Nowi sąsiedzi

Dzisiaj miałam bardzo przyjemną wizytę.
Przyszły do mnie na chwilkę dwa zaprzyjaźnione kotki z mieszkania naprzeciwko i z tego co widać, bardzo im się u mnie spodobało.
Pozwiedzały wszystkie kąty, na szczęście nie pozostawły po sobie żadnych prezentów
Jeszcz bedą w Krakowie tylko kilka dni, potem wracają do siebie na wieś, bo nie ma jak wolność na własnym terenie, nawet gdy jest sie tylko kotem.
Bardzo fajnie jest mieć takiego czworonoga, nawet do kotów zdążyłam sieęjuż przyzwyczić, może tylko denerwuje mnie to, że łażą po meblach i na przyklad taki telewizor, który stoi na cieńkich nóżkach, jest w niebezpieczeństwie.
Oczywiście kot nie byłby kotem, gdyby nie chciał po parapetach chodzić i kwiatki z nich zrzucać, albo z uwielbieniem drzeć firankę.
Ale oś za coś, albo ma się w domu milego Mruczusia, albo ma się nieskazitelny porządek, a czasami trzeba zaopatrywać się w nowe doniczki, kwiatki, czy w nowe firanki.
Problem ciągle wisi w powietrzu…
A za oknem mróz, ale calkiem znośny, chociaż ciągle nas straszą wielkimi mrozami, chociaż pewno takich jak ongiś bywały minus 20-25 raczej nie uświadczymy, jako, że mamy było ni było ocieplenie naszego klimatu, no i wyraźnie dłużej już jest jasno popoludniu.
Tylko do wiosny wciąż jakoś daleko…….

Miłego piątkowego popołudnia