Brąz dla Belgów

 

 

Mundial pomalutku zaczyna przechodzić do historii. może to i lepiej dla nas, Polaków, bo przecież zapomnimy o naszym niechlubnym występie w tej wspaniałej imprezie. Ale żal pozostanie, bo jednak, gdy człowiek patrzy, jak grają inne drużyny…..
Nie wiem, czy nowemu  selekcjonerowi naszej reprezentacji piłkarskiej uda się „ujarzmić” naszych chłopaków, pewnie to nie będzie łatwe, bo jednak zbyt wiele animozji jest w tej naszej reprezentacji, ale może akurat mu się uda?

Wczoraj odbył się już przedostatni mundialowy mecz o brązowy medal pomiędzy drużynami Belgii i Anglii.
Nie miałam żadnych wątpliwości, postawiłam na Belgów i……… udało mi się dobrze wytypować zwycięzcę, Belgia pewnie wygrała z Anglikami 2:0.
Według mnie zdecydowanie lepsza była drużyna belgijska, chociaż trzeba przyznam, że Anglicy też przeprowadzili wiele bardzo ciekawych akcji, które mogły, a czasami nawet powinny skończyć się dla nich golem.Ale tak już jest, jedna reprezentacja musi wygrać, druga przegrać……
Czasami zależy to od szczęścia, ale w tym wypadku Belgowie wygrali całkiem zasłużenie.

No a dzisiaj doczekaliśmy się finału, dopiero na tych Łużnikach będzie się działo.
I znów moje serce pozostaje przy Chorwatach, ale…..
Nie uprzedzajmy faktów, wszystko już dzisiejszego wieczoru się wyjasni, ktoś będzie płakał, ktoś będzie świętował.
Co prawda juz od samego początku Mundialu stawiałam na Chorwatów, ale nie jestem znów aż takim znawczą przecież.

W 1998 roku obie drużyny zmierzyły się w półfinale MŚ i górą byli Francuzi. Od tamtego czasu minęło 20 lat, więc trudno mówić o wyrównywaniu rachunków.
A Francja musi się  uporać ze swoją finałową niemocą w wielkich turniejach w XXI wieku – w 2006 roku przegrali finał mundialu z Włochami, dwa lata temu w finale Euro 2016 ograli ich Portugalczycy.Teraz na pewno zrobią wszystko by zatryumfować.

Chyba jednak pobyt Peppy u mnie działa na mnie bardzo, bardzo pozytywnie. Nie wiem, czego jest to przyczyną, myślę, że jednak tych spacerków po parku. Ale jednak muszę przyznać, że nóżki jakoś dziwnie mniej mnie bolą. Tylko za kilka dni Peppa sobie pójdzie do domku i co wtedy????
Magda sugerowała mi, że powinnam sobie jednak jakiegoś niewielkiego pieska sprawić. Buldożek francuski byłby dobrym psem, bo on nie wymaga aż tak bardzo forsownych spacerów, a takie łażenie po Parku i tak dodaje mi energii. Jednak rano muszę się zmobilizować, umyć i ubrać, a nie łazić jak senna mara po mieszkaniu i czekać, aż moje  ciało do życia się przebudzi. Wieczorem też muszę iść na spacer, a nie do łóżeczka, same korzyści z tego jak widać wypływają.Tylko, tylko, teraz to fajnie, bo jest ciepło i w miarę pogodnie, a co będzie zimą, gdy znów będą śliskie chodniki?????  Tego najwięcej się jednak boję.Wbrew pozorom jest to problem, bo przecież mam jednak te kłopoty z chodzeniem i każdy upadek może dla mnie nie tylko boleśnie, co z komplikacjami może się skończyć, a przecież mieszkam sama, najwięcej  na siebie muszę liczyć.

Dzisiejsza niedziela chyba będzie bardzo przyjemna. Od rana jest już ciepło, słonecznie a w dodatku jeszcze będzie kilka imprez w naszym Parku, na które oczywiście się wybieramy razem z Peppa, bo jedna z takich imprez będzie spotkanie buldożków francuskich, podczas którego będzie przeprowadzony konkurs na najsympatyczniejszego buldożka. Warunkiem jednak musi być jakiś element nawiązujący do kultury francuskiej, bowiem ta impreza organizowana jest w porozumieniu z Ambasadą Francuską, z okazji wczorajszej rocznicy Niepodległości Francji. Niestety nie mam trójkolorowej szarfy, żebym mogła ją Peppie przylepić, ale i tak będziemy stać gdzieś na uboczu, bo przecież sunia jest teraz w okresie zainteresowań nią pieskami, więc zbliżanie się do takich osobników nie jest wskazane.
No chyba, że………zrobiłabym Tomkowi kawał, tylko jak by to wtedy dla mnie się skończyło?????
Może uda mi się kogoś zwerbować na ten dzisiejszy spacerek po parku, a jeżeli nie pójdę tam tylko z Pepką.

A teraz…. mój paluszek w młynek przemieniam znów zaklinając pogodę na dzisiejszy dzień, bo coś czasami zaczyna się chmurzyć.
Co prawda wczoraj też kilkakrotnie straszyło, nawet trochę i pokropiła, czasami gdzieś zagrzmiało, ale w sumie był to udany pogodowo dzień.
I oby tak było dzisiaj, czego sobie i Wam życzę 

A popołudniu, o godzinie 16.00 zapraszam wszystkich przed telewizor na finałowy już mundialowy  mecz Chorwacja – Francja.

Ale będzie się działo 

nadrabiam błędy

 

 

… a raczej powinnam powiedzieć, że tracę.
Co? kilogramy, których mi niestety ostatnio troszkę przybyło.
Niestety, po takiej operacji, jaką ja przeszłam nie można się czuć całkiem bezkarnie, o czym się przekonałam na własnej skórze.
Teraz mam szansę ich się znów pozbyć, bo prócz drastycznego ograniczania jedzonka mam dodatkowo zapewnione spacery z Peppą.
Nie ma to, tamto, przynajmniej trzy razy dziennie trzeba ten park z nią oblecieć. W dzień to jeszcze, jeszcze, gorsze są te wieczorne spacerki.
Kiedyś, to znaczy gdy byłam młodsza chyba jakoś mniej się takich spacerków bałam, chociaż teoretycznie chyba prędzej mogłam być narażona na  jakiś atak. Chociaż to wcale nie do końca prawda, na babcię tez można napaść i dać jej czymś w łeb. A może nawet można na jakiegoś dewianta trafić, zaciągnie w krzaki i……. Ech, co ja mówię!!
Dlatego przyznam wam się, ze wczoraj jednak troszeczkę miałam pietra, gdy po 21 spacerowałam po parku. Spacerowałam, to może za dużo powiedziane, ale jednak kilka alejek sobie przeszłyśmy.Mało raczej ludzi o tej porze jest w parku o tej porze, prawdę powiedziawszy nawet żadnego pieska na spacerku tez nie widziałam. Może chodzą jeszcze w późniejszych godzinach niż my??? Strach – pomyśleć nawet, co by się tam mogło dziać, ale nie będę nad tym sie zbytnio zastanawiała, pozostawiam wszystko opiece sił nadprzyrodzonych. 
I tak nie mam wyjścia, to jedyne miejsce gdzie sunia może zrobić wieczorne siusiu – takie jej prawo, czyli mówiąc klasykiem, a raczej klasyczką, jej się to po prostu należy !!!!!

A nie mówiłam, że trzynastego w piątek może być dniem szczęśliwym, jeżeli tylko tego się chce?

Wczoraj znowu Zeldusia z Rodzicami mnie odwiedziła w domku. Po obfitym obiadku Zelduni (my piliśmy tylko kawkę) poszliśmy na spacerek, oczywiście do parku.
Ale byłam dumna, gdy mogłam popychać wózeczek z Zeldunią. Szkoda tylko, że spacerek trwał  krótko, bo chociaż nawet pogoda dopisywała, ale niestety Diana z Ksawrem musieli już wracać do domu, tak to jest z małym dzieckiem, że musi często jeść.
A my z Peppą jeszcze chwilkę pozostaliśmy w domu, na szczęście deszcz nas nie dopadł, ten wraz z jakąś dziwną wichurą dopiero spadł nieco później.
Na szczęście znów nie był długotrwałym, więc jak już pisałam, mogłam jeszcze i wieczorkiem troszkę z Peppa pospacerować.
Co prawda Peppa jest teraz w okresie godowym, a my spotkałyśmy na popołudniowym  spacerku bardzo sympatycznego francuskiego biało – brązowego buldożka, ale….. nie,  pieski zainteresowały się sobą na szczęście  tylko zabawowo, gdyby było inaczej… dopiero narobiłabym sobie kłopotów.

To co, mam coś teraz jeszcze politycznego w moim wpisie zamieścić?
 Z premedytacją nie oglądałam tego całego cyrku, który odbywał się wczoraj w namiocie rozbitym u wrót Królewskiego Zamku.
Jak dla mnie, była to bardzo żałosna, urągająca powadze i dostojeństwu tak doniosłej rocznicy impreza, ale tak chciał Pis, tak chciała i opozycja.
Jak zwykle, nie poszli na kompromis, każdy z nich miał swoje racje, tylko teraz trzeba zastanowić się, które racje były bardziej racjonalne, bardziej prawdziwe.
No, ale to zalezy od punktu widzenia.
Jak pisałam, żadna wczorajsza racja mi się nie podobała, Pis zrobił swoją prywatną imprezę, opozycja stanęła w opozycji i uczestniczyła też w swojej własnej imprezie, tylko tyle, że  ta pisowska kosztowała nas, podatników  milion złotych, opozycyjna była bezpłatna.
Ale to też o niczym nie świadczy.
A raczej świadczy, że jesteśmy strasznie poróżnionym narodem i  na razie nie ma widoków na to, żeby cokolwiek w Polsce zmieniło się na lepsze.
W takiej politycznej aurze, jaka obecnie u nas panuje, nie można mówić o jedności narodu, a to jest niestety bardzo przykra wiadomość.
A to jest tylko świadectwem naszej słabości politycznej, na której ktoś niestety może skorzystać, w ten sposób własnie można stracić niepodległość, o którą tak niedawno jeszcze  przecież walczyliśmy.
I obym nie była złym prorokiem – Licho na wschodzie nie śpi !!!!!

Dzisiaj 14 lipca- święto Narodowe Francji. Zostało ono ustanowienie na pamiątkę wybuchem Wielkiej Rewolucji Francuskiej, rozpoczętej zburzeniem Bastylii, a skończyła się   obaleniem monarchii absolutnej. Symbolem tego dnia jest Marsylianka, która do tej pory jest hymnem narodowym Francji.

A u nas jest po prostu tylko zwyczajna sobota. Niestety nie słoneczna i pogodna, nawet deszczyk troszkę mnie rano pogonił ze spacerku po parku z Peppą.
Obie zresztą deszczu nie lubimy, trzeba było nawiewać.

Ale od czego moje ABRA KADABRA, deszczu idź precz?
Takie zaklęcie właśnie wykonuję i życzę wszystkim przyjemnej soboty. Niech słonko będzie dzisiaj nasza radością. ☼    

Trzynastego…….wszystko (co dobre) zdarzyć się może

I ja w to wierzę.
Chociaż właśnie trzynastego lipca onego roku (a nie pamiętam, czy akurat to był piątek) przydarzyło mi się coś ważnego, ale niezbyt miłego, ale nie chcę tego wspominać. Może tylko wiem, że własnie ta data 13 lipca na zawsze zapisała się w mojej głowie.

Ale dzisiejszy dzionek zaczął się nawet dla mnie bardzo przyjemnie, przynajmniej inaczej, niż wszystkie dotychczasowe, bo musiałam się od bladego świtu zmobilizować.
Wczoraj przyprowadzono mi do domu buldożkę Peppe, która przez kilka dni będzie u mnie. Myślałam, że mogą być jakieś kłopoty, że może będzie tęsknić, tak jak kiedyś na początku tęsknił Banzaj, ale nic z tych rzeczy. Peppa nawet nie poleciała się pożegnać z właścicielami, siedziała ze mną w kuchni, gdy wychodzili. Zresztą też potem nie podchodziła do drzwi wyjściowych, raczej bardziej mnie pilnowała, czy czegoś dobrego przypadkiem w ukryciu przed nią nie jem, bo z Peppy jest okropny łakomczuch. Niestety z powodu jej alergii pokarmowej może dostawać tylko specjalną karmę, inaczej okropnie się drapie. Ale   kupiłam w Buczku moje ulubione paluchy jaśkowe, które są co prawda twarde, ale i tak jej bardzo smakowały, więc ze dwa trzy takie paluchy z wielka radością schrupała, ja zresztą też.
Noc była raczej spokojna, Peppa spała w swoim posłaniu, co prawda dwa, albo trzy raz w nocy łaziła po chałupie i niestety wtedy okropnie chrapała, mruczała i sapała, ale jakoś dało się wytrzymać.
Ranek obudził nas sporym deszczem, chlapało za oknem zdrowo, więc już byłam przerażona, jak będzie wyglądał nasz pierwszy spacer (wczoraj przyprowadzili mi ją późnym  wieczorem, więc na nocny spacer już z nią nie musiałam iść). Ale od czego są moje czary – mary? pokiwałam palcem,w prawo i w lewo, zrobiłam nim kilka młynków, wypowiadając swoje sławetne słowa: deszczu a kysz, idź sobie i…….rzeczywiście po chwili przestało padać.
No to wzięłam szybciutki prysznic, wskoczyłam w ubranko i poszłyśmy na spacerek po parku. Przynajmniej nie muszę teraz po nim chodzić samotnie.
Nie poznawałam Peppy, kiedyś bardzo niechętnie wychodziła dalej niż pod  pobliskie drzewko, a dzisiaj z radością obleciała ze mną przez cały park, wszędzie węsząc i …zostawiając „swoje namiary”. Co prawda trawka była mokra, więc buty nieco mi przemokły, ale w sumie było fajnie.
Jedyny kłopot mam tylko ze smyczą, bo to jest ta taka wysuwana i nie bardzo umiem ją zabezpieczać, by odwijała się tylko na żądaną przeze mnie odległość, trochę się naszarpałam z tą cienką linką, która z zabezpieczenia się wysuwa i mam pocięte w związku z tym paluchy. Ale jeszcze tylko kilka spacerów i zorientuję się, jak zabezpieczać lub odbezpieczać jej długość.
Byleby tylko deszcz nie padał, bo czekają nas fajne spacery, chociaż muszę troszkę uważać na Peppę, bo po pierwsze ma cieczkę i niewskazane by były jakieś w tej sytuacji seks skandale, a po drugie nie bardzo wiem, jakie jest jej nastawienie do innych czworonożnych osobników, więc wolę ich na wszelki wypadek  omijać z daleka. Zawsze to bezpiecznie. Co prawda znam przecież Peppę,  ona też zna i jak widać lubi bardzo mnie i nie czuje się przez to  zagubiona.  Ale może troszkę już zapomniałam, jak to się chodzi z psem na spacery, a poza tym cały czas wiem, ze nie jest to mój pies, więc tym bardziej muszę uważać i być ostrożna, wzięłam  na siebie nie lada obowiązek, ale przecież  też i odpowiedzialność.

Tak więc widzicie, że mimo, że to trzynasty dzień miesiąca i w dodatku piątek, jestem bardzo radosna, pełna energii i przepełniona samymi pozytywnymi myślami.

A jeszcze taka ciekawostka dla tych, którzy mają ogródki działkowe. Znalazłam w internecie fantastyczną szkółkę różaną , gdzie zamówiłam dla mojej Magdy z okazji zbliżających się Jej  imienin pięknego krzewu różanego o fantastycznej nazwie Ghislaine dr Feligonde, popularnie nazywaną Gizelką.
Ma ona przepiękne kwiaty w kolorze morelowo – brzoskwiniowym, pod wpływem słońca wybielające się. A ponieważ kwitną  obficie przez cały czas to różane drzewko wygląda bajecznie w trzech kolorach od białego, przez morelowy po brzoskwiniowy odcień.Oczywiście w szkółce jest cała gama odmian różnych rodzai róż, polecam zatem stronę tej szkółki : https://rozaria.pl/pl/index.
Do tego muszę dodać, że firma jest niebywale solidna, przesyłają zamówione kwiaty w doskonałej kondycji, wspaniale zabezpieczają je przed podróżą, tak, by nie ucierpiała po drodze, a ponad to jest przez cały czas mailowy kontakt z firmą, począwszy od potwierdzenia zamówienia, przez potwierdzenie przygotowania wysyłki, potwierdzenie daty wysyłki i potwierdzenie  daty dostawy, aż po wiadomość od kuriera o przesyłce, a na koniec przysyłają podziękowanie za zakup w ich sklepie.
Naprawdę jestem zbudowana z tak fantastycznie przeprowadzonej transakcji i dlatego z całą odpowiedzialnością polecam ewentualnym klientom. Czas dostawy bł przewidziany do 5 dni,, ale przesyłka została dostarczona już w trzecim dniu od zamówienia.
 

Tak więc zasypałam w tym roku Magdę różami, najpierw dwa krzewy na urodziny, teraz dwa krzaki na imieniny, ale będzie kolorowo w Jej ogrodzie, no i ja będę miała co fotografować, gdy do niej przyjadę. Sama radość 

No to jakbym miała teraz denerwować się tym, co nastąpi, tym, że za moje i Twoje pieniądze w wypożyczonym  namiocie przed Belwederem, pan pełniący obowiązki prezydenta będzie wygłaszał orędzie na omen omen 550 lecia polskiego parlamentaryzmu. Tak, jakby nie mógł tego prezydent zrobić w stosownym do tego miejscu, czyli własnie w parlamencie. A potem będzie feta, w której brać znów za nasze pieniądze posłowie napychać będą swoje brzuchy – bo im się to po prostu należy!!!!  I na pewno nie będą to tylko ośmiorniczki.
Ale „totalna opozycja”, której już z góry zabroniono zabrania głosu, jednak zdecydowanie od takiej imprezy się odżegnuje, bo jaka to parlamentarna uroczystość, skoro nie można swojej opinii wyrazić.
Co prawda podobno nikt prócz prezydenta nie będzie przemawiał w tej dziwnej uroczystości, ale coś nie wierzę, że nagle ozdrowiony z zabójczej kolankowej bakterii samozwańczy Naczelnik bez żadnego trybu nie wygłosi z tej okazji swojego zdania.
Ale jemu przecież wolno, jemu Marszałek K. nie wyłączy przecież mikrofonu, nieprawdaż?

Ech, miało nie być przecież nic o polityce, zawsze jakieś licho mnie skusi………..

No to cieszmy się piątkiem i nadchodzącym weekendem. Wszystkiego dobrego. 

BRAWO CHORWACJA!!!

 

 

 

TRZYMAŁAM ZA NICH KCIUKI.  UDAŁO SIĘ!!!!

I teraz będę miała problem, bo gra Francuzów też mi się podoba (ach ten Kylian Mbappe ), ale jakoś od samego początku moje serce leżało po stronie Chorwacji, już kiedyś chyba nawet o tym wspominałam.Po prostu jest to drużyna, która od dłuższego czasu sprawiała spore niespodzianki i uważam, że w pełni zasłużenie tak wysoko zawędrowała. A dyby jeszcze udało im się zdobyć MISTRZOSTWO ŚWIATA………
Życie różne niespodzianki przynosi.

No własnie,  co do niespodzianek, to kiedyś w moim mieszkaniu zamieszkał gościnnie kot Bonzaj, a od dzisiaj ma u mnie zamieszkać buldożka Peppa.
Tak, tak, ta sama Peppa, z którą mieszkałam niedawno jeszcze na Smoleńsk.
I będzie u mnie jakieś 10 – 11 dni, ale będzie wesoło.Ja to nawet się cieszę, bo będę musiała na przymusowe spacerki chodzić, chociaż…… Peppa nie jest w tym kierunku bardzo wymagająca, raczej nie lubi zbytnio spacerować, widać ma to po mnie.
Ale był przecież taki czas, akurat nie wiele przed moja przeprowadzka, że Peppa nawet chętnie ze mną chodziła trochę dalej niż na przysłowiowy skwerek.
A teraz mamy przecież pod samym nosem park, na szczęście już otwarty, więc wystarczy troszkę pogody (oby tylko nie padało, bo ani ja, ani ona deszczu nie lubimy) i już będzie wesoło. 
Na szczęście Peppa jeszcze całkowicie mnie nie zapomniała, co widać było chociażby podczas jej ostatniej wizyty u mnie w domu, więc płakać raczej nie będzie. Postaram się, żeby jej było u mnie wspaniale.

Czyli reasumując nie jest źle. Chyba zgodnie z moimi horoskopami, które są dziwnie podobne we wszystkich przeczytanych przeze mnie brukowcach, moje sprawy idą pomyślnie na przód, zmiany mnie zaskakują (jeszcze nie dawno nie wyobrażałam sobie u mnie w mieszkaniu ani psa, ani kota, nawet na chwilowy pobyt),  więc jeżeli nadal poddam się tej horoskopowej zmianie, to wkrótce i finansowe sprawy ulegną poprawie, a wtedy….
Często puszczam wodze fantazji, bo tego nikt mi przecież nie zabroni, ani nie zabierze.I ciągle powtarzam sobie słowa mojej Magdy, która mówi ; ‚marzenia się spełniają, tylko trzeba w to bardzo wierzyć”  No to próbuję w nie uwierzyć !!!!!

Dzisiaj znów słonko nam pięknie zaświeciło. A za oknem od rana wrzawa dochodzi z pola zabaw dzieciaczków. Są takie radosne, szczęśliwe, co wyrażają piskami i nawoływaniami, śmiechem i zabawa. Jak to dobrze być dzieckiem i nie mieć  żadnych problemów, ani żadnych złych myśli.
Nie przejmować się, co włożyć do garnka, jak zapłacić czynsz, ogrzewanie, oświetlenie, jak wykupić lekarstwa – zwłaszcza osoby w moim wieku, bo wiadomo, ze emerytom jest już pod górkę (pieniężnie), chociaż już  z górki (wiekowo). Nie przejmują się polityką i tym co wokoło nich się dzieje, pozostawiając beztrosko te problemy swoim rodzicom.
Nie zazdroszczę jednak dzieciom, niech jak najdłużej mają to swoje szczęśliwe , beztroskie dzieciństwo.

Teraz mam jeszcze do śledzenia jeden ważny fakt, który istnieje w Polsce, co prawda daleko od Krakowa, bo w okolicy Stolicy, ale…… śledzę losy pytona tygrysiego, który w tajemniczy sposób znalazł się na wolności i pełza sobie po zacisznych krzaczastych zakamarkach nad Wisłą.Lepiej dla niego byłoby jednak, żeby go odnaleźli, bo w tej chwili co prawda wąż ma znakomite wprost warunki do takiego bytowania, jest ciepło, znajduje się w okolicy bogatej w chaszcze, wodne zbiorniki, w rejonach bogate w naturalne dla niego składniki pokarmowe.
A propo’s: taki wąż może jednorazowo zjeść na przykład  około 3 króliki, ale potem przez  dwutygodniowy okres nie musi starać się o pożywienie, jest wystarczająco najedzony. Aj, biedny taki królik, nie ma raczej szans na ucieczkę, gdy pyton otoczy go swoim cielskiem natychmiast go udusi i połknie w całości.Nie tylko króliki są w tej okolicy w niebezpieczeństwie, wszystkie małe zwierzątka, na przykład wałęsające się nieduże psy też mogą pozostać łupem takiego pytona. Ale wąż  należy do zwierząt  ciepłolubnych, więc jeżeli nie odnajdą go do końca lata, może to dla niego skończyć się tragicznie – śmiercią.Sporo osób zainteresowanych jest w te poszukiwania, dzisiaj przeczytałam, że nawet postanowili go szukać przy pomocy dronów.
I oby im się to udało.

Życzę bardzo przyjemnego i spokojnego czwartku. mam nadzieje, że słonko będzie nam przez cały dzionek świecio i deszcz nie będzie nas tak jak wczoraj powracającymi opadami straszył.

DZISIEJSZA RÓŻA PRZYNOSI WSPANIAŁE WIEŚCI

I myślę, że i Ty Uleczko cieszysz się, że koszmar w Tajlandii się skończył.
To pewnie i dla Ciebie i dla mnie piękniejszy prezent niż te czerwone róże.

Więc piszę tak, jak wczoraj sobie zaplanowałam:

HURRA! WSZYSCY URATOWANI !!!

I tą radosną wiadomością pozdrawiam Ciebie pięknie w naszą środę Uleczko i życzę Ci sporo dobrej pogody, bo znając Ciebie, nawet w Poznaniu bardzo aktywnie spędzasz swój czas. 

A dzisiaj nie popiszę się politycznym wpisem, Nie dlatego, żebym się czegoś, lub kogoś przestraszyła, to nie jest powód.
Chyba lekkie polityczne przesilenie na mnie naszło i ta jakaś beznadziejność, że nic się nie zmienia, skoro ostatnie sondaże pokazują ponad 40 procent poparcia dla jedynie słusznej partii.
A może się mylę, może to oni rzeczywiście mają rację, a ja jestem tylko beznadziejnie wykorzystywanym przez lewaków i byłych komunistów, durnym elementem społeczeństwa?
Tylko dlaczego  tak sporo ludzi koło mnie myśli podobnie jak ja????.
Nie, nie myślcie, że zwątpiłam, że zmieniłam opcję polityczną, ja tylko tak na przekór sobie tę powyższą myśl napisałam.
Jak na razie nic się w moim politycznym myśleniu  nie zmieniło!!!  I na pewno się nie zmieni !!!!

Dzisiaj w gazecie.pl przeczytałam raz jeszcze o wczorajszej akcji przeprowadzanej w Tajlandii. Okazuje się, że jednak pośpiech w przeprowadzonej akcji był konieczny, nie tylko ze względu na stan zdrowia dzieci, ale przede wszystkim robiło się tam coraz bardziej niebezpiecznie.
Otóż, gdy już prawie wszyscy ratownicy opuścili niebezpieczną jaskinię, nagle ostatnia przebywająca tam grupa z okrzykami przerażenia wyskoczyła z ostatniej już strefy, okazało się, że nagle znów zaczęły ją zalewać potopy wody. Gdyby jeszcze nie wyprowadziliby z niej dzieci, trzeba byłoby przerwać akcję ratowniczą, która stała by się niebezpieczna zarówno dla ratowników, jak i dla poszkodowanych. 
A wtedy…….. kto wie, czy udałoby się raz jeszcze całą akcję podjąć od nowa. Strach nawet pomyśleć, jak tragiczne mogłoby to przynieść skutki…….
Na szczęście dzieciaki (no i trener) są już bezpieczni i przebywają pod troskliwą opieką w szpitalu, a lekarze po przeprowadzonych badaniach starają się wyleczyć wszystkie ewentualne zdrowotne zaburzenia. Niektóre dzieci jednak uległy infekcji dróg oddechowych i płuc.
Wszyscy ucieszyli się tak szczęśliwie zakończonej akcji, chłopcy, jako drużyna piłkarska ostała nawet zaproszona do Moskwy na ostatni mundialowy mecz, niestety stan zdrowia na to im nie pozwoli. na pewno będą ten mecz śledzić na telewizyjnych ekranach.
Kto wie, może wśród nich są potencjalni przyszli mistrzowie świata??? 

Oglądała wczorajszy mecz i…… żałuję, że jednak Belgom nie udało się ograć francuskiej ekipy, ale obie drużyny są jednak, co tu kryć, w doskonałej piłkarskiej formie. Nam tylko znów przyszło żałować, ze polska drużyna to były takie cieniasy….
Dzisiaj też oglądnę sobie mecz Chorwacja – Anglia i chociaż będę całym moim sercem za Chorwacją, jakoś słabo wierzę w ich zwycięstwo.
To co, miałam wczoraj rację, gdy pisałam, że mistrzami będzie Francja?
Zobaczymy za kilka dni, już w tę niedzielę.

No i słowo o pogodzie: można określić jednym słowem: dziwna. Wczoraj siedziałam sobie nawet w parku, bo słoneczko wesoło grzało, chociaż popołudniu już deszcz nas skropił.A dzisiaj od rana pochmurno, czasami słonko co prawda przyświeca, ale…… kto wie, czy znów padać nie będzie……
Muszę mieć się na baczności, bo moja pościel wietrząca się na balkonie może przemoknąć.
A swoja drogą, jak to dobrze mieć balkon   nie od frontu, a od podwórka, przynajmniej  wystawiona tam pościel nie razi nikogo.

Życzę fajnej środy

może jestem i głupia, ale….

 

 

Ale swoje wiem i zdania nie zmienię.
Tymczasem zdarza się coraz częściej, że jestem zarówno na Facebooku i nawet tu w bloxie obrzucana inwektywami.
Nie rozumiem tylko, czemu mój pogląd jest wykładnią głupoty? Raczej uważam odwrotnie, ale to już pozostawiam czasowi.
Zresztą coraz więcej ludzi, którzy ongiś popierało PIS literalnie zmienili swoje zdanie, twierdząc, że Pis zmierza ku autorytaryzmowi.
Ongiś politykę krytykował dawny zwolennik Pisu prof  Bugaj, wczoraj zdecydowaną anty pisowską postawę wyraziła pani profesor Staniszkis, znana politolożka, ongi wprost wielbicielka Pisu i  wprost fanka Kaczyńskiego. Teraz jednak pojęła, do czego taka polityka i tak dla niej niezrozumiałe podjęte decyzje prowadzą, dlatego poddawała bardzo ostrej krytyce dziejące się w Polsce „dobre zmiany”
To może i ja nie jestem taka głupia????? Po prostu tylko patrzę realnie na otaczającą mnie smutną niestety rzeczywistość i…… umiem przewidywać ewentualne następstwa tych poczynań.

Dzisiaj nadal trwa akcja wyprowadzenia pozostałych już tylko czterech chłopców i trenera z jaskini.
W akcji biorą udział najlepsi nurkowie z całego świata, a dowodzi im tak zwana Grupa A z Wielkiej Brytanii.
Jest nadzieja, że dzisiaj uda się wyprowadzić z tej nieszczęsnej pułapki wszystkich pozostałych tam uczestników.
Droga ewakuacji wynosi 4,5 km, w warunkach koszmarnych, ciemno, zabrudzona, nieprzeźroczysta woda, bardzo wąskie korytarze, którymi muszą przejść.
Ale myślę, ze po tym długim okresie przebywania w tej ciemnej grocie chłopcy nieco się uodpornili na stress.
Nie małą zasługą tego była postawa przebywającego tam z nimi  trenera, który ongiś był buddyjskim mnichem, zrezygnował z przebywania w klasztorze z powodu choroby swojej matki, chciał być z nią podczas jej choroby.
I to właśnie ten trener uczył chłopców medytacji, rozważań, opanowania, bo najmniejsza panika mogłaby się dla dzieciaków źle skończyć.
Zresztą jak okazało się, trener jest właśnie w najgorszej kondycji fizycznej, po prostu mało jadł, mało pił, dzieląc się swoimi posiłkami z chłopcami.
Pewnie nie jedna osoba ma za złe trenerowi  że pozwolił chłopakom wejść wbrew wyraźnym zakazom do tej jaskini, ale jest prawdopodobieństwo, że kilku chłopców samo podjęło taką decyzję i trener był  zmuszony wejść, by udzielać im ochrony, pomocy.
Jednym słowem, sytuacja jest nad wyraz ciężka i myślę, że jest na ustach wielu ludzi na świecie, dlatego i ja poświęcam jej już mój drugi wpis.
Mam nadzieję, że jutro uda mi się napisać : HURRA!!! WSZYSCY URATOWANI.

A co poza tym? Pogoda na razie nie zawodzi, chociaż zapowiadają jakieś turbulencje pogodowe. Mam nadzieję, że jej nie ulegnę.|

Wczoraj powracałam do domu przez park i wciąż nie mogę się nadziwić, jak ta łączka koło Fontany pięknie już zarosła, kwiaty są już duże, wspaniałe, całe pole żółtych jak słoneczko lilii.
Trzeba przyznać, że obsługa parku bardzo dba o jego czystość, ale także i o jego roślinność, przy takiej wyższej temperaturze, gdy dni nie są opadowe puszczają specjalne ogrodowe zraszacze.
Właśnie takiej „kąpieli” nie udało mi się wczoraj uniknąć, gdy chciałam zrobić zdjęcie floksom, poddanym nawadnianiu, ale nie żałuję, trochę kropel mi nie zaszkodziła, a zdjęcia są bardzo ładne. Dlatego go tu własnie zamieściłam.

No to przyjemnego wtorku życzę, przed nami kolejny letni dzień, a jak to w lecie bywa może być trochę słońca, trochę deszczu, nawet burza…..

Ale ja życzę tylko i wyłącznie sporo słonka 

Z ostatniej chwili !   przed chwilą już dziewiąta osoba została wyprowadzona z jaskini. Pozostało tylko 3 chłopców i trener

tam gdzie rosną winogrona

Nie, nie, ani na Majorce, ani nie w Grecji, tylko…….w Modlnicy.
Jeszcze są wprawdzie niedojrzałe, ale już kuszą swoim wyglądem, nie mogłam się oprzeć, by nie zrobić im zdjęcia.
Na ich smak jeszcze troszkę trzeba poczekać, może miesiąc, może trochę dłużej…..
Na razie napawam się popijaniem kawki na tarasie z widokiem na cudny ogród. 
Już zaczyna być w nim kolorowo, ale gdy dopiero co zasiane pod koniec zeszłego tygodnia kwiatki się rozbujają dopiero będzie mi żal z Modlnicy wyjeżdżać.

Za mną bardzo miło spędzony weekend, zupełnie czuję się tak, że właśnie z urlopu powracam do domu.

Przed nami nowy tydzień pełny ciekawych zdarzeń.
W tej chwili największe moje zainteresowanie przyciąga historia pomocy młodych sportowców z Tajlandii, którzy utknęłi w jaskini zalanej wodą i nie mogli sami wydobyć się na zewnątrz. Biedne dzieciaki 11 – 14 letnie były co prawda pod opieką trenera, ale wyobrażam sobie, co musiały czuć, gdy musiały siedzieć w ciemnościach, o głodzie i chłodzie z niewiadomą, kiedy znów rodziców zobaczą.

To olbrzymi problem, bo dzieci wymagały jak najszybszego transportu z tego koszmaru, a trzeba powiedzieć, żeby się stamtąd wydostać, trzeba po prostu umieć nurkować. A na opanowanie tej sztuki potrzeba wiele, wiele lat i opanowania sztuki nurkowania. Dzięki nurkom wczoraj udało się przeprowadzić przez cztery komory jaskini czwórkę chłopców, musiano przerwać akcję do rana W jaskini jest jeszcze osiem chłopaków, dzisiaj od rana starają się ich wyciągnąć przy użyciu specjalnej kapsuły,co będzie pewnie dla chłopców bardziej komfortowe, przynajmniej nie będą musiały płynąć, są tylko transportowane przez nurków. Tylko taka kapsuła pozornie wydaje się lepszym rozwiązaniem, każdy chłopak jest transportowany indywidualnie, w dosyć  niewygodnej pozycji, w bardzo wąskiej powierzchni, a taki transport trwa aż 4 godziny. Czy take dziecko wytrzyma psychicznie taką drogę, a co gdy dopadnie go panika? To są jednak przecież tylko dzieci.

 Trzymam mocno kciuki za pomyślnie przeprowadzoną do końca akcję i także za rodziców, którzy teraz przezywają swoją gehennę, nie wiedząc, czy swoje dziecko zdrowe zobaczą.

Ten tydzień to czas ostatnich rozgrywek mundialowych i niestety dalszych politycznych w naszej 
Nadal nie wiadomo, jak potoczą się losy Sądu Najwyższego, pełniący obowiązki prezydenta wystosował jakieś pisma do sędzi, których odwołuje w związku z  rzekomym ich przejściem na emeryturę. A emerytura jest dla pracownika przywilejem, a nie obowiązkiem, już nie mówiąc,że nigdzie nie jest w Konstytucji napisane, że sędziowie mogą pracować tylko do 65 do życia, a też wręcz jest określona w nim kadencja Sędziego Naczelnego. Żadna ustawa nie może  przekreślać tego, co ustanowiła Konstytucja i pan Duda, który na nią przysięgał, powinien to wiedzieć i respektować.

A zwyczajny poseł, który już dawno to 65 lat skończył i też według jego prawa powinien iść na zasłużony odpoczynek, a nie robić zamęt w Polsce i doprowadzać ją do tragedii nie może tłumaczyć przez swoje prawicowe media ciemnemu ludowi nieprawdy jakoby to opozycja łamała Konstytucje. Białe zawsze pozostanie białe panie Kaczyński i tak uważają też i wszyscy  mający prawo na świecie, którzy rozgrywki polityczne w naszym kraju obserwują i poddają krytyce.Tylu światłych, znających prawo ludzi się myli, tylko on, jeden najmądrzejszy ma rację?

Czekam zatem na dalszy rozwój wypadków i u nas i w Tajlandii i w Rosji, gdzie trwa Mundial, a wszystkim życzę przyjemnego i ciekawego tygodnia 

niedziela w Modlnicy – to jest to!!!

 

Pięknie, słonecznie, przynajmniej na razie, bo na popołudnie zapowiadają burze.
Teraz chwilowo jestem sama na gospodarstwie, bo Magda z Jackiem i Jasiem pojechali na przejażdżkę.
Dobrze, że  zostałam, bo przynajmniej miał kto kotka nakarmić. Od razu przypomniał mi się Boznuś, który się rano o jedzonku upominał.
Oj tak, koty potrafią to doskonale robić, kotka Magdy tez łaziła koło mnie, miauczała, ocierała się o moje nogi, jakby mówiła : głodna jestem, daj coś zjeść, nie bądź taka. No to otworzyłam puszkę, a kotek już czekał przy swojej miseczce.  Pieskowi Czakusiowi też oczywiście dałam jedzonko, nie może jeden zwierzak przecież jeść, a drugi tylko się oblizywać.

Wczoraj oglądam obydwa mecze mistrzostw świata. Pierwszy, Anglia – Belgia był raczej mało ciekawy, więc spozierałam na niego tyko jednym okiem, za to mecz Rosja- Chorwacja był niezwykle emocjonujący. Przyznam, że kibicowałam Chorwatom, ale byłam pełna uznania dla rosyjskich zawodników, pełnych ambicji, walecznych, nie poddających się presji zmęczenia i presji nerwów. A potem żal mi było, że przegrali      , ale takie są właśnie mecze, jeden musi wygrać, drugi musi przegrać. I tak Rosjanie wysoko zaszli, zabrakło im szczęścia przy rzutach karnych.
Ale to, co wyprawiał ich selekcjoner Czerczesow było wręcz niesamowite. W pewnym momencie stał on się dyrygentem całej widowni, swoimi gestami zachęcał kibiców do aplauzu, do dopingu, wymachiwał przy tym rękami, podskakiwał, krzyczał. A rosyjscy kibice go słuchali co chwilę wznosiła się niesamowita wrzawa, widownia wręcz szalała. I ich też mi potem było żal, bo rzeczywiście w to kibicowanie wkładali swoje całe serce, a potem było widać ich wielki smutek, niedowierzanie, że to prawda, wielki zawód, bo jednak liczyli na więcej. Mam nadzieję, że jednak docenili swoich piłkarzy i nie wznosili potem wobec nich żadnych pretensji, naprawdę piłkarze zrobili więcej niż mogli. Nawet ten jeden źle wykonany, z drugi  przestrzelony rzut karny można zaliczyć do wypadków w pracy, tak po prostu bywa. Chłopaki obu drużyn po bardzo wyczerpującym meczu, a potem po dogrywce nie meli już po prostu wiele sił, stąd popełniali błędy.
Przed nami ostatni emocjonujący meczowy tydzień, we wtorek  i w środę mecze półfinałowe, w przyszłą niedzielę już mecz ostatni, który wyłoni wice mistrza i mistrza świata w piłce nożnej. Komu te oceny przypadną?  poczekajmy cierpliwie  jeszcze tylko kilka dni.

Moje opcje? nie wiem mistrzami zostaną Anglicy????????

No o miłej, spokojnej (bo bez meczów) niedzieli życzę, dobrego odpoczynku, by złapać świeży zapał na następny tydzień.

bo dzisiaj…….. kolorowa sobota

Jestem  Modlnicy. Już od wczoraj.
Najpierw pojechałyśmy z Magdą do sklepu ogrodniczego, gdzie zrobiłyśmy spore zakupy. Czego tam nie nabyłyśmy, były róże i nachyłki, dalie i jeszcze kilka innych rodzai roślin. W każdym bądź razie miała potem co Magda robić,
Trzeba przyznać, że  Magda bardzo pracowicie swój dzień urodzin spędziła na sadzeniu kwiecia.
Oczywiście urodzinowy toast też był – piłyśmy wspaniałe Martini z sokiem i cytryną.
Troszkę burza przeszkadzała Magdzie w ogrodowych pracach, trzeba ją było przerwać i to wtedy był ten czas na toast urodzinowy.
Na szczęście niebiosa nad Magdą się ulitowały i mogła powrócić do swoich prac, wieczorem wszystko było już gotowe, grządki zakolorowały się od pięknych kwiatów.
A czy ja Magdzie pomagałam?? No może tylko w sklepie, przy wyborze roślinek i potem przy ich transporcie.
Przyznaję się szczere, nie za wiele tej mojej pomocy było, ale gdy Magda sadziła Kwiatki, dzielnie jej swoją obecnością towarzyszyłam, a nawet potem, niczym główny inspektor odbierałam pracę Magdy. Wypadła ona na piątkę z plusem, a nawet powiedziałabym, że na szóstkę
A wieczorkiem troszkę grillowaliśmy i oczywiście oglądaliśmy mecz Belgia – Brazylia.
Przyznaję, że kibicowałam Belgii, bo zawsze to tacy nasi swojacy, jakby nie było Europejczycy.
Można powiedzieć, że te Mistrzostwa  Świata przemiły się w Mistrzostwa piłki Europy, bo same europejskie kraje teraz będą prowadziły rozgrywki
No i ciekawe, kto zostanie Mistrzem Świata: Francja, Belgia, a może Chorwacja???
Największe szanse daję Francji, chociaż po wczorajszym meczu mam wątpliwości, czy uda im się pokonać Belgię?
Zobaczymy niedługo, już niewiele czasu pozostało do ostatniego gwizdka.
Ale trzeba przyznać, że teraz mecze są bardzo ciekawe, bardzo ekspresyjne, naprawdę jest co oglądać.
Tylko widząc to , co się teraz podczas meczy dzieje, wciąż zastanawiam się, jak to się stało, że nasza drużyna w ogóle mundialowy pułap osiągnęła?
Nasz wyjazd tam to było jedno wielkie nieporozumienie. Jedyne co osiągnęliśmy, to najgorsze wyniki i tytuł najbardziej żałosnej drużyny.
Na pewno  odbiło się to złym echem dla Lewandowskiego, który miał chrapkę na grę w Realu Madryt, ale tam z niego po ostatnich jego występach zrezygnowali. Spokojnie, nie ma się co o to martwić, Lewy i tak da sobie w piłkarskim świecie radę.
A nasza polska reprezentacja znów musi zaczynać wszystko od nowa, z nowym już selekcjonerem, bo Nawałka już zrezygnował z tej funkcji.
Może to wszystko drużynie wyjdzie na lepsze, postawią na młodzież. Zobaczymy za kilka lat przy okazji następnych Mistrzostw Europy, a potem świata.

Dzisiejszy dzień zapowiadał się całkiem sympatycznie, rano przywitało mnie słoneczko, teraz niestety jakieś chmurzyska nadciągają i psują mi dobry humor. Lubię przecież urzędować w Modlnicy, siedzieć na tarasie, ale nie koniecznie wtedy, gdy pada deszcz i wieje chłodny wiatr.
A Modlnica niestety często jest bardzo wietrzna.

Życzę Wszystkim wspaniałej soboty, w słonku,w ciepełkiu i we wspaniałych humorkach 

BARDZO WAŻNE !!!!

 

 

 

JESTEM POLKĄ I JESTEM EUROPEJKĄ
WARTOŚCI UNII ZAPISANE SĄ TAKŻE W NASZEJ KONSTYTUCJI
NIE DAJMY SOBIE TEGO ODEBRAĆ !!!!!!

https://www.facebook.com/100010649479601/videos/635996506765326/UzpfSTE1NzQzNDcxMTI3OTYwNjg6MjI1NTkzMDY2MTMwNDM3Mw/?multi_permalinks=2255930661304373&notif_id=1530822642590165&notif_t=feedback_reaction_generic

To bardzo ważne.  NIE DAJMY SOBIE TEGO ODEBRAĆ !!!!!!

Tym czasem nasz rząd robi wszystko, by nas z Unii wyprowadzić. Jest to działanie celowe, wbrew zgodzie ponad 80 procent Polaków.
Pozostaniemy osamotnieni, bez żadnej pomocy finansowej, bez zabezpieczenia w razie wojny, bez przyjaciół.
Będziemy dobrym łupem dla  Rosji, w łapy której zostaniemy brutalnie wrzuceni.

A WTEDY BĘDZIE PŁACZ I ZGRZYTANIE ZĘBÓW !!!

Dlatego raz jeszcze apeluję:

 
POLACY OBUDŹCIE SIĘ Z TEGO MARAZMU, NIE MOŻEMY SIĘ PODDAWAĆ !!!

 Nasza polska historia pokazuje, ile razy przez zaniedbanie, przez marazm, przez kłótnie i przez źle prowadzoną politykę traciliśmy niepodległość.
Tak się działo na całej długiej przestrzeni naszych dziejów.
Co prawda zawsze potem, gdy już tę niepodległość utraciliśmy, przychodziło opamiętanie, następował niepodległościowy zryw.
Ale czy to oznacza, że wciąż musimy popełniać te same błędy??????

Oddanie ostatniego bastionu naszej niepodległości,  Sądu Najwyższego  w ręce kaczystów  oznacza wyprowadzanie nas z Unii na manowce.
I nic juz nie będzie takie samo, jak dotychczas, stracimy my wszyscy, ci którzy wierzą i ci którzy kaczystom nie wierzą.
Różnica tylko jest taka, że my potrafimy przewidzieć tę niebezpieczną dla nas przyszłość, pro pisowcy niestety wciąż tkwią w tym zakłamanym świecie, w czczych obietnicach i w nieprawdzie, którą są wciąż karmieni.
Dlatego ta wiadomość jest dla nas tak bardzo, bardzo ważna, bo trzeba przecież zadbać o przyszłość Polski, o przyszłość naszych dzieci i naszych wnucząt.

Ale jest jeszcze bardzo dzisiaj dla mnie ważny moment, o którym nie zapominam, bo…

Dzisiaj są Urodziny mojej Kochanej Siostrzenicy Magdy.

Tyle czasu już minęło od dnia, gdy małą Dandę tuliłam w ramionach…..
Magdulko Kochana, życzę Ci samych słonecznych i promienistych dni, otaczających Cię blaskiem tak pięknym, jakim otoczone są te tulipany.
Tulipan jest kwiatem wiosennym, pełnym nadziei i niech ona zawsze Tobie towarzyszy
Niech spełniają się Twoje marzenia, którymi otaczasz siebie i Twoją Rodzinę, a jak już napisałam dzisiaj Tobie na Facebooku, to jedno, o którym teraz najbardziej marzysz, niech  spełni się już dzisiaj, jutro…..
Zawsze całym sercem będę przy Tobie.

A ponieważ dzisiaj mamy świąteczny Magdziny dom, jadę z życzeniami do Modlnicy, gdzie będziemy rodzinnie obchodzić Magdy Urodziny.
Co prawda zamawiałam na dzisiaj piękną pogodę, bo przecież ten uroszysty dzień miałyśmy spędzić na tarasie, słonko jakos na razie się pochowało.

ABRA KADABRA SŁONKO WYCHODŹ ZZA CHMURY, PRZYŚWIEĆ DZISIAJ MAGDZIE PIĘKNIE I WESOŁO.

Dzisiaj mamy piątek, początek weekendu i życzę Wszystkim by spędzili go w blasku słonka i w radosnej rodzinnej atmosferze.

Serdecznie pozdrawiam moją Koleżankę Uleczkę, cieszę się, źe już miała okazję zaglądnąć do mojego blogu.
Dla niej posyłam tę skromną różyczkę (chociaż to nie jest środa) z życzeniami miło spędzonej dalszej części wakacji