
Niestety, ten czas przeminął, nie ma z Nami Krzysia, pozostały tylko piękne wspomnienia.
I to z tych czasów z dzieciństwem związanymi, gdy mój starszy brat śpiewał mi kołysanki i czytał bajki, z nieco późniejszymi, gdy Krzysztof studiował, a w tym był szalenie wytrwały i nie lubił, gdy mu psotna młodsza siostra w nauce przeszkadzała, wspominam dzień Jego ślubu i potem narodziny trójki Jego dzieci, gdy razem jeszcze mieszkaliśmy w rodzinnym mieszkaniu na ulicy Smoleńsk i tej Jego i Jego żony Zosi pierwszej malej choinki z bańkami – muchomorkami. Jedna wspólna, rodzinna wielka choinka stała w jadalni, a Zosia i Krzysiu mieli w swoim pokoju swoją własną, taką śliczną, malutką, bajkową.
Potem na nowym mieszkaniu jeszcze powitał na świecie dwójkę dzieci. Wychować tę całą czeredkę na pewno nie jest łatwo, dlatego Krzysztof ciężko całe swoje życie pracował, aby zapewnić dobry byt, a potem i dobrą przyszłość swojej gromadce. Udało mu się to doskonale, każde z Jego dzieci dostało staranne wykształcenie i dobry start na własne dorosłe życie i na szczęście doskonale tę ojcowską spuściznę potrafiły wykorzystać.
Pamiętam, że Krzysztof był bardzo skrupulatny w tych swoich rozliczeniach finansowych, wszystkie wydatki miał dokładnie w swoim kajeciku rozpisane, ale nie dlatego, by komukolwiek żałować pieniędzy, ale żeby mieć pieczę nad tym, czy przez przypadek nie wydawać pieniędzy na rzeczy niepotrzebne, chociaż nigdy nie można było mu zarzucać skąpstwa, wprost przeciwnie, chętnie pomagał osobom, które tej pomocy potrzebowali.
Reasumując: wspaniały był ten mój starszy Brat i chociaż nie raz nie jednego kuksańca od niego dostałam, jak to pomiędzy starszym bratem i młodszą siostrą bywa, zwłaszcza, gdy mu przeszkadzałam głośno hałasując, ale zawsze bardzo Go kochałam i podziwiałam.
Odszedł dużo za wcześnie, jego dobre serce niestety nie wytrzymało wytężonej pracy, a miał przecież dopiero 60 parę lat, jeszcze mógł z nami być, radować się wnukami i cudowną prawnuczką Zeldą, z której pewnie teraz byłby bardzo dumny, już wyobrażam sobie, jakby ją rozpieszczał……….
Krzyś był starszy ode mnie tylko o 10 lat, czyli na pewno mogłybyśmy dzisiaj razem z Anią dzisiaj iść złożyć mu życzenia imieninowe, tak 25 lipca składałyśmy z Anią życzenia imieninowe Krzysiowi, a dzień później wraz z Nim składaliśmy życzenia imieninowe naszej Siostrze Ani.
Dzisiaj nie ma Krzysztofa, nie ma Ani, jestem sama i wiem, że Oboje teraz patrzą na nas z wysokiego nieba, bo oboje byli bardzo dobrymi osobami i na pewno za swoje zasłużone życie na ziemi dostali wieczną nagrodę własnie w Niebiańskiej Krainie, by stamtąd nadal mieć pieczę nad swoją Ukochaną Rodziną.
Dzisiaj, mimo, że jest niedziela, nadal spokój w mom Parku Krakowskim panuje, nie licząc oczywiście całej rozrabiającej na Placu Zabaw czeredki dzieci.
Ale nie ma, jak to dwa lata temu jeszcze bywało tych traków z jedzeniem i dzikich tłumów, można spokojnie odpoczywać, no chyba, że zapowiadana burza przerwie tę niedzielną sielankę.
I może właśnie tak jest lepiej, bo gdy patrzę przez kamerki na plac w Kudowej, gdzie nadal budy zamiast palm królują, jest mi po prostu dziwnie żal, nie, nie tego, że mnie nie ma, tylko tego,, jak można łatwo psuć krajobraz
Uparłam się na tę Kudową, bo już trzeci dzień o tym piszę, mam nadzieję, że to tylko taka weekendowa impreza, tym bardziej, że wczoraj w Kudowej odbył się Konkurs piosenki polsko – czeskiej imienia Pawła Królikowskiego, na którym to koncercie obecna była najbliższa jego Rodzina, jego żona Małgorzata, córka Kasia i syn Antoni.
Widziałam przez kamerkę te tłumy, które brały udział w tej imprezie i wcale się nie dziwię, bo Kusy był człowiekiem szalenie przez ludzi lubianym A dlaczego ten koncert odbył się własnie w Kudowej? Ano tam swoją wypoczynkową odskocznię, niewielki domek ma Rodzina Królikowskich.
Wczoraj akurat bardzo żałowałam, że mnie tam nie było ………..
Życzę przyjemnej niedzieli, chociaż niestety burzami nas straszą, może jednak uda się chociaż chwilkę podłapać świeżego powietrza????