Dzisiaj część niedzieli spędziłam w Parku, oczywiście w miłym towarzystwie V.I.P.A
Fajnie było, ale niestety czuć już jesień. To słonce mimo, że ładnie świeci, jednak słabiej grzeje.
No a potem zerwał się lekki wiaterek i zrobiło się całkiem chłodno.
Dobrze, że nie uległam złudzie pięknego widoku zza okna i nieco się cieplej ubrałam, bo i tak nieco zmarzłam.
Już nie szukałam jak kiedyś cienia, w którym ochłodzić się można, raczej szukałam ławeczki w słonku, by chociaż troszkę ciepełka miłego zaznać.
Jednak zdecydowanie mniej już ludzi w Parku, ławeczki są nie oblegane jak za dobrych dni jeszcze sprzed miesiąca, gdy każdy wystawiał swoją buzię do słonka, nawet psów mniej jakoś po parku lata, nie ma tych ich wesołych harców na polance , tylko Plac zabaw wciąż oblegany jest przez Dzieciaczki, które wesoło baraszkują i wspinają się po wieżyczkach, by potem tunelem zjechać wprost w objęcia mamy.
I tak całkiem miło minęła mi ta niedziela, rano Kawa na ławę, popołudniu ławeczka w moim ulubionym Parku.
Ech, jutro zaczynamy nowy tydzień, co nam przyniesie????

Sobota to taki sobie dziwny dzień

Chwilowo zniechęcona do wszystkiego, nawet do rozmowy i do uczestniczeniu w facebokowym życiu towarzyskim jakaś jestem Czyżby jesień już zapukała do moich okien? Czuję się taka wypalona !
Najchętniej to sobie drzemię. Nawet do pisania mojego blogu właściwie to muszę się zmuszać.
Podziwiam tych wszystkich, którzy sobie jesienne wycieczki długie robią, mnie niestety warunki zdrowotne na to nie pozwalają.
Więc tak się trochę zasiedziałam, i trochę dziczeję.
Czekam na……wiosnę i tę pogodową i tę polityczną

no i znów się im udało !!

Bynajmniej nie jest to wcale moja odezwa, takie zarządzenie idzie z wyżyn naszej władzy!!!
Bo Polska to jest przecież katolicki kraj i biednego nie wspomoże, głodnego nie nakarmi, zziębniętego i przemoczonego nie poratuje w biedzie, przerażonego nie wesprze.
Zresztą najedzony nigdy głodnego nie zrozumie, co nas tam jacyś biedni Afgańczycy obchodzą, chociaż to też tacy sami ludzie jak my, też mają rodziny, dzieci, które biedne muchomorami musiały się dokarmiać w „gościnnie katolickiej” Polsce, co życiem swoim przypłacili.
Najwalniejsze, że kiesy i brzuchy rządzących i ich rodziny są pełne.

Niestety ostatnie sondaże pokazują, że Polacy w większości są zadowoleni z nadgranicznych poczynań rządu.
Udało i m się znów oczy ludziom przesłonić i pokazują jacy to niby są troskliwi o losy Polski wzbudzili wielka akcję przeciwko uchodźcom, dzięki temu ich sondaże znów do ponad 40 punktów podskoczyło, co daje im szansę na dalszy szaber Polski.
Oj głupie te Polaki, na byle jaki lep się dają nabrać . Toć Pisowi, który ostatnio bardzo wyraźnie spadał w dół wyczuł nastroje Polaków i nie tyle im zależy na zabezpieczeniu granic Polski i nomen omen Unii (której przecież nienawidzą) zależy im zatem, żeby wzbudzić w ludziach niepokój, strach i pozorowanie, że oni cokolwiek mogą zapobiec nieszczęściu, które na nas rzekomo nadchodzi.
A wszystko chodzi o to, by podwyższyć swoje poparcie, żeby znów przy następnych wyborach przy korycie się ustawić i nadal tych durnych Polaków wykorzystywać, okradać.
Bo wyznają zasadę RAZ ZDOBYTEJ WŁADZY NIE MOŻNA ODDAĆ i trzeba wszelkie mniej lub bardziej mądre zasady wprowadzać, by ten status utrzymać.
Niestety Polacy w tej chwili (przykro mi to stwierdzić) zasługują na taki los, bo sami swoje ręce do tego przykładają, pewnie, że są ogłupiani, ale nawet najbardziej tępy człowiek powinien widzieć co się święci.
Wszystko wskazywało na to, że Polacy już na oczy przejrzeli, ale widać nie do końca. No to poczekajmy jeszcze miesiąc, dwa i gdy zabraknie nam pieniędzy na chleb, na prąd, o mięsiwie i owocach nie wspomnę , gdy drożyzna nas zje, a panowie u władzy w puchu zaczną się tarzać może cokolwiek się zmieni????
Ech. szkoda nawet pisać.

Na razie mamy piątek. Pociecha: słonko na chwilkę wyszło i jest ciut, ciut cieplej.

MAGICZNA DATA 2 WRZEŚNIA

Ten dzień kojarzy mi się z dwoma zdarzeniami.
Pierwsza data jest dla mnie bardzo smutna, 2 września 1974 zmarł mój Kochany Tata.
Wiele razy wspominałam już o tym dniu, gdy mój świat runął w gruzach i dużo czasu potrzebowałam, aby go odbudować, ale i tak nie był to już ten świat, który dotąd znałam, beztroski i bezpieczny, bo mój Tata zawsze o wszystko umiał zadbać.
Ale musiałam się pozbierać, tym bardziej, że akurat poważnie zachorowała moja Siostra Ania i musiałam jakoś zaopiekować się jej nieletnimi dziećmi, Magdą i Marcinem. Różnie z tym bywało, bo nagle stawałam przed zadaniami dla mnie raczej mało wykonywalnymi, jak na przykład uszyć, oczywiście „na jutro” ozdobne pantofle dla Magdy do przedszkola, bo jakieś przedstawienie wymagało butów Księżniczki. Ba, ale jak to zrobić? Od zawsze miałam kłopoty z wszystkimi manualnymi czynnościami i sprawiało mi to zawsze wiele ambarasu.
Dobrze, że wtedy u nas akurat zamieszkała pani Ala, która z tego kłopotu mnie wyzwoliła i na drugi dzień prawdziwa Księżniczka Magda w przedszkolu zagościła.
Wiele było jeszcze po drodze kłopotów, ale na szczęście moja siostra powróciła do zdrowia i mogła już sama zająć się swoimi dziećmi.
A tak się Tata o mnie martwił, jak ja sobie sama w życiu poradzę. Musiałam, bo On zabrał się na ten drugi, lepszy świat, a mnie tu pozostawił z wieloma kłopotami, które musiałam rozwiązywać.
Mogę tylko powiedzieć : Tato, wypełniłam wszystkie zadania, do których mnie wcześniej przygotowywałeś.

Druga odsłona tego dnia pod tytułem 2 wrzesień to moja przeprowadzka ze starego mieszkania na „swoje”
No nie tak do końca swoje, bo to jednak jest mieszkanie wynajmowane, ale wreszcie musiałam zamieszkać całkiem sama, bez rodziny, jak było dotychczas.
No cóż, też trzeba było jakoś się ogarnąć i całkiem na dobre mi to wyszło.
Dzisiaj mija właśnie 5 lat na tym moim już całkiem nie nowym mieszkaniu i bardzo się ciesze, że tu mieszkam, mam ciszę, spokój od wielu gości, którzy licznie tamto mieszkanie odwiedzali.
Nie mam zasadniczo żadnych zastrzeżeń do gościny, ale w umiarkowanej formie, tu przynajmniej zawsze z góry wiem, kiedy i o której mnie ktoś odwiedzi, nie mam żadnych „nalotów”, bo czasami mogłabym być postawiona w niekomfortowej sytuacji, np miałabym rozgrzebane łóżko, w którym akurat spałam.
No i oczywiście mam swój ukochany Park, który lubię odwiedzać, pozaprzyjaźniany sklep, w którym robię zakupy i w którym już mnie świetnie rozpoznają ( nie, nie dlatego, że robię tam jakieś burdy, jestem zawsze grzeczna, uśmiechnięta i tak personel sklepu mnie też traktuje) i swój ulubione, zaprzyjaźnione stoisko z jarzynami i owocami .
Tak więc wszelakie obawy, którymi mną targały 5 lat temu były niepotrzebne, jest po prostu doskonale i po raz któryś powtarzam, że uwielbiam to swoje mieszkanie.
Co prawda wolałabym, żeby było one całkowicie moje, bo na pewno wtedy zamontowałabym inne ogrzewanie (a to jednak bywa moim kłopotem), ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma.
Nie jestem już przynajmniej na etacie ubogiej krewnej przy rodzinie i całkiem dobrze mi z ta samotnością jest, bo robię to co lubię i wtedy, kiedy mam na to ochotę, nie muszę uważać, czy aby komuś nie przeszkadzam.
Wszystko ma swoje plusy i minusy, może komuś może się wydawać, że samotność jednak może być dokuczliwa, ale wszystko można ogarnąć, gdy ma się do tego dobre nastawienie, wystarczy tylko tak zagospodarować swój czas, by nie było w nim czasu na nudę.

Jednym słowem mogę powiedzieć, że 2 września 2021 roku jest dla mnie całkiem szczęśliwe, czego i Wam życzę.

Zieleń kojarzy się z przede wszystkim z życiem, harmonią, naturą i bliskim kontaktem z nią. Stanowi kolor uzdrowienia, nadziei i wolności.
I nie bez kozery własnie pełną nadziei różę dla Uleczki dzisiaj zamieszczam, bo teraz, gdy Jej serduszko nieco się zbuntowało nadzieja i harmonia bardzo są jej potrzebne.
Zdrowia przede wszystkim Uleczko Ci życzę i wiary w to, że wszystkie, a więc i zdrowotne kłopoty szybko się skończą i życie do normy powróci.

Dzisiaj mamy dzień 1 września, a dla dzieciaków jest to bardzo ważny dzień, bo znów popowracali oni do szkolnych ław i do szkolnych programów , jakże jednak innych, niż te, które powinny być dla nich priorytetem, a nie jakimś mirażem pewnego dziwnego ministra, który wzorcem swojego Wodza, ubzdurał sobie całkiem inny model życia dla tych młodych osób, którzy wcale nie pragną być indoktrynowani fałszywymi przekazami chcą byc wolni od jakichkolwiek idei siłą im narzucanych, chcą być nowocześni, chcą poznawać świat, uczyć się języków i zrzucić z siebie jarzmo bezsensownych nakazów i zakazów.
Przerażające jest to, że jest ktoś, kto zarzuca im na szyję pętlę nienawiści i uzależnienia tylko dlatego, że mają nad nimi jakąś przewagę. Jest to brak poszanowania elementarnych praw młodego człowieka do samostanowienia, oczywiście takie samostanowienie powinno odbywać się pod pewną kontrolą, ale równocześnie nie naruszać możliwości własnych priorytetów takiego młodego człowieka.
Nikt nie dał panu Czarnkowi prawa decydowania, co jest w życiu dla każdego dobre, a co złe, bo każdy człowiek jest inny i dla każdego różne wartości są decydujące o przyszłości.

Ogólnie mówiąc – niezbyt wesoło skończył się nam miesiąc sierpień i podobnie rozpoczął się niestety nowy miesiąc.
Z przerażeniem śledzę losy zalanej Małopolski, wylana z rzek woda wydaje się nieposkromiona, zalany jest również i Kraków, całe Wiślane Bulwary są pod wodą, zalane są niektóre ulice, a dzisiaj oglądałam skutki sporej ulewy, która zalała znane małopolskie uzdrowisko Busko Zdrój, w którym kiedyś razem z moja Siostrą byłam. Niektóre sanatoria są całkowicie wyłączone , a przez ten cudny Park, który w środku uzdrowiska jest usytuowany, przelewają się rwące potoki.
Widok takich zalanych miejsc, alejek, po których kiedyś chodziłam jest naprawdę dla mnie szokiem, zastanawiałam się, co czują kuracjusze, którzy pojechali do Buska, by się leczyć, a muszą brać udział w takich tragicznych zdarzeniach. Pewnie niektórzy z nich będą musieli opuścić uzdrowisko.
Najgorsze jest to, że niestety prognozy pogodowe na najbliższe dni nie są najlepsze, zapowiadają dalsze upady, więc pewnie i czekają nas dalsze zalania, co w obecnej sytuacji gospodarczej będzie bardzo trudne do odbudowania i do ratowania tego, co jeszcze pozostało.

„Gdy Bóg widział, iż ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie postępują na ziemi niegodziwie, rzekł do Noego: Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia jest pełna wykroczeń przeciw mnie; zatem zniszczę ich wraz z ziemią”

Czy to co się dzieje nie jest nie jest następnym znakiem od Boga?????, na razie tylko ostrzeżeniem, ale……

Miejmy nadzieję ze złe czasy przeminą i będzie lepiej.
Bo data 1 września jeszcze kojarzy nam się ze złymi dniami przemocy, wojny i pożogi i chociaż od tamtego dnia minęło już 82 lata, piętno tamtych lat wciąż w nas pokutuje i co gorsze znów się pojawia na horyzoncie i znów straszy nie tylko nas, ale i cały świat, który pomału zapada się w jakieś wojenne zawieruchy, niszcząc to,co zdążyliśmy po tamtych złych czasach odbudować.
Życzę Wszystkim, by miesiąc wrzesień nie był tak tragicznym miesiącem, jak owy z 1939 roku, gdy zło zapanowało nad światem i dzięki swoim piekielnym mocom opanowało świat i swoimi mackami ogarnął uporządkowane dotąd życie wielu ludzi i zmieniło je w jakąś niewyobrażalną gehennę, tylko dlatego, że komuś wydawało się, że jest równy Bogu i ma prawo do wprowadzania nowego porządku według swojego chorego widzimisię.
Niestety chorobliwa przemoc jest ściśle powiązana z niektórymi ludźmi, czego niestety ostatnio mamy dowody w tym, co dzieje się i w Afganistanie i na Białorusi i także niestety i u nas w Polsce.

Spokojnego środowego popołudnia, chociaż pogoda….ech, szkoda nawet pisać.

puk, puk, kto tam? to ja, twój kumus

Taka miła niespodzianka dzisiaj rano mnie zaskoczyła.
Diana wraz z Zeldą przyrządziły pyszny kumus, a ponieważ Diana wie, że bardzo go lubię, podesłała rano ze słoikiem tych pyszności do mnie Ksawra.
Przyjemna niespodzianka mnie dzisiaj spotkała, nieprawdaż?
Oczywiście zaraz się jak miś do miodu, tak ja do słoika kumusu się dobrałam i stwierdziłam, że mimo byle jakiej pogody, czeka mnie dzisiaj miły dzionek.
Bo co prawda jabłuszka akurat już mi się skończyły, a dostawa nowych będzie dopiero jutro rano, jakoś bez nich muszę się obejść, bo co tu kryć, jestem uzależniona od tego owoca niczym jakaś narkomanka od zielska, czyli jednym słowem można powiedzieć, że jestem nałogowym pożeraczem jabłek.
Przynajmniej jabłko jest zdrowsze od owego zielska, już nie mówiąc, że jest zdrowsze od wszelakiego mięsiwa i innych wędlin, tak wiec łącznię z dzisiejszym kumusem można rzec, że stałam się zwolennikiem diety bio
Ale nie tak do końca, żeby nie było tak łatwo, dla urozmaicenia od czasu do czasu jakąś chudą szyneczkę na kanapce też przemycę.
Właściwie od mięsa jako takiego też od pewnego czasu raczej stronię, zdecydowanie wolę na obiad przygotować sobie rybę, oczywiście nie smażoną w panierce, bo to jest zdecydowanie passe i teraz już wiem, że żadnych smażonych potraw mój brzuszek nie toleruje.
Zresztą co raz więcej ludzi odchodzi od tradycyjnej polskiej, nad wyraz niezdrowej, bo tłustej kuchni polskiej.
Bo jakie jest tradycyjne polskie danie? oczywiście kotlet schabowy, smażony oczywiście na oleju, a czasami jeszcze o zgrozo, po staropolsku, na smalcu, do tego oczywiście smażone frytki (brr już od dłuższego czasu po prostu jakoś frytki mi nie smakują) no i koniecznie zasmażana, pełna tłustości kapucha, czyli same kalorie, sam cholesterol, sama czysta trucizna dla naszej wątroby.
Ale dzisiejsza młodzież we względzie dietetyki jest bardziej światła i chociaż niektóre Macdonaldy czy KFC jeszcze prosperują, ale zaczynają być coraz miej modne, jakoś liczebność klientów bardzo się przerzedziła, podobnie zresztą jak wszelakie stoiska z kebabami, czy modnymi ongiś kiełbaskami z rożna.
I ja również zmieniłam swoje poglądy na zdrowe, czy niezdrowe odżywianie, przyznam, że dużej mierze przez moje dolegliwości trawienne, które po kilku ograniczeniach nie są już tak bardzo dokuczliwe.
Zawsze podziwiam naszą Koleżankę Beatę, która propaguje wszystkie potrawy przyrządzane z najbardziej naturalnych, ogólnie dostępnych składników,: roślin, grzybków, owoców, ziół, z przyjemnością podziwiam Jej co prawda nieco udziwnione, ale dalekie od tych tradycyjnych wyroby, wszelakie soki, dżemy, smarowidła z itp, a także dania, które potrafi wyczarować z tego co nas otacza, a nie koniecznie gania po podwórku, czy ryczy w stodole.
Czasami ujawnia niektóre swoje kulinarne arcydzieła na Facebooku, ale myślę, że powinna wszystko spisać w jedną wielką księgę, którą powinna wydać w jakimś porządnym wydawnictwie, myślę, że poczytność takiego kulinarnego dzieła byłaby wielka, z pożytkiem dla naszego chorego od złych cywilizacyjnych nawyków społeczeństwa.

Dzisiaj niestety w Małopolsce pogoda pod psem Azorkiem, co chwilę przelotne deszcze przechodzą w dosyć sążniste ulewy (dlatego dzisiaj postanowiłam odpuścić sobie nawet spacer po moje ukochane jabłuszka) i nasze małopolskie miejscowości są poważnie zagrożone powodziami, w niektórych już niestety nieposkromione rzeki wylewają wprost na drogi i na pola, a to jeszcze nie koniec kłopotów z deszczowymi opadami, o czym codziennie rządowy ALERT nas przestrzega. Przynajmniej na kilka najbliższych dni prognozy nie są niestety korzystne.

Dzisiaj kończymy miesiąc sierpień, jutro już nasze dzieciaki powrócą do szkolnych ław (ciekawe na jak długo, czy znów nie będzie cowidowych obostrzeń) i tak właściwie to będzie można powiedzieć, żegnaj LATO na rok, chociaż w kalendarzu jeszcze kilka dni minie, zanim przerodzi się nam lato najpierw w kalendarzową, a potem rzeczywistą już jesień.
Może wrzesień obdaruje nas jeszcze kilkoma słonecznymi dniami, ale dni zdecydowanie są już coraz krótsze, dłużej rano i wcześniej wieczór jest ciemno za oknem.
Pozdrawiam serdecznie Wszystkich, szczególnie zwracam się tu do mojej Uleczki, która ma kłopoty ze zdrowiem i musi zasilać szpitalną salę :
ULECZKO!!! TRZYMAJ SIĘ DZIELNIE I SZYBKO, JUŻ CAŁKIEM ZDROWA NA NASZ BLOG WRACAJ !!!!

Lenistwo

Zarzucono mi blogowe lenistwo …. i słusznie.
Jakoś ostatnio nie bardzo chętnie do mego blogu zasiadam, może dlatego, że nie bardzo mam o czym pisać?
A może wciąga mnie ta jesienna bez moc, która zapanowała za oknem, zimno, mokro.
Zimno jest też i w moim mieszkaniu, za wcześnie na dogrzewanie, a niestety już pożegnałam się z letnimi sukienkami i nic nie wskazuje na to, że jeszcze wkrótce z nimi się przeproszę.
O polityce też nie chce mi się pisać, bo gdy dzisiaj przeczytałam, że poparcie Pisu znów wzrasta, a zasługą tego jest fakt, że Pisowi skutecznie udało się wzbudzić anty uchodźcowe emocje w tej nierozgarniętej części Polaków, ręce po prostu mi opadły.
Taki niestety „katolicki” jest ten nasz kraj, zamiast współczucia i chęci pomocy niektórzy żywią nienawiść do Bogu winnych biednych ludzi, którzy po prostu chcieli uciec własnie od nienawiści, od niszczącej siły przemocy i narzucania swojego ja ludziom, którzy z tym się nie godzili, wiec szukali lepszego, bezpieczniejszego miejsca dla siebie i swoich najbliższych.
Część Polaków znów Zostali zmanipulowana przez naszych dzielnych „katolików”, którzy do każdej podłości dla utrzymaniu się przy władzy są gotowi, w tym właśnie nie tylko oskarżaniu tych biednych 30 Afganistan o nomen omen zamach na nasz kraj, co jest śmieszne już w swoim wyrazie, bo jak trzydzieści osób może zaszkodzić ponad 30 milionowemu krajowi, zresztą dla tych ludzi Polska miała być przepustką do szukania swojego nowego miejsca bezpiecznego dalszego rozwoju, ale przede wszystkim rzekomo bojąc się o niezawisłość naszego kraju nie są gotowi jak każe Biblia wyciągnąć dłoni z kromką chleba i ze szklanką wody. Symbolem ich katolicyzmu są za to druciane zasieki, którymi oddzielają się jako ci lepsi panowie od osób potrzebujących pomocy.
To jest straszna HAŃBA dla naszego kraju, nie przypuszczałam, że kiedyś takiej hańby dożyję.
Przeczytałam dwa dni temu, że Minister Edukacji i Nauki oskarżył Donalda Tuska o chęć dechrystianizacji Polski.
Tylko czy owy minister wie, co znaczy słowo CHRZEŚCIJAŃSTWO?????
Chyba pomyliło mu się to słowo z Diabelskimi knowaniami Księcia Piekieł, który teraz kieruje krokami każdego pisowca, tak łatwo szafującym słowem Bóg, gdy w sumie raczej hołdują złym mocom Belzebuba.
Dziwię się, że Kościół wciąż jeszcze nie odżegnuje się od takiej polityki, wszak to własnie ich zadaniem jest walka z Szatanem, niestety za srebrniki Judasz musiał ponieść największa karę – śmierć, bo zdrada zawsze, wcześniej, czy później musi być potępiona, a tym cichym przyzwoleniem na zło Kościół sam sobie szykuje własną zagładę.
Na pewno nie jest to ten sam Kościół, który ongiś został zbudowany na skale ku chwale Boga, to tylko jakaś marna budowla na ruchomych piaskach balansujący ku swojej zgubie.
Żal mi tylko tych ludzi, którzy wciąż nie mogą uwierzyć w to, że są bezczelnie okłamywani i biorą udział w tej wielkiej narodowej zdradzie i zamiast Bogu służą ludziom przebranym w szaty zła.
Niestety dla nich srebrnikami są rozdawane im lekką rączką pieniądze wyciągane bez naszej zgody z kieszeni każdego z nas, czego ciemny lud niestety nie rozumie, wierzy w dobro tych, którzy obdarowują. I na tym własnie polega ich dramat, że podstępem są wmanewrowani w zło.

To tyle mądrości na dzisiaj
Mam nadzieję, że teraz młodzież, która brała udział w campusowym spotkaniu Trzaskowskiego i Tuska wreszcie dojdzie do głosu, bo tylko w nich jest jakaś nadzieja nie tylko do podeptania zła, ale nowy trend w powrotnym marszu do Europy

Piątek, piąteczek

co prawda nie taki piękny jak na tym zdjęciu, ale….zawsze pięknie być nie może.
Wyszłam na zakupy jeszcze w niedeszczową porę, ale ledwie do sklepu weszłam, już się niestety rozpadało, tak, że nawet całkiem przemoczona do domu wróciłam, ale zadowolona, bo kupiłam swoje ukochane jabłuszka.
Co prawdy nie u tego pana, co zawsze, niestety i jemu się kiedyś urlop należy, stoi na tym swoim stoisku z jarzynkami i z owocami chłopina wraz z żoną codziennie (z wyjątkiem sobót i niedziel) od rana do późnego popołudnia, więc kiedyś od tych swoich klientów odpocząć też musi.
Właściwie już prawie od 5 lat kupuję na jego stoisku, zresztą ma wielu swoich wiernych klientów podobnych do mnie, ale zawsze ma dobry, świeży towar i w miarę umiarkowane ceny i do tego jest dla swoich klientów bardzo uprzejmy, szczególnie dla mnie, zawsze większe zakupy zanosi wprost do mego wózeczka, bo widzi, że mi jest trochę trudno dźwigać, zresztą jego żona, która mu pomaga też jest bardzo serdeczna. Zwłaszcza bardzo lubię jej ogórki małosolne, które sama przygotowuje, dodając do nich swoje specyficzne dodatki, są one takie chrupkie, smaczne, nigdy żaden kapeć mi się nie trafił.
Owoce i inne jarzyny zresztą też zawsze są pierwszej jakości, codziennie bladym rankiem przywozi je prosto z placu, gdzie hurtowo kupuje, więc dlatego można być pewnym, że dokona się u niego udanych zakupów.
Dzisiaj niestety musiałam zadowolić się jabłkami ze sklepu, ale na szczęście powybierałam sobie z dolnej skrzynki akuratne dla mnie jabłka, nie mogą być one ani twarde, ani nie soczyste i przede wszystkim musza pachnieć jabłkiem.
Nauczyłam się, że świetnie można przechowywać je w dolnej skrzynce w lodówce, są wtedy długo świeże i się nie psują.
Zresztą jak już kiedyś pisałam, jabłka są dla mnie najlepszym deserem na świecie, niech schowają się wszelkie ciasta, torty, czy lody.
Takie zimne jabłuszka kroję na drobne kawałki, podsypuję suszoną żurawiną i już w ten sposób mam małą przekąskę, gdy jakaś pokusa na łasowanie mnie napadnie.
Jabłka są nisko kaloryczne, niestety mają tę wade, że bogate są w cukier, co może dla cukrzyków nie jest wskazanym pożywieniem, ale zawsze lepsze to, niż wspomniane ciasto, poza tym jabłko jest źródłem witamin i błonnika tak do dobrego trawienia potrzebnych.

A więc : NIECH ŻYJĄ JABŁKA!!!!

A przed nami niestety łzawy weekend, wszystko co dobre szybko się skończy.
Może jednak wrzesień przyniesie jeszcze kilka słonecznych, ciepłych, parkowych posiedzeń???

brrr

Zimno wszędzie,mokro wszędzie, czy to już jesień będzie?

Nawet nie chce mi się dzisiaj nic pisać, bo noc też była nijaka, a dzień zaczął się dzisiaj bardzo wcześnie rano, wizytą Reni, która ratowała moje biedne kwiatki przed jakąś dziwną chorobą zarażonych. Moje śliczne wysokie i gęsto rosnące listki niestety zaczęły opadać, na całe szczęście Renia znalazła przyczynę tej dziwnej kwiatowej choroby i w miarę szybko, mam nadzieję, że skutecznie, zareagowała.
Na wszelki wypadek muszę jeszcze je dodatkowo zabezpieczyć, kiedyś gdzieś w necie przeczytałam, że żeby zapobiec takim opadającym listkom należy wbić w ziemię……….. ząbki czosnku.
Rzeczywiście przypominam sobie, że raz już podobne kłopoty z opadającymi listkami miałam i czosnek zapobiegł całkowitemu ogołoceniu, a z czasem kwiatek znów odzyskał stara kondycję.
Dzisiaj co prawda ze względu na mżawkę nie wychodzę z domu, ale tak czy siak jutro jakieś niewielkie zakupy będę musiała zrobić, więc i o czosnku muszę pomyśleć.
No proszę, swoją zdrowotną działalność zwyczajny czosnek można nie tylko na ludziach, ale i na kwiatkach wykorzystać. Wszak wiadomo, że czosnek to roślina mająca silne antybakteryjne działanie.
Dzisiaj po raz pierwszy od dłuższego czasu musiałam ubrać się w domowe spodnie i cieplejszą bluzkę, a na plecy dodatkowo sweter jeszcze założyć, o prostu znów się chłodno w mieszkaniu zrobiło.
I pewnie tak już będzie aż do przyszłej wiosny.
Czuję, że już w połowie września będę już musiała ogrzewanie włączyć, czym, przyznam się jestem już lekko poddenerwowana. Ach, te ceny!!!!!
Jak to dobrze, że wczoraj udało mi się zrobić jesienne postrzyżyny, teraz do grudnia będę miała przynajmniej spokój.
No to teraz tylko pozostaje mi ciepła herbatka, szkoda, że nie mam soku malinowego do niej i oglądanie na Netflixie fantastycznego filmu „Zimowy romans” opowiadający o romansie córki rosyjskiego arystokraty i zwyczajnego, świetnie jeżdżącego na łyżwach złodziejaszka, młodego chłopaka, który po utracie pracy dostał się do szajki złodziei okradających możnych , a cała akcja dzieje się w St Petersburgu za czasów carskiej Rosji.
Uwielbiam takie kostiumowe filmy, pokazujący wspaniałe, ale już zamierzchłe czasy dworskich dworów, wspaniałych stroi, balów i tego bogactwa, które rządziły wtedy Rosją.

No to idę dalej oglądać mój film, a wam życzę przyjemnego, aczkolwiek chłodnego, wybitnie nie spacerowego popołudnia i wieczoru.