krajobraz po wichurze

 

 

 

Wczoraj popołudniu mieszkańcy zagrożonych terenów dostali od RCB alert o zagrożeniu pogodowym, pod postacią bardzo silnego wiatru.
Zalecono przygotowanie się do ewentualnych skutków takiej wichury, polecono powynoszenie z balkonów i tarasów rzeczy, które mogłyby poddać się wichurze i ich zabezpieczanie.
Przyznam, że i na mnie blady strach padł, chociaż właściwie żadnych rzeczy na balkonie nie przechowuję, ale to co mogłam pochowałam. Przygotowałam się jakby co najmniej koniec świata miał nadejść. Nawet uchylne okno w kuchni pozamykałam, żeby przez przypadek wiatr nie wyrwał go wraz z futryną.
I bardzo dobrze, że takie ostrzeżenia przychodzą, przynajmniej człowiek jest w pewnym sensie do takich kataklizmów przygotowany, chociaż nie zawsze przecież do końca można powiedzieć, że bezpieczny. Przecież wichura może powyrywać drzewa, pozrywać przewody elektryczne, pościągać z dachy anteny….
Na wszelki wypadek naładowałam sobie na full komórkę, żebym jakiś kontakt ze światem zewnętrznym miała.
Co prawda nie mieszkamy w Ameryce, czy Japonii i innych krajach podatnych na groźne trąby powietrzne, ale jak pamiętamy historię sprzed chyba dwóch lat, również i w Polsce huragany potrafiły narobić wielkie straty.
Dobrze, że Kraków daleko od Bałtyku leży, przynajmniej tsunami nam nie grozi.
Mój park też chyba jakoś zabezpieczali, bo późnym wieczorem nadjechały dwa wozy ze świecącymi się światłami i technicy coś tam majstrowali.
Już się bałam, że będą mi tak błyskać tymi lampami przez całą noc, bo akurat dokładnie pod moimi oknami stanęli, na całe szczęście ewentualna awaria, czy nie wiadomo co tam jeszcze było, szybko została usunięta i auta sobie odjechały.
Ale w tak zwany szary dym popadłam, no to sobie wyobrażam, w jaka panikę bym wpadła, gdyby na przykład zapowiedzieli jakieś ewentualne wojenne działania? Pewnie moje serce nie wytrzymałoby takiego stresu, skoro wiadomość o wichurze takie obawy we mnie wzbudziła.
Na wszelki wypadek szybko pogasiłam telewizor, komputer i wskoczyłam do łóżeczka, zawsze w nim jakoś bezpieczniej się czuję.

A tak miło wczorajsze popołudnie spędziłam, miałam gości i to nawet więcej niż się tego spodziewałam, bo przyszedł Maciek z żoną Elą, z dwoma córkami Darią i Wiką i nawet przyszła sunia Sisi, która jak zwykle przywitała mnie bardzo wylewnie.
Co to jest, że psy mnie tak lubią? Chyba nie jestem jednak aż takim złym człowiekiem?
Oczywiście pooglądałam wspaniałe zdjęcia i filmiki z ich pobytu w Turcji, a wcześniej ze Lwowa, który jest rzeczywiście pięknym miastem.

No a dzisiaj wstał dzień w kolorze stalowym, niebo szaro – bure, wieje wiatr i jest całkiem nieprzyjemnie.
Najchętniej skryłabym się jak niedźwiedzica  w jakiejś gawrze i wyszła z niej dopiero na wiosnę.
Ale niestety, trzeba normalnie rozpocząć ten tydzień i pomału przyzwyczajać się do nowych warunków bytowania.
Nawet wtedy, gdy  nie jest się w zgodzie z pogodą i z….polityką. która coraz bardziej  mnie przeraża.
Ale pewnie nie tylko mnie, chociaż są tacy, którym nadal się ona podoba.
Wczoraj przeczytałam na Facebooku profil jednej  mojej całkiem realnej znajomej, która zapraszała do głosowania na nią z ……listy Pisu.
No cóż, na szczęście  ona kandyduje nie w Krakowie, ale i tak na nią bym głosu nie oddała, chociaż zawsze ją lubiłam, bo to całkiem miła dziewczyna.
Co ją uwiodło? – nie wiem, może jest osobą bardzo wierzącą, chociaż to nie powinno być wadą, a raczej zaletą?
Czy wiara może być  jedyną, niezaprzeczalną wykładnią w podejmowaniu pewnych życiowych kroków, nawet tych niesłusznych, i z nią sprzecznych?
Widać nie zawsze. A swoją drogą tak się zastanawiałam, dlaczego Kościół, który powinien popierać dobro i prawdę stoi po stronie zła, krzywdy i kłamstwa?
Przecież to jest własnie zaprzeczenie wiary katolickiej, Bóg nie pozwalał ani okłamywać, ani wykorzystywać ludzi, a kościół niestety  z pełną świadomością to robi.
Kiedyś, gdy walczyliśmy z komuną Kościół stanął po właściwej politycznej  stronie, teraz niestety jest inaczej………. 
Czyżby Diabeł MAMONA tak bardzo ogarnął  Kościół, że całkowicie zdradzają tego, który ten Kościół ustanowił????
Ale niezbadane są wyroki Boskie, kiedyś za to bezprawie i Kościół zapłaci.

Nic to, życzę jednak, mino, że aura nam nie sprzyja, przyjemnego poniedziałku, oraz całkiem znośnego tygodnia.
Może za kilka dni pogoda nam się chociaż troszkę poprawi i powróci ta piękna, złota polska jesień?????
Czasami październik też potrafi zadziwiać śliczną, jesienną pogodą, a ten już przyjdzie za parę dni.

no i przyszła…..

 

No nie wiem czy przez wszystkich wyczekiwana, ale przyszła, ona, jesień.
Na razie nie słotna, ale już wyraźnie chłodna.
A pomyśleć, że jeszcze 4 dni temu temperatura oscylowała około 27 stopni Celsjusza?
Jeszcze kilka dni temu siedziałam na ławeczce w Parku i łapałam ciepłe promyczki słonka, dzisiaj go już nie uświadczysz, bo niebo pokryte jest drobnymi chmurkami.
Nie można narzekać, najważniejsze, że nie pada deszcz, a dzisiejsza pogoda nawet skłania do spacerów.
Tylko, że mój spacer dzisiaj będzie króciutki, bo popołudniu spodziewam się gości: Maćka, Darki, może Wiki?
Muszą podzielić się przecież swoimi wrażeniami z letniej przygody w Turcji. Chyba jeszcze pamiętają te gorące, wspaniałe dni ………
W każdym razie drzwi balkonowe mam na oścież otwarte, żeby wszystkie papierosowe zapaszki przed przyjściem gości z kuchni przepędzić.
A wiaterek jest taki przyjemny, że moja pościel wietrząca się na balkonie wieczorem będzie pachniała mi jesienią.
Właściwie  to powinnam już pomyśleć o rzucaniu palenia. Dzisiaj na przykład mija 35 rocznica od rzucenia tego nałogu przez V.I.P-a. Podziwiam go za to, bo zrobił to w ciągu jednego dnia, po prostu postanowił sobie, że więcej palić nie będzie i tak pozostało. Ma jednak silną wolę, nie to co ja, może i wola u mnie jakaś jest, tylko ciało mdłe……
Tak po prawdzie wczorajszy dzień prze mitrężyłam nieco – pan Krzysiu  przyszedł rzeczywiście jak obiecał, pomierzył mi drzwi w przedpokoju i okazało się, że ta zasłona, którą tam chcę powiesić na drzwiach będzie nieco za krótka, nie będzie sięgała aż do podłogi, a przecież najwięcej wieje własnie dołem.
Będę musiała zakupić inną, nieco dłuższą zasłonę, a tą powieszę na ścianie w pokoju, na tej ścianie sąsiadującą z klatką schodową, będzie troszkę cieplej.
No i pomyśleć, że głupie 20 cm tkaniny zaważyło na zmianach planów. Ale i tak w sumie wyjdzie mi to na dobre.
Jak widać, już poważnie zaczynam się do zimy przygotowywać, mam nadzieję, że jakoś ją przetrwam, że nie będzie ona aż taka straszna.
I pewnie znów będę tylko narzekała : byle do wiosny.
OH wiosna, to najpiękniejsza przecież pora roku.
Teraz tylko co chwilę muszę z balkonu liście zmiatać, a co jedne zmiatam, zaraz następne na to miejsce napada. Ale na szczęście nie jest to zbyt mączące zajęcie, wystarczy, że raz dziennie balkon szczotką potraktuję.
Jeszcze przed moim oknem w kuchni sporo tych listków na drzewach, jeszcze nie wszędzie żółcieją, ale już niedługo widok przez kuchenne okno nie będzie taki przyjemny, będą tylko suche gałęzie sterczały…….
Na placu zabaw w moim parku też zdecydowanie o wiele mniej dzieci szaleje, a jeszcze niedawno tak tam było gwarno, czasami nawet okno musiałam przymykać, żeby te dziecinne piski do mnie nie docierały.
Ławki w parku tez już na ogół puste pozostają, tylko pieski jeszcze używanie w parku mają, bo każda pora, oprócz oczywiście deszczu, na spacerki dla nich dobra.
No cóż robić……..jesień.

No to jesiennie Was pozdrawiam i wiele zdrowia życzę, bo teraz niestety coraz łatwiej jakieś zarazki grypowe złapać, więc na siebie uważajcie.

MIŁEJ NIEDZIELI     

mokro wszędzie, ciemno wszędzie, co to będzie, co to będzie….

Ano będzie całkiem deszczowa pogoda, akurat świetna na pobyt w ciepłym łóżeczku.
Trochę jestem podziębiona, więc taka łóżeczkowa kuracja bardzo mi odpowiada.
Wczoraj w parku czciłam ostatni, słoneczny dzień lata, ale było przyjemnie.
Aż wierzyć się nie chce, że wczoraj było 27 stopni Celsjusza, dzisiaj tych stopni jest tylko 12, czyli niższa o więcej niż połowę.
Ale przecież meteorolodzy zapowiadali tę drastyczna zmianę pogody, więc wczoraj zrobiłam odpowiednie zakupy, abym już dzisiaj nie musiała wychodzić z domu. No i bardzo dobrze zrobiłam, przynajmniej dzisiaj moknięcie mi nie grozi.
Więc zaraz do łóżeczka wskakuję, jakiś dobry film na laptopie sobie puszczę i…..pewnie, znając mnie będę sobie smacznie spała.
Co prawda ma dzisiaj do mnie przyjść brat mojej Renatki – pan Krzysiu, aby wymierzyć mi miejsce na kotarę w przedpokoju.
Zawsze w zimie będzie troszkę cieplej, tym bardziej, że te drzwi nie są za bardzo szczelne i dołem przelatuje zimne  powietrze, oziębiające całe mieszkanie.
Co prawda powinnam jeszcze jedną taką kotarę na zimę sobie sprawić i powiesić ją na tej ścianie w pokoju, która graniczy z klatką schodową, ale na razie poprzestanę na tej jednej.  A może jednak ta zima nie będzie aż taka straszna, skoro mamy takie ocieplenie klimatu????
Zawsze trzeba być dobrej myśli, co najwyżej znów będę na siebie nakładała kilka warstw ubrania.
Ale i tak sporo na elektryce już zaoszczędziłam, rok temu o tej porze już miałam włączone ogrzewanie elektryczne, na razie się jeszcze bez niego obchodzę, tylko jak długo?
Wczoraj usłyszałam, że  po nowym roku elektryka ma skoczyć w górę nawet o 50 procent, więc na ogrzewaniu też trzeba będzie oszczędzać.
Ale na przykład taki Eskimos wytrzymuje w lodowym igloo całą zimę, to co, ja nie będę potrafiła????
Tylko o ile wzrośnie koszt elektryki, o tyle wzrosną wszystkie ceny, oj mocno trzeba będzie się za kieszenie trzymać.
Bo inaczej będą przymusowe wizyty najpierw u lekarza pierwszego kontaktu, a potem w aptece, a leki są i tak już bardzo drogie.
A propo’s lekarza, przeczytałam  na Onecie, że w jednej bardzo „pomysłowej” przychodni na Lubelszczyźnie pacjenci dostawali ksywki, według których potem byli go gabinetów wzywani. Ksywki dotyczyły  postaci z bajek, z filmów, czy z mitologii. Nie wszystkim pacjentom to się spodobało.
Czytałam o oburzeniu pewnego pana, który przyprowadził do lekarza pierwszego kontaktu  swojego 90 letniego ojca, któremu dano ksywkę……..Jogi.
Starszy pan i jego syn poczuli się obrażeni – ot taka twórcza fantazja kierownika przychodni.
W mojej przychodni sprawa jest rozwiązywana po prostu przy pomocy numerków, które pacjenci dostają podczas rejestracji. Rejestratorka przynosi mi do pracowni skierowanie pacjenta z zaznaczonym numerem, wiec wychodzę na korytarz i proszę do rentgena pacjenta/pacjentkę na przykład nr 2, odbieram od pacjenta numerek i jeszcze dla pewności upewniam się czy mam podane dobre dane pacjenta.
Nie rozumiem, po co tamten kierownik zadawał sobie tyle trudu wymyślając te ksywki i nie dość, że pacjenci czuli się niezadowoleni z takiej maskarady, to teraz pan kierownik musi się jeszcze teraz dodatkowo w NFZ tłumaczyć.
Jak widać, czasami wymyślna twórczość nie przynosi pozytywnych skutków.
A ponieważ bardzo cenię sobie moich Czytelników, dzisiaj na specjalne życzenie Krikso jest mój cały wpis do blogu bez słowa o polityce.
Czasami tak można, też się da 🙂

Mimo deszczowej pogody, wyraźnie nie skłaniającej do żadnych spacerów, czy do uprawiania sportu w postaci na przykład biegania, czy grania w piłkę, życzę wszystkim miłej i spokojnej soboty.
Co prawda w publicznej, zresztą podobnie i w niektórych prywatnych pasmach  TV w soboty i w niedzielę akurat nie bardzo jest co do oglądania (najwyżej co są powtórki, ale ile razy można to samo oglądać), może spędzimy więcej przez to czasu z rodzinką, o ile ma się dzieci w takim wieku, w którym jeszcze z rodzicami chętnie przebywają bo gdy dorosną już własnymi ścieżkami zaczynają chodzić. Można zagrać w karty, w Monopol……
No chyba, że ktoś ma akurat Netflix, tam zawsze jest coś ciekawego do oglądnięcia.
Ja niestety go nie mam 😦

DOBREJ SOBOTY 

ach ta polityka

 

 

Jednak Morawiecki musi troszkę odpuścić, chyba jednak nieco przeraził się konsekwencji, które Komisja Europejska w sprawie SN w Polsce wyciągnąć może i w związku z tym wpadł na małą kawusie do I- szego prezesa SM pani prof Gersdorf, aby porozmawiać.
Na razie stanęło chyba na tym, że jednak pani profesor nadal pozostanie I-szym prezesem jak dotąd i nie będą już poddawać represji przymusowego podejścia od orzecznictwa sędziów powyżej 65 roku życia.
A ci, którzy już wypowiedzenie dostali zostaną przekupieni powiększoną emeryturą, dotąd mieli dostawać 70 procent emerytury, teraz dostaną ją w całej kwocie – trzeba jakoś zatrzeć to polityczne nieporozumienie i ich udobruchać, a przecież pis uważa, że pieniędzmi wszystko załatwić można. nawet przekręty i szubrawstwa.
W zamian za to pani profesor musi się (jednak) upokorzyć i prosić prezydenta o zgodę na dalsze pozwolenie w orzekaniu. Bzdura, konstytucja wyraźnie mówi, że akurat ona ma zapewnione to stanowisko do 2020 roku , bez względu na jej wiek i nic tego nie jest w stanie zmienić.
Nawet ten niezłomny prezydent musi się złamać i przestać powoływać nowych sędziów i uznać panią profesor za prawowitą  prezes SN, a nie,  jak dotychczas uznawać ją za przebywającą w stanie emerytalnego odpoczynku.
Pewnie niezłomnemu się to nie spodoba, bo teraz, gdy już stał przy najważniejszym biurku świata i gdy otrzymał długopis od samego Trumpa czuje się nareszcie dowartościowany nie będzie mu tu byle kto podskakiwał i praw prezydenckich odbierał.
On ma takie prawo i nie zawaha się użyć do podpisania ich swojego nowego długopisu.
A propos, wczoraj napisałam taki krótki prześmiewczy wierszyk, który już umieściłam w Facebooku (nawet się spodobał), ale również i tutaj go udostępniam, by  szerszy krąg ludzi wiedział, jaką to wielką radość Trump małemu Adrniakowi uczynił.

Dostał Duda długopisek
uśmiechnięty jest jak lisek
hejże hej, hejże ha
nowy długopis od Trumpa ma
Chętniej teraz podpis swój złoży
pod tym co mu Kaczyński podłoży
hejże hej, hejże ha
nowy długopis Adrian ma 

A dzisiaj mamy już ostatni taki cieplutki dzionek, jutro temperatura ma skoczyć w dół o całe 10 stopni, czyli sporo.
Nie jest to wcale dobre dla organizmu, zdecydowanie lepsze byłyby powolne zmiany temperatury, by dać się organizmowi trochę przyzwyczaić do zmiany klimatu,}|Niestety na to akurat nie mamy żadnego wpływu.
Korzystam z ciepłej pogody i na razie pranie suszy się na balkonie i wietrzy się tam pościel, a ja popołudnie planuję na ławeczce w parku spędzić, ostatnie ciepłe promienie lata łapiąc.Mam teraz ciekawe zajęcie, nawet ciekawsze od łapania Pokemonów, które i tak po parku ostatnio nie chcą wcale chodzić. Albo siedzę sobie na FaceBooku (dobrze ze mam dodatkową ładowarkę – powerbank), albo oddaje się ostatniej mojej namiętności – rozwiązywanie krzyżówek.

No to na razie, fajnego piątku 

BASZA

 

 

Twardowski siadł w końcu stoła.
Podparł się w boki jak basza”

Hulaj dusza! hulaj!” – woła,
straszy, tumani, przestrasza ……..

No i czy ten urywek wiersza naszego wieszcza nie jest najlepszym komentarzem do wizyty naszego (pseudo) prezydenta w USA????
Jednak co wieszcz, to wieszcz, nawet taką polityczną sytuację potrafił przewidzieć  🙂
Trump pokazał Dudzie, kto tu jest wielki, a kto tylko służalczym podnóżkiem, któremu wystarczy tylko róg stołu wyznaczyć, nawet krzesła zwyczajnego nie podstawiając, aby ten mało znaczący pionek coś tam mógł podpisać.
Nawet obiecane  przez Dudę miliardy, nawet obietnica powstania Fortu Trump nie zrobił na amerykańskim przywódcy żadnego znaczenia. Wyraźnie pokazał Dudzie, gdzie jest jego miejsce. Co prawda pisowscy prominenci wychwalają sukcesy, jakie to rzekomo nasz (pseudo)prezydent miał odnieść w USA, ale mądrze myślący ludzie widza tylko olbrzymie jego upokorzenie.
Media od razu dla kontrastu zamieszczały zdjęcia z wizyt poprzednich naszych prezydentów i premierów w USA, żaden z nich na stojąco nic nie podpisywał, każdy był przyjmowany z honorami. 
Pan minister Czaputowicz powiedział na przykład: to jest najważniejsze biurko na świecie.
 To jest pewien zaszczyt, dopuszczenie do biurka, przy którym pracuje przywódca innego państwa. To traktujemy, jako bardzo pozytywny gest.
No jasne, mogli mu na przykład kazać podpisywać jakiś tam dokument w toalecie……..
Cóż, jaki polityk, takie i jego przyjmowanie.Szkoda tylko, że jest on przedstawicielem naszego państwa, szkoda tylko, że nawet Trump pokazuje, jak mało w świecie znaczymy………

To wszystko, co na ten temat miałam dzisiaj do powiedzenia.

Martwiłam się, że Uleczka nie przeczytała wczoraj mojego tekstu, widać była bardzo zajęta swoimi towarzyskimi zajęciami, ale jednak…. jednak wieczorem znalazłan na Facebooku ślad Jej pobytu i znaczek pod moim wpisem.
Ale pocieszam się, że w następną środę już tutaj, w moim blogu odnajdę Jej komentarz…
Nie przejmuj się się moim malkontenctwem Uleczko i baw się dobrze 🙂

Dzisiaj jeszcze dalszy ciąg dobrej i ciepłej pogody, zepsuje się ona (jak zwykle) dopiero na weekend.
Życzę zatem przyjemnego czwartku i radości z każdej słonecznej godziny.
Tak wcześnie już słonko teraz zachodzi, tak wcześnie robi się ciemno…….

jak zwykle w środę……

I chociaż moja Uleczka jest dzisiaj na wyjeździe, gdzieś tam po Kaszubach podróżuje, ale mam nadzieję, że dzisiaj uda się Jej odebrać zwyczajową, środową różę.
Dzisiaj taka uroczysta, bielutka, ale z lekko zażółconym środeczkiem, jak słonko na niebie, które pewnie i u Uleczki dzisiaj  radośnie świeci.
Mamy teraz wyjatkowo przepiękny czas, jeszcze wciąż lato, chociaż to już jego ostatnie dni. Ale na koniec daje nam radość z ciepełka i ze słonecznych promyków, które łapczywie łapiemy, robiąc  energetyczne zapasy na trudniejsze jesienne i zimowe dni.
Piękna jest ziemia kaszubska, nie darmo nazywana Szwajcarią Kaszubską, z przepięknymi widokami lasów, jezior, pełne wspaniałego, zdrowego powietrza, co dla nas mieszkańców dużych miast jest szczególnie ważne
Dlatego łap tego wspaniałego tlenu w płuca Uleczku ile się da, byś miała już jego  zapas na cały rok.
Życzę Ci nie tylko wspaniałej pogody, bo ta, jak widać z mapy pogody już jest, ale życzę Ci wspaniałego towarzystwa i wiele radości i samych wesołych chwil, które po powrocie do Poznania na pewno miło wspominać będziesz.
No i oczywiście dodam skromnie: do miłego spotkania na moim blogu :-), bowiem wiem, że na pewno i tak przynajmniej na swoim telefonie do mnie zaglądniesz, ale potem musisz odebrać przecież tę przepiękną, umieszczoną specjalnie dla ciebie różyczkę.

A co w świecie nowego???
Poleciał sobie do tej Ameryki nasz pełniacy obowiązki prezydenta Duda, wraz z małżonką, która szyku swoim ubraniem zadała. Fakt, trzeba przyznać, że jej stroje są zawsze bardzo eleganckie i wspaniale do jej zgrabnej figury dobrane. No przynajmniej coś o drugiej połowie mogę dobrego powiedzieć, bo o tej niby głowie państwa raczej trudno.
Co prawda poklepał jowialnie prezydenta Trumpa po plecach, pewnie dostał taki prikaz od prezesa: dotąd nas klepali po plecach, pokaż im, że nie jesteśmy byle kim i tez Trumpa po plecach poklep. Trochę Trump się zdziwił takim adrianowym gestem, ale cóż było robić, jak tylko dobrą minę do złej gry.
Potem właściwie nic ciekawego się nie działo, bo to Trump głównie przemawiał i to przeważnie o swoim kraju, tak więc Adrian tylko podziękował pięknie Trumpowi, że ten kiedyś odwiedził Warszawę, a teraz chce wysłać swoje wojska do Polski, aby w nim dla bezpieczeństwa stacjonowały i obiecał Trumpowi, że za takie stacjonowanie amerykańskiej armii zapłaci nawet  2 miliardy złotych.
Ho, ho, ho, hojny z nie swoich pieniędzy ten nasz Adrian, ale kto obiecywać zabroni, skoro to nie on, a my za to płacić będziemy????
Też trochę tym zadziwił Trumpa, bo dotąd jeszcze nie zdarzyło się tak w historii, żeby amerykanom za takie coś płacić, jak zwykle Polska wyszła przed szereg
A już na koniec całkowicie zaskoczył amerykańskiego przywódcę obiecując wybudowanie w Polsce fortu  imieniem Trumpa.
Cóż, Polska musi swoim lizusostwem nadrabiać w USA przynajmniej to, co w Europie bezpowrotnie straciła.
A i pewnie Trump zadowolony jest z tego, że w świecie, gdzie nikt go nie lubi, ma takich ślepych wyznawców.
Ale taka jest niestety polityka.
A w tym roku postanowiłam czynnie brać udział w wyborach i zapisałam się do Komisji Wyborczej jako asystent do liczenia głosów no i pilnowania porządku, by żadnych przekrętów nie było.
Zawsze trzeba mieć oko na Komisję Wyborczą, bo tam różne machlojki pewnie robić będą. 
Oj, będę na nich dobrze uważała, przy mnie nic złego i nieprawego dziać się nie może
Zobaczymy tylko, czy się załapię do tej komisji, będę sobie cierpliwie czekała, a potem…….

Dzisiaj podobno jeden z ostatnich takich przepięknych dni naszego lata, czy może już jesieni, od jutra mogą przyjść słotne dni.
Więc cieszmy się tym ciepełkiem, słonkiem do woli.
Życzę po prostu wspaniałej środy    

opóźnienie

 

 

Dzisiaj mój wpis znacznie opóźniony, a to z powodu moich brzusznych niedomagań.
Czasami tak bywa, że człowiek źle się czuję i chce jakoś „przespać” ból. Tylko ile można spać?
No to w końcu się zmobilizowałam i sięgnęłam do mojego blogu, żeby napisać co nowego się dzieje w świecie, w Polsce, u mnie……
A niedobrze się dzieje, oj niedobrze.
Wczoraj Unia zawiesiła nas w Europejskiej Rady Sądowniczej, której nota bene byliśmy współzałożycielami.
Na razie tylko   nas zawiesili za nieprawidłowo przeprowadzone  według naszej Konstytucji i według norm unijnych wybory do KRS-u
Jest to więc szansa, że gdy nasz rząd zmieni zasady wyboru i doprowadzi do uniezależnienia rządów (a właściwie rządzącej partii) od Sądownictwa Unia przywróci nas z powrotem do Europejskiej Rady Sądowniczej.
Tylko……. niestety pisowscy partyjniacy mają całkiem inne na to zapatrywanie, całkiem inne cele, którym jest całkowite uzależnienie sądów i prokuratury od decyzji rządu, a to jest jeden z objawów autorytaryzmu.
Oczywiście Kaczyński doskonale z tego sobie zdaje spraw i daje ogólny przekaz do swoich podwładnych, żeby z wielka pewnością siebie zapewniali o jednym słusznym kierunku w postępującej sprawy. Wystarczy posłuchać, co mówią wszyscy prominentni pisowcy: wszystko to samo, zgodnie z przekazem dnia.
Za kilka dni Unia podejmie decyzję w sprawie naszego Sądu Najwyższego, podejrzewam, że również ich decyzja będzie jednoznaczna: Sądy w Polsce są upolitycznione.  No i w związku z tym będą podejmowane przez Unie następne kroki  doprowadzające najpierw do upomnień, kar pieniężnych, a potem…..
Lepiej  nie myślmy, co będzie potem. 
Dziwne są te sondaże w Polsce, bo podobno partia pis, która ma w zamyśle wyprowadzenie nas z Uni osiąga poparcie 38 procent, a równocześnie około 80 procent Polaków chce nadal w Uni pozostać.
Jedyne tłumaczenie jest taka, że ci ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że są bezczelnie okłamywani i w dodatku okradani z własnych pieniędzy, bo co prawda nieliczni z nich dostają 500 zł plus, ale wydatki, które ponoszą są o wiele większe.
A kłamstwo jest teraz codziennością rządzącej bandy (sorry, tak ich trzeba po imieniu nazwać)
Pan premier, który ongiś był prawą ręką Tuska,  jego doradcą od spraw handlowych, razem przeprowadzali wiele bardzo ważnych państwowych inwestycji teraz  jawnie ośmiesza go, przypisując gnuśność i Tuskowi i całemu jego rządowi – czyli pewnie i sobie?
Jak można z uśmiechem na twarzy  otwierać autostradę, rzekomo przez nich wybudowaną i twierdzić, że za czasów rządu PO nic nie zostało wybudowane. mimo, że cała dokumentacja dokładnie pokazuje czas, w którym te inwestycje zostały przeprowadzane.
No cóż, w dziwnych czasach przypadło nam żyć, byleby tylko te czasy jak najszybciej przeminęły
Za czasów pisu wszystkie chwyty, nawet te najniżej pasa są dozwolone.

życzę przyjemnego popołudnia

no i znów minęła niedziela

A była ona wyjątkowo miła.
Okazało się, że mały poczęstunek mojemu gościowi bardzo smakował. Cieszę się, bo wsadziłam w niego (tzn w ten poczęstunek) sporo serca.
A po wypitej kawusi poszliśmy sobie do parku, była taka śliczna pogoda.Sporo ludzi tam nawet było.
Wyobraźcie sobie, że niektórzy nawet na trawce, oczywiście na kocyku sobie leżeli, jak za dawnych, dobrych, letnich dni, podczas pikniku w naszym parku.
A za parę dni już jesień.
No i minie  miesiąc i będziemy znów przestawiać zegary, być może już po raz przedostatni.
Według ostatnich sondaży, większość ludzi w Unii nie zgadza się na te co pół roku przeprowadzane  zmiany czasu, więc jak dobrze pójdzie, to w przyszłym roku w marcu będziemy go zmieniać po raz ostatni.
Chociaż…….. będą z tym też kłopoty, bo większa część unijnych państw  chce pozostać w czasie zimowym, czyli tym, który teraz nas będzie obowiązywać.
Mogą powstać więc pewne zawirowania z tą zmianą czasu  i Unia musi tera powołać specjalną komisję, która uzgodni taką zmianę, która obowiązywałaby w całej Unii.
Nareszcie nie będę musiała przestawiać mojego zegara  regulującego ogrzewanie, bo zawsze z tym kłopoty miałam.
Co prawda zawsze mogłam liczyć na Maćka, który przestawiał mi odpowiednio licznik na czas zimowy i na czas letni, ale nie wiem czemu doprowadzało mnie to i tak do pewnego stresu.
Zresztą pewno nie tylko ja przez 2-3 tygodnie musiałam przestawiać swój biologiczny zegar, aby podołać nowym warunkom życia.

Nic ciekawego poza tym w moim życiu się nie zdarzyło, w moim, bo w polityce ciągle coś się dzieje, ale mnie już to nudzi, aby o tym pisać w koło to samo.
Martwię się tylko tym, że coraz więcej ludzi przekonuje o tym, że tylko ulica może nasze problemy rozwiązać, bo rząd jest co raz bardziej bezczelny i co raz bardziej pewny swojego.
Może to nie jest zły pomysł, tylko…..czy naprawdę w Polsce musi dojść do rozlewu krwi?
Byliśmy kiedyś przecież wzorem dla innych państw w rozwiązywaniu swoich politycznych problemów… własnie bezkrwawo…….

Miłego poniedziałku, miłego tygodnia

a dzisiaj u mnie eintopf

 

 

 

Już dawno niczego nie gotowałam, dzisiaj postanowiłam zaprosić na jednodaniowy poczęstunek V.I.P- a.
Czego tam nie ma…… jest pierś z kurczaka, cebula, czosnek, czerwona  pokrojona papryka, pomidorki, pokrojony ziemniaczek, biała fasolka, pomidory i kilka świeżych śliweczek, a wszystko to odpowiednio przysmaczone czerwoną sypką ostrą papryką, pieprzem, troszeczkę dodałam  kurkumy, dodałam też bulionetkę i wszystko to na końcu zaprawiłam mleczkiem kokosowym.
Próbowałam – pycha.  Mam nadzieję, że  mojemu gościowi tez będzie to danie smakowało.
A najważniejsze, że tego przepisu nigdzie nie przeczytałam, powstał sam w mojej głowie.
No i jak na eintopf wypada, podam go z razowym, ciemnym chlebusiem, żadnych klusek, ryżu, czy ziemniaków.
Zresztą od klusek się tyje. Ci prawda od chleba tez, ale kromkę razowego chleba można ewentualnie zjeść, wszak to danie jest samo od siebie syte.
Fakt, lubię sobie poeksperymentować czasami w kuchni.
Wczoraj na przykład zrobiłam sobie jabłka w cieście – że co? że to nie odchudzające? Ale od czasu do czasu można.
Taka właśnie wczoraj oskoma na placki mi przyszła, a nie dodałam tam ani grama cukru, wyłączając kapeczkę cukru waniliowego (proszek do pieczenia też dodałam) no i cynamonu, który nie tylko, że osłodził danie, to dodał mu wspaniałego aromatu.
Wcinałam, aż uszy mi się trzęsły, gorzej, że dzisiaj nieco wstrząsnął się tez i mój brzusiu – trudno, za łakomstwo trzeba zapłacić.
Oczywiście tylko od czasu do czasu, bo od jutra znów do ściślejszej diety powracam.

Dzisiaj znów mamy piękny dzień, jak wczoraj.Co prawda wczoraj rano padało i nic nie wskazywało na ocieplenie, ale popołudniu śmiało juz można było podziwiać żółcące się w słonku liście w moim parku. No i nawet sporo ludzi popołudniu powychodziło z domu. Spacerowały zakochane pary i starsi, panie z pieskami, dzieci na trawie grały w piłkę nożną, a na placyku niedaleko fontanny jakaś niewielka grupa młodzieży sobie wesoło  śpiewała, wybijając rytm na jakichś instrumentach i w rytm tego sobie tańczyła, słychać ich było na cały park, ale nie wydzierali się nadto, tylko widać i słychać było w nich tę radość.
Jednym słowem park tętnił wczoraj pełnią życia.
Oczywiście plac zabaw też był wczoraj pełen dzieciaczków, zresztą podobnie jak i dzisiaj od samego rana słychać wesołe okrzyki bawiących  się dzieci. 
A niech się bawią, póki czas, póki słonko świeci i ciepełko z nieba się leje, potem przyjdzie pora deszczowa, a potem śnieżna i na placu zabaw koło moich okien znów będzie cisza…..

Milutkiej i bardzo przyjemnej, pełnej słonka niedzieli Wszystkim życzę. W przyszłą niedzielę już do nas przywędruje jesień, tak więc tych letnich dni niewiele jeszcze mamy przed sobą.

jaki jest koń?

Jaki jest koń – każdy widzi.
Jaki jest pis, też każdy widzi.  Najczęściej byle jaki, przynajmniej ostatnio.
Tylko nie wszyscy widzą go tak jak trzeba.
Wczoraj wyszła nowa afera z naszym pełniącym obowiązki prezydentem.
Okazuje się, że wygrał dopuszczając się sprzecznych z prawem metod, mianowicie zatrudnił specjalną ekipę do wstawiania automatycznych wiadomości, tzw fejków, co jest nadużyciem, bowiem prawdopodobnie zatrudnienie takich fejterów spowodowały to, że tyle nienawistnych i fałszywych  wiadomości zostało wylanych na przeciwnika Dudy podczas  kampanii wyborczej.
Czyli mówiąc krótko: Duda kupił sobie wybory, płacąc za jeden fejk….2 zł .

Ale to jest niestety też ostrzeżenie: Pis nie zawaha się do przekrętów w następnych wyborach. Dla nich najważniejsze jest przecież KORYTO.
Ale również trzeba pamiętać, ze oni  mają teraz wiele do stracenia, bo doskonale zdają sobie sprawę, że jeżeli przegrają następne wybory, to nie tylko koryto dla nich się zamknie, ale na pewno otworzą się więzienne wrota.Więc będą wszelakie machlojki, bliżej nam jeszcze nie znane stosowane, a tych specjalistów od machlojek to w pisie mają skolka ugodna…..
Bowiem, czy teraz jest inaczej??????????
Wejdźcie na jakikolwiek forum, Onetu, Gazety.pl  czy Interii, pełno tam takich „pseudo polaków” ( z małej litery, bo nie zasługują u mnie na szacunek), którzy za kilka złotych na flaszkę piszą obrzydliwe wprost posty, obrażając innych, ale za to im własnie płacą. Im, ludziom bez jakiegokolwiek honoru.
Śmieszne, że ci ludzie tak nisko, czyli tylko  na 2 złote siebie wyceniają.
Przecież jest nawet takie powiedzenie:  jak spaść z konia, to przynajmniej z dobrego, a nie byle jakiego!!!!!
Znów popadam w czarne myśli, może nie potrzebnie?
Może społeczeństwo na tyle dojrzało, że ci najbardziej oporni, których trudno do urn wyciągnąć, jednak tym razem widząc co się święci, pójdą i zagłosują?
Oczywiście nie na pis.

Przyszła wyczekiwana sobota, a tu….deszcz i chłód.
Co mi z tego, że w przyszłym tygodniu ma być od rana do wieczora słoneczko?
Dzisiaj mam wolne, mogłabym sobie do parku pójść na spacerek, a tu……Fakt, mogę wziąć parasolkę nad głową ponosić, ale już przysiąść na mokrej ławeczce się nie da.
Właściwie rozpadało się już wczorajszym popołudniem i od razu zrobiło się ponuro i ciemnawo, tak, że już około 18 musiałam lampę w pokoju zapalić, bo końca własnych palców nie widziałam, co dopiero o klawiaturze mówić.
Ale i tak spać poszłam bardzo, bardzo późno, dopiero około 1 w nocy, bo zaparłam się rozwiązać do końca jedną z krzyżówek – Jolek, którą mi V.I.P. niedawno przyniósł.
Dawniej namiętnie rozwiązywałam te Jolki, potem jakoś zaniechałam i znów teraz wróciłam do krzyżówkowego nałogu.
Fakt, teraz łatwiej się je rozwiązuje niż dawniej, bo wystarczy zaglądnąć do internetu, gdzie jest sporo podpowiedzi, ale i tak trzeba nieco pogłówkować, bo Jolki mają to do siebie, że hasła nie są ponumerowane, tylko samemu trzeba znaleźć odpowiednie miejsce wpisu.
Ale cieszę się, że znów do rozwiązywania krzyżówek powróciłam, bo to jest wspaniała gimnastyka dla umysłu. Niestety mózg też trzeba gimnastykować, inaczej szybciej skleroza albo co gorsza Alzheimer dosięgnie 
No to lecę do mojej nowej rozrywki, akurat na deszczowa porę to świetna opcja, a wszystkim życzę miłej soboty.

P.S. Niektórym tez już niestety urlop się skończył…….