I znów weekend. chociaż nieco inny

 

 

 

 

Pierwszy w tym roku (nie licząc Sylwestra i Nowego Roku), a zarazem i świąteczny, bo jutro do nas zagladną Trzej Królowie Kacper, Melchior i Baltazar. Imię Kacper jest dosyć nawet ostatnio popularne i pewnie wiele Kacperków jutro słodkie całusy wraz z upominkami  od Rodziców otrzymają.
Ciekawa jestem, czy istnieją też w Polsce dzieci o imieniach Melchior, czy Baltazar?
Za to we Włoszech dzieci tej nocy będa oczekiwali prezentów od Befany.

Jest to taki odpowiednik naszego św Mikołaja.



La Befana – wróżka  o wyglądzie wiedźmy, dosyć złośliwa, która w tradycji włoskiej  przynosi dzieciom prezenty w związku z Bożym Marodzeniem . Pełni tę samą rolę, co święty Mikołaj. Dzieci oczekują prezentów od Befany w noc z 5 na 6 stycznia,  w Święto Trzech Króli. Pochodzenie jej imienia ma przypuszczalnie związek z epifanią , czyli aktem objawienia.

Befana jest staruszką z długim, zakrzywionym nosem. Ubrana jest w postrzępione i brudne rzeczy. Głowę ma przewiązaną szalem lub chustką. Lata na miotle, wchodzi do domów przez komin i zostawia w skarpecie prezenty. Dzieci, które chcą się jej przypodobać powinny zostawić na stole przed snem mandarynkę lub pomarańczę, albo kieliszek wina. Dzieciom mówi się, że jeżeli nie będą grzeczne, to wiedźma Befana włoży im do świątecznej skarpety węgiel, popiół, cebulę, lub czosnek.

Legenda głosi, że Trzej Królowie  powiedzieli Befanie o narodzeniu Jezusa, jednak nie zdążyła ona na jego powitanie, ponieważ zgubiła się. Od tego czasu Befana, latając na miotle, zostawia prezenty w każdym domu, w którym mieszka dziecko, na wypadek, gdyby był w nim Jezus.

I jeszcze jedna ciekawostka zwiazana z tym świętem:

Co roku 6 stycznia (dzień wolny od pracy) w Rzymie
 na Plazza Navona  odbywa się święto dla dzieci pod nazwą „Befana” a związane z postacią wróżki. Stawiane są stragany, na których sprzedaje się lalki wiedźmy na miotle, ozdoby świąteczne i skarpety na prezenty, organizuje się zabawy, rozdaje słodycze. Według danych statystycznych w 2005 r. Włosi wydali na prezenty z okazji Befany 750 milionów euro, a średnia wartość prezentów włożonych do jednej skarpety to 68 euro.

No to wybierajcie teraz sami, oed kogo wolicie dostawać prezenty: od św Mikołaja, od Aniołka, Jezuska, czy od Befany???

Co prawda Mikołaj czasami rózgę przynosi, ale tylko naprawdę niegrzecznym dzieciom, ale dostać czosnek, cebulę, czy popiół?? – raczej nie było by to takie miłe, prawda?

Chociaż z drugiej strony….chciałabym jakiś prezent od Befany dzisiaj w nocy dostać, ja tak bardzo lubię otrzymywac prezenty……No, ale skoro św Mikołaj mi nic nie przyniósł, nawet rózgi, tylko Aniołek prezent pod choinka pozostawił (ale pewnie tylko dlatego, że w tym dniu obchodziłam imieniny), teraz i na prezent od Befany też raczej nie mam co liczyć  🙂

Fajnie jest  przypomniec takie okołoświąteczne zwyczaje z innych krajów, niż Polska.
Dla Amerykanów święta rozpoczynają się….indykiem w Dzień Dziękczynienia i jest to dla nich tak ważny dzień, jak dla nas Wigilia, nie raz z bardzo odległych miejsc zjeżdżają wtedy do swoich rodzinnych stron, by z Najbliższymi ten dzień świąteczny miło  spędzić
Za to we Francji bardzo uroczyście obchodza dzień Trzech Króli.
Pamiętam, że gdy w tym czasie akurat byłam razem z Tatą w Paryżu, zostałam na taką  uroczystość z tej okazji zaproszona do pewnej francuskiej rodziny.
Na stole królował wielki placek, na którym była umieszczona papierowa korona. W placku znajdował się jeden migdał, ten kto tego migdała znalazł, ubierał koronę na głowę i przez cały już pozostały wieczór pełnił rolę Króla Wieczoru.
Już nie pamiętam, czy to ja wtedy tę koronę odnalazłam, ale ten wieczór na zawsze pozostał w mojej pamięci, może dlatego, że spędziłam go razem z moim Ukochanym Tatą???

No to życzę Wszystkim przyjemnego piątku i mile spędzonego weekendu

 

Minął dzień….

 

 

….. minęła kolejna środa. Co prawda pierwsza w tym roiku, ale następna już tylko za kilka dni Ulu.
Cieszę się, że jest taki wynalazek jak Messenger, bo dzięki temu dowiedziałam się, że co prawda dostępu do laptopa Ulka długo nie miała, bo ciągle, jak to Ulka, jest zabiegana, ale wiem, że przeczytała wpis.
Ale w końcu i doczekałam się komentarza – dziękuje Uleczku za życzenia i raz jeszcze mówię Ci : niech to będzie wyjatkowo szczęśliwy dla Ciebie rok.

Wczoraj pan premier Morawiecki pojechał z poddańczą wizytą na Węgry. Boże, jak nisko upadliśmy, skoro nasz los zależy od widzimisię Orbana. A ten „przyjaźń” między dwoma bratankami wyraźnie traktuje instrumentalnie. Wystarczy przypomnieć sobie jego lobby w słynnym już głosowaniu 27:1, wtedy Orban wypiął się na Kaczyńskiego, chociaż całkiem co innego mu obiecał, widocznie uznał, że jednak więcej opłaca mu się trzymać sztamę ze Zjednoczoną Europą, niż z jakimś peryferyjnym krajem, jakim pozostaje   niestety teraz  Polska. Obawiam się, że gdy znów Orban uświadomi sobie ten fakt, że Polska niewiele (niestety) znaczy w Europie, nie warto ją popierać i znów się tyłem do nas odwróci. Wcale by mnie to nie zdziwiło, bo jednak może jest on nieco wywrotowy, ale przy tym, bardziej pragmatyczny niż Kaczyński. Zresztą sposób traktowania wczoraj przez Orbana naszego premiera wyraźnie pokazywał, że losy Polski zależą tylko od jego widzimisię, będzie chciał – poprze, a gdy nie będzie w tym widział swojego europejskiego interesu, znów pokaże nam środkowy palec.
Jak więc można na takim człowieku polegać? Strasznie krótkowzroczna jest obecna polska polityka, zero jakielkolwiek dyplomacji.
Podobno wstaliśmy z kolan, bo powiedzieliśmy Europie NIE, ale za to klęczymy przed Orbanem, a to łączy się z tym, że wkrótce będziemy klęczeć przed Putinem, który jest zresztą Orbana przyjacielem.
A wiadomo bliższa sercu koszula…prawda???

Poza tum juz rozpoczęła sie nagonka na WOŚP. Wstyd dla Polski, olbrzymi wstyd, że tak piękną i szlachetną  akcję, jaką jest wspieranie dzieci i osób starszych można tak bez pardonu, bez żadnego powodu zgnoić. Nie dość, że i wojsko i policja dostali zakaz współpracy z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, taki zakaz został też wystosowany do naszych placówek dyplomatycznych w innych krajach. Tak wiec każda polska  ambasada musi zamknąć drzwi przed tymi, którzy będa chcieli pomóc Polakom, nie śmieszne to? Tragiczne wręcz, PIS pokazuje tym swoje niziny umysłowe. Ciekawe, że  oni mają się za katolików, a jednym z przykazań jest pomoc innym.N o, oni co prawda pomagają, ale komu? wkładają pieniadze do kasy bogatego Rydzyka, opłacając sie tym  ciągle za poparcie ich w wyborach.
Kto mądry pcha kasę tam, gdzie jest jej i tak sporo i kto wykoprzystuje ją tylko dla siebie, a nie z pożytkiem  dla innych, bo jestem pewna, że ten cały ośrodek, który Rydzyk w Toruniu buduje, nie będzie nieodpłatnie dostępny, trzeba będzie bogaczowi sporo zapłacić, by w termie, zbudowanej za nasze pieniadze, sie zamoczyc.
No, chyba jednak nie rozumiem słowa KATOLIK? a Wy to rozumiecie???
Dziwi mnie też fakt, że ten cały katolicki ciemny lud, który na codzień do kościoła lata, zdrowaśki i rózaniec odmawia, pozwalają na takie pisie szubractwa, ba, nawet ich popierają.  Kto ich religii w szkole uczył??Tam pisze wyraźnie: Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną, a oni mają aż dwóch bożków Kaczynskich, pisze też kochaj bliźniego jak siebie samego, a nie chcą pomóc biednym chorym  dzieciakom i seniorom, czy to jest normalne?
Chyba rzeczywiście jakiś diabeł z czarnym ogonem omiótł ich umysły, skoro w zło wierzą, zło popierają i zło czynią i co najważniejsze, sieja zgorszenie, skoro czynia to w imie Boga.
Nie wierzę, że żaden z pisowców, żaden z ich wyznawców nie był nigdy w szpitalu, w którym na sprzeęach umieszczone jest serduszko, żeby nie rozumieli, skąd to serduszko tam sie wzięło.
A co będzie, gdy sami, lub ich najbliżsi będą z takich sprzętów z serduszkiem musieli skorzystać, czy też wtedy powiedzą NIE????????
Gdyby mieli honor, to pewnie by tak powiedzieli, ale ludzie bez sumienia honoru nie mają.
I nie życzę im, żeby doznali takiej potrzeby, bo źle nie mogę nokomu życzyć, życzę tylko, żeby wreszcie  z m ą d r z ę l i !!!

Dzsiaj rano obudziłam się wyjątkowo bardzo wcześnie, bo przed godzina szóstą. Trzeba przyznać, że długo jeszcze rano jest  ciemno, dopiero po godzinie siódmej zaczęło sie rozjasniać. Ale jeszcze troszkę i o szóstej rano powita nas słonko i wesoły świergot ptaszków.
Dzisiaj nie wiadomo, czy słonko zagości na naszym niebie, ale zapowiada się raczej na pogodny dzionek, czego Wszystkim z serca życzę.

środa w noworocznym nastroju

Uleczko Kochana!!!!

Ponieważ jest to pierwsza środa w 2018 roku, a ja nadal tkwię w noworocznym nastroju, dlatego dzisiaj, prócz róży, zapraszam Cię na lampkę pysznego szampana, aby wspólnie wypić za samo szczęście, zdrowie i pomyślnośc w tym nowym 2018 już roku.
Mam nadzieję, że i Ciebie jeszcze szarość roku nie dopadła, gdzieś tam w środku serca wciąż u Ciebie jeszcze bal sylwestrowy  trwa.

Niech żyje bal, bo to życie to bal jest nad bale
niech żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale…..

A własściwie to czemu mają nas nie zaprosić? A nawet, gdyby tak się stało, to w tym roku juz napewnop Uleczko Cię przypilnuję i razem zabalujemy na Krakowskim Rynku.
Ale póki się Ulu spotkamy, pewnie minie troszke dni, więc teraz już na te najbliższe i nieco dalsze godziny  wszystkiego najlepszego Ci życzę.
Niech nasz Przyjaźń nadal trwa i niech  gdzieś tam w tych różnych zawiłościach życia się nie zawieruszy.

Co mnie dzisiaj najbardziej porusza?Ano reforma, a raczej nie reforma Służby Zdrowia.
Rację ma Maciek, że powinni zmienić tę nieszcześną nazwę na Ochrona zdrowia. Służba? jaka służba, jeżeli zmieni nazwę, stanie się prawdopodobnie inne podejście do problemu, zarówno przez rządzących, jak i przez potencjalnych pacjentów. Służba, to znaczy, że jestem ślepo posłuszna rozkazom, bez uwzględnienia własnych czynników, chociażby poziomu własnego zdrowia. Na tej słuzebności bazuje właśnie nasz minister zdrowia pan Radziwił, który oburzony jest tym, że lekarze nie chcą podejmować dodatkowej pracy, co jest niezgodne z tym, co ślubowali. Bzdura, nie ślubowali wcale, że nieporządnie wypoczęci, wyspani staną przy stole operacyjnym i przeprowadzą kolejna n-tą operację, narażając tym nie tylko siebie, ale i operowanego pacjenta, bo jaka moze być dokładność, i precyzja przepracowanego człowieka, dla którego marzeniem jest położyć się teraz do łóżka i porzadnie wyspać????
Tego jakoś pan minister nie rozumie, pewnie, skoro teraz siedzi za biurkiem, a kiedyś był kierownikiem przychodnim i to nie on charował przez cały dzień i połowę nocy przy chorym pacjencie.
Fakt, płaca lekarzy jest tak niska, na przykład w porównaniu z ich  zachodnimi kolegami. Ale co tu mówić, prosty przykład, przyjdzie robotnik do Ciebie do domu, żeby przetkac ci klozet, wannę, czy poprawic odlatujace kafelki i już 200 – 300 zł nie ma. A jaka to odpowiedzialność w porównaniu z lekarzem, który musi podjąć odpowiednia decyzję, aby nie zaszkodzić drugiemu człowiekowi i za to dostaje godzinową wypłatę conajmniej o połowę niższą, noż owy robotnik.
Nie mam nic naprzeciw pracy robotnika, każdy powinien zarobić, ale jednak jakieś priorytety w zawodach powinny być. Zwłaszcza, że lekarz poświęca na studia 6 lat, potem jeszcze robi specjalizację, uczęszcą na różne konferencje i sam jeszcze w międzyczasie musi się dokształcać, by być na bieżąco z medycznym trendem.
A grozi nam w tym roku całkowita już medyczna zapaść. Już zaczynają zamykać niektóre oddziały, nawet likwidują szpitale, a ostatni pomysł to likwidacja  świątecznej opieki medycznej, co oznacza, że jeżeli ktoś w nocy zachoruje, będzie musiał poczekac do rana, albo…… będzie musiał umrzeć.
A co ze świętami, które trwają 2-3 dni? Jeżeli to będzie zapalenie płuc, czy ból brzucha, już  zaczyna być to kłopotem, a jeżeli to będzie na przykład zawał serca, wylew krwi do mózgu, albo i ostre zapalenie otrzewnej z koniecznościa natychmiastowej interwencji to…….no własnie, co wtedy?
Wiem, że fundusze są niestety na służbę zdrowia ograniczone, ale niestety rząd wydaje spora część funduszy na rzeczy całkiem mniej potrzebne, chociażby fundacje pana Rydzyka, na które idą niesamowite wręcz  pieniądze, kosztem własnie ograniczeń dla służby zdrowia.
Więc wracając do mojej pierwszej myśli: gdyby zmienić nazwę na Ochrone Zdrowia i podejsć do tego tematu tak, jak powinna prawdziwa ochrona (a nie służba) wyglądać? Już ograniczono fundusze na osoby starsze, czyli dostaniesz emeryturę przez kilka miesiecy i z grzecznosci dla rządu i innych suwerenów powinieneś umrzeć, by nie zabierać komuś funduszy, które płaci na twoje życie. Nie ważne, że ty też całe życie takie fundusze spłacałeś, jeżelki jeszcze ich nie wykorzystałeś na pewno znajdzie się ktoś, kto te twoje fundusze zagospodaruje.
Nie wiem, czy obecny rząd (raczej na pewno nie), ani następny upora się z tym medycznym problemem, bo jest to sprawa tak już bardzo zaszła, że trudno jest do odkręcenia, a jeżeli w dodatku dzisiejszy minister w tak lekceważący wprost sposób do sprawy podchodzi….czarno to widzę.

Hm, a dzisiaj nie powinnam czerni widzieć, bo za oknem słonko świeci  i jest całkiem wesoło. Chociaż tyle jakiejś nadziei nam pozostało.
No to miłej środy    

wszystko wraca do normalności

 

Jeszcze przed nami tylko Święto Trzech Króli i…….. właściwie czas świąteczny już się kończy. Zwyczajowo kolęduje się jeszcze w Polsce do 2 lutego, ale to jest tylko taki polski zwyczaj, na zachodzie raczej nie kultywowany.
Za to prawosławie pomału przygotowuje się do Świąt Bożego Narodzenia, Wigilia wypada u nich, zgodnie z kalendarzem juliańskim, 6 stycznia, czyli w nasze Święto Trzech Króli, potem jeszcze mają 3 dni świąteczne, czyli nieco dłuzej od nas, dla podkreślenia ważności Trójcy Świętej w dziele Objawienia. Wigilia u nich wygląda całkiem podobnie, jak w Kościele Katolickim, są modły, potem uczta wigilijna, z tym, że łamią się nie opłatkiem, a prosforą (specjalnie wypiekanym  przaśnym chlebem)
Prosfora (z greckiego: ofiara) to chleb używany w Kościele wschodnim do konsekracji i komunii. z

Współczesna prosfora ma kształt małych, jasnych, mieszczących się w dłoni krążków, podobnych do malutkich chlebków. Składa się z dwóch kawałków. Mniejszy krążek, nakładany na większy, jest ozdabiany pieczątką, najczęściej w kształcie krzyża, choć wyjątkowo mogą pojawiać się na nim inne znaki,oznaczające święte miejsca lub świętych.
Na wigilijnym stole pojawia się karp w galarecie, kapusta z grzybami, barszcz z uszkami i oczywiście kutia. Jest też oczywiście sianko pod obrusem, jedno wolne nakrycie dla zabłądzonego wędrowca i ubrana choinka.
W Prawosławiu nie ma Pasterki, są modły tak zwane Wiewczernice, podczas których wierni modlą sie śpiewajac Chystus rożdajestja, a zamiast żłobka wierni adorują Ikonę Bożego Narodzenia, w której zawarta jest cała historia nicy rodziny i znajomi odwiedzają sie w domach, a kolednicy z gwiazdą wyruszają z kolędami.

Pierwszego dnia świąt obchodzi się narodzenie Jezusa w Betlejem, a w cerkwiach odprawiana jest liturgia św. Bazylego Wielkiego. Drugiego czci się Najświętszą Marię Pannę, która narodzinami Dzieciątka połączyła ze sobą Niebo i Ziemię. Trzeciego dnia wspomina się pierwszego męczennika, świętego Stefana, który oddał życie za Chrystusa narodzonego w Betlejem i zmartwychwstałego. Drugiego i trzeciego dnia świąt w cerkwiach odprawia się liturgię św. Jana Złotoustego.
 Duchowe bogactwo Świąt Bozego Narodzenia wygląda  więc podobne, jak i u nas i może tylko bardziej dokładniej do niego się przygotowują.

Ale co tam będziemy naprzód 3 dni wyskakiwać, przyjdzie i pora na ich i nasz świętowanie.
Dzisiaj mamy już nową codzienność, wciaż w starej politycznej oprawie i co najgorsze, nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie mogło cokolwiek się na lepsze zmienić.
Ale powtarzam to, co pisałam w roku zeszłym : nadzieja, zawsze trzeba mieć nadzieję i….cierpliwość.

Nowy Rok nas zaskakuje wspaniałą słoneczną pogodą, tak było wczoraj, tak jest i dzisiaj.
No to teraz tylko czekamy na te dłuższe dni, bo podobno na nowy rok dnia przybywa na barani skok.
Co prawda nie wiem, jak ten baran skacze, raczej nie daleko, ani nie wysoko, ale podobno najpierw wydłużą nam się popołudnia, potem i poranki będa wcześniej jaśniejsze i wtedy już będziemy mogli marzyć o wiośnie i ….o Świętach Wielkanocnych.
W tym roku będa one bardzo szybko, bo już 1 kwietnia (to nie proma aprilis), a to oznacza, że karnawał w tym roku będzie bardzo krótki.
Szkoda, tak chętnie bym sobie pobalowała 🙂

Życzę przyjemnego drugiego dnia miesiąca stycznia, wciąż nie mogę jeszcze uwierzyć, że mamy już 2018 rok



to co? mamy Nowy Rok !!!!

   

 

Moi Kochani!

Życzę wszelakiej pomyślności i dobra wszelkiego, miłości, przyjaźni, czułości i…. pieniędzy troszkke też, nie za wiele, żebyście mi się nie rozbusumanili w tym Nowym Roku, ale one też są do życia (niestety) potrzebne. 
Ale najważniejsze, żebyśmy wszyscy zdrowi byli, bo zdrowie to jest skarb niedościgniony, nieodzowny i niczym zastąpić się go nie da.
A ja mam jeszcze jedno malutkie, ale jakze wymowne życzenie, żeby rok 2018 upłynął bez dobrej zmiany i bez Pisu.
Wolno mi? wolno, bo takie jest moje pobożne życzenie, które wypowiedziałam sobie o północy.
Popatrzcie na tego bobaska po prawej, czyż nie napawa nas on swoim optymizmem?
I tego optymizmu na wszystkie 365 dni (i nocy też) Wam dzisiaj życzę, czarodziejską swoją mocą (??) wspierając.

A jak mi minął Sylwester? Dziękuję, całkiem nudno. Sama sobie siedziałam w pokoju, na co znów nie narzekałam, ale w telewizji straszna bryndza była.
Przez chwilę popatrzyłam na te 3 Sylwestry prowadzone przez TV w Zakopanym (TVP1), w Katowicach (Polsat) i w TVN (Warszawa) i wcale im nie zazdrościłam. Stać w zimnym tłumie, w huku, całkiem mnie to nie bawi, szczególnie, że znów tak rewelacyjnego programu wcale nie pokazywali.
Tuż przed północą owszem, przełączyłam program na Warszawę (byle nie TVP, byle nie TVP), żeby północy nie przegapoić i wytpiłam toast za Nowy rok moim ulubionym ajerkoniakiem, potem chwilkę jeszcze posiedziałam, ale juzżniedługo i poszłam grzecznie lulu. WRESZCIE!!!!

Wszak jdzisiaj jest  co prawda świateczny, ale już prawie normalny, nie zabawowy dzień.
A oczywiście o północy ściskałam w ręku kasiorę. Tego nauczył mnie mój Tata, żeby o północy w Sylwestra mieć przy sobie pieniądze, wtedy nie zabraknie ich przez cały rok.
Za to  poranne przebudzenie miłam normalne, bez kaca i bez bólu nóg, Mogę się tylko cieszyć, że wstał nowy dzien, a że jestem o rok starsza, niz wczoraj? Nie szkodzi, przecież nie tylko ja 🙂

niech żyje bal……

 

Ten dzisiejszy, sylwestrowy. Kto się będzie bawił, to będzie, ja tak jak jedna z tych pań na obrazku najwyżej co główką sobie pokręcę.
Ale nic to, wcale mnie to nie martwi. Chyba więcej  martwił by mnie fakt, gdybym musiała właśnie szykować się na taki bal. A wcale (na szczęście) nie muszę.
Zasiądę wygodnie sobie przed telewizorem i  przed moim komputerem, na wygodnym foteliku, wypiję toast o północy lampką ajerkoniaku (już pisałam, to taki mój prywatny sposób  witania nowego roku), oczywiście ściskając w reku kilku 100 złotowych banknotów.
Pamiętajcie o tym, koniecznie, o północy trzeba w reku pieiążki ścickać, by potem nie zabrakło ich przez cały rok.
A potem grzecznie, już po północy, położę się do łóżeczka, błogo zasypiająć i obudzę się już….o rok starsza. Trudno, taka kolej rzeczy.
A jutro rano będę już cała HAPPY  w ten  NEW YEAR.

Ale muszę powiedzieć, że wczorajszy dzień był dla mnie szczególnie miły.
Właściwie to mogę powiedzieć, że wczoraj obchodziłam raz jeszcze w tym roku swoje imieniny.
Nagle do mnie przyszło aż sześć osób i dwa psy.
Wszyscy zapowiedzieli sie w ostatniej chwili, ale jednak co znaczy przeczucie, na wszelki wypadek miałam przygotowane ciasto.
Najpierw przyszli Diana, Pola, Zojka, Ksawer z moja ulubioną sunią Pepą, a chwilę potem przyszła Daria i Maciek z kochana czworonożną Sisi.
Przyznam, ze trochę obawiałam sie spotkania tych dwóch suczek, bo wiadomo, że sunie na ogół niezbyt się lubią, ale na szczęście co prawda na początku obie były nieco spięte, potem nawet zaczęły być w dosyć zabawowym nastroju, zwłaszcza Sisi, która zawsze jest do zabawy skora. Pepa jeszcze chwilę chodziła na sztywnych łapach, ostrożnie badając, co Sisi ma na myśli, zapraszając do zabawy, ale od czasu do czasu też wdrażała się w zabawę, chociaż z pewną dozą ostrożności. Na całe szczęście do żadnych scysji nie dochodziło, ale Pepa na wszelki wypadek pilnowała swoich, w tym i mnie, aby za bardzo Sisi do nich się nie przytulała.
Był taki moment, gdy siedziałam w kuchni na kanapie i paliłam papierosa Sisi podeszła do mnie, ale zaraz wzdłuż moich kolan ustawiła sie Pepa z pozycją gotową do skoku i z miną mówiąca: uważaj Sisi, Ciotka Ewa jest też moja.
Było w sumie bardzo, bardzo sympatycznie, oczywiście imieninowe prezenty też były.
Nie wiem, czy pamiętacie, jak pisałam 23 grudnia, że na ogól to o czym pomyślę w tym dniu, potem sie spełnia? Własnie pomyślałam wtedy o nowej klawiaturze do komputera i….taką właśnie wczoraj  dostałam od Maćka rodziny. Fajna, podświetlana w 3 kolorkach: w niebieskim, czerwonym i zielonym.
Ale to nie był koniec prezentów. Dostałam jeszcze domowe wino, sok i konfiturę robione przez Babcię Jadzię, czyli przez teściową Maćka, a od rodzinki z ul Smoleńsk dostałam fajne 6 kubków do kawy. Tak po prawdzie, też kiedyś pomyślałam sobie, że powinnam dokupić kilka kubków, bo gdyby przyszło nieco więcej osób, a tu masz, pomyślałam i mam.
Jestem dzieckiem szczęścia, powinnam tylko życzenia wymyślać i……
Ciekawa jestem, czy jeszcze jedno mopje, w sumie największe i najmniej prawdopodobne do spełnienia zyczenie będzie zrealizowane, to znaczy, że dojdzie do zmiany rządu i do delegalizacji Pisu. Ale to chyba całkiem już jest niemozliwe……. chociaz kto wie, skoro taką ” wróżką – czarodziejką” jestem 🙂
Goście sobie chwilkę posiedzieli i poszli, a ja powróciłam do mojej gry. Tylko, że niestety niepotrzebnie dałam się podporzadkować szefowej grupy, do której nieopatrznie się wpisałam i to ona zaczęła mi dyktować, co mam zbierać, a czego nie, więc w sumie się zniechęciłam, bo w sumie to nie ja decydowałam o swoim koncie  i stwierdziłam, że niech oni sobie grają, ale beze mnie i……… grę wywaliłam. To znaczy na Face ooku w aplikacjach usunęłam Wiejskie życie i…mam święty spokój. Już na tej stronoie nie jestem widoczna, i nie muszę teraz ani  siac,  ani zbierać, robić serów, bukietów  i innych zadań. Czy mi szkoda? Może troszkę za duzo czasu tej grze poświeciłam, ale zawsze kiedyś przychodzi moment, gdy trzeba powiedzieć  STOP.
Za to z przyjemnością poukładałam sobie wwczoraj kilka pasjansów i oglądnęłam ulubioną Rodzinę Zastępczą, która świetnie oczywiście mnie uśpiła.
Co prawda wczoraj po 21 jeszc ze ktoś dwukrotnie  naciskał mój domofon, ale gdy podeszłam do niego, nikt się nie odezwał. Pomyślałam, że na pewno była to pomyłka, no bo kto o tej porze chciałby  mnie i to bez uprzedzenia odwiedzić???? Śmieciarze, którzy nagminnnie do mnie dzwonią,  urzędują tylko rano i to w dodatku nie w sobotę.

A dzisiaj wstał znów piękny i słoneczny poranek, dobra nadzieja na dzień dzisiejszy, chociaż pamiętam Sylwestrowe dni spowite śniegiem i skute lodem. Widać wyraźnie ocieplenie  naszego klimatu.

Czego Wam wszystkim życzyć Kochani Moi Czytelnicy?Życzę wspaniałego ostatniego dnia roku, pełnego dobrej zabawy i fantastycznego humoru, tak, byście tanecznym krokiem w ten Nowy Rok weszli i obyu Wam sie w nim dobrze działo.
Resztę życzęń umieszćzę już jutro, w moim noworocznym Blogu.
Bawcie sie dzisiaj dobrze i weselcie, bo Stary poczciwy 2017 Rok wszak żegnamy 

jak mimowolnie zostałam złodziejką

 

 

Byłam wczoraj z Olcią na zakupach  we Faktura Shop. Olbrzymia aglomeracja przeróżnych sklepów, począwszy od sprzętu domowego po ubrania, buty, ozdoby i nawet jedzenie..
Najpierw oglądałyśmy towary w AGD, urozmaicenie olbrzymie, można zawrotu głowy dostać.
Koniecznie chciałam jakiś prezent noworoczny sobie sprawić, chociażby malutki, więc moje oczy spoczęły na chusteczkach  przeznaczonych specjalnie do czyszczenia monitorów. Akurat była na  nie promocja, więc za pudełko, zawierające 200 sztuk tych „szmatek” zapłaciłam 12 zł. Niewiele , za jedną sztukę wypadało tylko 12 groszy, No więc sobie te chusteczki kupiłam, zapłaciłam za nie w kasie, dostałam paragon z „buźką” i skierowałyśmy się z Olcią do wyjścia.z zakupy 
A tu niespodzianka, bramka przy drzwiach wejściowych zaczęła dzwonić, znaczyło to, złodziej wynosi niezapłacony towar. Tym „złodziejem” byłam ja, bo panie nie zdjęły blokady z tego pudełko. Oczywiście pan z ochrony zaraz się tym faktem  zainteresował  i kazał mi pokazać paragon. Ba, tylko gdzie ja ten paragon w pośpiechu upchnęłam? Chyba do torebki, ale tam tyle różnych schowków posiadam. Szukałam najpierw w portfelu, ale tam były tylko stare paragony z innych sklepów, tego potrzebnego oczywiście  nie było. W kieszeniach kurtki też go nie znalazłam. Oczywiście okropnie się zdenerwowałam, zaczęłam wszystko z torebki wyjmować, a wiadomo, że w babskiej torebce jest absolutnie wszystko, prócz tego, czego akurat się szuka.    Robiła się coraz bardziej nerwowa atmosfera, a pan coraz bardziej na mnie podejrzliwie  patrzył. No tak, przyszła babcia do sklepu i na chusteczki za 12 zł się połakomiła. Żeby to jeszcze była jakaś komórka, czy inny mały, łatwy do ukrycia sprzęt np power bank to rozumiem, ale chusteczki??????
Na szczęście Olcia ma głowę na karku i od razu poleciała do stoiska, w którym płaciłam za te chusteczki, pani podeszła i potwierdziła, że owszem, zapłaciłam za to nieszczęsne pudełko. No i gdy się sprawa wyjaśniła, dla ironi oczywiście, znalazłam ten nieszczęsny kwitek, który wepchnęłam do bocznej kieszonki torebki i tam się gdzieś sprytnie zakamuflował.
UFFF, ale ulga. Pan oczywiscie mnie przeprosił, ale powiedział, że musiał zainterweniować, taka jest przecież jego powinność.
Zrozumiałam to, bo trzeba przyznać, że pan zachowywał się całkiem kulturalnie wobec mnie, nie szarpał, nie wołał policji, tylko cierpliwie czekał.
Ale problem tkwi w tym, że właściwie to była wina sklepu, bo to oni tę blokadę powinni zdjąć, albo przynajmniej poinformować, że takowa na pudełku jest umieszczona, a nie narażać starszej, nobliwej babci na niepotrzebne stresy.
Oczywiście musiałam odreagować swoją „złodziejską przygodę” i od razu, po wyjściu ze sklepu, musiałam dla spokojności papieroska sobie wypalić.
Taki wstyd, taki wstyd……chociaz akurat żadnej mojej winy w tym nie było.
W tym kompleksie sklepów była moja ulubiona ALMA, w której często internetowo robiłam zakupy, więc tam musiałam też wstąpić, zresztą i tak i tak zakupy na te świąteczne dni dokonać musiałam.
Kiedyś ALMA, wcześniej zwana KRAKCHEMIĄ była potężną, rozwijająca się  firmą, miała w Krakowie i w okolicach kilka placówek. Sklep zawsze zaopatrzony był w towary doskonałej jakości, moze był nieco droższy, ale sporo naprawdę luksusowych produktów tam można było kupić. Prowadzili też zakupy internetowe, byli w tym niezwykle sumienni, gdy jakiegoś towaru nie bylo odrazu o tym telefonicznie zawiadamiali i proponowali zamiany, niestety Tesco teraz już tak nie działa, po prostu nie przywiozą czegoś, albo zamienia według swojego widzimisię, co prawda z mozliwością odmowy,ale nie dają wyboru,  na co można zmienić brakuący towar.
Niestety ALMA zbankrutowała, najpierw usunęli sprzedaż internetową, potem usunęli wiele  innych, realnych już placówe. Tak naprawdę sądziłam, że ALMA już w ogóle nie istnieje na rynku, ale okazało się, że pozostały 2 placówki w tym jedna właśnie tam, gdzie wczoraj byłam.
Z wielką przyjemnością pochodziłam po tym markecie i napawałam się ich wygladem, ich zapachem i….wspomnieniami.A potem pojechałam już z Olcią do domu.
Tak więc miło i z przygodami  spędziłam wczorajsze popołudnie, a ja już myślałam, że nic ciekawego w tym starym roku mnie nie czeka. A tu taka „dreszczykowa” niespodzianka mnie spotkała…..

Dzisiaj wstał piękny  słoneczny dzień, przedostatni już w tymn poczciwym 2017 roku.A jutro ogarnie nas już sylwestrowe szaleństwo, pojutrze będziemy odpoczywać i leczyć kaca  (i nóżki), a jeszcze dzień później zaczniemy od nowa nasze życie, juz w nowym, 2018 roku.

No to życzę samych przyjemnych chwil na dzisiejszą sobotę, niech wszedzie słoneczko dzisiaj nam świeci     

a w Krakowie pada śnieg

 

Czyli jednym słowem zima powróciła. Niestety!!Patrzyłam wczoraj późnym wieczorem w okno i oczom nie uwierzyłam : mimo, że w mojej Iphonowej pogodynce informowali, że w Krakowie pada deszcz, za oknem grube płatki śniegu spadały. Aż wstałam specjalnie z łóżka (bo juz przyjęłam wcześniej pozycję horyzontalną) by na własne oczy się przekonać, że to prawda.
Jakoś tak odrazu przypomniały mi się dawne dobre czasy, gdy śnieg człowieka cieszył.
Brało się wtedy saneczki do ręki i hajta nad Wisłę, tam z wałów świetnie sie zjeżdżało, wprost pod zamarzniętą i skutą lodem rzekę, Może niezbyt to było bezpieczne, ale kto z dzieci na bezpieczeństwo uwagę zwracał?
Można jeszcze było jechać na Wolę Justowską, tam górek poszukać, czy na Błonia, gdzie były już tylko niezbyt wielkie pagórki, ale zjeżdzać sie dało.
Pamiętam taką zimę stulecia, chodziłam wtedy do szkoły podstawowej jeszcze. Zima była okrutna, temperatury minusowe, więc z tego powodu odwołane były zajęcia w szkołach, ale dzieciakom wcale mróz nie przeszkadzał, wszyscy szaleliśmy na saneczkach, bo wtedy jazda na nartach jeszcze nie była w modzie. Teraz co innego, już nawet narty nie ciesza tak jak na przykład deska, na której młodzież wspaniale śmiga.
Jakie czasy, takie obyczaje.
Właściwie trudno powiedzieć, że jest to ta prawdziwa zima, bo śnieg pada i odrazu topnieje, jakieś marne resztki jej pozostaja na trawie i na drzewach.
Na szczęście chodniki są wolne od śniegu, ale mokre, gdy mróz lekko chwyci, moze być ślisko.
A pamietacie szlajki? Własnie na chodnikach takie szlajki dzieciaki wyslizgiwały, jeżdża po nich, jak po prawdziwym lodowisku.
A potem szła jakaś babcia, dziadek, czy ktokolwiek i nie zauważył przysypanej lekko śniegiem takiej szlajki i……bum, często wtedy łamało się na tych ślizgaweczkach nogi, czy ręce.
Zawsze bałam się takich szlajek (lodowiska zrewsztą też), widać już wtedy miałam kłopotry z utrzymaniem równowagi.
Raz koleżanki namówiły mnie na na taką „przejażdżkę” i….wylądowałam u chirurga ze złamaną reką.
Moze dlatego do tej pory mam uraz na śliskie chodniki??

Wczoraj miałam kłopoty z umieszczeniem swojego blogu w sieci. Napisałam zażalenie i dostałam grzeczną odpowiedź z Agory, że borykają się z jakąś poważną awarią, która własnie usuwają i wtedy na pewno mój blog będzie działał.
Tylko….to nie pierwszy raz, gdy ta strona źle działa.
Ciekawe, jak będzie dzisiaj?

A dzisiaj trzeba juz zrobić świąteczno – noworoczne zakupy, aby nie pozostawiać wszystko na tak zwaną ostatnią chwilę.
Jak to dobrze, że Oliwia dzisiaj do mnie przyjeżdża, napewno Kochanej Cioci pomoże dźwigać
No, bez przesady, aż tyle nie będe kupowala, ale zawsze dobrze jest cały towar wsadzić do auta i podwieźć pod dom, a gdy jeszcze jest ktoś, kto wniesie siatki do domu…….
Życze przyjemnego piątku, już ostatniego w tym roku, za dwa dni się bawimy

przedsylwestrowo

 

 

Przeczytałam wczoraj komentarz Ulki zamieszczony pod moim wpisem i…się zadziwiłam. W pierwszym momencie pomyślałam, że Ulka pomyliła daty, ale w końcu zrozumiałam, że nie, że to nowy już 20018 rok bieży.
Mój Boże, znów jeden rok więcej, szybko te lata lecą, stanowczo za szybko.
Też Ulu dziekuję Ci za wszystkie wspaniałe nasze środy 2017 roku i mam nadzieję, że tę środowa tradycję utrzymamy jeszcze przez długi, długi czas.

A do Sylwestra pozostało jeszcze tylko 3 dni. Właściwie jest to dla mnie zupełnie obojętny komunikat, bo i tak nigdzie na bal sylwestrowy  się nie wybieram, ba, nawet z wizytą się nigdzie nie wybieram. To będzie dla mnie zupełnie zwyczajny wieczór, spędzony przy telewizorze (tylko ciekawe, jaki program nam zafundują) i przy moim komputerze. Posiedzę, pooglądam, posłucham sobie (może) jakichś występów rozrywkowycvh, oczywiście pofarmię sobie nieco i…pójdę spać.
Ajerkoniak już na ten wieczór (dzieki prezentowi od Magdy) jest przygotowany, więc moja prywatna sylwestrowa tradycja witania nowego roku ajerkoniakiem będzie kultywowana.
Ale przynajmniej rano, pierwszego stycznia nie obudzi mnie ani ból głowy (oczywiście pod warunkiem, że nie wypiję za dużo tego ajerkoniaku), ani nadwyrężone tańcami stopy nie będą mi dokuczały, Czyli można powiedzieć , czeka mnie luksusowy poranek, tylko…..niesety z jednym przybyłym na karku rokiem. Trudno, nie tylko ja w końcu się zestarzeję w tę noc 🙂 🙂 🙂
Zresztą coraz mniej osób na takie bale chodzi. Bo tak po prawdzie, są same z tym kłopoty, głównie pieniężne.
Trzeba zapłacić za imprezę i to całkiem nie mało trzeba na taką jedną szaloną noc wydać pieniążkków, nie licząc oczywiście zakupu szałowej kreacji, nowych (koniecznie wygodnych) butów, trzeba iść do fryzjera, kosmetyczki, manicurzystki i takie tam. Jak widzicie, sporo z tym zachodu
Dawniej to bale bywały, oj bywały.Niedaleko od mojego domy był bardzo modny Hotel Cracovia, w którym zawsze odbywał sie najbardziej eksluzywny bal w Krakowie.
Kogo tam nie było…a jakie kreacje,……
Pod hotel zajeżdżały eleganckie limuzyny, z których wysiadały pięknie ubrane we futra panie (wyobrażam sobie, jakie wspaniałe suknie kryły się pod tym wierzchnim okryciem) i panowie w smokingach, lub we frakach, koniecznie w lakierkach i z muszkami pod szyją (kraway były wtedy na balu fo pa).Więc szeleściły te suknie, a oszałamiające zapachy perum roznosiły się po okolicy.
Nieraz, gdy tamtędy przechodziłam, widziałam ten niesamoity ruch, podniecenie i zabawową atmosferę rozjaśniajacą lica balowiczów. Wcale im nie zazdrościłam, co to, to nie, całą noc spędzić w głosnym od rozmów i od muzyki lokalu? – nigdy tego nie lubiałam.
Kelnerzy uwijali się jak w ukropie, na stól wjeżdżały wykwinte i wyrafinowane potrawy i napoje. W kilku salach grała muzyka i biedni balowicze musieli męczyć się podskakując w jej rytm, a o północy wychodzili przed hotel i wtedy niebo rozjaśniały kolorowe fajerwerki, które widoczne były nawet z naszych okien, jako, że do hotelu Cracovia było całkiem niedaleko.
Oczywiście i inne krakowskie hotele były oblężane, ale taka impreza dostępna była nie może dla bogaczy, ale raczej dla dla……. snobów.
Zresztą z czasem modne były tak zwane domówki, inaczej zwane prywatkami, gdzie przeważnie młodzi ludzie już w bardziej luźnym stylu spędzali ostatnie godziny starego i pierwsze godziny nowego roku. I też było tam wesoło i całkiem zabawnie, oczywiście, jezeli balowicze nie przesadzali z nadmiarem alkoholu.Teraz też wiele osób, szczególnie młodzież, bawi się na prywatkach.
Wspaniałe bale sylwestrowe pozostają własnie dla snobów, nowobogackich.
A reszta starszych babć i dziadków grzecznie spędza tę sylwestrową noc podobnie jak ja, w łożeczku. I co najlepsze, też będą szczęśliwi.

No prosze, jak to szczęście może mieć różne oblicza….

O polityce dzisiaj (według zaleceń Uleczki) ani słowa, to może chociaż słówko o pogodzie?
Nie wiem, czy słonko dzisiaj w Krakowie zawita, na razie jest ponuro, a wczoraj o tej porze już nam świeciło.
Taka bura pogoda niezbyt dobrze na psychikę działa, przynajmniej na moją, ale jakoś trzeba sie zmobilizować, by ten dzień przetrwać.
A na to tylko Nimesil pomoże 🙂 
BYLE DO WIOSNY !!!!!

Miłego czwartku dla wszystkich, dla tych przygotowujących się i nie do sylwestrowych szaleństw.
No bo to najwyższa pora już o kreacjach pomyśleć, nawet tych wspaniałych sylwestrowych do łóżeczka  🙂 🙂 🙂

 

PS Blog dzisiaj późno zamieszczony nie z mojej winy, znów strona gazety psikusy stroi UPSSS

wręcz niesamowite !

     

 

Dzisiaj wręczam Ulce ostatnią różę w 2017 roku.
Piękną, zimową, pełną śnieżnych gwiazdek.
Następna róża będzie już witała Nowy 2018 rok.
Szybciutko nam ren rok minął Uleczko, zanim się obróciliśmy, już miesiąc grudzień i to w dodatku jego ostatnie dni na kalendarzowej kartce zagościły.
Myślę, że to był bardzo udany dla Ciebie rok, pełen wspaniaych Przyjaciół, z wieloma radosnymi chwilami, z pieknymi wycieczkami w przemiłym towarzystwie, a co najważniejsze, zdrowy, a to przcież takie nieodzowne w naszym życiu.
Więc życzę Ci Uleczko, aby następny rok był jeszcze lepszy, jeszcze pełniejszy w wesołe przygody, jeszcze weselszy.
I oczywiście, zebyś nie zapomniała o swojej Przjaciółce z Krakowa, która co środe dla Ciebie najpiękniejszą z możliwych róż wyszukuje.
Baw się dobrze w Sylwestra Uleczko, sama, czy wśród Przyjaciół, bo trzeba jakoś z radością Nowy Rok przywitać i oczekiwać, co nowego nam on przyniesie.

Jak to mówią? święta, święta i po świętach.
Te trzy dni (wliczając Wigilię) szybciutko mijają, a tyle jest do nich przygotowań….
Ale właściwie ten okres przygotowań, spędzony w kuchni, też należy do przyjemnych.
Szzególnie, gdy się ma koło siebie jakichś pomagierów.
Jak juz pisałam, prawie cały ogrom takich przygotowań spadł na Magdę w tym roku, ale świetnie z tym się uporała, zdała egzamin na piatikę z wielkim plusem.
Wszystko było bardzo smaczne i w sumie bardzo urozmaicone w ilości i w jakości tego  świątecznego jedzonka.
Moja pomoc w tym roku ograniczyła sie tylko do krojenia sałatki (nawet potem sama Magda ją przysmaczała) i do krojenia grzybków i ogórków do sosu tatarskiego.
I co jest najśmieszniejsze w tym wszystkim,  ten sos i ta sałatka były ledwie przeze mnie spróbowane, bo niestety musiałam oszczędzać swóje brzusio, które i tak w końcu sie zbuntowało. Tylko nie rozumiem  dlaczego, skoro nawet wigilijną  kapustę, którą tak lubię, próbowałam tylko niecałą łyżeczkę.
Niestety to są skutki podjętej kiedys mojej drastycznej operacji na żołądku, teraz wiele rzeczy jest dla mnie nie do zjedzenia.
Ale nie powinnam narzekać, przynajmniej mi jest nieco lżej żyć
Po tych moich brzusznych poświątecznych tarapatach dzisiaj raczę się tylko niezbyt świeżą, nieco podeschłą chałką z Ramą i przyznam, bardzo mi takie jedzonko dzisiaj odpowiadało.
Pewnie mój brzusio jeszcze nie wydobrzało, bo rano nawet  zwyczajowa kawa z mlekiem mi nie smakowała, wypiłam tylo niecałe pół kubka tej kawki, reszta wylądowała w zlewie.
No nie, chyba jednak troche się obrażę w końcu na mój brzuszek, bo zgodze się, że nie lubi smazonego, nie lubi sosów i sałatek, ale żeby na porannąkawkę wybrzydzał???

Wczoraj w Modlnicy była przepiękna pogoda. Gdy wyszłam na taras nawet sie zastanawiałam, czy mamy Wielkanoc czy Boże Narodzenie.
Ponieważ teraz, w święta było dosyć wiosennie, pewnie na Wielkanoc jak nic śniegiem nam sypnie, nie pierwszy zresztą raz, taką mamy jakąś zwariowaną tę aurę.

Dzisiaj w Krakowie też pełno słoneczka, a temperatura może nawet dzisiaj dojść do prawie 10 stopni pana Celsjusza.
Gdzie te niegdzisiejsze zimy? Pamiętam dawne Święta Bożego Narodzenia, pełne śiegu, bielutkie,  mroźne…
Nie, ja tam wcale nie narzekam, nie cierpię zimy i śniegu, no chyba, że przez okno na niego patrzę.
A teraz patrzę na tę różę dla Ulki, obsypaną bialymi gwiazdkami śniegu i znów do Ulki się uśmiecham 🙂

Wszystkiego dobrego na te ostatnie dni tego poczciwego starego roku Kochani.
Następny będzie lepszy, bo bez……… ciiii…….wiadomo, znów polityczne myśli mnie naszły