PROPAGANDA SUKCESU

 

 Według Morawieckiego, którego wczoraj w Unii wspaniale przegrillowali, wszystko w Polsce jest doskonałe. Mamy najlepszą w świecie demokrację, mamy niebywały wzrost gospodarczy i…. nie wiem, jeszcze powinien był powiedzieć, że inne kraje powinny z nas brać udział  jakoś to jednak przemilczał.
I wcale mu to nie przeszkadzało, że wszyscy tłumaczyli mu jak małemu Jasiowi, że źle się bawi, on z siebie był bardzo zadowolony, co dał wyraz w swojej konferencji po swoim wspaniałym występie na forum Unii, a potem nawet na swoim Facebooku zamieścił samo pochwałę.
Jednym słowem: Europosłowie na niego pluli (no po prawdzie niektórzy, ale nieliczni troszkę mu przyklaskiwali) a Morawiecki tylko się otrząsnął i powiedział: nie szkodzi, to tylko deszcz mnie troszkę  pokropił………..
No cóż , rozsądek niekoniecznie jest dominującą  cechą pisowców, już dawno to stwierdziłam.
Zastanawiam się tylko, czy tam werbują samych idiotów, czy po prostu ludzie tam zwerbowani idiocieją????
Przecież mają niezłą markę (jak własnie Morawiecki, znany bankier), albo nawet tytuł doktorski (jak Kaczyński, czy Duda) i………

Na całe szczęście mi ogłupienie nie grozi, bo partię pis z daleka obchodzę, jakby to było śmierdzące (kacze) jajo.
Zastanawiające jest też to, jak łatwo trafiają do niektórych głów, siejąc zamęt, nieprawdę i oskarżenia.
Własnie tego dzisiaj doznałam, gdy przeczytałam jeden z komentarzy do mojego wpisu do Facebooka. Ten ktoś nie jest (na szczęście) w moich znajomych, ale jakoś „trafił” tylko po to, by mnie oskarżyć o to, że jestem …..starą komunistką (na szczęście dla niego na wymarciu).
Po pierwsze nigdy nie wiadomo, komu z brzegu, a po drugie nigdy, ale to nigdy nie popierałam komunizmu, nie należałam ani do ZMS-u ani tym bardziej do PZPR.
Jeżeli miałabym być komunistką, musiałabym takie korzenie z rodzinnego domu wynieść, tylko…… mój ukochany Tata również nigdy nie popierał tamtej władzy, czego wyrazem byłoby chociaż to, że mimo, że stworzył w Krakowie Instytut Onkologii i był jego pierwszym dyrektorem, w latach 1953 musiał niestety z tej funkcji zrezygnować, albowiem nie wyraził chęci zapisania się do PZPR, co było warunkiem Jego dalszej pracy na tym stanowisku.
I własnie przez pamięć mojego Taty, który zawsze wpajał we mnie prawdziwie patriotyczne wartości życia ten post mnie troszeczkę zabolał.
Wartości, które wpajał mi mój już od maleńkości mój Tata nigdy nie opierały się na karierze, pieniądzach i wyzysku, wręcz przeciwnie, takimi wartościami zawsze były: grzeczność, chęć niesienia pomocy i wrażliwość na krzywdę drugiego człowieka, wrażliwość na piękno, które nas otacza. I za takie właśnie  wychowanie zawsze byłam mojemu Tacie wdzięczna.
Urodziłam się w trudnych czasach komunistycznej Polski, ale jakoś zawsze potrafiłam sobie poradzić z omijaniem niebezpieczeństw, które mogły wtedy mi zagrażać, bo tak nauczył mnie właśnie żyć mój Tata, który zawsze był dla mnie wzorem, bo jego prawe życie zawsze przynosiło mu wiele szacunku do niego. Nie rozumiem ludzi, którzy potrafią kogoś ta łatwo oskarżać, zupełnie ich nie znając.
Ale takie mamy czasy, że udało się niektórym ludziom z łatwością wmówić, że ci, którzy sprzeciwiają się panującemu obecnie bezprawiu na pewno mieli komunistyczne korzenie. A ja, zresztą jak i wielu, wielu innych ludzi należymy do tych, którzy po prostu m y ś l ą  i widzą, co teraz panujący z Polską wyrabiają i nie zgadzają się z tym, żeby to co z takim trudem wielu bohaterów lat osiemdziesiątych  osiągnięto, teraz tak łatwo zatracić.

Już pisałam chyba we wczorajszym blogu, ze kiedyś uwierzyłam w zmiany i teraz też w nie wierzę. Oby przyniosły tylko otrzeźwienie tym, którzy błądzą, bo…wierzą tym, którzy ich oszukują.

A zmieniając temat : Wiecie, że znów prawdziwe lato do nas ma powrócić?
Znów będzie słonko, ba, nawet prawie trzydziestostopniowa temperatura……
Dzisiaj czytałam na Onecie raport najlepszych plaż nad naszym Bałtykiem.
Liderem została plaża w Świnoujściu, ale moja ukochana Jastarnia zajęła dopiero ósme miejsce.
Różne były kryteria przyznawania miejsc w tym rankingu : wygląd plaży, infrastruktura, atrakcje, estetyka, ale ogólnie można by rzec, że nasze Bałtyckie plaże wcale nie odbiegają w rankingach od plaż Adriatyckich, czy śródziemnomorskich, tylko……. niestety jedno, czego nie można  niestety zapewnić to dosyć kapryśna pogoda i  związany z tym chłód naszego morza.
Ale jeżeli ktoś już trafi na ładną pogodę, a taka być może i w tym roku i  nad Bałtyk zawita, może liczyć na wspaniały urlop, bo zdecydowanie estetyka naszego wybrzeża znacznie się podniosła. Plaże i okolice są zadbane, nie można mieć w tym względzie jakichś kompleksów.
Ale wręcz są też i plaże bardzo urokliwe, nie przepełnione, z cudownym widokiem na morze, na nasze polskie wydmy, tam dopiero pośród ciszy można odpocząć, nawet bardziej niż w tym tłumie wrzeszczących i rozsypujących na prawo i na lewo ludzi , a zwłaszcza ich dzieci.

TYLKO, ŻEBY POGODA DOPISYWAŁA !!!!!!

I znów się rozmarzyłam….morze, oh to morze.

Ale póki co, jest to dla mnie raczej na razie  z wielu powodów miejsce niedostępne.
W dodatku za chwilkę już do pracy się spieszę, wiec życzę wszystkim wspaniałego dnia, odpoczywającym dobrego urlopu i wspaniałych humorów, a tym pracującym…. no cóż, jutro już jest piątek, więc weekend mamy już za pasem 

trzy razy TAK w środę z różą

 

 

 

 Oczywiście, mimo, że tyle ważnego w kraju teraz się dzieje nie zapominam, że dzisiaj mamy środę, czyli dzień Uli i dzień róży.
Serdecznie Cię Uleczko pozdrawiam i całuski nad morze posyłam.
Widziałam ostatnio Twoje zdjęcie z kijkami w ręku, zamieszczone zna Facebooku. 
Jak to dobrze, że masz tyle zdrowia, że możesz sobie z tymi kijkami poganiać, ja niestety tyle kondycji nie mam, ale z przyjemnością podziwiam Twoje sportowe wyczyny i cieszę się, ze jesteś zdrowa, radosna i wesoła. Wszystkiego najlepszego na pozostałe dni spędzone w morskiej aurze.
BAW SIĘ WSPANIALE !!!
 

a tymczasem ja….

Przeżywam bardzo boleśnie to, co teraz w Polsce się dzieje. To tak, jakbym się cofnęła w czasie do lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, gdy też losy Polski były zagrożone, a jednak….., a jednak wiele osób opowiedziało się za zmianami, które nadeszły.
Pamiętam dzień, gdy  ukryta przed szalejącymi po ulicach milicyjnymi  sukami z wodnymi armatkami ułożyłam piosenkę, w której refren brzmiał : „Teraz rządzi świata marność, lecz zwycięży Solidarność, zapanuje praworządność, spokój ład.”
I bardzo głęboko wierzyłam, że taki czas nastąpi, nie czekałam zbyt sługo, chociaż wiele lat później słowo Solidarność straciła swoja wartość. niestety prawa do tej nazwy przyjęli  ludzie, dla których idea tamtych lat była obca, oni chcieli na tej nazwie zrobić tylko swój własny interes. Niestety tak pozostało do dzisiaj, ale jest jeszcze wiele osób, które wspominają tamte wspaniałe dni, gdy zawierzyliśmy jednemu prostemu elektrykowi, że może być dobrze i on wraz z mądrymi Polakami, którzy mu doradzali doprowadził do tego, że komunizm upadł.
I nagle znalazł się jeden mały, niepozorny człowieczek, któremu zamarzyło się zmienić Polskę według jego modelu, niszcząc wszystko po drodze, rujnując Konstytucję. Tak nie może być. Też teraz sobie  śpiewam :
„przyjdzie na to czas, gdy siła będzie w nas, by rozerwać kajdany kaczej  niewoli  i cieszyć się do woli znów wolnej Polski dniem”
Kiedyś powrócicie do tego mojego wpisu i zobaczycie, że jednak miałam rację  TAK SIĘ STANIE !!!!
Ja, Ewa W., wizjonerka Wam to mówi …….

Dlatego dzisiaj mówię:  TRZY RAZY TAK !!!!

 
TAK –  WOLNE SĄDY

TAK –  WOLNE WYBORY

TAK – WOLNA POLSKA

Wczoraj pan (p)rezydent podpisał…….. no właśnie, co on właściwie podpisał???
Mianowicie podpisał zgodę na to,  aby pod nieobecność I-szego Prezesa Sadu Najwyższego Małgorzaty Gersdorfi  funkcję tę pełnić będzie  sędzia Józef Iwulski.
Tę decyzję podjęła przede wszystkim sama pani prezes ze względu na to, aby zachować ciągłość w działalności Sądu w czasie, gdy ona nie mogła będzie swojej funkcji sprawować, na przykład podczas urlopu. Ale nie oznacza to wcale tego, że przestała być I-szym Prezesem Sądu Najwyższego, tę funkcję zgodnie z Konstytucją ma sprawować do roku 2020.
I żadne prawo, które sobie wymyślił   jakiś tam pospolity poseł Kaczyński nie może zmieniać takiej decyzji, bo Konstytucja jest tym, na czym nasze państwo się ma opierać.
A pikanterii całego tego zamieszania dodaje  to, że sędzia Iwulski również jest w wieku, według którego również powinien przejść w stan spoczynku.
Tym samym (p)rezydent ośmieszył się wczoraj podpisując coś całkiem  absolutnie bezsensownego, już nie mówiąc niezgodnego z Konstytucję, na którą kiedyś on ślubował, biorąc w dodatku Boże imię jako świadectwo.
Tak więc krzywoprzysięstwo jest chyba jedną zaletą kogoś, kto chciał na siłę pełnić funkcję, do której całkiem się nie nadawał.
Kłamstwo krótkie nóżki ma, pan (p)rezydent powinien o tym wiedzieć, że kiedyś poniesie konsekwencje swoich kroków nie tylko w obliczu ludzi, ale przede wszystkim w obliczu Boga, na którego tak chętnie się dzisiaj  powołuje.

Wczoraj we wszystkich miastach trwały pod sądem protesty ludzi, którzy nie zgadzają się na zawłaszczenie tej ostatniej władzy przez kaczystów.
Największa manifestacja odbyła się oczywiście przed Sądem Najwyższym w Warszawie. Mimo, że jest to czas urlopowy, mimo, że trwają tak ważne dla niektórych rozgrywki mundialowe, mimo to ludzie zmobilizowali się, aby dać swoje poparcie I- szej pani prezes Małgorzacie Gersdorf i pokazać niezadowolenie z chęci opanowania ostatniego bastionu niezależności.
A dzisiaj już od rana zbierały się tłumy, które zgromadziły się przed Sądem Najwyższym, by uczestniczyć w ewentualnych zamieszkach wynikających z próbą podjęcia pracy przez i -szą panią prezes. Bardzo gorąca atmosfera towarzyszyła przyjazdowi pani prezes. Ludzie trzymali w rękach Konstytucję głośno na nią skandując „KONSTYTUCJA, KONSTYTUCJA” oraz   skandowali „WOLNE SĄDY, WOLNE SĄDY „, a następnie odśpiewali wszystkie cztery zwrotki Hymnu Narodowego.

Polacy dzisiaj zdali egzamin. Właśnie dzisiaj, gdy w odległym od nas USA obchodzą swoje święto Niepodległości, a nam tę niepodległość grupka ludzi chce odebrać. Jaka to wielka symbolika tego dzisiejszego dnia, jak dwie przeciwstawne racje stanu wzajemnie się uzupełniają, chociaż stoją na przeciwległych biegunach.
Przy tak silnym poparciu całej masy Polaków stojących pod budynkiem Sądu nikt nie odważył się zatrzymać panią Prezes do wejścia do Sądu, by podjjęła swoją pracę.
A teraz czekamy na stanowisko w tej sprawie Europejskiego Trybunału Stanu, pod którym podlegamy od chwili, gdy zgłosiliśmy swój akces do wejścia do Unii Europejskiej.
I czy to się panu Kaczyńskiemu podoba czy nie podoba, musi on przestrzegać Konstytucję, bo jesteśmy przecież cząstka Europy. 

JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA, KIEDY MY ŻYJEMY……

A drobnym drukiem dodam : co nam kacza przemoc wzięła mądrością i  nieuległością odbierzemy. 

A DZISIAJ…..

Tak nam dopomóż Bóg 

 

A dzisiaj jest bardzo ważny dzień w historii Polski, następny bastion niezależności Polski upada.Nie zgodnie z Konstytucją, nie zgodne nawet z większością głosów  Polaków, bo tylko niecałych  40 procent (a może i nawet mniej) ogłupiałych Polaków, uzurpatorzy niszczą to, co dla Polski jest najważniejsze, Konstytucyjność i przestrzeganie świętych zasad, które powinny krajem kierować.
Czym to grozi? Przepadniemy my wszyscy z kretesem, nigdy już nie będzie nic oceniane według zasad sprawiedliwości wszystko będzie oceniane
p o l i t y c z n i e !!!!. Jeżeli panu zwyczajnemu posłowi umyśli się  na przykład odwołać, albo unieważnić wybory, tak się stanie, zgodnie z pisim prawem!!!! Pisim, bo ono nie ma żadnych podstaw ku temu, żeby było uznawane jako obligacyjne, ono zawsze będzie  p  o  l  i  t  y  c  z  n  e !!!!
To tylko jeden z przykładów złego sądownictwa, wiele będzie takich przypadków, które niestety dotkną każdego z nas.
I co prawda Rada Europy  zaczęła wdrażać artykuł 7 wobec naszego państwa, właśnie z powodu zastrzeżeń do obalenia niezawisłości Sądu Najwyższego, jednak wydaje się, ze Pis nie ma najmniejszej  chęci na zmianę swojego stanowiska, chociaż doskonale zdają sobie sprawę z tego, że jest to ZŁO, nieprawość, autorytaryzm, za który kiedyś przyjdzie im przecież zapłacić. Bo jak historia, nie tylko polska, ale i ta  głównie światowa pokazuje, zło zawsze upada, każdy autorytaryzm, każdy reżim jest w końcu pokonany , a jego autorzy ponoszą bardzo bolesne konsekwencje.
Pewnie tak będzie i u nas w Polsce, tylko najważniejsze jest to, by ten czas jednak się nie dokonał, żeby zatrzymać tę nieszczęsna dla Polski politykę, która nie tylko nie prowadzi donikąd, ale prowadzi nas na samo   polityczne dno.
Czy po tych wszystkich pięknych zrywach politycznych, po tych doskonałych, pełnych poświęceń ruchach naszych wspaniałych, walczących  z pewnością w zwycięstwo prawdy ludzi zaangażowanych z walką z komunizmem jesteśmy teraz gotowi stracić  te wszystkie demokratyczne sukcesy i dać ich pogrzebać tylko dlatego, że jeden, niezawistny człowiek postanowił Polskę zmienić według swojego chorego umysłu, Czy my na to zasługujemy???A co z takimi wspaniałymi osobami, jak  premier Mazowiecki, prezydent Wałęsa, Kuroń, czy profesor Giermek? Można  teraz powiedzieć, że ich nie było? Można przekreślić nasza piękna historię, nasz zryw w walce o wolność, o polskość, o demokrację???? Własnie, czy zasługujemy na to, by poddawać się terrorowi jednemu  choremu na umyśle człowiekowi, któremu wydaje się, że ma najlepszą wizję na stworzenie tej naszej nowej rzeczywistości.

Gdy Pis dochodziło do władzy obiecywało słuchać społeczeństwo, jednak w praktyce okazuje się, że to społeczeństwo musi słuchać ich.
W różny sposób do tego dąży, niektórym obiecuje przysłowiowe „złote góry”, za które niestety teraz myt wszyscy płacimy i za które będą płacić w przyszłości nasze dzieci, nasze wnuki, a może i prawnuki, bacząc na niebotyczne polskie zadłużenie.Innych, tych niepokornych po prostu niszczą, podobnie, jak ongiś robili to komuniści, taka jest prawda, nie ma żadnych złudzeń o wielkości obecnie rządzących.
Jest to tylko jedna wielka obłuda, olbrzymie kłamstwo i chęć materialnych zysków, które już na co dzień widać, w sposobie obsadzania  wysokich stanowisk swoich najbliższych. Poplecznictwo przybrało wymiary wprost niebotyczne, na doskonale opłacanych posadach osadzani są ludzie mierni, ale wierni partii.Nie ważne, że nie mają odpowiedniego wykształcenia, że nie mają żadnych ku temu warunków, kompetencji, nie są to najważniejsze dla pisu atrybuty, ważne jest tylko ich podporządkowanie jedynie słusznej racji.My, starsze pokolenie już kiedyś to przezywaliśmy, ale własnie dla młodzież, dla ich życia postanowiliśmy wszystko zmienić i wtedy się udało. Dlaczego nie miałoby być i teraz podobnie???
Ludzie, niech ten czarny czas dla Polski nareszcie się skończy.To jest moje pobożne życzenie, ale przypuszczam, że także i życzenie wielu Polaków

Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród.
Nie damy pogrześć mowy,
Polski my naród, polski lud,
Królewski szczep piastowy.
Nie damy, by nas gnębił wróg.
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg !

dziwny ten Mundial

 

 

I od razu się zastrzegam, wcale go nie oglądam, no może wyrywkowo po kawałeczku jakiegoś meczu w tak zwanej przerwie, gdy nie mam co oglądać, ale jest to raczej tylko przypadek.Ale……. zaglądam na Onet.pl. albo na Gazeta.pl i wtedy czytam wyniki i…się dziwuję.
Takie tuzy jak Niemcy, Argentyna, Portugalia, a wczoraj jeszcze Hiszpania są outsiderami……..
Niczego człowiek teraz już pewny nie może być, nawet piłki nożnej. Zresztą tak miedzy nami mówiąc, ona i tak zawsze jest nieprzewidywalna. Ale jak to mówią, im dalej w las, tym więcej drzew, pewnie będzie jeszcze kilka niespodzianek, a to mnie troszkę jednak mobilizuje do oglądania.
Jeszcze nie teraz, ale na pewno walkę o czwarte, trzecie, drugie i oczywiście o miejsce mistrzowskie będę chyba oglądała.Może nie od gwizdka do gwizdka, ale będę.  Bo nagle poczułam, że mogę się w  fanką futbolu przemienić.
Musze przyznać się, że śledziłam mecz Chorwacja – Dania, jestem w szoku, ale się działo przy tych karnych 
Jakiś ślad w moim umyśle musze pozostawić. Inaczej okaże się, że jestem tylko nudnym, monotematycznym człowiekiem.

Wczoraj pokazywałam tutaj kwiatka, który mi nagle ni stąd ni zowąd wyrósł. Zaiste dziwny to kwiatek, ma rozłożyste szerokie liście i zakwitł dzbankowatym, ostro krawędziowym kwiatem, wygląda trochę, jakby był sztuczny.
Poszperałam  więc troszkę po Wikipedii i okazało się, że jest to ananasowiec, a dokładnie  jest to guzmania, czyli kwitnąca kuzynka ananasa.
Zastanawiałam się, skąd w ogóle ten kwiatek u mnie się znalazł, prawdę powiedziawszy nie pamiętam, może coś niechcący zasiałam?
Pamiętam, że w ten sposób właśnie „dorobiłam” się daktylowca, bo pestkę wsadziłam sobie do ziemi i…o niej zapomniałam. To znaczy owszem podlewałam, ale ciałkiem nie zwracałam na niego uwagi. A on sobie po cichutku rósł i cieszył moje oczy.
Ale ta guzmania nigdy dotąd nie dała mi ani razu żadnego kwiatu, stąd wczorajsze moje zdumienie i, nie ukrywam radość.
Ale tak już jest, że jeden kwiatek sobie kwitnie, inny ginie…
Mam takiego jednego kwiatka po tak zwanych przejściach. Prawdę powiedziawszy też nie wiem, jak ta roślinka się nazywa.
Przyjechała ze mną, podobnie jak i ta guzania i inne ze Smoleńsk. Miała niestety pecha, bo podczas przeprowadzki któryś z panów niechcący uszkodził kwiatka, dokładnie go złamał. Już miałam go wyrzucić, ale Renia, która kwiatki bardzo lubi postanowiła dać mu szansę. To co było zniszczone wyrzuciła, a resztę wsadziła do ziemi. No i kwiatek pięknie odrósł, zrobił się wysoki i miał mnóstwo listków. Chyba był „zaziajany”, bo zawsze z Renia go chwaliłyśmy, bo od pewnego czasu cos niedobrego z nim się dzieje. Najpierw na listkach robią się żółte plamki, które przemieszczają się na następne liście, które w końcu robią się żółte i tak jak liście w jesieni na drzewach, opadają.
Chyba się jednak powtarzam, bo teraz zauważyłam, że już wczoraj o tym kwiatku pisałam, ale… no własnie napisałam na forum na Facebooku prośbę o poradę i ktoś bardzo mądrze mi powiedział, żebym wzięła taki listek i pokazała go paniom w kwiaciarni, może one coś poradzą. rzeczywiście mam taką zaprzyjaźnioną kwiaciarnie na Żabińcu, pracujące tam panie są bardzo serdeczne, dzisiaj więc jeden lub dwa listki im pokażę.
Najlepiej jeden taki jeszcze z początkami plamek, drugi już całkiem żółty, który już opadł.
Mam nadzieję, że może jakieś roślinne „lekarstwo” dla nich dostanę, bo skoro można leczyć ludzi czy  zwierzęta, to czemu nie można leczyć roślin?

Jak na razie lipiec jest raczej dosyć chłodny i chociaż od rana słonko świeci, nie mniej  rewelacji w temperaturze raczej dzisiaj nie osiągniemy.
No, może tylko znacznie temperatura podniesie się w Warszawie, gdy rozpocznie się protest przeciwko zmianom w Sądownictwie które od dzisiaj mają być wprowadzane. Tylko……. jakoś nie wydaje mi się, że nawet zaangażowanie byłego prezydenta Wałęsy w ten protest przyniesie jakiś pozytywny skutek.
Po prostu – Wałęsa mimo swoich wielkich niewątpliwych zasług jest już za stary i chyba jednak za mało znaczący, by móc coś zmienić. Niestety, taka jest prawda, jego 5 minut już dawno minęło, a niestety potem popełnił tak wiele błędów……….. jego autorytet po prostu się już wypalił.
A inna sprawa, że w tej chwili nie ma człowieka w Polsce, który miałby taką charyzmę, by porwać ludzi do walki o prawdę, o niezależność, o naszą polskość. Obawiam się, że nawet i sam Donald Tusk nie potrafiłby podołać takiemu zadaniu, a może jednak  się mylę???

Poniedziałek, nowy dzień, nowy tydzień, niech on będzie po prostu dla nas wszystkich radosny. 

jak miło ta sobota mi przeminęła…..

Wczoraj spotkałam się, zgodnie z naszą umową, z koleżanką z Facebooka, z Mają. Nie znałyśmy się wcześniej, czasami tylko wymieniałyśmy się na Facebooku wiadomościami, ale akurat Maja była w Krakowie, więc postanowiłyśmy urealnić naszą  Facebookową  znajomość.

 

Niestety było chłodno. chociaż deszczyk nie padał, ale chmury straszyły możliwością opadów, jednak chwilkę posiedziałyśmy sobie na parkowej ławeczce rozmawiając ze sobą tak, jakbyśmy znały się już od dawna.

Mimo niezbyt dobrej pogody wczorajsze spotkanie z Mają było bardzo sympatyczne. Pochodziłyśmy troszkę po parku, dopiero wczoraj zauważyłam, ze w każdym zakątku parku posadzone są różne rodzaje kwiatków, w każdym inne. Coraz bardziej ten nasz park mi się podoba.

Właśnie wczoraj opowiadałam Mai o moich internetowych znajomościach z legendarnego już Polchatu, z pokoju 50 + (przepraszam za  ewentualne skojarzenia, ale jednak 50  plus to nie to samo co 500 plus). Wspominałam Uleczkę, którą poznałam właśnie w tym pokoju i wiele innych serdecznych mi  osób, z którymi co prawda kontakt teraz jest mniejszy ( czemu nam ten Polchat zlikwidowali   ), o naszych wspaniałych rozmowach na czatach ogólnych, śmiechach – chichach i kawałach, które sobie opowiadaliśmy, ale wtedy było wesoło.
Opowiadałam też o naszych krakowskich spotkaniach czatowskich, aż łezka w oczach mi się zakręciła.  Te balety w restauracji, a potem to nocne spotkanie na Rynku Krakowa, gdy jeszcze mimo późnej godziny działały ogródki kawiarniane….siedzieliśmy tam przy stolikach, popijając piwko, a jeden z kolegów grał nam ślicznie na gitarze. Niektórzy z balowiczów tak byli jeszcze rozbawienie, że mimo bólu stóp po całowieczornych tanach, nadal jeszcze na płycie Rynku w rytm tej muzyki podskakiwała.
Niektórzy co prawda  przestrzegają przed takimi internetowymi znajomościami, pewnie w niektórych przypadkach może i rację mają, ale jednak wiele naprawdę fajnych i cennych  przyjaźni tą drogą można pozawierać.
I dlatego bardzo się  cieszę, że wczoraj miałam okazję Maję poznać i mam nadzieję, że przy następnej Jej wizycie w Krakowie znów się spotkamy 🙂 

Uleczko, wiem, że czytasz mój blog, więc dzisiaj szczególnie Cię pozdrawiam serdecznie, bo wczorajsze moje spotkanie z Mają przypomniało nam nasze miłe spotkania i wspólne wieczory w czerwcowym Krakowie. Po prostu nie mogłam o Tobie Mai nie wspomnieć. 

Nie wiem, czy miałabym teraz na tyle siły, żeby reaktywować  takie spotkania, ale…… przyznam, że bardzo chętnie z wieloma osobami z Facebooka bym się spotkała, bo widzę ile naprawdę wspaniałych ludzi tam „urzęduje” 
Ale cóż, na to trzeba  nie tylko siły ale i czasu, a teraz jakoś mało osób ma na to stosowne okazje.
Ale cierpliwie poczekam, pewnie jeszcze nie jedna sympatyczna osobę, tak jak ongiś Ulę, Słonko, Agrafkę i innych, a wczoraj  poznałam  Maję.

A tym czasem już połowę roku 2018 mamy za sobą, szybko to półrocze nam zleciało, dopiero co był Sylwester….
Dzisiaj mamy pierwszy dzień miesiąca lipca. Co prawda niezbyt optymistycznie nas powitał, ale teraz już przynajmniej słonko na niebie obok chmurek się pokazało.
Tylko niestety nadal jest chłodno.

Za to muszę pochwalić się moją roślinką, którą sobie wyhodowałam. Kwiatek jest u mnie od wielu, wielu lat, był też i na Smoleńsk, a teraz dopiero mi po raz pierwszy  zakwitł.

Za rada mojej koleżanki z Facebooka poszukałam w Wikipedii i okazało się, że jest to ananasowiec, a dokładnie kuzynka ananasa jadalnego – guzmania. Podlewałam zawsze te rosnące liście i nigdy nie spodziewałam się, że doczekam się tak pięknego kwiatka. Może zakwitł, bo tak pięknie zawsze do niego mówiłam…
Zawsze rozmawiam z moimi roślinkami, mówię im jakie są piękne i jak się nimi bardzo cieszę.
Niestety bywa, że jednak jakaś roślinka ginie – tak mam teraz z kwiatkiem, który po przeprowadzce troszkę chorował, szczególnie, że przez nieuwagę został nadłamany, ale dzięki Reni został uratowany i tak pięknie mi rósł, puszczał wiele pięknych zielonych liści. Pewnie go „zaziajałam” tymi pochwałami, bo od pewnego czasu nagle zaczął ginąć, liście tworzą  się na nich  żółte plamy, a potem całkiem się zażółcają i opadają, jak jesienne liście z drzew.
Co prawda odrastają nowe, zielone listki, ale jakieś są takie marniutkie.
Smutno mi z tego powodu, bo ten  kwiatek zawsze napawał mnie optymizmem, a tu, mimo kilkukrotnej już pomocy Reni nie da się go chyba odratować.
Wyraźnie jakieś choróbsko toczy moja roślinkę. Dostał już nową ziemię, ale niestety też to nie pomogło.
No cóż, jak to w życiu bywa, coś się rodzi, coś umiera……. ce la vie……

Życzę Wszystkim przyjemnej i słonecznej jednak niedzieli, dużo radości z odpoczywania na urlopach i tylko z tego niedzielnego odpoczynku.

 

I znowu smutek

Odeszła od nad Irena Szewińska. Smutna to bardzo wiadomość.
Nie będę tu przytaczać wszystkich osiągnięć tej wspaniałej Królowej Lekkoatletyki, bo na takie imię na pewno   swoimi wynikami zasługiwała.
Zawsze była wspaniała i chlubę Polsce przynosiła. Dlatego Jej imię na zawsze pozostanie na naszych ustach, w naszych myślach.
Mimo bardzo ciężkiej choroby prawie do końca reprezentowała nasz kraj, może już nie czynnie, jak kiedyś, ale zawsze brała udział w w spotkaniach, pełniąc funkcję Wiceprezesa  Komitetu Olimpijskiego. Wielokrotnie wybierana była najlepszym sportowcem Polski, a w Plebiscycie w 1974 roki została wybrana najlepszą sportsmenką świata.
Wielki żal, gdy odchodzą tak wspaniali ludzie, którzy nawet po zakończeniu swojej sportowej kariery potrafią jeszcze dumnie reprezentować Polskę na międzynarodowym forum.
Odeszłaś pani  Ireno po pięknym, udanym, bardzo czynnym życiu, szkoda, że tak wcześnie pokonała Cię choroba, której nie mogłeś się już przeciwstawić tak silnie, jak zawsze innym przeciwieństwom potrafiłaś postawić swoje Veto.
Na zawsze pozostaniesz w naszych wspomnieniach  Królową Sportu.
Odpoczywaj w spokoju. +++++ 

Dzisiaj sobota, akurat miałam i chyba nadal mam na nią pewnie plany.
Otóż umówiłam się dzisiaj na spacer po Krakowskim Parku z Koleżanką z Facebooka.
Maja kiedyś mieszkała w Krakowie, teraz już mieszka poza nim, ale często do Krakowa przyjeżdża. Nie dziwię się, nasze miasto ma to do siebie, że przyciąga  tych, którzy go sentymentem swoim chociaż raz obdarowali.
Zapowiadali piękną pogodę, a tu masz, wieje zimny wiatr, który nie wiadomo, czy nie przyniesie nawet deszczu. A wtedy niestety ze spacerku nici.
A tak mogłybyśmy troszkę pochodzić po alejkach, usiąść na chwilkę na ławce i po babsku poplotkować.
No ale umówiłyśmy się dopiero na godzinę 16 – stą, jest jeszcze trochę czasu, może ten wiatr przegoni jednak chmury, bo czasami nawet i coś na wzór słonecznych promieni rzutuje się na moim oknie.
W najgorszym wypadku przyjdziemy do mnie do domu na kawkę i na lody, bo jestem przygotowana na taką ewentualność.
A swoja drogą  szkoda, że nie ma jakiejś małej kawiarenki w parku, na pewno niejeden chętnie by na kawkę do niej zaglądnął. Jakoś nikt o tym nie pomyślał, a na pewno miejsca w  parku jest tyle, żeby można kawałek na taki pożyteczny dla ludzi budynek postawić. Nawet niewielki, w formie ładnego baraczku, przed którym można by postawić w lecie kilka stolików z parasolką.Co prawda w każdy dzień przyjeżdża tam niewielki wózeczek, spełniający funkcję mini – barku, nie wiem zresztą, co tam można kupić przy tym stoisku, bo zawsze widziałam go tylko z daleka.
No i w każda niedzielę przyjeżdżają do parku (jednak) traki, ale to nie to samo, nie ma tego specjalistycznego kawiarniano – parkowego klimatu.
Zamykam oczy i widzę panie w długich sukniach z trenami, z parasolkami przeciwsłonecznymi w rękach, które pod pachę prowadzone są  przez elegancko w surduty ubranych panów, kroczą sobie dostojnym krokiem przez piękne alejki, wokoło sporo zieleni i oczywiście  stawek z pływającymi łabędziami.
A potem panowie z dumnymi minami prowadzą swoje damy do pobliskiej kawiarenki z abażurowym płotkiem, siadają przy niewielkich stolikach i zamawiają dla swoich pań kawę i ciasteczko, koniecznie z bitą śmietanką, a dla siebie…. nie, nie piwo z puszki, tylko kawę i kieliszek jakiegoś dobrego koniaku.Wszyscy do siebie się uśmiechają i tak własnie mija kolejne miłe sobotnie popołudnie, skąpane blaskiem słońca.
I…….. tu następuje  koniec moich marzeń, to niestety nie ta epoka.  Aby przeżywać takie wrażenia musiałabym urodzić się przynajmniej 100 lat wcześniej.Wtedy w parku była i kawiarnia i łabędzie, był basen, a w zimie lodowisko……
Czasami nowoczesność ma jednak swoje złe strony, jest po prostu mniej romantyczna, bardziej prozaiczna.

Wracam więc myślami do rzeczywistości i idę się pomału szykować na spotkanie z Mają.
Ktoś kiedyś słusznie powiedział, że kobiety wcale nie stroją się dla mężczyzn, one po prostu stroją się tak, by dobrze wypaść w oczach drugiej
kobiety 🙂
Taka jest prawda

Milutkiej soboty 

bo to było tak :

Dlaczego dzisiejszy wpis do blogu jest tak bardzo opóźniony?
Ano, bo to było tak. Najpierw zrobiłam mały porządek w mieszkaniu i poszłam sobie na zakupy.
Pogoda jako taka się nawet zrobiła, co prawda upału nie ma, raczej są chmury, ale czasem i słonko się pokazuje.
Ale to mnie  własnie jakoś skusiło, żebym poszła sobie poczytać chwilkę w parku.
A czas leciał…..
Potem postanowiłam ugotować sobie obiadek, bo już pora na a niego przyszła.Ugotowałam sobie na parze ziemniaczki i fasolkę szparagową, ułamałam jajeczko i wszystko popiłam jeszcze jogurtem.
Obiad był wspaniały, taki letni.
A czas leciał…..Potem trzeba było umyć naczynia….
A czas leciał.
Więc gdy w końcu usiadłam do mojego blogu, zrobiło się całkiem już zaawansowane popołudnie.I co najgorsze, pewnie zbyt obfity obiadek był, bo jakoś wena do pisania całkiem mi odleciała.
Nie szkodzi  na pewno powróci. Przecież tyle rzeczy w około się dzieje…..

No to fajnego popołudniowego piątku 

Bez kompleksów

 

 

 

Spokojnie, pozbawmy się jakichkolwiek kompleksów. Skoro tacy Mistrzowie świata w Piłce nożnej jak Niemcy mogli odpaść z dalszej gry, dlaczego nie miało by być inaczej z naszą waleczna drużyną.
Po prostu Niemcom nie wyszło, nam nie wyszło i KROPKA, KONIEC.

Zresztą my Polacy mamy teraz całkiem inne niż piłkarskie problemy. Wczoraj wreszcie udało się niepokonanej polskiej politycznej drużynie  upaść na kolana, z których dopiero co niedawno dumnie wstawali i teraz  ukorzyli się przed siłą USA i Izraela i tę nieszczęsną i bardzo głupią ustawę IPN wycofali.
No i co z tego, że  świat uznał ich za głupków? Oni i tak potrafili swój polityczny błąd w zwycięstwo mądrości przekuć, jak zwykle zresztą.
Bo nie ważne jest to co o nas ta durna i wrogo do nas nastawiona zagranica sądzi, grunt, że to my mamy rację, nawet wtedy, gdy pozornie robimy jakieś ustępstwa. Tak, to tylko są pozory, przecież my jesteśmy wielcy, najmądrzejsi i cała zagranica z nami liczyć,  się musi, bo nasza racja jest słuszna!!!
I to jest przekaz, który nam wlewa do ucha nie tylko premier, ale każdy z pisowskich oficjeli, a my  m u s i m y  w to wierzyć, nie ma innej opcji.
Gdy przegraliśmy w wyborach na Prezydenta Europy 27:1 też Pis ogłosił polskie zwycięstwo, bo to przecież my wiemy najlepiej, że Tusk jest największym wrogiem Polski, a cała sprawa miała tylko polityczny wymiar. Teraz też wycofując się z ustawy wygraliśmy, bo……….. nie poddajemy się presji jakiejś głupiej polityce izraelskiej, czy amerykańskiej, my wiemy najlepiej, jak wyglądała nasza historia wojenna, którą nie można przecież oskarżać o niecne czyny niektórych z Polaków, zamazujemy, to co było złe i …
Nie, nie da się żyć w tym krzywym zwierciadle, gdzie wykrzywione w złości i nienawiści twarze polityków wmawiają ludziom, że wszystko jest wspaniale ze kroczymy w jasną i wspaniałą przyszłość, przekupując niektórych  judaszowskimi  srebrnikami, które w dodatku do nich nie należą, są własnością tych, których przekupują, są własnością nas wszystkich.
I co by ten nasz fałszywy premier nie twierdził, jednak nie udało się przekonać świata, że u nas istnieje praworządność, nie tylko świat od nas się odsunął, ale nie chce nam już pomagać, zostajemy sami nad przepaścią, bo nawet ci przywódcy, którzy myślą podobnie jak nasz naczelnik, nie są wcale zainteresowani naszymi problemami i nigdy nimi zainteresowani nie będą, oni zajmują się swoimi własnymi interesami, swoimi problemami.
Zresztą pomału obietnice naszego rządu zaczynają się sypać, może jeszcze pozostało im 500 plus, czyli podatek potencjalnego Polaka na zaspokojenie rządowych pomysłów, ale już okazuje się, że projekt mieszkanie plus staje się niewypałem, a następne pomysły z braku pieniędzy też zaczną upadać.
Za to na pewno nie maleją wcale podatki, a to przecież w wyborach obecny rząd obiecywał, wręcz przeciwnie, po cichu wprowadzane są  jakieś dodatkowe opłaty podatkowe, które odbijają się na ogólnie dostępnych podwyżkach cen wszelakich artykułów. Zresztą charakterystyczne jest to, że obecny rząd wiele ustaw przeprowadza po cichu, na ogół w okowach nocy, a potem nas stawia przed faktem dokonanym.
Tylko dlaczego wciąż mają tak wysokie poparcie? Przecież jest to absolutnie wbrew ludzkiej logice. więc może i te sondaże są tak zakłamane, jak i cały program naprawczy Polski w wydaniu Pisu???

Dzisiejszego popołudnia znów staniemy przed piłkarskim dylematem , z tym, że dla nas to będzie już tylko mecz o honor.
Na ile nam dzisiaj tego honoru starczy? 
Albo będzie dobrze, albo będzie źle……….. nie zmieni nic to naszej piłkarskiej rzeczywistości i tak już jesteśmy zautowani, poza zasięgiem, jak zwykle, tak po polsku.
Niestety, nigdy nie umiemy niczego poprawnie do końca przeprowadzić, ani w polityce, ani w piłce nożnej.
Chyba porywa nas jednak ta nasza „polska fantazja”, mamy zupełne niezrozumiałe pojęcie naszej świetności, to nas niestety gubi.

Dzisiaj zimno, deszczowo, ohydnie. Z żalem myślę o tych naszych dzieciakach na wakacjach, o naszym Jaśku, który zamiast cieszyć się świetna pogodą i szaleństwami na obozowym boisku, musi gdzieś trząść się z chłodu w domku kempingowym.
Pogoda jest jednak złośliwa, gdy dzieciaki jeszcze do szkoły chodziły, mamiła ich swoim dobrodziejstwem, dzisiaj, gdy dzieci mogły by się nią cieszyć, pokazuje im swoje zimne i deszczowe oblicze, Eh,

Dla nas też ta pogoda optymistyczna niestety nie jest, co gorsza, nie wiadomo, co nam nadchodzący niebawem weekend  przyniesie, ale…musimy być dobrej myśli !
I z takim stwierdzeniem pozostawiam Was na dzisiejszy łzawy, piłkarski  dzionek 

a róże i tak muszą być

 

 

 

 

 

 

 

Bo bez róż przecież środa nie byłaby taka ważna, prawda Uleczko??
A moje różyczki dzisiaj odnalazły Cię nad morzem i pięknie do Ciebie się Uleczko uśmiechają spod  na tle pieknie wschodzącego słonka.
Baw się Uleczku wspaniale,  i ciesz się pogodą, dobrym towarzystwem i jeszcze lepszym humorkiem.

A teraz sobie troszkę popolitykuję, a co, już tak długo milczałam…..

 

 

 A z tym komunikatem  nam się o wiele lepiej żyje, nieprawdaż????

Bo skoro premier twierdzi, że jest dobrze, to znaczy że tak musi być.

Bo co tam Komisja Europejska może mówić o naszej praworządności, o naszej demokracji, o naszej polityce, oni po prostu na tym się nie znają.
Wczoraj było wysłuchanie Polski w sprawie praworządności i….

– Nadal istnieje systemowe zagrożenie dla praworządności w Polsce; abyśmy mogli powiedzieć, że zniknęło, potrzebujemy dalszych kroków z polskiej strony – oświadczył na konferencji wiceszef KE Frans Timmermans.
Zaznaczył jednocześnie, że nie zauważył podczas wysłuchania Polski w ramach art. 7 traktatu, iż polski rząd zamierza podjąć dalsze kroki ws. praworządności. – Jednak kto wie. Mogą pojawić się w najbliższej przyszłości – powiedział.
Tylko, że  strona polska ma zupełnie inny osąd tej sytuacji.
Z kolei wiceszef MSZ Konrad Szymański powiedział, że „niektóre państwa wolałyby obrać dużo bardziej konfrontacyjny kurs” wobec naszego kraju.
Po prostu są źle informowani przez nasza totalną opozycję, która nie może przeboleć, że odciągnęli ją od koryta.
Przecież wiadomo, że w tej Unii siedzą same polityczne tumany, które nic nie widza, nic nie słyszą, nic nie rozumieją i mogą się tylko zdawać na głos tych, którzy są jawnymi wrogami Polski.
A zresztą Unia Europejska to jest wręcz wroga dla Polski instytucją, tylko patrzą, jak wykorzystać tych biednych Polaków i ostatnią koszulę z nich zedrzeć.Tylko dziwne, dlaczego Pis ostatnio chce  wprowadzać tak sprytnie skonstruowaną ustawę, która pozwoli zlikwidować szanse mniejszych partii do startowania w wyborach europejskich, by tym wzmocnić szanse  swojej partii.
I teraz te wszystkie (p)osły z Pisu, jeszcze niedawno plujące na Unię i najgłośniej ich łające nagle wyrażają chęć do startowania w eurowyborach.

No tak, tamto koryto jest wyraźniej bardziej wypasione, niż rodzime, polskie. Tam pensje wypłacają w znienawidzonej walucie euro, a ta powinna być tylko dla wybrańców losu (czytaj przedstawicieli jedynie słusznej partii), plebs niech zadawała się naszymi złotówkami, bo na wprowadzenie eurowaluty w Polsce przynajmniej do końca rządów Pisu nie ma co liczyć.
Więc pchają się te pisie miernoty jak Szydło, Tarczyński, Kempa i im podobni, przynosząc tylko wstyd Polsce, ale czy już można robić jeszcze większy zamęt, czynić Polsce jeszcze większe bydło. Kiedyś Unia po prostu nie wytrzyma i……. 

Przykre jest tylko to, że nasza polska rzeczywistość tak diametralnie na niekorzyść się zmienia.
Tyle pracy ludzi dobrej woli, mądrych, odważnych, potrafiących przeciwstawić się złu, poszło na marne. Tyle naszych nadziei zostało pogrzebanych….
Mam nadzieję, że Polacy wreszcie się otrząsną z tego kaczego snu. Nie może  przecież tak być, by jedna osoba narzucała wszystkim sposób na życie i wymagała, by wszyscy to przestrzegali.
Miałeś chamie złoty róg, miałeś chamie czapkę z piór, ostał ci się tylko………. kaczy smród.
Nie pozwólmy, żeby nam wciąż wmawiali, jakie to teraz wspaniałe życie mamy, którego cała zagranica nam wprost zazdrości. Mądry człowiek wie, rozumie, że jest to bujda na resorach, czysta propaganda, tak znana jeszcze niektórym z tych minionych już lat, gdy rzekomo pławiliśmy się w luksusach, a praca wykonywana była w 200 procentach normy. 
Wtedy nas okłamywali całkiem podobnie, jak teraz, dlatego właśnie wtedy zerwał się ten zew  ludzkiej Solidarności, który powiedział: dosyć, nie damy się nadal oszukiwać. Dlaczego teraz miałoby być  inaczej???
To tylko zależy od nas, a już niedługo możemy dać temu wyraz w samorządowych wyborach.

Może gdzieś tam nad morzem świeci słoneczko, niestety Kraków znów w chmurach jest spowity, chociaż jest bardzo co prawda nikła, ale jest szansa, że słonko jednak chociaż na moment zaświeci. Chociaż na pełnię lata dzisiaj raczej liczyć nie można.

Tak więc życzę przyjemnie spędzonej środy, niech chociaż humorek nam dopisuje, skoro słonko nie może. 

Trudne decyzje

 

 

 

Życie nie jest łatwe, zawsze trzeba podejmować w nim jakieś decyzje, do końca nie wiedząc, czy na pewno są one słuszne.
To taki dylemat każdego człowieka, co zrobić w takiej, czy innej sytuacji.
Rano dzisiaj dostałam wiadomość od córki jednej koleżanki z Facebooka, że jej mam uległa wypadkowi i przebywa  w stanie bardzo ciężkim  w szpitali.
Mój Boże, codziennie przesyłałyśmy sobie na priv  pozdrowienia, życzenia dobrego dnia, dobrej nocy. Ostatnią taką wiadomość dostałam od niej jeszcze wczoraj, a dzisiaj…przyszła ta smutna wiadomość.
Jestem całym sercem i całymi moimi myślami przy niej, mam nadzieję, że dobry Bóg nie pozwoli jej zabrać.

I akurat dzisiaj przeczytałam w jakiejś gazecie wspomnienia młodej dziewczyny, która była dopiero dwa lata w szczęśliwym małżeństwie, bardzo kochali się ze swoim mężem, planowali już dziecko i….jeden dzień przekreślił wszystkie te plany. Rano mąż jak codziennie wyszedł do pracy, niestety nigdy już do domu nie powrócił. Miał wypadek, samochód potrącił o na pasach i w stanie bardzo ciężkim został przewieziony do szpitala. Żona oczywiście zaraz po powiadomieniu o tym wypadku udała się natychmiast do szpitala, gdzie dowiedziała się, że stan jej męża jest beznadziejnym, praktycznie doszło już do śmierci pnia mózgu i teraz podłączony jest on do respiratora, który za niego podjął wszystkie funkcje życiowe, o czasu ewentualnego pobrania od niego narządów, na które żona musi wyrazić zgodę. I dalej opisana jest tragedia tej młodej zony, która nie chciała, nie mogła pogodzić się z myślą, że praktycznie jej mąż już nie żyje. Wydawało się, że skoro oddycha, skoro jego ręce są jeszcze wciąż ciepłe oznacza, że jest szansa na to, aby on wybudził się ze śpiączki. Nie przyjmowała do swojej głowy, że jego mózg już nie pracuje, czyli praktycznie już go nie ma wśród żywych, to tylko maszyna za niego pracuje, nie on. Siedziała przy nim płacząc, gdy usłyszała historię pielęgniarki, która opowiadała jej o swoim bracie, który po odejściu taty nią się opiekował, pomagając tym jej i jej mamie. Niestety ten chłopak został u kolegi poczęstowany zupą grzybową, wśród której znalazł się trujący muchomor sromotnikowy. Jedyna szansa był przeszczep wątroby, ale na taki pobór tego narządu nie zgodzili się rodzice potencjalnego dawcy, chłopak umarł kilka dni później.
Młoda żona nadal siedziała na krześle przy swoim mężu i nagle zaczynała wspominać czas, gdy się poznali i byli tacy szczęśliwi. I wtedy przypomniało jej się, że jej mąż kiedyś powiedział, ze chciałby, aby kiedyś w razie potrzeby jego narządy mogły służyć po jego śmierci innym ludziom. Wspominała dni, gdy jej mąż zawsze  chętnie pomagał innym ludziom, jak organizował zbiórkę w WOŚP….I wtedy zrozumiała, jaka byłaby wola jej męża, nie chciałby, aby nie mógł pomóc komuś kto tej pomocy potrzebuje. Podjęła więc decyzję, a kilka dni później, idąc przez szpitalny korytarz zobaczyła płaczącą kobietę, przytulająca się do swojego męża i przez łzy z radością mówiącą: nasza Olcia będzie żyła, znalazł się dla niej  dawca.

Dlaczego o tym piszę?
Może to własnie przypadek, że te dwie wiadomości praktycznie w tym samym czasie do mnie doszły, powodując my: a jak ja bym w takiej sytuacji postąpiła? Rozstanie z najbliższa i najukochańszą osobą jest bardzo trudne, ale wydaje mi się, że podjęcie takiej decyzji, jak zgoda na pobranie narządów jest jeszcze trudniejsze.  Bo właściwie skąd na sto procent można mieć pewność, że ten człowiek naprawdę nie żyje? Że jego mózg umarł?? Zawsze przychodzi taka myśl: a może akurat w tym wypadku jest inaczej?, może jeszcze się obudzi i do nas powróci?
Nie życzę nikomu, aby musiał stanąć przed takim dylematem, ale trzeba też pamiętać o tym, że nasze życie nie należy tylko do nas, że jest Ktoś ważniejszy, który naszymi losami kieruje i może taka sytuacja jest własnie wielkim egzaminem z naszego człowieczeństwa???
Niestety wypadki są wpisane w codzienność naszego życia, dobrze, gdy nie dotyczą ani nas, ani naszych najbliższych, ale…..
Ja często zastanawiam się nad tym, czy moje wyjście z domu nie jest tym ostatnim właśnie wyjściem? Zawsze trzeba być przygotowanym na wszystkie ewentualności i żyć tak, by później, po naszej śmierci, nie przynieść naszej rodzinie wstydu za nasze niegodne czyny, popełniane bardziej lub mniej świadomie podczas naszego życia.
No i zatrzymajmy się czasami w naszym biegu przez życie i zobaczmy, że obok nas tez biegnie inny człowiek, który może potrzebuje też naszej pomocy???

Przepraszam za dzisiejszy wpis, ale właśnie takie „coś” mnie dzisiaj naszło.
Uważam, że czasami trzeba zastanowić się nad jakimś poważniejszym tematem, niż polityka, czy piłka nożna.

Życzę miłego wtorku