
Dlatego Uleczko witam Cię dzisiaj różami mówiąc dzień dobry i życząc Ci cudownego dnia.
Mam nadzieję, że słonko dzisiaj do Ciebie zawita i radość o poranku Ci przyniesie.
Chyba pamiętasz ten piękny przebój Alibabek , który zaczyna się słowami:
„Jak dobrze wstać, Skoro świt, Jutrzenki blask Duszkiem pić, Nim w górze tam Skowronek zacznie tryl, Jak dobrze wcześnie wstać Dla tych chwil, Gdy nie ma wad Wspaniały, piękny świat, Jak dobrze wcześnie ……..
Więc pij duszkiem ten nektar lipcowego piękna Uleczko, ciesząc się wspaniałym dniem.
Nie wiem, czy jesteś nadal u Magdy, bo wiem, że czasami wpadasz na chwilkę do Poznania, ale przecież teraz mamy tę najsłodszą porę roku, gdy noce takie są gorące, a słowiki spać nie dają…….
Rzeczywiście noce są gorące i mimo, że śpię przy uchylonym oknie, niezbyt spokojne mam te sny. Okna na oścież niestety nie mogę go otworzyć, bo to jednak parter i mógłby się ktoś w nocy do mnie zakraść, a z drugiej strony może aż takie straszne by to nie było, oczywiście ważne by było kto i w jaskim celu by do mnie zaglądnął , ale cóż, pofantazjować zawsze sobie przecież można.
Na razie ze względów technicznych nie mogę jeździć, jak co roku o tej porze roku bywało, do Modlnicy, czasami tak bywa, że los stawia na drodze przeszkody i mogę najwyżej swoim Parkiem się zadowalać, chociaż przez ostatnie kaprysy pogody, czyli albo przez niesamowicie wysokie temperatury, które pani w wieku starszym raczej nie służą, albo przez nagle nadchodzące burze, takie wizyty też mam mocno ograniczone,
Ale wczoraj, dzięki Oliwce, wybrałam się na większą wyprawę. Najpierw co prawda niezbyt przyjemną, bo musiałam odwiedzić w szpitalu bardzo bliską mi osobę, a szpital jednak nie jest najsympatyczniejszym przybytkiem.
Od razu mi się przypomniały czasy, gdy pracowałam w Szpitalu Kolejowym i z wielką ulgą po pracy opuszczałam już ten budynek z myślą, jaka jestem szczęśliwa, że mogę stamtąd po prostu sobie wyjść, a tylu biednych ludzi niestety musi jeszcze chwilowo w nim pozostać, zawsze im wtedy współczułam. Zresztą przypomniał mi się mój sam swój pobyt w szpitalu, brr, dobrze, że to już jest za mną.
Tak już niestety w życiu bywa, że czasami życie jest całkiem fajne, ale, żeby tak całkiem się człowiekowi nie nudziło, musi się na jakieś niespodziewane przeciwności nadziać i je zwalczać, na szczęście i one są przemijające.
A potem, po wizycie w szpitalu, wybrałyśmy się z Oliwką na zakupy do Kauflandu.
Rzeczywiście, w porównaniu ze sklepem obok mnie, w którym zwyczajowo robię zakupy, nie jest to taki drogi market, nawet zmieściłam się w cenie niecałych 50 zł, w mojej Avicie zapłaciłabym na pewno drożej,
Wszystko ma swoje dobre i złe strony, w „moim” sklepie przynajmniej wiem gdzie jakiego produktu mam szukać, Kaufland niestety jest sporym marketem i musiałam trochę się nachodzić , aby odszukać woje upragnione towary, szczególnie białe serki, które są nie wiem czemu w różnych miejscach umieszczone, ale także i moje ukochane jabłuszka. Ku mojej wielkiej radości znalazłam swoje ulubione championy, które umieszczam w…lodówce, a potem takie mocno zimne kroję na małe kawałeczki i mam takie specyficzne swoje własne „jabłkowe lody”
Ale na szczęście w markecie są ławeczki, na których starsza pani mogła sobie po morderczym maratonie po sklepie odpocząć. Nie w każdym markecie one bywają, szczególnie w tym okresie zaostrzeń były wręcz likwidowane, a czasami są one po prostu wybawieniem.
Oczywiście w Kauflandzie na szczęście jest i apteka, tak wiec mogłam sobie wykupić swoje lekarstwo na wątrobę, które wyraźnie mi służy, bo moje kłopoty z brzuchem co prawda jeszcze nie całkiem definitywnie się skończyły, ale czuję wyraźną poprawę po zażyciu już pierwszego opakowania zaordynowanego leku.
No tak, jedno opakowanie zawiera co prawda 100 tabletek, ale ten lek zażywam trzy razy dziennie, więc już pierwsza partia leku się skończyła i znów musiałam wydać ponad 170 zł, tym razem kupiłam 2 opakowania, na dwa miesiące.
Okropnie drogie są jednak te lekarstwa.
A coś mi się dwa dni temu obiło o uszy, że pani Marszałek Witek twierdziła, że seniorzy mają bezpłatne leki – wierutne kłamstwo, ten lek nie tylko nie jest bezpłatny (a seniorką jakby nie było jestem), to w dodatku nie ma na niego żadnej zniżki, jest to lek o 100 procentowej opłacie. mimo, że marskość wątroby jest chorobą przewlekłą i wiadomo, że ten lek będę już zawsze zażywała, zresztą podobnie jak i ten mój lek na jelita. Więc po co tak bezczelnie ludzi okłamują, powodując tylko u nich frustracje????
Ale podobno ma nastąpić zmiana „na lepsze”, w przyszłym roku będę (albo i nie) dostawała emeryturę o 100 zł wyższą, o ile oczywiście rzeczywiście przegłosują ustawę o niepłaceniu przez emerytów podatków, ale żeby nie było tak do końca pięknie, część ich będzie przeznaczona na opiekę zdrowotną – nie kijem go to pałką, jak raz będę miała te 100 złotych na zakup jednego opakowania tego lekarstwa. o ile oczywiście w między czasie i ono nie podrożeje.
Oczywiście prócz lekarstwa nadal stosuję, albo przynajmniej staram się stosować dietę lekkostrawną, tak więc niebawem może i całkowicie moja wątroba się zresetuje???
Muszę przyznać, że Oliwka, która obecnie studiuje w Anglii, była zszokowana cenowymi zmianami, od poprzedniej jej wizyty w Polsce jakieś pół roku temu zauważyła w Polsce galopującą drożyznę, nie może do tych zmian się przyzwyczaić, na szczęście dla niej, niedługo znów wraca na dalsze studia do Anglii, ale stwierdziła, że jednak po ich ukończeniu nie będzie się wahała albo tam pozostać, albo szukać innego niż Polska miejsca do życia, bo nie po to kończy prestiżowe studia, żeby potem wegetować, a nie normalnie żyć tak, jak żyje się na Zachodzie. Tam szanuje się zarówno czyjeś wykształcenie jak i jego pracę, a człowiek dobrze zarabiający nie jest szykanowany za swoją zawodową działalność, ani za osiągnięte ciężką pracą sukcesy.
Niestety w bardzo dziwnym kraju teraz nam przyszło żyć………
A potem Oliwka odwiozła mnie do domu, oczywiście taszcząc moje zakupy z auta do mojego mieszkania, ale kupiłyśmy całą zgrzewkę wody mineralnej, więc było co dźwigać.
Przyznam, że ta wyprawa trochę mnie zmęczyła, bo znów byłam po nocy przespanej na raty, wiec chwilkę musiałam się położyć i zdrzemnąć, jak na starsza panią zresztą przystało.
No i tak mi przeminął wczorajszy dzionek, a dzisiaj obudziłam się rano i………..stwierdziłam, że znów ten piękny środowy dzionek nam nastał i trzeba Uleczke różami przywitać, co oczywiście uczyniłam.
Pozdrawiam Cię Uleczko serdecznie i życzę Tobie, a także i pozostałym Blogowiczom bardzo miłego i słonecznego dnia, bez burz, bez nerwów i….bez polityki.
LATO, LATO WCIĄŻ CZEKA……..







