dzisiaj mamy na kalendarzowej kartce napis : 10 kwiecień

I to jest dla mnie bardzo ważny dzień.
Nie, nie związane nijak to jest ze smoleńską religią, bo od niej już dawno się odżegnałam.
Dzisiaj są urodziny mojej Kochanej Kamilki,
No i w związku z tymi urodzinowymi uroczystościami zostałam zaproszona do Modlnicy.
Pogoda jest wprost cudowna, chyba taką własnie na ten dzień Kamilka sobie wymarzyła.
Tak więc zapowiada mi się pyszna kawka na tarasie, pewnie i pyszny torcik……
A za sobą zostawiam te wszystkie wariacje, które dzisiaj, szczególnie w Warszawie, się dzieją.
To są już mocno przesmażone kotlety, nawet lud pisowski zaczyna już wątpić.
To takie (chyba) ostatnie podrygi Pisu, który jeszcze coś tam chce wycisnąć, no paru naiwnych idiotów pewnie jeszcze znajdą, niech więc się dobrze dzisiaj bawią, bo to wszystko to tylko jedna parodia, suche okruchy dla plebsu, a ja naprawdę jadę się cieszyć Rodziną, pogodą i wiosną do Modlnicy.
Wesołej soboty życzę, tylko nie dajcie się znów otumanić gadce – szmatce karłowatego starca, on tak musi gadać, bo inaczej już by było po nim, a tak ma jeszcze jedną dzisiaj szansę zabłysnąć, może to ostatnia taka szansa ??????
No to do jutra.

przed weekendowo

Szczęśliwie do piątku jakoś dotrwaliśmy. Przed nami kolejny weekend.

Może będzie spokojny, bo i pogodę ładną nawet zapowiadają.
A ciemne chmury, które ostatnio nade mną się pojawiły, gdzieś pomału w dal odpływają.
Jeszcze gdzie tam ciche burzowe pomruki słychać, ale mniej groźne teraz one się wydają. Będzie dobrze!!!!
Jednak Modlitwa pomaga!!!!!
Może coś w tym powiedzeniu „jak trwoga to do Boga” jest, ale czasami taka gruntowna rozmowa z Panem Bogiem, z Maryją bardzo jest potrzebna, to takie oczyszczenie duszy, wyzbycie się złych myśli i na pewno uspokojenie, a tego ostatnio bardzo potrzebowałam.
Nie bardzo mam dzisiaj jakiś szczególny wpis zaplanowany, przygotowany.
Może tylko wspomnieć powinnam, że kolejny raz na Darce wczoraj polegać mogłam, zaopatrzyła mnie wczoraj w tak rewelacyjną ładowarkę, że bez trudu teraz będę mogła na jednym przewodzie ładować i komórkę i elektrona , bez konieczności „dziubania” w niewielki otwór, co przy ostatnio nieco mniej już sprawnych palcach i pewnych kłopotach z oczami, bywa kłopotliwe – wszystko działa na zasadzie magnesu, tylko przykładam jedną cześć przewodu z magnesem do drugiego magnesiku umieszczonego w telefonie, czy w elektronie i już mi się wszystko porządnie ładuje. Żeby jeszcze igły można było tak nawlekać nitką…….
Ach ta Darka! jest kochana, tylko niestety znów musi do Zabrza wracać, ale pocieszam się, że już niedługo, w lecie, skończy swoje studiowanie na Śląsku i do Krakowa powróci.
Zawsze mówiłam, że czekam, aż zabierze się za moje leczenie, co pomału staje się realne, bo już mi zleciła wykonanie dwóch badań, które uznała za konieczne i będę musiała je w najbliższym czasie wykonać.
Fajnie jest, gdy się ma takiego troskliwego prywatnego lekarza pod ręką.

Życzę Wszystkim bardzo przyjemnego i słonecznego weekendu, bo taki własnie nam prognozują. Nareszcie wiosna!!!!.
Bociany też się cieszą.
Ciekawe kiedy jajeczka się w gnieździe pokażą, a może już są, a o tym jeszcze nie wiem????

A za oknem…śnieg

Miała być wiosna, jest zima….
Nic z tego świata nie rozumiem, całkiem już się ostatnio pogubiłam, a mam wiele rzeczy do przemyślenia, oj mam !!!

TAK ma oznaczać TAK, a NIE ma oznaczać NIE!!!!
Ale czasami jest inaczej…….

Dzisiaj (osiemnaste) Urodziny obchodzi Kazimierz.
Nie wiem, czy tu dzisiaj zaglądnie, ale jeżeli przeczyta mój dzisiejszy wpis niech wie, że naprawdę życzę Mu wiele dobrego – chociaż ostatnie dnie są jakieś nieco zwariowane, ale żeby te wszystkie „życiowe zawieruchy” i Jego wreszcie ominęły i aby wreszcie prawdziwa wiosna zakwitała w Jego życiu.
Zresztą każdy z nas na tę wiosnę czeka i tę atmosferyczną i polityczną i na odnowę stosunków między ludzkich, gdy już nie trzeba będzie nic udawać, kontrolować swoich słów, przyznaję, tej sztuki jeszcze nie opanowałam (chociaż przecież starszego, więc niby roztropnego wieku już jestem) i najgorsze jest to, że chyba już nigdy nie osiągnę.
Tylko czasami przykro mi jest, gdy ktoś opacznie moje poczynania odczytuje.
A może to wynika z tego, że ciągle naiwnie ten brutalny w sumie świat traktuję, no cóż, z tego wynika, że prostolinijność często w konflikcie z rzeczywistością staje, co ktoś może odczytać nawet za głupotę, chociaż jest raczej wyrazem szczerości, nie zawsze jednak, jak się okazuje, potrzebnej.
Ot to tylko takie moje czwartkowe przemyślenia, nie przejmujcie się nimi, to też przeminie…….
Tylko pewnie ja już nigdy się nie zmienię……..

Przyznam, że zadziwił mnie dzisiaj ten biały krajobraz w moim Parku, tęsknię za słonkiem, za zielenią, która tak nieśmiało już się ukazuje

Życzę powodzenia na dzisiejszy czwartek, niech złe rzeczy nie okażą się do końca beznadziejne, bo zawsze przecież kiedyś i te dobre dni w końcu nastają……..

już podobno wiosnę mamy????

no nie jestem tego pewna, bo wciąż góry w śniegu są skąpane, chociaż nieśmiało krokusy przez ten biały puch starają się przebić.
Ale na pewno dzisiaj mamy środę, kolejną, już poświąteczną, więc pewnie Uleczku już do domu powróciłaś z wizyty na wsi?
Ale nareszcie robi się zielono no i dnie zdecydowanie są już dłuższe, więc serce nasze się raduje, nawet drobny śnieżek nie jest w stanie naszej radości pokryć puchem.
Życzę Ci przyjemnych i pełnych zielonego koloru dni Uleczku i radości z każdego pączka, który rozwija się nam już na drzewkach. Wczoraj zauważyłam, że nawet moja roślinka na balkonie, która otacza pręty mojego balkonu. też już w grube pączki obrosła, tylko patrzeć, aż listki się z nich wyklują.
Jednym słowem, przyroda budzi się już do życia, więc i my już otrząśnijmy ten zimowy ponury sen z oczu i na nowo podejmujmy nowe wyzwania. Wszystkiego dobrego Uleczku.

Nie mam już nawet cierpliwości do pisania o tym politycznym zamroczeniu, bo znów musiałabym się denerwować, tak jak dzisiaj, gdy przeczytałam, że według ostatnich sondaży partia PIS ciągle cieszy się największym poparciem.
Nie rozumiem, jak można być tak strasznie głupim, żeby świadomie sobie i przy okazji innym na złość robić????.

Ale dzisiaj mamy też bardzo ważny dzień : Święto Pracowników Służb y Zdrowia.
Jestem ciekawa ile osób o tym dzisiaj będzie pamiętało?
O tych Wszystkich osobach, od profesorów począwszy aż po zwyczajnych lekarzy, pielęgniarek , salowych, które zwłaszcza w tym ciężkim czasie epidemii pracują ponad swoje siły, a ich praca i tak zawsze jest niedoceniona.
Pracowałam długie lata w Służbie Zdrowia i zawsze ta gałąź gospodarki narodowej była traktowana po macoszemu, mimo, że każdy człowiek wcześniej czy później z pomocy zatrudnionego w szpitalach, czy w przychodniach medycznego personelu skorzystać musiał.
I zamiast słów wdzięczność nieraz taki pracownik gorzkie słowa usłyszał, może czasami i zasłużone, ale zawsze trzeba pamiętać, że jest to Służba, że często taki pracownik musi wyrzec się wielu ludzkich przecież przyzwyczajeń, zapomnieć o swoich własnych kłopotach, który każdy przecież ma, o jakiejś podstawowej wygodzie, do której każdy ma przecież prawo i poddać się ciężkich, nieraz ponad siłę i ponad własne odczucia obowiązkom, bo tego własnie ten zawód od nich tego wymaga, bo taka jest ich odpowiedzialność, do której się zobowiązali, podejmując zawód medyka.
W dzisiejszym czasie ten obowiązek jest jeszcze bardziej rygorystyczny, zmęczeni ponad miarę lekarze i pielęgniarki, często pozbawione podstawowych potrzebnych środków jak żołnierze na wojnie stają do walki z koronowirusem, a jest to niestety walka nierówna, często przynosi straty, rozczarowania.
Dlatego dzisiaj szczególnie chylę czoło przed Tymi, którzy jednak nie będą z radością świętować swojego dnia, ale znów, jak każdego poprzedniego i następnego dnia staną do następnej potyczki.
Może już niedługo przyjdzie dzień, gdy złożą swoją broń i z ulgą powiedzą: ZWYCIĘŻYLIŚMY!!!!!
Tego im w dniu dzisiejszym życzę, prosząc, by uważali na siebie, bo to własnie wykonywana ich praca powoduje, że są szczególnie zagrożeni nie tylko samym,wirusem, ale i olbrzymim zmęczeniem, a przede wszystkim stresem, który niestety musi im w tym ciężkim czasie towarzyszyć, jest dla nich takim codziennym balastem, którego nie mogą się pozbyć

Więc dzisiaj zgodnym chórem zawołajmy dzisiaj: 100 LAT ZDROWIA, wytrwałości i siły DLA WSZYSTKICH PRACOWNIKÓW SŁUŻBY ZDROWIA!!!!! DZIĘKUJEMY WAM, ŻE JESTEŚCIE, ŻE JAK CI DZIELNI ŻOŁNIERZE NA FRONCIE NIERÓWNEJ WALKI Z PRZECIWNIKIEM DO KOŃCA NIE ODDAJECIE BRONI, NIE PODDAJECIE SIĘ, TRWACIE!!!!!!

A co za oknem? przez moment nawet słonko zaświeciło, teraz prószy delikatny śnieżek.
My możemy schować się w swoich domach, ale co mają powiedzieć biedne bocianki????
Wszak one już szykują się się przyjęcia swojego potomstwa, a tu pogoda niezbyt im jest przyjazna.
Ach ten kwiecień – plecień !!!!

Jednak miłej środy życzę

Bo byłeś tu……

Śmierć jest bardzo trudnym i smutnym wydarzeniem
Nie tylko wśród rodziny, czy znajomych, ale nawet wtedy gdy dotyczy Kogoś Wielkiego, obecnego w swoich piosenkach przez prawie całe życie.

To już HISTORIA – KRZYSZTOF KRAWCZYK NIE ŻYJE.


Nieśmiertelny Trubadur naszych lat, piękna Legenda, która towarzyszyła mi od lat mojej młodości aż do wczoraj, teraz pozostanie tylko w moich wspomnieniach
Bardzo zasmuciła mnie ta wiadomość, odczułam ból w sercu, jakbym straciła KOGOŚ MI BLISKIEGO, PRZYJACIELA.
Jego wspaniały baryton wciąż jeszcze brzmi w moich uszach, I ten entuzjazm z tego co robił. Bo on po prostu kochał swoją pracę i wkładał w nią całą swoją prawdziwą miłość, która czuł w każdym swoim utworze.
Różne były treści Jego utworów, bo po prostu umiał i lubił śpiewać o życiu, które Go otaczało, ale zawsze przebijała w nich miłość, bo własnie ją za sens swojego życia uznawał.
W roku 1963 wraz z Marianem Lichtmanem i jeszcze innymi młodymi, wtedy mało co prawda jeszcze znanymi, ale wspaniałymi artystami stworzył Zespół Trubadurzy z którym występował nas Festiwalach w Opolu, w Sopocie, w Kołobrzegu, z którym koncertował na zagranicznych scenach, tworząc nieśmiertelne przeboje, które jeszcze teraz są na ustach wielu ludzi.
10 lat później rozpoczął swoja solową karierę, lansując swoje nowe znane przeboje. Podczas jednych ze swoich występów w USA postanowił tam pozostać, tam poznał miłość swojego życia – Ewę, z którą związał swoje przyszłe życie pełne miłości, ale i rozstań i powrotów. To Ona własnie była Muzą Jego życia, Jego inspiracją i nie wyobrażał sobie, żeby Jej koło siebie nie było. Ich życie było już ze sobą splątane za zawsze i nic i nikt nie mógł Ich rozdzielić.
Po dziesięciu latach powrócił do Polski, gdzie znów musiał na nowo kształtować charakter swojej muzyki i po wielu trudnych krokach, którymi szukał swojego nowego image udało mu się to, między innymi nawiązując współpracę z innymi artystami młodszego już pokolenia, znów wrócił na scenę jako niezaprzeczalny Król wielkiej Muzy, którego Muza – Ewa prowadziła w spokojny, mniej już burzliwy świat sławy.
Wraz z Krzysztofem Krawczykiem odeszła pewna epoka, pozostawiając po sobie ból, ale i wspomnienia, które zawarte są na licznych jego muzycznych krążkach.
Wczorajszy wieczór spędziłam przy Jego utworach, a serce moje łkało – już nic nie będzie takie samo, po prostu nie ma Krzysia, odszedł……… 😦
Wyruszamy wraz z Nim w ostatni Jego Rejs:

Parostatkiem w piękny rejs, statkiem na parę w piękny rejs
Przy wtórze klątw bosmana, głośnych krzyków aż od rana
Tak śpiewnie dusza łka


Dzisiaj już można z ulgą (lub nie) powiedzieć : i już po świętach.
Pogoda nas nieci nie zachwyciła, ale czego tu można zadąć po pierwszych dniach kwietnia?
W górach regularnie padał sobie śnieg, chociaż były momenty, że słonko te opady przerywało i na male spacery zezwalały.
W Krakowie wiało, tak więc też do spacerów mnie to nie zachęcało.
Z wielką rozkoszą w domowej ciszy się pławiłam, ciesząc się, że nie muszę w żadne odwiedziny iść.
Zresztą towarzyszył mi telewizor, który raz działał, raz się wieszał, ale z kolei mnie to nie przerażało, bo program był raczej nijaki, same powtórki i to w dodatku te same na różnych telewizyjnych kanałach.
Ale dzisiaj spodziewam się telefonu, a może nawet i wizyty pana specjalisty od anten, może uda mu się jakoś tę nieznośną moją antenę poskromić. Oby

Jak na po świętach przystało, życzę Wam nadal miłych chwil, wszak to wiosna, podobno śniegiem przerywana, ale jednak to nastał już jej czas, chociaż wstający ponury dzionek optymizmu na dzisiaj w nasze dusze jakoś nie wlewa.

Spokojnego wtorku

Dzisiaj Śmigus Dyngus

czyli dzisiaj drugi dzień Świąt.

Rodzinne Świąteczne odwiedziny zaliczyłam już wczoraj. Cały dzień spędziłam u Maćków.
Było bardzo przyjemnie, ale z przyjemnością wróciłam wieczorem do swojej samotni.
Tak już mam, lubię ciszę i towarzystwo własnej osoby.
Dzisiaj wiec odpoczywam Zresztą co prawda słonce świeci, ale jest wiatr i nawet mnie na spacery jakieś po Parku nie ciągnie.
A nuż by mnie ktoś kubłem zimnej wody „poczęstował” brrr
No to raz jeszcze Wesołych Świąt życzę.
Na całe szczęście mój telewizor wciąż jeszcze działa………..

Wielkanoc 2021



ALLELUJA !!!!!! CHRYSTUS Z MARTWYCH POWSTAŁ, PRAWDZIWIE ZMARTWYCHWSTAŁ !!!!!

Dzisiejsza Wielkanocna Niedziela przynosi nam nową nadzieję.
Wiosna za oknem zaczyna się rozwijać, Wielkanocne Dzwony Alleluja nam wydzwaniają, cała przyroda zakwita, a więc i MY do życia zabierać się musimy.
Tak jak małym listkom potrzebny jest teraz ożywczy deszczyk, by znów malutkie pączki w liście się przemieniły, by znów kwiaty mogły rozwinąć się, by oczy nasze swoim pięknem porażać tak i nam potrzeba teraz tego otrzeźwienia, byśmy też wreszcie z tego niedobrego snu się przebudzili, byśmy odnaleźli sens i ratunek w zmianie, które nastąpić musi, bo przecież nie można cały czas gnuśnieć, w swoim lenistwie się taplając i potulnie zgadzając się na to, co nie jest sprawiedliwe.
Symbolem dzisiejszego święta jest Baranek, ale nie ten potulny, który łatwo na rzeź da się poprowadzić, się ten zwycięski, pokonujący zło, które w Wielki Piątek się dokonało.
I niech ten Wielkanocny Baranek będzie dla nas przepowiednią, że każde zło kiedyś upaść musi, że można go unieszkodliwić, zgnieść, nawet jeżeli trzeba ponieść koszty takiego działania, ale na pewno nie można dać się bezwolnie prowadzić na zagładę, bo każdy brak naszej reakcji wyraża zgodę na bezprawie.
Nieodzownie związane z Wielkanocą jajko jest nie tylko symbol nowego życia, ale także jest symbolem naszego odrodzenia. Ono też pokazuje, że przyszła pora na odrodzenie siebie, swoich myśli, swoich czynów, bo to właśnie teraz ten czas nam nastał i wzywa nas do działania.
Pięknie zdobione pisanki są wyrazem radości, piękna, które nas otacza i które nie może być przesłonięte przez żadne grube, wiszące nad nami czarne chmury podłości i niegodziwości, najwyższa pora przegnać daleko za siebie nieszczęścia, rozbić kamienne serca ludzi małego charakteru, które własne dobro nad dobro innych przekładają, tak byśmy mogli na codzień cieszyć się życiem, a nie żyć tylko zmartwieniami , zgryzotami.
Niech nasze dzieciaki nareszcie rosną w spokoju, wrócą do swoich dziecinnych zajęć, by kiedyś też miały miłe wspomnienia z tego beztroskiego czasu, spędzonego w spokojnym rodzinnym domu, tak jak i każdy z nas z łezką w oku te swoje miłe szczenięce i młode lata wspomina.
Dzieci nie odpowiadają za czyny dorosłych i nie mogą ponosić żadnych konsekwencji złych decyzji, tego jesteśmy im przecież winni, zapewnić spokojną naukę w normalnej, a nie jakiejś wyimaginowanej szkole, która niestety w tej formie jaka jest teraz, w spory sposób ogranicza ich przyszłość.
Na pewno wielu z Was wspomina swoją studniówkę, swój komers, uroczyste osiemnastki a co będą wspominać dzisiejsza młodzież, która zamiast z koleżankami i kolegami spędzać wesoło czas w swoim towarzystwie, siedzą z ponurymi minami przed komputerami i udają, że się czegokolwiek uczą ???
Pewnie, że ta nieszczęsna epidemia też szalenie komplikuje życie nie tylko dzieci, młodzieży, ale i nas wszystkich.
Ale trzeba mocno zawziąć się w tej walce z chorobą, a tylko samodyscyplina i przestrzeganie podstawowych zasad epidemiologicznych może powoli pozwolić najpierw na ograniczanie, a potem na całkowitą niwelację tej strasznej, przynoszącej wielkie straty w ludziach choroby.
Tu nie ma miejsca na powiedzenie „nie zgadzam się, bo nie” i nie można przytaczać jakichś bzdurnych argumentów zaprzeczenia choroby, pora wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za własną rodzinę, przyjaciół, sąsiadów i nawet tego nieznanego nam bliżej człowieka, tego własnie dzisiaj uczy nas Zmartwychwstały Jezus, który dał się zaprowadzić na śmierć, by zbawić innych, On własnie wziął za nas wszystkich odpowiedzialność i o nią własnie nas dzisiaj prosi.
Nie łatwe czasy przed nami, pokonanie zarazy, zwalczanie epidemii, a potem jeszcze odnowa Polski z ruin, które po dzisiejszym rządzie nam pozostaną, to naprawdę olbrzymie i nie łatwe przedsięwzięcie.
Ale własnie dzisiaj, w Wielkanocną Niedzielę, Chrystus pokazuje nam, że wszystko to da się zrobić, że warto ponieść ten trud, który potem zaowocuje dobrem i rozbudzi nasze śpiące umysły, które jak te małe listki, małe kwiatki znów okazale się rozwiną, ukazując piękno, dobro, radość, miłość, szacunek do innych.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KOCHANI !!!
Spędźcie radośnie ten czas, w nieco co prawda ograniczonym epidemią gronie rodzinnym, ale wspólnie cieszmy się tą nadzieją, że to całe dobro jest przed nami a jego realizacja zależy tylko do nas samych.
Dzisiaj musimy uwierzyć Zmartwychwstałemu, że tak własnie będzie.

WESOŁYCH I ZDROWYCH WIELKANOCNYCH ŚWIĄT 🙂

P.S.

CUDA JAKIEŚ, CZY CO??? Przedwczoraj zepsuła mi się antena satelitarna, po prostu sygnał nie dochodził do dekodera. Nawet Maćkowi nie udało się tej anteny uruchomić, wyświetlał się tylko suchy komunikat BRAK SYGNAŁU. Nawet już zamówiłam pana od anteny (znajomego Maćka), który ma mi we wtorek naprawić antenę, ale póki co, przez święta zostałam bez możliwości oglądania programów na TV. A wczoraj późnym wieczorem tak dla hecy włączyłam dekoder i….obraz jak gdyby nigdy nic się pokazał – no nie, sama się nawet zdziwiłam, co prawda nie wiadomo co będzie jutro, ale na chwilę miałam jednak normalny obraz z normalnym głosem. Oczywiście o niczym to nie świadczy, bo już wielokrotnie miałam podobne incydenty, więc tak czy siak wizyta specjalisty od anteny będzie konieczna, bo jakaś usterka tam jednak występuje, niech fachowiec ją odnajdzie i skutecznie raz na zawsze usunie, żebym nie była narażona na podobne stresy

ot taki wiosenno kwietniowy misz masz

I to wcale nie chodzi o pogodę, ale o taką plątaninę uczuć z mojego wczorajszego dnia.
Zaczęło się całkiem sympatycznie, telewizor sobie grał, kawka pachniała, humorek nawet mi dopisywał, więc poszłam na przedświąteczne zakupy.
I bardzo dobrze, że zrobiłam to wczoraj, bo okazuje się, że dzisiaj, w ramach ograniczeń zakupów w dnie świąteczne, ten dzień przedświąteczny, czyli sobota, też ma, nie wiedzieć czemu , skrócone godziny pracy i sklepy będą czynne tylko do 14. Więc jak ktoś się zagapił, niestety, ale będzie przez Święta o suchym pysku siedział.
No cóż, rząd słucha się Solidarności, a Solidarność słucha się psa Kacperka i jego pana.
Obydwoje zastanawiają się, jak tu jeszcze ludziom życie utrudnić, bo przecież wiele osób w Wielki Piątek normalnie pracowało i na zakupy mogli nie mieć więc czasu, ale co to Kacperka, Jarosława i jeszcze tam jakiegoś Piotra Dudę (nie mylić z Adrianem) obchodzi, oni tak postanowili i TAK MA BYĆ i KROPKA, i KONIEC !
No bo kto lepiej może wiedzieć czego Polakom do szczęścia jest potrzebne, niż wyżej wymienione osoby?
Na szczęście ten problem mnie nie dotyczy, przezorny zawsze ubezpieczony, bo nigdy nie wiadomo, co temu szaleńczemu rządowi jeszcze do głowy wpadnie !!!!
Nie ważne, poszłam wczoraj na zakupy z moim nowym wózeczkiem, miałam kupić nie wiele, a w sam raz (pierwszy dzień Świąt wszak będę spędzała u Maćków), ale tak jakoś się złożyło, że nagle cały wózek zrobił się pękaty od wiktuałów.
Po prostu – poszalałam!!!!
Jak już wczoraj pisałam, 2 kwietnia jest dniem urodzin Ksawera, wiec prócz życzeń na Facebooku i na Blogu oczywiście jeszcze do niego zatelefonowałam i …zostałam zaproszona na Jego Urodziny, urządzane mu w domu Jego Mamy – Moniki, czyli na Smoleńsk, czyli tam, gdzie kiedyś (no jakieś 5 lat temu) mieszkałam.
Śmiesznie wchodzi się do mieszkania, które już nie jest twoje, ogląda się stare śmiecie, a przede wszystkim pokój, który kiedyś zajmowałam, dzisiaj to już całkiem inne pomieszczenie. Wyraźnie brakuje tam Ciotki Ewy !
Kogo tam nie było na tych urodzinach, prócz Solenizanta z Dianą i oczywiście ze Zeldą była prawie cała Rodzinka, czyli Babcia Zosia (moja bratowa), Ciocia, Kuzyni,Kuzynki, Siostry Ksawera i mnóstwo jeszcze Jego przyjaciół.
Jednym słowem było tłoczno i gwarno, ale jako, że mieszkanie jest dosyć sporych gabarytów, jakoś wszyscy w nim się w różne miejsca przemieszczali, więc impreza była na wielkim luzie.
Oczywiście był tort czekoladowy z masą orzechową, który własnoręcznie siostra Ksawera – Zojka zrobiła, uwierzcie mi, był naprawdę przepyszny, do tego jeszcze każdy dostał porcje lodów.
Właściwie miałam wyrzuty sumienia, bo wczorajszy post był nie tylko ilościowy ale i jakościowy, ale nie potrafiłam sobie tych pyszności odmówić – słabej woli jestem, no dobra, po prostu jestem łakomczuchem.
Oczywiście Pepa bardzo się ucieszyła z mojego przyjścia i adorowała mnie siedząc przy moich nogach.
Niestety moja kochana Zelda niezbyt mnie toleruje, zdecydowanie woli te swoje Ciocie, które częściej widuje, bo są młode i umieją z nią rozmawiać i się bawić, a taka jakaś tam stara Ciotka – Prababka, którą zresztą rzadko się widzi, atrakcją dla małej dziewczynki być nie może, taka jest smutna dla mnie prawda.
Mam nadzieję, że z czasem, gdy Zelda dorośnie, zmieni swój stosunek do mnie.
Zresztą pamiętam, że gdy Mia była małym dzieckiem, też troszkę się mnie bała, na szczęście jakoś potem o tym zapomniała.
A może to już jest taka rodzinna historia o strasznej Ciotce Ewie, przecież kiedyś Monika, czyli Babcia Zeldy, mówiła szeptem w wielkiej tajemnicy zresztą i z wielkim przejęciem, do mojego kolegi, „wiesz, Ciotka Ewa to jest WILK”
Skąd to się u niej wtedy wzięło????, do tej pory nie mam pojęcia, ale widać rodzinna legenda o Wilku i Ciotce Ewie w rodzinie pozostała.
Miałam też okazję przeglądnąć moją korespondencję, która do mnie tam dotarła i oczywiście odnalazłam tę, która mnie najbardziej interesowała. Mianowicie spółka PKP scedowała swój Fundusz Pracowniczy Bankowi PKO S.A, więc tenże bank poinformował mnie o udziałach, które z racji tego Funduszu posiadam Pewnie dużo tego nie będzie, bo przypuszczam, że pracując tam jakieś 20 lat dostanę około 5-6 punktów, ale zawsze jakieś tysiąc, a może dwa tysiące złotych mi do kieszeni (a raczej na moje już konto PKO) wpadnie, zawsze coś, szczególnie, że wcale się nie spodziewałam żadnych dodatkowych funduszy.
Zatem po Świętach muszę wybrać się do PKO.SA. dowiedzieć się dokładnie ile punktów tego Funduszu posiadam i jaka to będzie kwota no i potem muszę załatwić formalności bankowe.
To była też ta przyjemna strona wczorajszego dnia, tym bardziej, że jeszcze rozmawialiśmy o pewnych planach na dalszą moją współpracę z Firmą, bo ta dotychczasowa, przez Koronawirusa została mocno zachwiana.
Po godzinie 20 stej Ksawery z Rodziną odwieźli mnie do domu i….już nie było tak wesoło, bo okazało się, że moja antena satelitarna przestała działać i nie miałam żadnej możliwości oglądania telewizji.
Poprosiłam o pomoc mojego przemiłego Sąsiada Janka, niestety i jemu nie udało się nic wskórać, po konsultacji z panią z Cyfrowego Polsatu doszliśmy do wniosku, że chyba antena po prostu uległa awarii.
Trochę to dziwne, bo jeszcze przed moim wyjściem telewizor normalnie działał i nic nie wskazywało na jakieś zaburzenia.
Ale niestety rzeczy martwe to mają do siebie, że złośliwie psują się w całkiem nieodpowiednim czasie, teraz akurat przed samymi Świętami musiała zdarzyć się ta awaria, no czy to nie złośliwość losu?????
Jak już coś się zaczyna kleić, nagle niespodziewanie z zupełnie innej strony dostaniesz przez łeb.
Co prawda dzisiaj ma przyjść do mnie jeszcze sprawdzić tę antenę Maciek, bo być może znów, podobnie jak kiedyś, tylko ta antena się zawiesiła i dlatego sygnał z satelity do dekodera nie dochodzi , a ja sama nie umiem jej odkręcić (zbyt mocno ją Maciek ostatnio dokręcił i teraz ani rusz, ni w prawo, ni w lewo nawet nie drgnie), ale czy to tylko na tym się skończy? nie wiadomo, być może, że rzeczywiście jakiś konwektor czy jakaś inna mała pierdółka się spaliła i trzeba będzie wzywać fachowca, a to dopiero niestety mogę zrobić po świętach.
Całe szczęście, że mam Netflix, więc mogę sobie spokojnie oglądnąć fajny serial Crown, zresztą i tak ta nasza telewizja nic specjalnego takiego nie nadaje, na ogół same powtórki. A moje ulubione seriale Klan i M jak miłość, czy Na sygnale dopiero i tak będą dopiero w połowie przyszłego tygodnia, zresztą będę je mogła sobie oglądnąć na VOD.TVP.
Tylko denerwują mnie te reklamy przerywające serial, ale cóż, gdy się nie ma, co się lubi……
Jedną „stratę” jaka ewentualnie poniosę to będzie powtórka tych odcinków Klanu z 1998 roku, bo niestety tych odcinków na VOD-zie nie odnajdę, po prostu ich tam nie umieszczają.
Ale jestem dobrej myśli, jeżeli nawet dzisiaj Maćkowi nie uda się uruchomić mi tej anteny, to może do połowy przyszłego tygodnia znajdę jakiegoś fachowca, który mi ją wymieni.
Tylko najgorsze jest to, że nawet dokładnie nie wiem, gdzie ta moja antena na strychu jest umieszczona, a Kasia – właścicielka pojechała gdzieś na święta i nie mam z nią kontaktu, by tę wiedzę posiąść.
Że co?, że telewizor nie jest najważniejszy? Pewnie, że nie, ale skoro już jest, to niech przynajmniej działa a nie udaje tylko zbytecznego mebla.
A poza tym ja lubię, gdy ktoś do mnie gada z telewizora, bo zawsze mam okazję zamknąć mu buzię, gdy mi się nie podoba to, co słyszę.
A co do serialu Crown, to trzeba przyznać, że łatwego rodzinnego życia ta Elżbieta II nie miała, ciągle musiała wybierać pomiędzy miłością do męża, do dzieci, a surową dworską etykietą, no i z sprzeciwiającą się niektórym decyzjom własną matką.
A że chciała być naprawdę sumienną władczynią, niektóre decyzje były dla niej bardzo trudne.
Teraz jestem na etapie podejmowania przez Królową Matkę prób rozłączenia młodego Karola i Camilli, okazuje się, że to własnie Królowa Matka najwięcej namieszała w tej całej aferze Karol – Camilla -Diana, czego w niedługiej przyszłości złe skutki cała ta trójka bohaterów boleśnie odczuła.

No to idę dalej oglądać sagę rodziny Windsorów, a Wam życzę bardzo przyjemnej , już świątecznej Wielkiej Soboty, chociaż pogoda znów dzisiaj bardzo grymasi , no cóż, kwiecień- plecień, bo przeplata……..itd

WIELKI PIĄTEK

Każdy swój krzyż przez całe życie nosi, niektórym ten krzyż może i ciąży, ale dzielnie go na swoich plecach dźwiga, inni tylko patrzą, jak sprytnie ten krzyż gdzieś w zaroślach ukryć i iść dalej bez żadnych już obciążeń, niby łatwą, niewyboistą drogą.
Ale mylą się, bo kres tej ich ścieżki życia niestety będzie w bardzo ostrymi wirażami zakończony, nie łatwymi do pokonania, sporo łez i potu u jej kresu trzeba będzie wylać.
I własnie na jej krańcu dostaniemy rozliczenie z naszej ziemskiej pielgrzymki, adekwatną do naszych wszystkich poczynań.
Tam nie będzie ani adwokatów, ani obrońców, nie będzie żadnej protekcji, ani łaskawie na nas spoglądających protektorów, będziemy samotnie stać przed Sędzią Sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
Ale każdy z nas jest człowiekiem wolnym, dostaje wolną wolę i sam może swoją drogę wybrać.
Dzisiaj mamy szczególny dzień, gdy znów stajemy na ścieżce swojego życia i dostajemy jeszcze jedną szansę na podjęcie decyzji, która wydaje nam się słuszna.
Dzisiaj idziemy wraz z Chrystusem na Golgotę i możemy zastanowić się, czy nasza droga życia jest rzeczywiście wspólna z chrześcijańskimi zasadami, czy tylko udajemy że tak jest, a właściwie żyjemy na pokaz, bo ludzie na nas patrzą, albo nie patrzymy na żadne obowiązujące nas katolików zasady, bo tak jest po prostu łatwiej.
Nie wypada dzisiaj o przyziemnych sprawach pisać, odłóżmy to na inny czas, dzisiaj idźmy z Chrystusem, w zadumie nad sobą, nad naszymi czynami, nad naszymi myślami, nad tym, czy rzeczywiście jesteśmy zgodni z naszym sumieniem, nad przekazem, który jest dzisiaj spod Krzyża do nas płynie.
Nie oceniajmy dzisiaj innych, oni mają prawo się mylić, błądzić i też, podobnie jak Ty czy jak ja, dzisiaj nową szansę dostają, tylko ich problemem pozostaje to, czy dobrze ten problem rozwiążą.
A może właśnie Wielki Piątek przyniesie niektórym opamiętanie?????
Może to jest własnie ten dzień, który wiele zmieni?? Może otworzą się zapiekłe serca, a kurtyna zła z oczów opadnie ???
Może poczują, że ten Krzyż dlatego tak bardzo ich uwiera, że spod niego fałsz i obłuda wypływa, że nie kroczą Chrystusową Drogą, ale idą swoją własną co prawda asfaltową i wygodną trasą, ale jest ona pełna pychy i zła, ale jest jeszcze czas na zmianę tej szkodliwej dla nich nawigacji , czas na naprawę i samorefleksję.
I to jest własnie moje przesłanie na Wielki Piątek, dzień zadumy i czas pokuty.

Dzisiaj Urodziny obchodzi mój Chrzestny Syn – Ksawer.
Na Facebooku wymieniłam mu to, co dla każdego Człowieka jest najważniejsze: Miłość, Rodzina, Prawdziwi, a nie fałszywi Przyjaciele, Zdrowie, Spełnianie swoich życiowych zamierzeń, może dodam jeszcze, że jeszcze jest ważne ciągłe poszukiwanie siebie w tych wszystkich wartościach, które uważamy za najważniejsze.
Bądź szczęśliwy Ksawer, bo masz koło siebie naprawdę bardzo kochające Cię Osoby, masz dwa swoje Skarby, które nadają sens Twojemu życiu : Dianę i Zeldę i zawsze wiesz, czego jeszcze pragniesz, do czego jeszcze dążysz i niech tak już pozostanie Ci na te następne, długie lata.
Wiele pożytecznych rzeczy już w swoim przecież wciąż młodym wieku zrobiłeś, ale jeszcze bardzo długa droga przed Tobą, nigdy z niej nie zstępuj, nie szukaj łatwizny, bo jesteś naprawdę Wspaniałym Człowiekiem i naprawdę na wiele jeszcze Ciebie stać. Wszystkiego co najlepsze dla Ciebie Ksawer !!!!!

A my wszyscy pochylmy nasze czoła w tym dniu zadumy i chociaż przez chwilę poszukajmy w sobie samych tego, co jest dobre, wolne od złości i nienawiści. Wyjdźmy z tej naszej człowieczej egoistycznej postawy i zobaczmy, że koło nas są inni, może też ułomni w swojej doskonałości ludzie, bo nikt z nas doskonały nie pozostaje i zróbmy rachunek naszego własnego, a nie innych, sumienia z zastanowieniem się co można, co chcę jeszcze zmienić.
Bo właśnie Wielki Piątek jest takim szczególnym dniu w roku gdy sam Bóg staje koło nas i zadaje nam pytanie: dokąd idziesz???????

PRIMA APRILIS, PRIMA APRILIS,

nie wierz nikomu, bo się pomylisz !!!!!!!

Prima aprilis (z  łac. prima (dies) Aprilis – dosł. pierwszy dzień kwietnia – dzień żartów – obyczaj obchodzony pierwszego dnia kwietnia w wielu krajach świata. Polega on na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, nabierania kogoś, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. Tego dnia w wielu mediach pojawiają się różne żartobliwe informacje. Pochodzenie tego zwyczaju nie jest dokładnie wyjaśnione.

Niektórzy uważają, że geneza zwyczaju ma związek z rzymskim zwyczajem Cerialii, obchodzonym na początku kwietnia na cześć bogini Ceres. Według jednej z legend, kiedy poszukiwała ona swojej porwanej córki, została wyprowadzona w pole. Grecy wiążą historię tego dnia z mitem o Demeter i Persefonie. Persefona miała zostać porwana do Hadesu  na początku kwietnia. Matka Demeter, szukając jej, kierowała się echem   głosu córki, ale echo ją zwiodło.
Prawdopodobna wydaje się również wersja, że obyczaj ten wywodzi się z rzymskiego święta Veneralia  , połączonego często ze świętem Fortuny Virilis i Cereliami, ku czczi Ceres, obchodzonego 1 kwietnia. W tym dniu dozwolone były żarty, wygłupy i kawały.  Kwiryci  odstawiali komiczne występy, mężczyźni przebierali się w damskie palle (okrycia), zakładali peruki, tańczyli na ulicach, co nie przydarzyłoby się im w innych dniach.

W krajach anglojęzycznych 1 kwietnia jest nazywany „Dniem Głupców” (April Fools’ Day lub All Fools’ Day). W Wielkiej Brytanii, Australii i RPA wzajemne żartobliwe oszukiwanie jest uprawiane tylko do południa. W innych krajach germańsko języcznych dzień ten jest nazywany po prostu „1 kwietnia”, a żart zrobiony tego dnia Aprilscherz lub np. Aprilskämt (szw.). We Francji prima aprilis jest określany jako „Dzień kwietniowej ryby” (Jour du poisson d’avril), a pierwszokwietniowe żarty nazywane są „kwietniowa ryba” (Poisson d’avril.

W Szkocji znany jest jako „polowanie na głupca” (Hunt the gowk Day), na Litwie „Dzień kłamcy” (Melagio diena), w Portugalii „Dzień kłamstwa” (Dia da mentira).

W Rosji 1 kwietnia nosi nazwę „Dzień śmiechu” (День смеха). Pierwszy pierwszo kwietniowy żart miał w Rosji miejsce w  Moskwie w 1703 roku. Wtedy to heroldowie  na ulicach zapraszali mieszkańców Moskwy na „niesłychane przedstawienie”. Kiedy ludzie masowo przybyli na wskazane miejsce, uniosła się kurtyna, odsłaniając napis „Pierwszy kwietnia – nie wierz nikomu!” Na tym przedstawienie się zakończyło.

Obyczaj ten dotarł do Polski z Europy Zachodniej przez Niemcy w epoce nowożytnej w XVI wieku. W XVII w. został już uznany za „modę staroletnią”, zaczął on być wtedy obchodzony w podobnej formie, w jakiej występuje do dzisiaj. Przeświadczenie to przeniknęło nawet do najwyższych kręgów państwowych – przykładowo sojusz antyturecki z  Leopoldem I Hasburgiem podpisano 1 kwietnia 1683, ale antydatowano go na 31 marca, aby na dokumencie nie widniała data prima aprilis.

Pierwszy kwietnia poświęcano opowiadaniu zmyślonych historii, robieniu przeróżnych dowcipów i naigrawaniu się z naiwnych, bądź nieostrożnych ludzi. Dzień ten uważano za niepoważny i starano się nie robić w nim żadnych ważnych rzeczy. Dziś pierwszy kwietnia obchodzimy jako dzień radosny, w którym celowo próbuje się wprowadzić innych w błąd.

Z robieniem psikusów przez dzieci w wieku szkolnym związany był w niektórych regionach także 12 marca  – dzień św. Grzegorza  , patrona uczących się. Obyczaj ten nosił nazwę  gregorianek  lub gegołów.

I ja Wam dzisiaj prawdziwe PRIMA APRILIS urządziłam, bo te wszystkie mądrości, aczkolwiek prawdziwe, ale nie pochodzą ode mnie, tylko są ściągnięte z Wikipedii .
Ale uważam, że są na tyle ciekawe, że ważne jest je przytoczyć. Nigdy wiedzy za wiele……..
Ot taki mój pierwszo kwietniowy kawał, zamiast pisać bzdury, typu np rząd Pisu przestał istnieć, poddał się do dymisji, podaję prawdziwe dane, dotyczące tego niesamowicie wesołego święta.
A na mój komunikat „PIS PODDAŁ SIĘ DO DYMISJI” jeszcze trochę cierpliwie poczekajmy i na to przyjdzie stosowna pora :-).
Nie koniecznie musi to być Pierwszy kwietnia, bo to nie ma być przecież tylko kawał !!!!!!!

Pogoda też nam robi całkiem wesołe psikusy, raz świeci pięknym słonkiem, wczoraj nawet temperatura dochodziła do ponad 20 stopni, tak, że nawet chwilkę w Parku na ławeczce posiedziałam i potem szukałam śladów wiosny, już są pierwsze małe pączki na drzewach, lada moment listki z nich się wyklują, innym razem straszy nas śniegiem, ale czy tak będzie????? niedługo się przekonamy.
Ja już pamiętam Wielkanoc w śnieżnej oprawie , teoretycznie może być i tak teraz, niech więc nas te 20 stopniowe gorące dnie nie zwiodą.

A co do moich kochanych bocianków z Przygodzic, to już obecna tam para bardzo starannie wczoraj starała się o potomstwo, Ledwie Przygoda przyleciała do gniazda, po krótkim radosnym przywitaniu, bociany rozpoczęły swoje amory.
Jaki miły był widok, gdy najpierw przytulali się do siebie, miziali, a potem dopiero spełniali swój małżeński obowiązek.
Widać, że bardzo ostro iskrzy między nimi i ……. będą jednak małe bocianki !!!!!

No to co? chcesz bym zamieniała się w Królewicza?????

No to CMOK 🙂

Bocianki bardzo lubię, ale ta żabka z górnego obrazka nie jest dla nich jednak przeznaczona 🙂

Miłego Wielkiego Czwartku, właściwie można powiedzieć, że dzisiaj rozpoczynające się Triduum jest już początkiem nadchodzących Świąt Wielkiejnocy.

A ja idę do…….. Banku PKO.SA kupować szynę kolejową – to wcale nie żart primaaprilisowy, wkrótce o tym więcej napiszę, ale najpierw muszę się rozejrzeć, jak to z tym funduszem kolejowym rzeczywiście jest
Może w spadku po mojej kolejowej służbie w Szpitalu jakiś grosz mi wpadnie??????

P.S. a ten tak wcześnie rano zamieszczony mój blog to też mój primaaprilisowy kawał – postarałam się !!!!