki wydatek, bo wraz z emeryturą przyszła do mnie dzisiaj trzynastka w wysokości 1025 zł, zawsze coś.
Tak więc po pierwsze rehabilitacja, po drugie odchudzanie, ewentualnie jeszcze przede mną wisi wizja wykonania gastroskopii, ale tę na razie odsuwam w najbliższą przyszłość, nie można przecież robić wszystkiego na raz.
No tak jeszcze pozostała mi najważniejsza część programu zmian: odsuniecie pokusy Elektrona, obawiam się, że z tym będzie bardzo trudno, ale już taka myśl kwitnie w mojej głowie, a to już dobry znak.
Na razie dzisiaj mamy poniedziałek, co prawda nie wiosną nęcący, raczej chłodny (ciepły sweter jednak dzisiaj trzeba będzie ubrać), ale mam nadzieję, że do czwartku 22 kwietnia zdecydowanie się ociepli i słonko na niebie i w mojej duszy zaświeci.

No to miłego poniedziałku i udanego całego tygodnia.

tylko jedna łza…….

ale jak bardzo wymowna, pokazująca niesamowity ból po rozstaniu z ukochaną osobą.
Tak wygląda prawdziwa miłość, która za młodych lat Elżbiety II się narodziła, a wczoraj zgasła?
Nie, nie zgasła, bo zawsze w Jej sercu osoba jej ukochanego męża Filipa pozostanie.
Z racji funkcji, jaką piastuje nie może Ona oficjalnie ze swoim bólem się obnosić,
Zresztą, czy taki ból na pokaz jest coś wart?
Ale nikt do królewskiej duszy nie zaglądnie, nikt nie wie, ile bólu rozpaczy tam teraz mieszka.
Oglądałam wczoraj oczywiście uroczystość pogrzebową Księcia – piękna, pełna symboli.
Dla mnie najważniejsze jednak były dwa symbole, jeden to ta postać królowej Elżbiety osadzonej w całkowitej samotności, w oddaleniu od wszystkich w katedralnej ławce. Została sama, bez osoby, którą kochała i z którą całe swoje życie była związana. Ale gdzieś tam niedaleko byli obecni Jej najbliżsi – tak, widząc ich miała poczucie, że mimo, że odszedł ktoś naprawdę bliski, jednak nie została całkiem sama.
Bo własnie poczucie samotności jest chyba najgorszym faktem starości, a wiele osób niestety musi z tym się borykać na codzień, obojętnie, czy piastuje wysoki królewski urząd, czy jest całkiem zwyczajnym człowiekiem.
Każdy musi mieć to poczucie bezpieczeństwa, że jest ktoś niedaleko, kto poda rękę, pomoże, powie dobre słowo.
Drugim niesamowitym wręcz dla mnie symbolem był fakt występu kobziarza, który z każdym krokiem, grając melodię oddalał się przez otwarte drzwi poza budynek Katedry.
Tak jak każdy z nas całe życie gra swoją melodię życia, ona brzmi do czasu, potem pomału odchodzi i zanika, ważne jest, by nie zanikła wraz z nią pamieć o naszej osobie.
Jak widzicie, bardzo osobiście podeszłam do wczorajszej smutnej uroczystości, może nie było to wiązane z jakąś fascynacją dworem, ale zwyczajną ludzką empatią, tym bardziej, że i ja pomału zbliżam się już do tych otwartych drzwi.
Kiedyś, gdy byłam dzieckiem, gdy będąc w Londynie po raz pierwszy zobaczyłam Buckingham zadałam pytanie czy mieszkająca tak królowa jest zła? Ot, taki sposób myślenia dziecka oparty był na bajkach. które jej czytano.
Teraz już wiem, że mieszkają w nim zwyczajni ludzie, tacy jak i my, którzy mają dni radości i dni smutku, dni trudu i dni odpoczynku, ale których nie omijają żadne życiowe kłopoty i zmartwienia, które muszą rozwiązywać.
Dlatego jeszcze bardziej jestem teraz myślami z Królową Elżbietą, bo wiem, że przyszedł dla niej bardzo ciężki i smutny czas i wyobrażam sobie jej rozpacz, którą przeżywa, tym bardziej, że jej miłość była naprawdę prawdziwa i mimo, że na pewno miała sporo wewnętrznych kontrowersji, zawsze potrafiła je mądrze rozwiązać.

To tyle na dzisiaj.
Teraz idę do Parku, bo świeci słonko i czeka tam na mnie….Zeldunia z Rodzicami

Miłej niedzieli

Londyn – 17.04.2021

Dzisiaj wszyscy myślami jesteśmy w Londynie, przy Królewskiej Rodzinie, dla której dzisiejsza data kojarzyć się będzie z bardzo smutną uroczystością – z pożegnaniem księcia Edynburga, mężem Królowej Elżbiety II Jego Wysokości Filipa.
I chociaż sama uroczystość z powodu epidemii będzie przeprowadzona w bardzo kameralnej oprawie, nie mniej będzie transmitowana przez większość mediów, w tym i polskich, jako szczególny hołd Wielkiemu Człowiekowi, szczerze oddanemu swojemu Krajowi, a przede wszystkim swojej Rodzinie.
Bardzo dużo ostatnio śledziłam losy całej tej Królewskiej Rodziny, a to przez oglądanie na Netflixie fabularnego serialu Crown, a także przez seriale dokumentalne, między innymi The Royals Home Windsor, również na Netflixie dostępnym, tak więc czuję się niejako zobligowana do brania udziału w tej smutnej uroczystości.
Na pewno będzie to najsmutniejszy dzień dla Elżbiety II, byli przeszło 74 lat małżeństwem, a znali się jeszcze od prawie wczesno – młodzieńczych jej lat, Elżbieta, zwana wtedy Lilibet miała 15 lat gdy od pierwszego wejrzenia zakochała się w młodym, bardzo przystojnym i eleganckim Filipie i już wtedy wiedziała, że z nim chce swoje życie spędzić.
Pewnie jak to w rodzinie bywa, są dni weselsze, są i te cięższe, ale jednak jakoś oboje dotrwali do bardzo późnej już starości i do końca byli sobie bardzo oddani, doczekali się nie tylko czworo dzieci, ale i sporo wnuków i nawet prawnuków, tworząc jedną wielką wspaniałą rodzinę, mimo, że i tu nieraz pewne niesnaski się wmieszały w ich życie.
Ale jakoś udało im się pokonać wszystkie trudy życia. jakie to piękne, jednak długie wspólne lata są za nimi, ile miłości i prawdziwej przyjaźni splotło te ponad 70 letnie życie.

To tylko taka moja dzisiejsza okazjonalna notka, zaraz idę duchowo przygotowywać się do uczestnictwa w tym smutnym obrzędzie.
A pogoda dzisiaj do niczego, pewnie również i w Londynie.

Spokojnej soboty

znowu???

No tak, znowu, jakoś tak nie mam dzisiaj chęci do pisania blogu, pogoda zdecydowanie mi nie odpowiada.
A co gorsza, taka pogoda zapowiadana jest na cały następny tydzień, o weekendzie już nie wspominając.
No i znów nogi i kręgosłup będą mi dokuczały, chociaż podobno mam niezłe wyniki badania krwi.
No tak , udaję !!! Tak z tego wynika.
Tylko dlaczego te stopy puchną????
Ale od czego jest Apap i Nimesil (na zmianę oczywiście, bo razem nie można tych środków przeciwbólowych stosować.
A ponieważ jestem ciepło-luba i zimno mało odporna, nie będę się katować i na żadne spacerki się nie wybieram.
Dzisiaj owszem, zaliczyłam oczywiście zakupy w sklepie, ale wróciłam (prawie że) nieszczęśliwa – nie cierpię, gdy mi coś na nos kapie.
A może za sześć dni, czyli 22 kwietnia słońce jednak mi zaświeci? Już za sześc dni!
No proszę, to już prawie rok mija od dnia, który dostałam przepiękny kosz urodzinowych kwiatów. Ale wtedy była okazja, przecież to była okrągła siedemdziesięcioletnia rocznica mojego pojawienia się na tym dziwnym nieco świecie.. Teraz będzie normalnie, ot kolejny normalnych dzień uświadamiania sobie, że już tyle za mną, a już coraz mniej przede mną…..
Zresztą kto dzisiaj urodziny obchodzi?
No tak, podobnież dzisiaj obchodzi je syn Basi – Leon, okrągła osiemnastka mu już stuknęła i z niesfornego chłopca przeradza się w młodego mężczyznę.
Leon co prawda mojego blogu nie czyta, ale mam okazję pogratulować tu dzisiaj Jego Mamie – Basi , że doczekała się takiego wspaniale zapowiadającego się, już dojrzałego młodzieńca.
Obojgu składam najlepsze dzisiaj życzenia, niech Wam się nadal wspaniale wiedzie.

A my czekamy na poprawę pogody i na………. radosną wiosnę.
Chociaż już trzeba powiedzieć, że jest kolorowo w Parku, zielone, młode listki, wspaniałe forsycje no i owocowe drzewa już białym kwieciem się okryły……

zbawienna woda

Zbawienna woda, bo uratowała mnie dzisiaj przed nadmiernym kłuciem.
Tym razem nawodniłam się jak trzeba, całe popołudnie wczoraj piłam przegotowaną wodę, w nocy, gdy się przebudziłam, też się jej napiłam, a przed wyjściem na badanie wypiłam aż 4 kubki wody, jednym słowem, bardzo zdyscyplinowaną pacjentką dzisiaj się okazałam.
Skutek??? – badanie przeszło bez najmniejszego szwanku, już po pierwszym nakłuciu żyły krew się pokazała i wartko sobie popłynęła, jak nigdy chyba dotąd, tak więc po 5 minutach byłam już po badaniu, teraz czekam na wyniki, które elektroniczną drogą odczytam dzisiaj późnym popołudniem (?) na moim komputerze – ot technika.
A jutro pewnie będę miała tele-poradę z panią doktor Marysią (wszak badała mnie już w poniedziałek, teraz czeka na wyniki badań) i wszystkiego o swoim zdrowiu się dowiem, mam nadzieję, że wszystkiego dobrego.
Bo co prawda ta noga nieco mnie jeszcze piecze, ale już przynajmniej nie boli.
Pewnie te dokuczające bóle związane były z pogodą, zrobiło się okropnie zimno i w dodatku pada deszcz ze śniegiem.
A już myślałam, że nie będę miała okazji ubrać swojego nowego, puchatego zielonego sweterka, a tu proszę, na dzisiejszy dzionek był jak znalazł, przynajmniej było mi cieplutko.
Z zimową czapką też niestety musiałam się przeprosić, zwłaszcza, że teraz po wizycie u pani fryzjerki mam króciutką fryzurkę i mój mózg mógłby mi zamarznąć.
A a propo’s techniki i wieku: wracałam do domu taksówką firmy Bolt i młody człowiek pytał się, czy taksi zamówiła mi córka, czy ja sama. Bardzo zdziwił się, że w moim wieku (!!!!!!) jestem taka nowoczesna, że potrafię sama sobie dać radę z nowoczesnością, a już pełen podziwu dla mnie był wtedy, gdy dowiedział się, że obsługuję nie tylko Iphon z jego aplikacjami ale również komputer, laptop, robienie zakupów on line, czy obsługiwanie mojego Banku PKO nie jest dla mnie wcale trudnością, gram w Pokemony, mam Facebook, Instagram na którym zamieszczam swoje zdjęcia no i piszę bloga, jego podziw był naprawdę dla mnie wielki, jako, że ma rodziców nawet nieco ode mnie młodszych, ale stroniących od tych nowoczesnych urządzeń, nie rozumiem czemu, bo przecież powiedzenie „nic co ludzkie, nie jest mi obce” od czasów Terencjusza było mottem każdego człowieka epoki renesansu.
No i teraz też musimy wyjść z okowów ciemnogrodu i przeć do przyszłości, czyli do nowoczesności, nie patrząc na coraz bardziej bzdurne wiadomości of Pisu i od kleru płynące. To tak, jakby na silę kazali nam wierzyć, że nowoczesność nie jest darem Boga, tylko szatana, ba nawet jeden z księżulków Tuskowi piekłem groził, tak jakby słowa owego księdza jakąś moc spełnienia miały. Ale pewnie w tym jest jakaś metoda, bo człowiek ciemny, to człowiek łatwo za mordę dający się prowadzić. Tylko przy tym temu człowiekowi można przy okazji wielką krzywdę uczynić – przykładem niech będą ostatnie herezje przez kler szerzone, jakoby szczepionki Astra i Johnson coś wspólnego z zabijaniem płodów i robieniem z nich własnie tych szczepionek miały do czynienia.
Takie wierutne kłamstwo może doprowadzić do tego, że ludzie przestaną się szczepić i tym samym będą sprowadzać zagrożenie epidemiologiczne dla innych, a prawda jest taka, że i owszem, gdzieś już kiedyś powstała linia komórkowa, wyprowadzona co prawda rzeczywiście z płodów ludzkich, która powstała ponad pół wieku temu, a teraz stanowi ona wektory do namnażania się nowych wirusów, niestety bez nich wirusologia by nie istniała, jako, że wirusy nie chcą rozmnażać się w innych liniach niż ludzkie i w ten sposób trzeba poznawać biologię powstających wirusów i ich rozwój, przyczyniając się do tego, że w ten sposób mogą powstawać szczepionki zapobiegające dużej zachorowalności a także i śmierci milionów ludzi.
A herezje szerzone przez niektórych biskupów, jakoby szczepionki te pochodziły bezpośrednio z abortowanych płodów są nie tylko nieuprawnione, sprzeczne z najnowszymi medycznymi osiągnięciami, ale jak już pisałam, mogą wywołać naprawdę wiele zła, prowadzącego nawet do zagłady ludzi pozbawionych metod leczenia.
Więc biskupi, jako następcy Chrystusa powinni nakłaniać ludzi do walki z epidemią, namawiać do szczepienia, które zapobiec może ogólnemu pomorowi, a nie straszyć ludzi piekielnymi mocami małych wirusów zawartych w małej strzykawce. Bo dotąd działają oni na zasadzie plotki, ktoś gdzieś tam coś powiedział, drugi to powtórzył, ale coś przekręcił i w ten sposób powstała następna niebezpieczna dla świata herezja.
Leczenie dusz pozostawmy zatem Kościołowi, a leczenie naszych ciał tym, którzy na tym najlepiej się znają, czyli lekarzom,
Nie można wracać do czasów, gdy na trzy „zdrowaśki” wsadzało się dziecko do pieca i albo ono wyżyło, albo……..

A ja czekam na poprawę pogody, bo ta dzisiejsza aura całkowicie mi nie odpowiada i z nią po prostu się nie zgadzam.

Miłego czwartku !!




Miłej środy Uleczko

No tak kolejna środa przed nami.
Niestety – jakaś taka dziwna, no to zimowa, ni jesienna, a czasami i wiosenna……
A miała być już całkowita wiosna…….
W nocy podobno padał śnieg, ale dzisiaj nawet zielono jakoś w moim Parku, chociaż łzawo, nieco deszczowo.
Pewnie i u Ciebie jest podobnie, ale wciąż zbliżamy się do tych milszych, ciepłych i słonecznych dni Uleczko i tego Ci życzę.
Mam nadzieję, że w następną środę będę weselej o słonku Ci opowiadała i wraz z Tobą cieszyła się każdą coraz bardziej słoneczną minutą.
Wszystkiego najlepszego na tym przedwiośniu Uleczko i Uśmiechnij się, każdy dzień będzie lepszy, cieplejszy i milszy.

Byłam wczoraj u bardzo miłego pana doktora naczyniowca, który zrobił mi USG obu kończyn dolnych i okazało się, że na szczęście jednak żadnej zakrzepicy nie mam, moje naczynia krew przepuszczają normalnie, bez żadnych zahamowań, a te wszystkie ostatnie dolegliwości to najprawdopodobniej są związane z moimi zmianami zwyrodnieniowymi kręgosłupa, no i z nieco podniesionym cukrem.
Czyli trzeba rozpocząć wiosenny samo – remont od spacerów, diety, tabletek na cukier (kiedyś je wszak zażywałam, teraz też nimi muszę uregulować te skoki cukru), no i muszę powrócić do wizyt u pana Bartka.
Takie mam wyznaczone przeze mnie plany na najbliższe dni.
Co prawda wiosnę już rozpoczęłam od wizyty u fryzjera, bo nie mogłam patrzeć już dłużej na swoją szopę na głowie.
Okropnie mam niesforne te włosy, cieniutkie, każdy idzie w każdą możliwa stronę i gdy są nieco już dłuższe robi się okropny bałagan na mojej głowie (dobrze, że chociaż nie w głowie)
Co prawda ostatnio są trudności z takimi wizytami, bo w ramach obostrzeń, salony fryzjerskie są zamknięte, ale….Polacy myślą i na wszystko znajdują odpowiednie metody. (Polak podobno wszystko potrafi)
Gdy byłam dwa dni temu w Przychodni na Felińskiego, przy okazji odwiedziłam pobliski tam malutki zakład fryzjerski, ot tak z ciekawości, czy jeszcze działają.
W salonie była miła dziewczyna (ta sama, która mnie poprzednio już strzygła) i jakaś klientka, a zakład był przepisowo zakluczony.
Zapukałam do drzwi, pani fryzjerka dowiedziawszy o co mi chodzi,

kazała pojawić się za pół godziny.
Na szczęście był wtedy jeszcze w miarę ciepły, a co najważniejsze nie deszczowy dzień, więc posiedziałam sobie te pół godziny na ławeczce, a gdy już wróciłam z powrotem do zakładu, dostałam dwie kartki do podpisania, jedno to było oświadczenie, że nie choruję na Covid i nie miałam w przeciągu ostatnich kilku dni z nim kontaktu, a drugim była moja zgoda na to, bym skorzystała z usług salonu jako tak zwana modelka.
A co mi tam – pomyślałam, mogę na te moje stare lata i modelką zostać, bylebym tylko jakoś do ludzi się upodobniła.
Zresztą z mojej nowej, krótkiej już fryzurki byłam bardzo zadowolona , a najbardziej śmieszył mnie jednak fakt, że tak łatwo można ominąć durne przepisy, przecież takie zaostrzenia w salonie można by było wprowadzić bez tych nikomu nie potrzebnych zaostrzeń, po prostu fryzjer (kosmetyczka, czy jakaś inna usługowa persona) umawia się na daną godzinę i całkiem legalnie dokonuje tych samych co teraz ulepszeń swojej urody, oczywiście przestrzegając podstawowych zasad epidemiologicznego bezpieczeństwa, ale bez świadomości brania udziału w jakiejś lipnej, pokrętnej procedurze oszukiwania, no własnie kogo się oszukuje? SANEPID, ministra, który wydał takie zarządzenie, czy kogoś tam jeszcze, bo każdy, który bierze udział w takiej procedurze doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że nie jest to do końca całkiem legalne, a przede wszystkim nie jest to nijak sensowne.
Ot taka mała machlojka, w której miałam też swój mały udział, a przecież śmiało można byłoby to zamienić na całkiem normalny proceder, w sumie i tak wyszło to na to samo, ja jestem zadowolona, bo mam nową fryzurę, a pani jest zadowolona, bo ma z czego utrzymać swój mały zakład fryzjerski.
Zastanawiam się tylko, dlaczego przy władzy są tak durni ludzie, dla których najprostsze rozwiązania są całkowicie nie do pomyślenia, wręcz można rzec, że kombinują jak tu jeszcze utrudnić, a nie ułatwić życie Polakom.
Bo fakt, epidemia jest strasznym doświadczeniem, ale trzeba nauczyć się z tym jakoś żyć i trzeba umieć tak rozwiązywać związane z nią problemy, aby przy dużej ostrożności te podstawowe przynajmniej potrzeby były jakoś mądrze zapewnione.
Niestety, nasz rząd jest pełen indolentów, którzy w dodatku sami są niekonsekwentni w tym, co raz zarządzają, a za chwilę te obostrzenia cofają, lub mieniają na inne, całkiem zresztą losowo, bez żadnych mądrych przesłanek, na zasadzie : ot taki pomysł wpadał mi do głowy.
Po prostu ta cała epidemia całkowicie przerosła poziom inteligencji naszych rządzących i wszystko co możliwe, robią na łapu – capu, od przypadku, do przypadku, bez jakiejkolwiek strategii, bez jakichkolwiek przemyśleń.
A potem dziwią się, że mimo ich pseudo strategii epidemia wciąż się rozrasta, po prostu ludzie już są zagubieni w tym całym ich pokrętnym procesie, który na siłę narzucają, nie licząc się całkowicie z ich skutkami,
Ludzie po prostu mają już dosyć i marzy im się ktoś, kto z sensem poprowadzi cały ten dalszy proceder w taki sposób, by nikt nie czuł się odrzucony, zagubiony, by wiedział, że może byc pewny jutrzejszego dnia.
Dlatego najwyższa pora tych wszystkich bezmyślnych ministrów odsunąć na bok i by sprawami Polski zajął się ktoś, kto pomału, ale skutecznie z pewną ideą działania przeprowadził Polskę przez ten trudny czas nie tylko epidemii, ale i czas, który po niej nastąpi, bo będzie on dla Polaków niestety tak samo drastyczny, jak i ten obecny, zbyt dużo niestety już popełniliśmy i teraz niełatwo przyjdzie nam się borykać ze smutnymi ich następstwami.

To tyle moich środowych przemyśleń, a teraz wszystkiego dobrego na dzisiejsze już niestety popołudnie.

nie odpuszcza !!!

Niestety zakrzepica (???) nie odpuszcza.
Dzisiaj dalszy ciąg badań USG – Doppler.
Niestety nieco kosztowna sprawa, bo na NFZ nie ma terminów, trzeba prywatnie, ale i tak, ponieważ jest podejrzenie na zakrzepicę, dostałam od razu termin i za chwilę jadę sobie na badanie.
No cóż – NFZ to tylko F I K C J A !!!
Chcesz być człowieku zdrowy – płać z własnych pieniędzy lub….zdychaj.
Jedno jest pewne : PAPIEROSY = ELEKTRON – W O N !!!!!!
Chcę mieć dwie nogi, a nie kikuty !!!!!!!!!
Do jutra.

tak od poniedziałku

Dosyć gnuśnienia, idę się remontować.
Oj już dawno panią doktor pierwszego kontaktu nie odwiedzałam, teraz, gdy zaczynają mi i żyły w nogach przeszkadzać, trzeba ruszyć się z fotela i iść na mały remoncik.
Pół nocy dzisiaj śniłam o tej wizycie, a raczej nie był to przyjemny sen.
Bardzo nie lubię zawracać głowy swoją osobą, ale od czasu do czasu trzeba, szczególnie, że wiosna za oknem (???)
Czy ja wiem, czy to wiosna, teraz rano słonko świeci, temperatura nawet jako taka, ale już za dwie, trzy godziny słonko pójdzie spać za chmurki, jakieś ciemne chmury, możliwe, że nawet ze śniegiem napłyną i ….już po wiośnie.
No i jak tu się ubrać? czy wziąć ciepły sweter, czy wystarczy wiosenna bluzka, a potem czeka nas zamarzanie?
Ale w sumie lepiej jednak zająć się swoją własną osobą, niż durną polityką, bo tak, czy tak, czy siak, jakaś tam ona będzie (a nie zawsze musi mi się podobać), a o siebie jednak trzeba zadbać. No bo kto o mnie zadba, jak nie ja sama? – oczywiście przy pomocy pani doktor no i Maćka, który ułatwił mi szybką wizytę lekarską.
No bo przecież w jakimś dobrym zdrowiu i jeszcze w najlepszym w związku z tym nastroju muszę doczekać chwili, gdy PIS z panem Kaczyńskim na czele na pysk padną, a będzie to radosna chwila, muszę mieć więc siłę na to świętowanie.
A mam nadzieję, że już wkrótce to nastąpi, nawet jaskółki już o tym na dachach świergocą……..
No to ubieram się i znikam do lekarza, a o rezultatach opowiem już jutro.
Na razie na ten poniedziałek i na cały tydzień słonka (jednak) życzę i dobrego nastroju, bo przez ten tydzień wiele jeszcze zmienić się może. I oby na lepsze się zmieniało, a wszystkie złe wieści gdzieś w czeluściach niebytu się zapadły.
A dzisiaj składam życzenia Urodzinowym Solenizantom, czyli mojej Bratowej Zosi, która co prawda na pewno blogu mojego nie czyta, ale o niej wspomnieć trzeba, bo Rodzina to bardzo ważna sprawa.

Zatem: do jutra!