
Ale tym razem, jak to w każdą środę bywa, te róże od pięknej damy są dla Uleczki.
Lato Uleczko, prawdziwe, omalże śródziemnomorskie lato nas cieszy.
Fajnie, że możesz go spędzać poza miastem, świeże powietrze, bez smogu i samochodowego dymu i warkotu, las, zielone pola łąk no i …Oli, z którą pewnie chodzisz na spacery.
Baw się dobrze i nabieraj dużo siły, by Ci nie zabrakło ich na cały następny rok.
Oczywiście na Twoje ręce posyłam pozdrowienia dla Agrafki i uściski łapek dla Olci.
Również mogłabym się cieszyć obecnością czterołapa w domu, bo miałam propozycję przyjęcia Pepy na dwa tygodnie w sierpniu, ale niestety, nie jestem w tej chwili gotowa zapewnić jej dobrych spacerków, jako, że (przyznaję się bez ściemy) mam coraz większe kłopoty z moimi nogami, moim kręgosłupem, a teraz jeszcze przy tych upałach niestety dochodzą zawroty głowy. Co prawda leczę się ile się da, ( ostatnio nawet specjalne kropelki przeciwbólowe dostałam, zobaczę, czy zadziałają), ale czasami jednak muszę się poddać – taki mamy klimat 🙂
I niestety muszę pogodzić się z sytuacją pod tytułem „jest jak jest”
Jednak pies to jest obowiązek, musi się co najmniej te trzy razy dziennie wyspacerować, co prawda Pepa jest niewielkim pieskiem, ale jednak potrafi dosyć mocno pociągnąć, co mogłoby dla mnie niestety źle się skończyć.
Dlatego z wielkim bólem serca musiałam odmówić tej propozycji, tak dyktuje mi mój rozsadek.
Mierz siły na zamiary, moje siły w tej chwili są dosyć znacznie ograniczone, mogę sobie wykonać delikatny i wolniutki samotny spacerek po Parku, przy jakichś chwilowych tarapatach z głową czy z kręgosłupem mogę przysiąść na ławeczce, by trochę odpocząć, a takiego przy piesku niestety nie mogłabym sobie zapewnić i….. powspominać te wszystkie wspaniałe ongiś spacery z moją niezapomnianą Tiną.
Ostatnio na Facebooku znalazłam stronę PSY TO MOJA RODZINA i tam często zaglądam, rozdając serduszka tym małym i dużym, rasowym, czy nieco niezbyt szlachetnie urodzonym, ale tez fajnym pieseczkom.
Traktuję to jako moją odskocznie od tęsknoty za własnym czworonogiem, którego już niestety nigdy w życiu mieć nie będę miała. Bardzo tego żałuję…….
Zawsze bardzo lubiłam psy, bo one naprawdę potrafią szczerze kochać , a swoją wiernością mogą służyć za przykład.
Pies nie kocha za coś, kocha dlatego, że Ty przy nim jesteś, że jest TWÓJ !!!
Koty mają jednak trochę inny charakter, też co prawda są bardzo przywiązane do swoich właścicieli, ale powiedziałabym, że nieco oszczędniej gospodarują tą swoją miłością i wiernością niż pies, pod tym względem są raczej indywidualistami, pies będzie koło Ciebie na każde zawołanie, kot tylko wtedy, gdy on tego będzie chciał, gdy ma akurat humor na pieszczotki i kot bardzo nie lubi, gdy mu się układa jego życiorys, robi to, na co akurat w danej chwili ma ochotę. I mam nadzieję, że właściciele kotów zgodzą się z moimi poglądami, ale w końcu koty tez mają prawo do swojej intymności.
Wczorajszy dzień spędziłam bardzo miło z Dianą i z Zeldą. Najpierw zjadłyśmy wspólne śniadanie, w skład którego między innymi wchodził humus wykonany pod dyktando Mamy przez samą Zeldunię, przyznam, że pyszny, był.
Zresztą Zeldunia to naprawdę bardzo mądra dziewczynka, z wielką przyjemnością patrzyłam, jak wspaniale operowała Ipadem, pokazując mi wszystkie zdjęcia, które tam miała zamieszczone.
No tak, mamy XXI wiek i internet nawet dla przedszkolaków nie jest niczym dziwnym, świetnie potrafią się w tej nowoczesnej dziedzinie życia poruszać.
A potem poszłyśmy na plac zabaw i tam razem z dziećmi Zelda baraszkowała pośród wszystkich dziecinnych huśtawek, zjeżdżalni i innych zabawowych urządzeń, nawet jest tez piaskownica z dostępem do wody, w której można lepić prawdziwe babki, prawie jak na nadmorskiej plaży.
Straszny gwar panuje na takim Placu Zabaw, ale widać, że dzieciaki są szczęśliwe.
A potem dziewczyny poszły już do domu, a ja po tej porcji słonka złapanego w Parku musiałam się chwilkę zdrzemnąć (wiadomo, starsza pani tak ma!).
Ale nie mogę narzekać, tym razem grube mury powodują to, że nie nagrzewają się one tak szybko i można naprawdę odpocząć w całkiem sympatycznym chłodzie, zwłaszcza, gdy otwarte są drzwi balkonowe i otwarte jest okno w pokoju.
Zresztą spore parkowe drzewa bardzo chronią moje mieszkanie przed nadmiarem słońca.
No a potem oglądałam sobie jakieś seriale, łyknęłam trochę polityki we Faktach, Faktach po Faktach i w Szkle Kontaktowym, ale z umiarem, bez przesady, by nie niszczyć dobrego samopoczucia.
Jednak trochę martwię się o Donalda Tuska, bo atmosfera nienawiści koło niego wydatnie gęstnieje i oby to tylko się źle nie skończyło.
Nie chcemy powtórki z gdańskiej tragedii, gdy podjudzony przez TVP idiota nożem zaatakował prezydenta Adamowicza, pamiętamy, ze skończyło się to niestety śmiercią pana prezydenta.
Ostatnio w Szczecinie jakaś nawiedzona piso – fanka pięściami zaatakowała Donalda Tuska. Udało się ją na szczęście odciągnąć , ale to może być tylko ostrzeżenie, przed tym, że znów jakiś pisowski fanatyk tym razem nożem zaatakuje Tuska. Co prawda proponowali mu obstawę, ale Tusk niestety nie lubi być otaczany kordonem bodyguardów, on lubi swobodę w poruszaniu się, w ulubionych przez niego biegach po parku, zresztą wyraźnie powiedział, że on chce z Polakami rozmawiać, a nie przed nimi się ukrywać.
Nie każdy jest takim tchórzem jak pan Kaczyński, którego pośród pilnujących go ochroniarzy trudno go nawet dostrzec, ginie w ich tłumie.
Nie wiem, czy to nie jest jednak nieco lekkomyślny krok, bo pisowscy fanatycy są niestety zdeterminowani, szczególnie, gdy ciągle są przez tzw Kurwizję podsycani nienawiścią…… a dopóki się to nie zmieni, dopóki tacy ludzie jak Kurski, czy pseudo dziennikarze Ziemkiewicz, czy Samuel Pereira będą przy zezwoleniu prokuratora i oczywiście Kaczyńskiego istnieli w medialnej przestrzeni, niestety naprawdę może dojść do jakiejś tragedii.
Zresztą wszystkie skargi na groźby wnoszone przez PO do prokuratury są natychmiast umarzane, co jest niebywałym skandalem politycznym.
Do czego Kaczyński dąży? ŚWIADOMIE ZEZWALA NA BANDYTYZM W POLSCE???
Potem może być już za późno!!!!!
No a potem rozścieliłam swój tapczanik, układając na nim warstwy kołderek i kocyków, żeby było mi trochę bardziej miękko, a przede mną jeszcze tylko jedna taka nieco „twarda” noc, bo już na dzisiaj mam awizowaną przesyłkę z moim nowym materacem, jutro Renatka przyjdzie wymienić mi stary materac na nowy i nareszcie się w końcu porządnie wyśpię.
Dzisiaj wstał kolejny, gorący dzionek. Już na termometrze temperatura skacze do 25 stopni, a co będzie potem?
Szczęśliwi Ci nad morzem (ten wspaniały wiatr od morza), czy w leśnym gąszczu schowani, ale nie każdy tak może.
Miłej środy