każdy ma swoją piętę (Achillesową)

Każdy ma swoją Achillesowa piętę, ale żeby od razu tym się chwalić??? Pewnie już wiecie o czym, a raczej o kim chcę w dzisiejszym moim blogu wspomnieć.
Tak wspomnieć, bo ten cwaniaczek nie zasługuje na żadną większa rozprawkę.
Jest tylko przykładem dwulicowości i wielkiej obłudy pisowskie sekty. Sam się podłożył, czyli trafiła pięta na kamień, a raczej można powiedzieć, że trafiła Pęk  na Piętę. Zwodził ją długo, obiecywał intratne stanowisko, obiecywał małżeństwo i wspólne życie,  jakby zapomniał, że już żone i dziecko posiada. Ale to on własnie kiedyś poddawał głośnej krytyce wszystkie opozycyjne kroki, wydawał się najbardziej konserwatywnym pisowskim politykiem, który rygorystycznie przestrzega wszelkie moralne zasady, a potępia tych, którzy ich nie przestrzegają.
Wstrętna pisowska glizda jeszcze nie tak dawno potrafiła zgnić swoimi podłymi wypowiedziami uczestników protestów niepełnosprawnych, zresztą nie pierwszy raz przybierał moralizatorską pozę w swoich wypowiedziach.Teraz został zawieszony w członkostwie, odsunięty od pełnionych prominentnych stanowisk np w Komisji Amber Gold. Okazuje się, że jego dopuszczenie do  tak zwanych wiadomości poufnych może przynieść wiele szkód.
Ba, już cała formacja pis to jedna wielka szkoda dla Polski, jedna wielka zgnilizna.
Ostatnio wypłynęły na jaw  taśmy z nagraniem Jarosława Kaczyńskiego, który przed laty opowiadał, czym kierował się starając się dostać do solidarnościowych formacji – czysty interes, on tylko pragnął osiągnąć tam prominentne stanowisko i bardzo ubolewał, że ani jemu, ani jego bratu nie udało się wtedy  osiągnąć tego celu, po prostu byli mało znaczącymi pionkami. A tak jeszcze niedawno głosił, że jego brat był głównym zastępcą  Lecha Wałęsy, ale zasadniczo to on kierował całą tą organizacją i on był reżyserem i twórcą nowego, antykomunistycznego odkrycia Polski.
Tylko kto teraz mu w to uwierzy, skoro tasmy są dowodem dokładnie odwrotności tego, co głosił???
OBŁUDA, ZGNILIZNA MORALNA, OT WSZYSTKO, CZYM PIS SIĘ KIERUJE.
Jaki zakłamany prezes, taka i cała i jego nic nie warta partia !!!
Zresztą oni wszyscy w tym pisie tak mają, ostatnio Piotrowicz starał się udowodnić, że sam był ofiarą komunistycznego reżimu, czym wzbudził tylko śmiech i  pogardę. W taką ciemnotę to już trudno naprawdę uwierzyć, zwłaszcza, że  za czasów komuny piastował stanowisko prokuratora, chętnie skazującego opozycjonistów na dotkliwe więzienia, za co prócz oczywiście odpowiedniego wynagrodzenia otrzymywał specjalne wyróżnienia.
Nie wiem, czy pisowcy naprawdę wierzą, że ich „rewelacje” oparte na kłamstwach i propagandzie jeszcze długo utrzymają ich przy władzy?
Pewnie znów coś komuś naobiecują, potem okaże się, ze tą kiełbasą wyborczą trudno  będzie nakarmić coraz bardziej wymagających wyborców.
A ja się cieszę, że taki Pięta został ośmieszony, może to jednak trochę rozjaśni niektórym ich przymglone umysły i zobaczą, że są  o k ł a m y w a n i ????

DOSYĆ POLITYKI, niech sie dzieje, im więcej brudów wypływa na wierzch, tym lepiej dla Polski.

A ja zajmuję się teraz życiem codziennym, to znaczy cieszę się pięknymi okolicznościami przyrody i pełnią prawie że lata, chociaż…Ale dosyć narzekania, kiedyś musi być przecież lepiej, no nie?

Miłego wtorku

tak sobie myślę…..

Takiemu Maluszkowi, który przyszedł własnie na świat wcale nie musi być tak bardzo wesoło. Siedział sobie w cieplutkim   brzuszku, gdzie nie dochodziło jasne światło i cisza panowała, nie musiał być narażony na żadne stressy, oczywiście o ile mamusia dbała o swoje spokojne życie.
A tu nagle BUM, wszystko się skończyło. Najpierw ból i niesamowity wysiłek przy przejściu przez ciasny tunel z mamy brzucha na zewnątrz, na pewno cisnąć główką na oporne mięśnie matki brzucha ból czuć musiał. Chyba takiemu dzidziusiowi pierwsze sekundy na pewno nie przypadają do gustu, skoro ogłasza je wielkim płaczem. Koniec? czemu koniec, ja chce z powrotem do brzucha, mi tam było tak dobrze……
No i wszystko się zaczyna, całe życie przed takim Maluchem, najpierw sielsko- anielskie pod czułą opieką Rodzicieli, który każdy pyłek z okolic ciałka usuwają, karmią pysznym  mamusinym mleczkiem, pieszczą i czule przemawiają. Ale potem już jest pod górkę. Pierwsze urazy, spowodowane upadkami, albo co gorsze kontaktami z rówieśnikami, przedszkole, czyli wdrażanie dyscypliny, która już będzie towarzyszyć przez całe życie, trudne szkolne lata, bo nie cała wiedzę da się jednak objąć swoją małą głową. A potem jeszcze gorzej: zaczyna się dorosłe życie, pełne dylematów i przeróżnych bolączek, tak fizycznych, jak psychicznych i ta ciągła walka o jutro, które nie zawsze układa się według własnych marzeń.
Czyli już Maluszkowi nie jest łatwo, bo sporo życiowych wyzwań przed nim, chociaż teraz jeszcze nie do końca zdaje sobie z tego sprawę, jeszcze przecież jego życiowe  wymagania ograniczają się do tego, by było ciepło, bezpiecznie, sucho no i żeby pyszne jedzonko zawsze na każde żądanie było dostępne.
Tak więc nie wiem, czy zazdrościć, czy nie takiemu Noworodkowi, ale ponieważ przynosi on nowe nadzieje rodzicom i rodzinie, wszyscy wokoło się cieszą i podziwiają Maluszka, wiec i ja się cieszę z narodzin Malutkiej.
I życzę Jej, by całe Jej życie było tak szczęśliwe, jak te pierwsze radosne dni przy swojej Mamie i swoim Tacie, którzy są przecież najlepsi na świecie.Tak większość dzieci sądzi o swoich rodzicach i  bardzo dobrze, bo dzieciństwo to czas, do którego zawsze powraca się z uśmiechem na twarzy i z łezką wzruszenia w oku. Przynajmniej tak być powinno, przynajmniej  ja tak mam……
Ale spokojnie, znam doskonale i Ksawra i Dianę i wiem, że będą wspaniałymi Rodzicami. Zresztą Ksawer już miał swojego rodzaju „zaprawę” przy swoim młodszym rodzeństwie, którymi często bardzo  czule i odpowiedzialnie się opiekował, no i nie można zapomnieć, że jestem jego Chrzestną Mamą, a więc pewne pozytywne cechu i po mnie odziedziczył 🙂
A Diana? no cóż, tak spokojnej i zrównoważonej  młodej kobiety dawno nie widziałam, naprawdę, nie przesadzam, wystarczyło przyjrzeć się, jaki ma stosunek do dzieci na przykładzie chociażby częstych kontaktów z Mią, ciepły, wręcz czuły, bardzo empatyczny. Tak więc wcale o dzieciństwo naszej Małej, dopiero co narodzonej Dziewczynki (wciąż jeszcze bezimiennej) się nie obawiam.
Po prostu miała szczęście, wybrała sobie naprawdę wspaniałych Rodziców.
Wczoraj napisałam Ksawrowi  śmiesznego -a, żeby nie zapomniał  nauczyć swojej Maleńkiej (w przyszłości oczywiście) jeść biały ser. Dlaczego?
Bo to była najbardziej „wstrętna” potrawa małego Ksawra i nie można było go przekonać, że ser może być dobry no i jest zdrowy. Coś na ten temat wiem, kiedyś byłam z nim przecież na wczasach i nic, co białym serem pachniało nie było dla niego jadalne. Zresztą to był czas, gdy praktycznie niewiele mu smakowało i było związanych z tym wiele kłopotów.
Z czasem na szczęście smaki mu się zmieniły, apetyt powrócił, nawet na biały ser 🙂
No cóż, Ksawra mama jako maluch też była niejadkiem, potem tak było z Ksawrem, mam nadzieję, że ta „zła tradycja” na naszą Małą nie przejdzie 🙂
Ale się rozpisałam o Małej i jej rodzicach, ale to tylko dlatego, że naprawdę bardzo, ale to bardzo się cieszę, że już jest na świecie.
Pamiętam dzień, gdy Ksawer przyszedł do mnie w odwiedziny i w wielkiej tajemnicy poinformował mnie, że będą mieli dziecko. Jak on się wtedy cieszył, chociaż jeszcze nie był na 100 procent pewny, że jest to prawda, I ja się cieszyłam razem z nim, wierząc, że za dziewięć miesięcy Dzidziuś będzie już na świecie.
I tak się stało, na szczęście Mała jest zdrowa i piękna.
No i czy już pisałam Wam, że ją bardzo kocham?  Nie mogę się doczekać, aż ją zobaczę…..
Ale jeszcze kilka dni na to będę musiała poczekać, kilka długich dni.
I popatrzcie, jak pięknie Mała świat przywitała, akurat wiosna w pełnym rozkwicie, można powiedzieć, że już nawet letnia aura panuje, będzie można z nią chodzić na przyjemne spacery nad Wisłę.
No własnie, pogoda śliczna, ciepło, chociaż czasami deszczyk, a czasami i burza gdzieś tam przeszkadza…
Byleby tylko te nogi mi tak nie dokuczały, znów nadszedł czas, że mam kłopoty z chodzeniem.
Ale to pewnie jest cena za to, że zostałam Ciocią – prababcią. Wszak teraz już mam pewne wynikające z tego prawa, zdrowotne też.

Życze miłego poniedziałku i całego tygodnia, uśmiechniętego, słonkiem malowanego  

Dodatek specjalny na dzień 03.06.2018

 

 

 

 

Co prawda dzisiejszy wpis już do blogu jest umieszczony, ale…
Dzisiaj jest dla mnie jest dzień szczególny.
Przed chwilą dowiedziałam się, ze zostałam  CIOCIĄ – PRABABCIĄ !!!!
Niesamowite, ale mój Brat Krzysztof by się cieszył, pewnie z nieba na nie patrzy i się do obu Dziewczyn uśmiecha, do Diany i do Malutkiej, która dzisiaj na świat przyszła.

Witaj Malutka w Rodzinie, jak to dobrze, że już jesteś z nami

A Dianie i Ksaweremu serdecznie gratulują ślicznej Dziewczynki, niech się Im zdrowo i mądrze rozwija.

Festyn w Parku Krakowskim

Ale luda wczoraj się naszło do Parku. Otwarcie nastąpiło w samo południe, a chwilę potem całe masy ludzi tam spacerowało, podziwiało i kupowała w jednak postawionych z tej okazji kramach. Dziwne tylko, że w taki upał nie było tam…lodów, a może je po prostu przegapiłam? Ciężko było chodzić główną alejką, bo tłok tam panował wprost niesamowity.
Oczywiście starym zwyczajem, który jest zawsze obecny przy takich imprezach skoczne kawałki  przygrywała w parku orkiestra dęta

    

Panowie i panie pięknie ubrani wzbudzali prawdziwe zainteresowanie.Jakoś przypomniały mi się austriackie czasy, gdy własnie w parku zawsze taka skoczna muzyka odpoczywającym w parku towarzyszyła, wystarczy chociażby przypomnieć sobie sceny z filmu Noce i dnie.
Część ludzi spacerowała, część siedziała na ławeczkach, albo na murku, spożywajac zakupione pyszności, jeszcze spora część siedziała sobie na rozłożonych na trawie leżakach, albo wręcz na trawie.

Oczywiście najbardziej oblegane było pole zabaw dla dzieci, tam trudno nawet szpilkę było wbić, tyle dzieciaczków się tam bawiło i nawet, co ciekawe nie zanotowałam żadnych większych awantur.
Już miałam sobie własnie kupić czeskiego naleśnika, ale okazało się, że trzeba byłoby na niego czekać aż 20 minut, a tu nagle zaczęły się odżywać groźne pomruki nadchodzącej burzy. Na szczęście nie mieszkam przecież daleko, więc zdążyłam wejść do mieszkania tuż przed pierwszymi opadami.
No, a ponieważ zrobiłam sobie apetyt na takie słodkie pyszności, więc na obiad  szybciutko usmażyłam sobie omlet z dżemem malinowym, też był pyszny.Burza nie trwała za długo, myślę, że większość osób pochowało się w parku pod specjalnie rozwiniętymi namiotami. Ale już niedługo później znów zaczęło być głośno w parku, najwyraźniej odbywał się tam konkurs tańców. Ale byłam już zbyt zmęczona, bym znów miała iść zobaczyć te harce osobiście, zamknęłam więc okno, by mi muzyka zbyt nie przeszkadzała i…….. trochę się zdrzemnęłam. Nie wiem więc jak długo trwały te zabawy w parku, bo gdy się przebudziłam było już cicho, nie licząc oczywiście odgłosów niemęczących się nigdy zabawami dzieci.
A późnym  wieczorem rozlegały się głosy fajerwerków, ale to raczej nie w naszym a w Parku Jordana, bo słychać je było raczej z oddali.

A dzisiaj rano sobie pomyślałam, że pogoda jednak była dla Krakowian bardzo wczoraj łaskawa, bo mimo tej przejściowej, a krótkotrwałej burzy, było bardzo przyjemnie, było słonko, lekki wiaterek, cóż więcej potrzeba do szczęścia???

Bo dzisiaj od rana niestety pada deszcz. I pewnie dzisiaj byłaby dalsza część festynu, bo jak już pisałam kiedyś, w niedzielę zawsze było w naszym parku imprezowo, tylko kto się skusi na deszczowe spacery??? Nawet plac zabaw ucichł i zamarł w deszczowej aurze, ale jest nadzieja, że popołudniu nieco się przejaśni, przynajmniej  prognoza tak zapowiada.

No to co, życzę jednak przyjemnej niedzieli, może uda się jednak  dzisiaj chwilkę chociaż pospacerować ?????

dzisiaj mamy cudowną sobotę

 

 

 

Po wczorajszej wieczornej burzy powietrze zdecydowanie się orzeźwiło i można oddychać całą piersią.Dzieciaki już na polu zabaw od rana szaleją, już słychać ich wesołe pokrzykiwania. Nie jest wcale tak źle, jak przypuszczałam, te dziecinne głosy są nieco jednak przygłuszone, nie ranią moich uszu.
Ot, taka krzątania za oknem, ale żebym z tego  powodu musiała siedzieć przy zamkniętym oknie?
Nie wiem, kiedy te uroczystości w Parku maja się rozpocząć, przypuszczam, że około południa, pewnie pójdę potem tam zaglądnąć.
Za to jestem troszkę zawiedziona, zawsze w Parku „urzędowały: traki, z których powstawały wspaniałe stoiska, gdzie można by było się posilić, kupić wiejski chleb, dżem, sok, czy jakieś słodycze, no i oczywiście wspaniałe lody i inne przysmaki.
Tylko……  to miejsce, gdzie te samochody stawały jest teraz zarezerwowane przez plac zabaw i wątpię, żeby jeszcze wygospodarowali dla nich podobny plac. Szkoda, bo to była jednak bardzo miła tradycja. A może po prostu z mojego okna już nie widać żadnych stoisk, może jednak gdzieś tam się rozpostarły i czekają na miłych gości??? Szczególnie w tak uroczystym dniu, jakim jest oficjalne otwarcie Parku miałoby ich zabraknąć?
Nie, koniecznie muszę iść na zwiady, jutro wszystko dokładnie opiszę. Przecież wprost grzechem by było  mieszkając na ulicy sąsiadującej z parkiem  nie brać udziału w takiej uroczystości, prawda?
No i koniecznie muszę sprawdzić, czy kaczuszki już zamieszkały w stawie koło wyspy.
W każdym razie dzieciaczkom wcale nie przeszkadza brak stoisk, chociaż podejrzewam, że niejedno z nich na pyszne lody by się skusiło.
Dzisiaj mam przynajmniej zakupowy luzik, bo własnie dostałam dostawę z Tesco, musiałam kupić wodę mineralną, która już mi się kończyła, to przy okazji jeszcze inne wiktuały zakupiłam. Pozostaje tylko mi kupić   kawałek dobrego chleba w Avitexie i…. mogę sobie po parku pohulać. Szkoda tylko, że Pokemony są takie leniwe i nie bardzo chcą tam przychodzić.
Politycznie nie będę się dzisiaj wyrażać, bo zresztą i po co, jedno wiem na pewno, najbliższa przyszłość zapowiada się…nieco rewolucyjnie, ale poczekajmy z ocenami.
No to się nie rozpisuję za wiele dzisiaj, bo zaraz będę na spacer się wybierać, chociaż… troszkę mnie martwi, że słonko coraz częściej za chmurki się chowa….. Ale na szczęście mieszkam tak niedaleko, że nawet gdy zacznie zapowiada się na jakieś deszczowe opady, zdążę w porę umknąć przed całkowitym przemoczeniem.
Życzę przyjemnej soboty, pewnie gdzieś tam jest cudowna pogoda…..

Dzisiaj Dzień Dziecka

 

A więc dzień moich najpiękniejszych wspomnień z tej krainy jakże już odległej, a wciąż przecież gdzieś w środku mnie drzemiącej.
Miałam wszystko, Kochanych Rodziców, Rodzeństwo, Babcie, Dziadki, Ciocie,  Wujki…..
Ale miałam to, co było najważniejsze  SZCZĘŚCIE I ICH MIŁOŚĆ.
Bo dla każdego dziecka najwalniejsze są własnie te dwa uczucie, wtedy dziecko świetnie się rozwija, ma dobre wzorce na przyszłe, już dorosłe życie. Niestety nie wszyscy rodzice do końca sobie z tego zdają sprawę, są po prostu za bardzo zabiegani, nie wiele dla dzieciaków czasu mają.  A one tak niewiele potrzebują, tylko się  przytulić, usłyszeć Kocham Cię, jesteś moim skarbem.
I wcale nawet nie mam tu na myśli niektórych zwyrodniałych już rodziców, którzy powołali swoje pociechy na świat i dalszy ich los ich  nie obchodzi, a czasami nawet przeszkadza. Mam na myśli mamy, które nie do końca potrafią zrozumieć problemy swoich dzieci, nie wdrażają się w nie, nie dociekają przyczyn wielu dziecinnych, wydawałoby się mało ważnych smutków i problemów.
A przecież to własnie nasze dziecinne lata kierują naszymi krokami przez całe nasze życie, w dzieciństwie uczy się człowiek rozróżniać dobro i zło i uczy się obierać dobre i słuszne opcje. Nawet jest takie powiedzenie: czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. I to jest prawda. Ale żeby Jaś nauczył się dobrego życia potrzebna jest duża cierpliwość jego rodziców.
Moje dzieciństwo dzieli się na dwie części, tę radosną, pełną szczęścia aż do ukończenia przeze mnie 10 lat, gdy zmarła moja Kochana Mateczka i tę drugą,, teraz też mogę powiedzieć, że szczęśliwą. Może wtedy nie do końca zdawałam sobie sprawę z tej smutnej dla mnie rzeczywistości, co oznacza brak Matki. Miałam wspaniałego Tatę, i  Babcię – Tamtą mamę, to oni starali się, aby zapełnić pustkę mojego serca, nie czuła bólu i samotności.
Dzisiaj, gdy już jestem osobą starszą świetnie rozumiem całą ich dbałość o mnie, nie tylko o moje ciało, ale przede wszystkim o moją duszę, o moje serce.
To własnie oni przelali do mojego serca wiele dobra, oni uczyli mnie miłości i mądrości życia i dzisiaj Im za to serdecznie dziękuję.

Niech ten dzisiejszy dzień będzie radosny dla wszystkich dzieci, tych małych, które jak pisklęta wciąż do matki się przytulają i tych nieco starszych, nieco już zbuntowanych, walczących o własną samodzielność, chociaż nie do końca granice odpowiedzialności rozumieją.

A za moim oknem, na placu zabaw dopiero dzisiaj będzie tłocznie i radośnie. Już wczoraj wesołe okrzyki tam się roznosiły, a dzisiaj, gdy jest ich święto na pewno wiele ciekawych imprez tam będzie się odbywało.
I tak będzie też i jutro, gdy uroczyste otwarcie Parku im Marka Grechuty nastąpi.
Jednego czego mi brak w tym parku to…kawiarenki, gdzie można byłoby usiąść  i kawkę sobie, podobnie jak jest na przykład w Parku Jordana, można było sobie wypić. Drzewiej taka kawiarenka w parku Krakowskim była, może i teraz ktoś znajdzie jakiś niewielki kawałek przestrzeni, aby niewielki budynek, a przed nim ogródek ze stolikami postawić……
Pewnie, dawniej Park Krakowski posiadał większa powierzchnię, niż teraz, dlatego było tam miejsce nie tylko na kawiarenkę, ale i na basen, a w zimie na niewielkie lodowisko i nawet na niewielki zwierzyniec.
Dzisiaj w Parku mieszkają tylko kaczki, to znaczy mam nadzieję, że znów zamieszkają, wszak mają dla siebie wspaniałą wyspę. Ongiś mieszkały tam tez piękne i dumne łabędzie, ale widać, nie było to odpowiednio chronione miejsce dla tych wspaniałych ptaków.

Miłego piątku wszystkim życzę, sporo słonka i radości, pełnego rozbrzmiewających wesołych głosików naszych najmłodszych, wszak to oni  są naszą nadzieją, kiedyś będą decydować o losach naszego kraju, niech dzisiaj mają jeszcze czas na beztroskę i na radość.

A ja jestem wciąż w oczekiwaniu na Malutką Dziecinkę, córeczkę Diany i Ksawera, która już, już ma na ten świat przyjść.
Bo nie ma większej radości w rodzinie, niż narodziny nowego potomka. 😦
Telefon na wszelki wypadek cały czas noszę przy sobie, by nie przegapić tej wspaniałej chwili narodzin.
Zostanę przecież CIOCIĄ – PRABABCIĄ!!!!!

środ(kowy dzień tygodnia)a

 

A wiec serdecznie Ciebie Uleczko witam i pozdrawiam z naprawdę słoneczkiem zalanego Krakowa.
Dzisiaj jest szczególna środa, bo poprzedzająca bardzo długi weekend, który mam nadzieję, znając Ciebie pewnie odpowiednio wykorzystasz/Tak więc nawet wcale nie zdziwię się, gdy dzisiaj komentarzem mnie nie uraczysz, już masz moje rozgrzeszenie 🙂
Baw się dobrze, ciesz się pogodą , zdrowia i przyjaciółmi, bo to jest przecież takie na codzień ważne !!!

A ja miałam wczoraj bardzo radosny dzień. Już wcześnie rano zaczęłam przez okno podglądać, jak ten metalowy płotek okalający mój park pomału niknie.
Potem zobaczyłam już pierwszych gości parku, więc również  poszłam na parkowy rekonesans.

 


Oczywiście pierwsze kroki skierowałam ku fontannie, musiałam sprawdzić, czy kaczuszki już wyspę zamieszkują.
Zaskoczyła mnie czyściutka, przeźroczysta woda w basenie, działająca już fontanna wyrzucała świeżą, prawie że białą wodę, ale kaczuszek jeszcze nie ma.Wyspa już jest zielona i czeka na swoich gości, może jeszcze w tym tygodniu nadlecą????
Główna alejka parku jest pokryta betonem, za to pozostałe są pokryte żwirkiem, tak fajnie pod nogami trzeszczącymi. Wokoło  sporo zieleni, jeszcze malutkiej, dopiero rozwijającej się, ale w przyszłości będą tworzyły łąki kwietne i cieszyć będą oczy  parkowych gości.
Cieszy widok niepołamanych, świeżo odremontowanych ławek i dużych, ładnych stylowych wręcz koszów na  śmieci. Co mi się jeszcze podobało? Przy głównym wejściem do Parku, obok  szerokich i wygodnych schodów umieszczona jest alejka zjazdowa dla wózków i rowerów, to nowość w tym miejscu, ale fajnie, że o tym przy remoncie pomyśleli.
Posiedziałam chwilkę na ławce, ale że Pokemony jakoś słabo do mnie przychodziły  ( pewnie jeszcze się nie zwiedziały, że park już jest otwarty) poszłam oglądnąć sobie plac zabaw. To jest prawdziwy zawrót głowy dla dzieci, czego tam nie ma: i huśtawki i wieże wspinaczkowe, park linowy i przede wszystkim specjalnie wybrzuszone pagórki, po których można biegać, jeździć na rowerach, czy hulajnogach i deskach, prawdziwy raj dla dzieciaków.
Całe podłoże pod  placem zabawowym wyłożony jest specjalną korkową wykładziną, tak więc przy jakichkolwiek upadkach dzieci z wieży, czy karuzeli na pewno ból będzie mniejszy.
Nie zdążyłam oczywiście zwiedzić wczoraj całego Parku, jeszcze muszę sprawdzić tę czytelnię, gdzie można sobie wypożyczyć książkę, pewnie jest jeszcze i wiele innych ciekawostek, chociażby stół pingpongowy, który sobie stoi niedaleko dziecinnego placu.
Zauważyłam, że wszystkie rzeźby, które stały w parku też zostały odnowione i nie straszą już obdartymi nosami. Trzeba powiedzieć, że sporo się w parku zmieniło, ale dopiero gdy cała roślinność już się rozbuja, wtedy będzie w nim jeszcze piękniej, o ile oczywiście wandalom nie uda się czegoś zniszczyć. oby nie. Myślę, że odpowiednie władze nad tym czuwają, pewnie są zamieszczone kamerki, ale na przykład cały plac zabaw dla dzieci otoczony jest płotkiem, a brami do placu są zamykane. Niech jak najdłużej służą one dzieciakom, bo już  wczoraj było widać ich radość z zabaw na nowych sprzętach. Wczesnym popołudniem jeszcze niewiele tam dzieci było, nawet chwilkę udało mi się posiedzieć tam na ławeczce, ale już pod wieczór na placu zabaw była taka chmara maluchów i młodzieży, że aż musiałam zamknąć okno, bo dochodziły do mnie zbyt intensywne  piski  i okrzyki radości.
Dzisiaj rano jeszcze było cicho, wiadomo, dzieciaki dzisiaj są w przedszkolach, w szkołach, ale ruch  znów już zacznie się popołudniu i przez całe następne wolne dni park będzie rozbrzmiewał różnymi głosami, nie tylko (niestety) ptasimi.  Ale takie jest prawo dzieci, szczególnie, że w sobotę dzieciaczki obchodzić będą swoje święto, no i Park będzie obchodził uroczyste otwarcie.
Ale cieszy mnie to, że wreszcie park znów ożył, wszak rok cały na ten czas czekałam…..

To tyle na dzisiaj. Miłej środy przed nieco dłuższym czasie odpoczynku życzę 

zapraszam

Bardzo mi ten widoczek przypomina wszystkie moje wakacje spędzane w Zawoi.
Jest to najdłuższa wieś w Polsce, umieszczona u podnóża Babiej Góry.
To piękne miejsce odkrył przed wielu laty mój Tata, który uwielbiał piesze wycieczki. Kiedyś maszerując  z Makowa Podhalańskiego różnymi górskimi ścieżkami  zawędrował do zapomnianego przez ludzi miejsca, do wsi Zawoja. Cicha i spokojna była to wieś, nie było wielu jak teraz  chętnych turystów, którzy by chcieli szczyty Babiej Góry pokonać, głownie byli tylko prości gospodarze, zajmujący się swoim skromnym inwentarzem. Dopiero wiele lat temu zaczęły powstawać tam  szlaki turystyczne, wodzące ludzi po pięknych leśnych i górskich zakamarkach. Mój tata był tak zauroczony tę piękną okolice, że postanowił razem z moim dziadkiem wybudować tam letni dom – willę. Odkupywali od wiejskich sąsiadów po kawałku ziemi, trochę od jednego gospodarza, troszkę od innego gospodarza i w ten sposób powstała rodzinna posiadłość, do której rodzice, ciocie przywozili na wakacje swoje dzieci.
To tam podczas ciężkich wojennych czasów letni czas spędzali z moja Mamą Ania i Krzysztof ( ja urodziłam się już grubo później), również moje kuzynki Marysia i Basia. Pierwsze powojenne czasy na takich wsiach były ciężkie, nie było elektryczności, domy oświetlało się przy pomocy naftowych lamp.
Ale i tak miło wspomina m te wakacje, gdy ganiałam z kuzynkami po naszym parku, pełnym pięknych świerków, pełnych łopianów nad rwącym i zimnym górskim potopem. Nie był jeszcze wtedy  toalety w domu, do wygódki chodziło się do lasku obok domu, albo…siusiało się do…nocników, a potem … lepiej zamilczeć, pamiętam tylko, gdy się szło pod oknem wychodzącym obok balkonu głośno się wołało „idzie się, idzie się – trzeba było uważać, by nie narazić się na nie zawsze przyjemną kąpiel Potem wszystko pomału się zmieniało, willa się coraz bardziej w środku unowocześniła, a rodzina coraz bardziej się rozrastała. Nie dla wszystkich niestety tam już zostawało miejsca. Oj, bardzo dawno nie byłam już w Zawoi i przyznam się tak szczerze, że mimo, że z tamtych dziecinnych lat wiele bardzo przyjemnych wspomnień mi pozostało, jednak nie pojechałabym już w tej chwili do tej „naszej” starej części Zawoi, to już nie jest to samo miejsce, nie ten czas, ona nie jest już nasza……… niestety
Ech życie, jedni chcą mieć wszystko, inni nie mogą mieć nic……
Teraz Zawoja stała się bardzo modnym miejscem, szczególnie dla turystów, tych lubiących górskie i nie tylko górskie wycieczki.
Bardzo się ona rozwinęła,  powstają ciągłe nowe ośrodki wypoczynkowe……
A mnie jest trochę jednak żal…. no, ale tylko trochę, bo serce do Zawoi straciłam już bardzo dawno temu.

Dzisiaj za moim oknem już wiele się dzieje, robotnicy przystąpili do usuwania tego okropnego, blaszanego płotu, okalającego nasz park. Robi się coraz weselej,  Już widzę pierwsze rowery na ścieżkach, pierwszych spacerowiczów i dzieci na placu zabaw po moim oknem, chociaż oficjalne otwarcie parku odbędzie się dopiero w sobotę.
Pewnie i ja tam się dzisiaj, a może jutro wybiorę, nie wiem, czy już po parku można chodzić, czy nie będą przeganiać „natrętów”, ale skoro park już nie ma ogrodzeń…. kto może ludziom i dzieciom zabronić????

Dziwna jest ta dzisiejsza pogoda, niby jest ciepło, niby słonko świeci, ale coś mi się, zdaje, że bez burzy, albo chociażby deszczu się nie obejdzie.
Ale i tak miłego wtorku wszystkim życzę.

zaczynamy…….

.

 

 

Nadszedł nowy tydzień, już ostatni majowy.Przed nami piękna pogoda, nawet wysokie dosyć temperatury, możliwe burze………
Dni sa już tak długie, jeszcze o ósmej wieczór jest całkiem jasno, rano budzi cię wesoły świergot ptaszków, właśnie dlatego lubię tę porę roku.
No i z niecierpliwością czekam na…sobotę, dzień otwarcia Parku Krakowskiego im Marka Grechuty, ale będzie się działo.Na razie wciąż jeszcze straszą te metalowe płoty wokoło parku, ale pewnie już w tych dniach zaczną je rozmontowywać. Właściwie ten rok dosyć szybko minął, wydaje się, że dopiero co zaczęli stawiać najpierw te bale drewniane  dookoła parku, jeszcze wtedy widok nie był taki smutny, dopiero te blachy jakoś deprymująco na mnie działały, teraz znów będzie pięknie.

Wczoraj, zainspirowana gazetą Życie dworskie zaczęłam się historią romansu Królowej Wiktorii z młodym  muzułmaninem Karimem Abdulem. Właściwie trudno nazwać to było romansem, skoro królowa była już w wieku dosyć poważnym, miała ponad 64 lata, a ów indyjski młodzieniec miał ich tylko 24.
Raczej można by powiedzieć, ze był on faworytem królowej, co zresztą wzbudzało niechęć całego dworu do tej  jego zażyłości z Królową.
Ale Wiktoria była stanowcza, mimo niechęci, a wręcz można powiedzieć nacisków  jej najbliższych, niechęci dworu i premiera postawiła sprawę jasno, nie oddali swojego faworyta. Spędziła w jego towarzystwie swoje ostatnie lata. Kim był Abdul? W Indiach był tylko urzędnikiem, ale później, gdy już zaczął swoja karierę na angielskim dworze, był człowiekiem niezwykle wpływowym, to z jego zdaniem liczyła się królowa. Można powiedzieć, że ja wykorzystywał, ale jednak równocześnie darzył ją  prawdziwym uczuciem podziwu i przywiązania, a to własnie było dla czującej wielkie osamotnienie królowej najważniejsze.
Znalazłam  na cda film, nakręcony całkiem niedawno, bo w 2017 roku, „Powiernik Królowej” opisujący właśnie historię tej niezwykłej  znajomości .
Film bardzo mi się podobał, z wielkim zainteresowaniem podziwiałam świetną rolę Judi Dench, odtwórczynię Królowej Wiktorii, a także bardzo przystojnego hindusa, Ali Fazala.
Abdul KarIm zjawia się na brytyjskim dworze, aby z powodu jubileuszu wręczyć królowej podarek od narodu, Miał tam  spędzić tylko kilka dni, jednak zostaje ponad dekadę, a Wiktoria czyni go swoim „Munshi”, czyli nauczycielem, a raczej przewodnikiem duchowym i najbardziej zaufaną osobą na dworze.
Nie podoba się to świcie dworskiej, a przede wszystkim synowi Wiktorii, który wkrótce miał zostać następcą tronu i to on zaczyna wojnę podjazdową z Abdulem.
Wielka polityka, małe tęsknoty, słodko gorzka opowieść o mankamentach  życia na świeczniku , ale także zderzenie się dwóch kultur i refleksja nad stosunkiem Europy Zachodniej do świata islamu.
Jakże nadal ten temat jest przecież aktualny.
Naprawdę bardzo gorąco zachęcam do oglądnięcia tego filmu. 
Królowa Wiktoria wydawała się osobą nudną, ale to jej niespełnione życie doprowadziło ją do takiego zniechęcenia życiem, stosunkowo wcześnie straciła swojego ukochanego męża, a nieco później przyjaciela, czuła się samotna, opuszczona, mimo, że posiadała spora rodzinę.
Dopiero ostatnie lata jej życia przyniosły jej radość życia.
Dzisiejszy dwór wygląda nieco inaczej. Co prawda obecna królowa Elżbieta też jest jeszcze nieco konserwatywna, ale świeża  krew, która napływa do zamku Windsorów zmienia całkowicie oblicze monarchii. To, czego nie udało się zmienić księżnej Dianie, ani księżnej Ferguson, teraz nabiera rumieńców, przy udziale młodych książąt Williego i Harrye’go, a przede wszystkim księżniczek Kate i Meghi.
Jeszcze niedawno Anglicy zastanawiali się, do czego im potrzebna jest monarchia. Teraz już wiedzą, że to własnie Kate, Meghan, Willy i Harry wspaniale reprezentują, promują  ich kraj, więc żaden Anglik na zamianę monarchii na inny   ustrój  nie wyrazi zgody. Oni po prostu są dumni ze swojej monarchii i przy wielu okazjach, chociażby jak ślub książęcy, czy urodziny królowej, czy narodziny nowego królewskiego potomka  dają temu swój wyraz.

Ale się rozpisałam o tych królach.

Ostatni król w Polsce zmarł już ponad 200 lat temu, nie mamy więc monarchii od dawna, chociaż ostatnio pojawiał się ktoś, kto koniecznie za króla Polski chce być uznawany, przynajmniej mieć królewskie przywileje. Na szczęście nie ma poparcia większości i jego władza raczej przeminie dosyć niechlubnie.
Ale dzisiaj o tym nie będę pisała…..

Jak to w poniedziałek, życzę przyjemnych wszystkich dni w nadchodzącym tygodniu, wiele radości, która będzie przeplatała pracowite godziny.