o tym i o tamtym

 

 

Tak Anno, masz rację, „M jak miłość” jest   takimi telewizyjnymi Matysiakami. Kto ich nie słuchał, wtedy telewizja jeszcze nie była taka popularna no i nie było w niej tych  przeróżnych seriali. Otwierało się wtedy odbiornik radiowy i żyło się bogatymi w przeżycia losami rodziny Matysiaków. Byli wtedy bardzo popularni, prawie jak dzisiejsi Mostowiakowie, czy Lubiczowie.
Jednym z pierwszych seriali które pokazywało życie zwykłych ludzi był serial „W labiryncie”Kiedy to było? ho ho, wiele lat temu, teraz mogę sobie przypomnieć losy tej „farmaceutycznej rodziny” w TVP Historia. Żałuję tylko, że wiele fajnych seriali w tej chwili nie są dostępne w internecie. Ongiś można było wszystko  na necie odnaleźć, teraz wprowadzili zaostrzenia i mimo, że niby zaznaczone jest, że taki serial jest, niestety jest on niedostępny.
Szkoda, bo już kilka odcinków „przegapiłam”. A może na VOD  TVP będą te odcinki znów dostępne?
Owszem, niektóre ze starszych seriali powtarzają nie tylko w TVP, ale również i są umieszczane własnie na Vodzie, tego akurat tam nie umieszczono.
No i potem już seriale jakoś posypały się dosyć hojnie. Pamiętam, jak  przezywaliśmy losy niewolnicy Isaury, ulice wtedy pustoszały, a kobiety z chusteczkami przy oczach rozczulały się nad trudnym losem ulubionej niewolnicy i wściekały się na poczynania niegodziwego  i okrutnego Leoncia, który wręcz pastwił się nad tą biedną dziewczyną. A w serialu „Korzenie”losy śledziliśmy  Murzynów, którzy żyli w Stanach w czasie niewolnictwa.
Mieliśmy tez wiele naszych rodzimych seriali. W tym samym czasie konkurencyjnie został wyemitowany „Klan”, który  zresztą do tej pory jest wciąż chętnie oglądany i serial „Złotopolscy”, który gdzieś kiedyś się wykruszył…. no a potem wiele jeszcze innych seriali, które albo nadal są kontynuowane, albo podobnie jak Plebania doczekały się swojego końca, widać koncepcja scenariuszów już się wyczerpała. Zresztą  pozostałe stacje telewizyjne też dosyć hojnie  swoje seryjne opowieści podłączali, na dobrą sprawę człowiek musiałby cały dzień siedzieć przy telewizorze i tylko pilotem  przełączać kanały.
Tylko ile takich seriali można oglądać? Trzeba pośród nich wybrać takie, które nas interesują, chociaż w każdym z nich poruszane są problemy naszej codzienności.
Telewizja Polska wzbogaciła jeszcze swoje  programy popularnymi tureckimi serialami, wręcz ich nimi zalewają, pewnie kupują je za „psie pieniądze” i mają czym wtedy zapychać swoje programy.
Przecież  samo TVP ma kilka kanałów, TVP 1, TVP 2 TVP seriale TVP (bez numeru) Seriale. Historia i jeszcze pewnie kilka, tylko na dobrą sprawę wciąż na nich powtarzane są w koło Macieju te same seriale. Jeżeli nie oglądniesz któregoś na jedynce, czy dwójce, to odnajdziesz go na Serialach czy na tym bez numerowym programie.
Nie rozumiem, po co tyle tych kanałów włączają, skoro nie mają na nich nic ciekawego i nowego pokazywać??A potem tylko narzekają, że stacja jest bez funduszy, bo niestety mało jest ludzi, które takie „badziewia” chcą opłacać abonentami.
Powinna być jedna opłata na wszystkie ogólnie  dostępne  stacje, a jeżeli ktoś chce oglądać jakieś extra programy, niech je sobie sam opłaca.
Niestety jest tak, że płacimy za Cyfrę Plus, czy za  Cyfrowy Polsat całkiem niemałą miesięcznie sumę, ale okazuje się, że i tak jesteśmy narażeni na zapłacenie kary za brak wpłaty abonamentu dla TVP, bo stacje, które od nas biorą pieniądze wcale z Polską Telewizją dzielić się nie chcą.
Uważam, że nie jest to w porządku w stosunku do Klientów, którzy kupują w Stacjach abonamenty, to ich zadaniem jest podzielić się zyskiem z pozostałymi stacjami (również z wciąż niedofinansowaną TVP ) bez wciągania w swoje finansowe labirynty biednych klientów. Przecież nie może być on zmuszany do płacenia po raz wtóry za taki sam program, za który już przecież zapłacił.
Najlepiej byłoby, żeby takie nierentowne stacje po prostu wyłączyć z oglądania, a nie zmuszać do płacenia za coś, czego się nie ogląda, a niestety ostatnio oglądalność TVP bardzo spadła. I nie pomogą tu seriale, ani polskie, ani tureckie, ani żadne inne, skoro jest to wyraźnie tendencyjna politycznie stacja i tak przez większość jest odbierana.

A w Krakowie od rana słonko świeci wesoło. Jakie to przyjemne, tylko…już mnie |Magda poinformowała, że niestety przyszły tydzień przyniesie znów jesienne   deszczowo- śniegowe pluchy.
Póki co, cieszmy się dobrą pogodą i słonkiem, ono tak bardzo nam potrzebne jest do życia.
Dobrego dnia.

a dzisiaj……

      

 

…..dla mojej Kochanej Uli wspaniała kawka wraz z bukietem róż.
I oczywiście, jak zwykle, z całym mnóstwem pozdrowień i całusów z Krakowa, bo bez tej całej rożano – „całuśnej” oprawy nie mogła by przeminąć  żadna środa, Prawda Ulu?
Wczoraj świeciło w Krakowie słonko. Patrzyłam przez okno na mój Park, skąpany w słoneczno – jesiennych promieniach i tak sobie wyobrażałam, że gdy ten cały Park już rzeczywiście będzie czynny, będę mogła zaprosić Cię Uleczko do Krakowa i razem po nowych alejkach sobie pospacerujemy, usiądziemy na ławeczce i będziemy podziwiać piękne nowe krzewy i kwiaty, które tam zasadzą.
No i na pewno będą tam też  obowiązkowo rosły róże, już ja tego na pewno przypilnuję 🙂
A więc do miłego spotkania w Parku Krakowskim Uleczko , a na razie ślę słoneczny promień i olbrzymiego całusa dla Ciebie.

Wczoraj oglądał odcinek „M jak miłość”, związany ze śmiercią seniora rodu Mostowiaków – Dziadka Lucjana. Smutny to był odcinek, wiedziałam, że taki będzie i na wszelki wypadek przygotowałam sobie chusteczkę, którą nota bene kilkakrotnie do otarcia łzy użyłam.
Jak wielkim i wspaniałym musiał być aktor Witold Pyrkosz, skoro tak ciepłego, w przepięknej oprawie pożegnania się doczekał. Widać, że pan Witold cieszył się pośród twórców serialu i pośród występujących w nim  aktorów olbrzymim szacunkiem, stąd te przepiękne sceny wspomnieniowe z odcinków, w których kiedyś występował, rozegrany głównie w ulubionym sadzie  Dziadka Lucjana i w dodatku przy akompaniamencie przepięknie wykonanej przez  Marka Grechutę, do słów wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego piosenki „Ocalić od zapomnienia”.

Ile razem dróg przebytych, 
ile sciezek przedeptanych, 
ile deszczów,ile śniegów, 
wiszących nad latarniami,
ile listów,ile rozstań, 
ciężkich godzin w miastach wielu, 
i znów upór żeby powstać, 
i znów iść i dojść do celu. 

Ile w trudzie nieustannym, 
wspólnych zmartwień, 
wspólnych dążeń, 
ile chlebów rozkrajanych, 
pocałunków,schodów,książek, 
oczy Twe jak piękne świece, 
a w sercu źródło promienia, 
więc ja chciałabym 
Twoje serce ocalić od zapomnienia! 

U Twych ramion płaszcz powisa, 
krzykliwy,z leśnego ptactwa, 
długi przez cały korytarz, 
przez podwórze aż gdzie gwiazda Wenus(Mars?!),
a Tyś lot i górność chmurną, 
blask wody i kamienia, 
chciałabym oczu Twoich chmurność 

Tak, wczoraj staraliśmy się ocalić od zapomnienia tę wspaniałą postać pana Witolda Pyrkosza, który odszedł od nas w kwietniu w tym roku, ale jego postać Lucjana Mostowiaka została dopiero wczoraj tak pogodnie  pożegnana. Na pewno swoją postawą życiową, swoimi rolami, zasłużył na takie własnie pożegnanie.
Witold Pyrkosz był dokładnie taki sam w życiu jak jego bohater Lucjan, spokojny, opanowany, bardzo życzliwy ludziom, służący dobra radą i  chociaż był troszkę skryty, jednak był osobą bardzo  lubianą i bardzo szanowaną, również i przez nas wszystkich.
Będzie brak nam na pewno tej postaci, zarówno w tym serialu, jak i na co dzień.

Smutny to był rok, tylu wspaniałych Artystów w nim od nas odeszło, a jeszcze dwa dni temu przyszła smutna wiadomość o śmierci wspanialej Aktorki, Aliny Janowskiej. Pamiętam Ją w roli młodej, pięknej dziewczyny, w której podkochiwali się młodzieńcy, występowała wtedy w jednym z pierwszych polskich filmów Skarb, pamiętam Ją w wielu innych rolach, chociażby w Czterdziestolatku, czy w roli apodyktycznej Eleonory w serialu Złotopolscy.
Wiedziałam o Jej chorobie, zresztą doczekała się i tak pięknego wieku, ale zawsze jednak smutek w sercu pozostaje, że Jej już z nami nie ma.

Odchodzą sami wspaniali……….

I to jest własnie to przemijanie…. ucieka czas, ucieka to, co jest naszym świadectwem od najmłodszych lat, ludzie, fakty, dobre i złe zdarzenia…..
Czas przeszły minął, ale liczy się teraz tylko czas teraźniejszy, dla nas, starszego już pokolenia, no i czas przyszły dla tych, którzy dopiero się urodzili, dopiero dorastają. Co im po sobie pozostawimy? Jakie wzorce, na których kiedyś będą mogli się opierać, będą ich mottem życia?
Jak na razie, patrząc na nasza teraźniejszość, ciemno to widzę. Nie ma ideałów, czas romantycznych uniesień już przeminął, ale czy już na zawsze?
A może znów kiedyś się odnowi, może znów znajdzie się ktoś, kto nas porazi swoją romantyczną wizją życia i pokaże, że istnieje świat lepszy, wspanialszy, bez przemocy i nienawiści, z wzrokiem skierowanym  na to, co jest piękne wokoło nas. A tyle piękna przecież można by się wokoło doszukać, tylko trzeba chcieć.
Piękne krajobrazy, piękno przyrody, wspaniali ludzie o naprawdę pięknych ideach (jeszcze bywają tacy), czy musi to być naprawdę dla nas nieosiągalne?????
Spytajcie się chociażby tych, którzy wspinają się na najwyższe szczyty gór, aby stamtąd podziwiać to, co nas otacza, czuć przy tym radość z życia i wzbudzać w sobie najwspanialsze odczucia estetyczne, moralne, czuć po prostu głębię i sens tego naszego życia.
Nie jest łatwo osiągnąć taki szczyt, ale od czego mamy nasze marzenia, które przecież możemy realizować, tylko….
..I tu przytoczę cytat z wiersza Juliusza Słowackiego:

Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
jak kamienie  przez Boga rzucone na szaniec

Nie traćmy nadziei, bo to, co teraz zrobimy z naszym życiem nie zniknie wraz z nami, pozostanie dla następnych pokoleń.

Dobrej środy życzę.

KULSON – co z Ciebie wyrosło?????

 

 

No tak  kłamliwej  propagandy to już chyba nawet komuniści nie szerzyli. Pis przerósł już w tym sam siebie, ale wcale nie dziwota, skoro takich miernych, ale wiernych KULSONÓW  prezes zatrudnia.
Inna sprawa, że takimi półinteligentami na ćwierć etatu lepiej jest dowodzić, zrobią wszystko za judaszowski grosz. No i za „karierę”, bo bez posłuszeństwa prezesowi mógłby być co najwyżej jakimś sprzątającym w markecie, albo co? A tu jakby nie było ma tytuł  MINISTRA.
Szkoda tylko, że ten tytuł pełniącej funkcji tak okropnie się zdewaluował.
Tłumaczenie Błaszczaka, że słowa” ty ku…wo” nie były skierowane do zaaresztowanej za udział w antyrządowej demonstracji, tylko do jakiegoś tam innego policjanta są śmieszne, nie wiem, czy ten chłop nie widzi, że się zbłaźnił (nie pierwszy zresztą raz), że wszyscy z niego się po prostu nabijają?
Ja ze wstydu chyba bym do mysiej dziury wlazła i już stamtąd nawet głowy nigdy nie wychyliła.

No cóż, czasy mamy całkiem podłe, pewnie nie o taką Polskę walczyli nasi pradziadowie i dziadowie, nie za taką przyszłość nasi Ojcowie na frontach krew przelewali.
A teraz ta „młodzież”. wychowana w warunkach prawie że cieplarnianych, bez skazy wojny, o której nawet najmniejszego pojęcia nie mają, no chyba, że w grach internetowych, gdzie można życie wielokrotnie tracić,  „rozwija buńczuczne skrzydła”, podlewane jakimiś narkotykami, bo wydaje im się, że są panami tego świata.
Nie ten jest panem, kto pałę przemocy w ręku trzyma, jest nim ktoś, kto umie coś z siebie dawać, dzielić się z innymi, pokazywać miłość i to nie tylko w najbliższej rodzinie, ale i pośród innych, którym ta pomoc jest potrzebna.
Osobiście znam taką Osobę, nie chcę Jej wymieniać z imienia, pewnie domyśli się, że to o Niej piszę. Mogę tylko dodać, że jestem dumna, że jest Ona w mojej najbliższej Rodzinie i te wszystkie dobre rodzinne cechy nadal powiela. Dziękuję Ci za to 🙂

Zmieniając temat : wczoraj rozmawiałam telefonicznie  z moją Renatką, która mieszka koło Myślenic, a więc tylko 30 kilometrów od Krakowa i dowiedziałam się, że u niej wczoraj padał regularny śnieg. A w Krakowie na szczęście tylko deszcz, ale za to  przez  calutki dzień i całą noc z nieba kapał, pewnie już się troszkę wykończyła deszczowa jego możliwość, zapasy wody w niebie „wyschły”, bo dzisiaj na razie jest sucho, ale…zimno.
No tak, wyszłam wczoraj do pracy w półbutach i przyznam, że stopy mi nieco zmarzły, jednak trzeba już w moje nowe botki wskoczyć, najwyższa ku temu pora.  Jest tylko jedno pytanie : czy dam rady w nich chodzić?????
Na wszelki wypadek przez dwa, trzy pierwsze dni będę w siatce nosiła zapasowe buty na ewentualną zmianę, ale  moze jednak nie będzie aż tak źle????

A w parku koło mnie praca wre całą para, chłopaki starają się zrobić jak najwięcej przed zimą.
Ciekawe, czy zdążą nowe alejki ułożyć, żółciutki piasek, ułożony w kopki już czeka.

No to miłego wtorku życzę, może troszkę i słonka, bo po tym deszczowym wczorajszym dniu trzeba troszkę się osuszyć, ocieplić i rozweselić duszę.

BURO – PONURO

 

 

Niestety deszczem rozpoczęliśmy nowy tydzień. Nie jest to wcale optymistyczna wiadomość, ale różnie może jeszcze być.
Może na przykład śniegiem poprószyć, może i słonko nam na niebiesie zabłysnąć.
Na razie trzeba zaopatrzyć się w cieplejsze kurtki, szaliki no i oczywiście w parasole.
Już pisałam, że jest to najbardziej znielubiona przeze mnie pora roku. Wtedy i myśli moje są tak ponure, jak dzisiejszy dzień i nawet dwie kawy nie wiele mogą to zmienić.
Ale przeżyć te dni jakoś trzeba.
Wczoraj popołudniu jakaś chandra znów siadła na moim nosie i dosyć radykalne kroki przeprowadziłam, szczególnie wobec pewnej osoby. Nie wiem, czy to dobre, jeszcze dzisiaj nie rozważałam tego faktu, muszę sobie dać na to czas.
Możliwe, że ta osoba ma rację, że jestem nieco kapryśna, ale to nie o kaprysy chodzi, po prostu czasami już cierpliwość się wyczerpuje i nadchodzi czas, gdy wiesz, że i tak, choćbyś nie wiem jak się starał, nic nie zmienisz.
Widać akurat takie myśli wczoraj napłynęły do mojego mózgu i stąd takie były moje decyzje. Nie ważne, czas pokaże, czy mam czego żałować, czy nie.
W każdym bądź razie za oknem buro- ponuro i podobna w mojej duszy „pogoda” panuje.
Już pisałam, byle do wiosny.
I to by było na tyle na dzisiaj, jakoś do pisania długich wynurzeń  też dzisiaj modły nie mam.
Zresztą, o czym tu pisać, jak jest, wszyscy widzą i wiedzą, jest delikatnie mówiąc, nieciekawie.Może ten tydzień przyniesie jakieś „polepszenie doli”???
Powodzenia.
A ja uzbrajam się w ciepły szalik, parasolkę i wyruszam w ten deszczowy świat.

Przyznam szczerze….

 

 

 

 

…że nie oglądałam wczoraj ani jednej transmisji w żadnej z telewizji, dotyczących wczorajszego święta. Ale te wzmianki, które przeczytałam na Facebooku wystarczyły mi, żeby odpowiednio się wkur….w?ż)iić
No, rzeczywiście Polacy pokazali „kaczą klasę w obchodach swojego święta niepodległości,  Amerykanie na pewno nam zazdroszczą. Oni latają w tym dniu z balonikami i z uśmiechem na twarzach, a my z transparentami precz z komuną, ze swastykami i z hasłem BÓG HONOR OJCZYZNA, z oczami przepełnionymi złością, pogardą nienawiścią.
Tylko co ten biedny Bóg ma do tej wielkiej nienawiści, która była wczoraj tak  hojnie w Warszawie rozsiewana? 
Chwilę wcześniej Narodowy ( i nie tylko) „modlili się” w kościołach, a potem z wielkimi bluzgami po ulicach latali.
Biedny ten nasz Pan Bóg, że na takie przeinaczanie Jego prawdy patrzyć musi. Ale pewnie kiedyś i jego cierpliwość się wyczerpie.
No i te wspaniałe gwizdy, gdy nasz były premier, a zarazem Przewodniczący Rady Europy, Donald Tusk składał wieniec pod pomnikiem Nieznanego Żołnierza !!
To już był pisowski klasyk, pewnie cała Europa oniemiała  ze zdziwienia, jak wielką „kulturę polityczną” przedstawiają niektórzy Polacy.
Ciekawa jestem, ile tym gwiżdżącym wczoraj za to zachowanie zapłacili, no, wódkę na pewno im za to postawili, a może i dołożyli jakąś kaszankę na zagrychę? Chłopaki się napracowały przecież, tak głośno gwizdać to nie lada sztuka.
Jest jeszcze pytanie: dlaczego tak wiele słomy na placu przy Pałacu Prezydenta pozostało?? Widać wielu „Polakom” z butów ona powychodziła……
Oj moja biedna Polsko, zupełnie na psy (a właściwie na kaczki) zeszłaś 😦 😦 😦
Ale co tam, święto było i się skończyło, rządząca partia czuje pełne zadowolenie w kupowanym przez siebie poparciu, i w przekonaniu, że są tacy wspaniali,  a że Polak głupi?????
To już jest przecież takie powiedzenie, że nowe przysłowie Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi.

TAKA JEST NIESTETY PRAWDA.

No więc nie będę się dłużej egzaltowała wczorajszym dniem, bo naprawdę nie było czym, można najwyżej co z politowaniem na niektórych głową pokiwać i w czoło palcem postukać.
Za to dzisiaj wstał nowy i pięknie słoneczny listopadowy poranek. Przyjemnie, gdy za oknem słonko świeci, nawet jeżeli temperatura nie jest zbyt wysoka. Ale to taką własnie porę roku mamy, no i taki klimat mamy, powtarzając za klasykiem, a raczej za klasyczką.
Co prawda wciąż nas straszą śniegiem, ale kiedyś ten moment musi przecież nastąpić, tak kalendarz nam dyktuje.
A jakie mam plany na dzisiaj?
Może zrobię jakiś malutki spacerek do sklepu, mam nadzieję, że jest dzisiaj czynny, bo chlebusia troszkę mi brakuje, a potem znów oddam się mojej ukochanej grze. Oczywiście w TV nie ma tradycyjnie co oglądać, bo na ogół są same powtórki, dobrze, że ewentualnie coś na necie można znaleźć ciekawego.
No to całkiem spokojnie idę wypić drugą kawę (bez niej ani, ani) a Wam życzę samych przyjemności na ten jesienny niedzielny dzionek 🙂

tak się zastanawiam właśnie……

 

 

 

 Święto Niepodległości, czy ulec dzisiejszej euforii, czy  mieć do niego stosunek raczej obojętny.
Z jednej strony, tej patriotycznej, wspaniałe jest uczucie, że mieszkamy w wolnej Polsce, nie jesteśmy uzależnieni od innych mocarstw, które dyktują nam warunki naszego życia,

To Święto w Polsce obchodzone jest corocznie 11 listopada dla upamiętnienia odzyskania w 1918r. przez Polskę po 123 latach zaborów, niepodległości
Odzyskiwane przez Polskę niepodległości było procesem stopniowym ,a wybór daty 11 listopada uzasadnić można było biegiem wydarzeń w związku z zakończeniem I-szej wojny światowej, gdy dzięki zawarciu rozejmu w Compiegne  własnie 11 listopada 1918 roku i  przypieczętowano całkowitą klęskę Niemiec. Dzień wcześniej do Warszawy przybył Naczelnik Józef Piłsudski, wzruszając w Polakach wielki entuzjazm u uświadomienie faktu odzyskania pełnej niepodległości.
Polacy zawsze marzyli o wolności, ale losy naszego państwa niestety był pełen ciężkich doświadczeń, zresztą tę wolność odzyskaliśmy wtedy tylko na trochę, późniejsze losy Polski znów przyniosły nam zniewolenie, najpierw przez wojenne rozruchy, a potem przez sytuację polityczną, która trwała przez długie lata powojenne.
Dopiero lata osiemdziesiąte zeszłego stulecia przyniosły znów zew wolności, z której znów Polacy zaczęli się cieszyć, ale  nie znaczy to wcale , że zaczęli ją szanować.
Niestety całkiem różne pojęcia wolności ogarnęły polityczne elity i zaczęli ją zawłaszczać według swojego modelu, przeinaczać, czynić sobie podległą.
Tak więc mamy pytanie, czy nadal mamy w Polsce wolność?
Teoretycznie tak, ale praktycznie znów jesteśmy zniewoleni przez pewną grupę polityków, którzy siłą narzucają wszystkim Polakom swoją własną wizję wolnej Polski, niestety wykorzystując ją dla własnych partykularnych interesów. Wiadomo, przy korycie dobrze się dzieje.
A przy tym , aby się utrzymać przy władzy trzeba im walki z przeciwnikami, stosując przy tym bardzo niskiego gatunku chwyty.
Tak więc nie mogę się cieszyć z wolności, która jest tylko połowiczna, nie daje poczucia radości wszystkim Polakom, brak w niej narodowej euforii, podobnej 1918 roku.
Może kiedyś, gdy znów w Polsce zapanują normalne stosunki, gdy nie będzie można w imieniu „wolności” niszczyć przeciwników, gdy słowo Żyd, albo Gej nie będzie miało wyrazu pejoratywnego, może Polacy wreszcie zrozumieją, że dojście radykalnej częścu młodzieżty ONR przynosi Polsce tylko szkodę, a nie chlubę, obojętnie jakiekolwiek by słowa głosili, słowa haniebne i kłamliwe niestety.

Więc dzisiaj powtarzam za słowami Szarego Człowieka, Piotra S, który oddał swoje życie za wolność, za Ojczyznę:

A JA KOCHAM WOLNOŚĆ PONAD WSZYSTKO 

Kocham moją Ojczyznę, Polskę, i nie mogę patrzeć na to, co w niej teraz się wyprawia.
I kiedy wróci ten czas normalności, a wciąż mam nadzieję, że się go jednak doczekam, ten dzień 11 Listopad będzie mnie  również radował.
Nie oznacza to wcale, że zdecydowanie optuję za jakąś konkretną partią, chciałabym jednak, żeby następne pokolenie miało poczucie bezpieczeństwa i radości z codzienności. Chciałabym, by każdy w Polsce czuł się potrzebnym by nie było pogardy i tylu krzywd wyrządzanych ludziom tylko dlatego, że ktoś nieprawnie czuje się wyższym niż inni.

Dzisiaj jest święto Św Marcina, który rozdawał biednym pieniądze, starając się im pomóc,
Jakże wymowna w tych naszych dziwnych czasach jest własnie ta postać. 
Z jednej strony nasi rządzący są takimi św Marcinami, którzy niektórym dają pieniądze, ale czynią to z bardzo niskich pobudek, kupując tym swoje poparcie.
W rezultacie obecny rząd więcej odbiera ludziom, niż im daje, niestety nie wszyscy to dostrzegają.

Wracając do św Marcina, który wjechał do miasta na białym koniu (symbol zimy???), niestety jego koń zgubił podkowę.
Te podkowę znalazł jeden z piekarzy, który na jej wzór zaczął wypiekać rogale i rozdawać je ludziom.
Do tej pory w Poznaniu, w mieście św Marcina, wypieka się te wspaniałe  święto marcińskie  rogale z białym makiem i z rodzynkami, które są symbolami dobrobytu. Co prawda teraz nikt nie rozdaje je plebsowi, ale ten wypiek cieszy się tak wielką popularnością, że ustawiają się po nią długie kolejki, każdy chce spróbować w tym szczególnym dniu takiej delicji.
Niestety, znów mi się nie udało zdobyć tych rogali, chociaż są one teraz dostępne nie tylko w Poznaniu, ale może za rok…
Pamiętasz Ulka? Tak samo pisałam rok temu 🙂

No to życzę miłego odpoczynku i świętowania tym, którzy dzisiaj jednak tę kolejną rocznicę odzyskania wolności  obchodzą

 

..)

obiecałam

 

 

 

Miał Być dzisiaj długi wpis. Tak wczoraj obiecałam, gdy miałam utrudniony dostęp do internetu.
Od kilku dni już tak było, już chyba nawet w blogu kiedyś o tym wspominałam, niby był dostęp do internetu, ale nagle gdzieś zniknął. Zgłosiłam usterkę dwa dni temu i….. Najpierw mi powiedzieli, że usterka regulaminowo do 72 godzin będzie usunięta,  z tym, że nadal internet raz miałam, raz nie. Do wczoraj . Rano działał jeszcze w kratkę, ale po krótkim czasie zupełnie zaniknął.
Dostałam za to SMSa, że usterka jest poważniejsza, niż przewidywali, więc przesuwają termin naprawy aż do 13 listopada, czyli do przyszłego poniedziałku. Nie powiem, nieco mnie to zdenerwowało, bo jednak… co tu kryć, od tego „cholerstwa” jestem uzależniona, no a poza tym moja gra w Wiejskie życie wymaga codziennego logowania się, bo za to dostaję dodatkowe punkty no i  różne nagrody. Na całe szczęście dokupiłam kiedyś sobie ruter na dodatkowe minuty, z tym, że owy ruter bardzo szybko się rozładowuje i muszę go mieć przypiętego do laptopa. Nie ważne, ze działa tylko z laptopem (z dużym komputerem jakoś nie mogłam znaleźć połączenia), wreszcie po coś sobie ten swój laptop odświeżyłam, dodając nowy dysk. Rzeczywiście laptop działa prawie bez zarzutu, wystarczyło tylko odnaleźć na nim  odpowiedni dostęp do internetu, umieszczony w dodatkowym ruterze i…zacząć działać.
I tak zrobiłam, udało mi się wszystko elegancko podpiąć, odnaleźć, wpisać odpowiednie hasła itp i gdy już weszłam z radością na moje Wiejskie życie, rozdzwoniła  się moja komórka. Okazało się, że zadzwonił technik z Orangu, żeby mnie poinformować, że usterka została osunięta i prosił, abym sprawdziła, jak internet u mnie działa, gdyż są w pobliżu mojego domu i gdyby coś nie tak działało natychmiast by mnie odwiedzili, by ewentualną usterkę w domu usunąć (mogło się tak zdarzyć przecież, że przerwa w połączeniu była na poziomie mojego  mieszkania). Na szczęście okazało się, ze wszystko poprawnie działa i nikt nie musi mnie w moim mieszkanku nachodzić, nie rozumiem tylko, czemu kazali mi  czekać, nie wiem, pewnie po to, by ich potem chwalić, jacy to są wspaniali i jak szybko frontem do klienta się ustawiają. A pewnie tak jest, bo od razu jakąś ankietę o ich wspaniałej działalności miałam wypełniać. Tylko… jakoś tej ankiety wcale nigdzie na telefonie nie odnalazłam.
No dobra, oddaję im rację, że nie są taką beznadziejna firmą, za jaką niestety na rynku słyną.
No dobra, już skończę z tymi peanami na cześć firmy Orange. Zresztą każdy, kto używa telefonów komórkowych, a teraz przypuszczam, że już prawie wszyscy to robią wiedza, że firmy obiecują różnorakie ulgi, nagrody, premie, a rzeczywistość jest taka, że nikt nic drugiemu za darmo przecież nie da. Firma musi na siebie jakoś zarobić, tam nie pracują wcale same św. Mikołaje, więc…..

No własnie, pomału zbliża się już ten przedświąteczny okres, jeszcze tylko kilka dni listopada (szybko przelecą, mam nadzieję) i już ten siwy pan z brodą będzie znów prezenty grzecznym dzieciom rozdawał. Ja co prawda nie liczę na żaden prezent, ale lubię ten czas, gdy do Gwiazdki się zbliżamy, a własnieśw Mikołaj jest jej prekursorem.
Mam nadzieję, że doczekam szczęśliwie rodzinnej Wigilii bo…
Wczoraj wchodząc do pokoju miałam wrażenie, że na moim fotelu, koło komputera siedzi …… moja siostra.
Po chwili ta wizja co prawda zniknęła, ale jestem głęboko przeświadczona, że to jednak Ona mnie odwiedziła.
I mam nadzieję, że tylko odwiedziła, a nie, że po mnie przyszła…….
Jakoś jeszcze nie mam ochoty do opuszczenia tego świata, chociaż tamten drugi jest ponoć piękniejszy. Przyjdzie stosowna pora, gdy o tym się przekonam ( a może jednak nie, bo „tam” nic nie ma???)
Zresztą i tak nie mamy wpływu na to, co się będzie działo, prawda?

Dzisiaj rozpoczynamy weekend.
Zapowiada się mgliście i nawet coś o opadach śniegu przebąkiwali.
Ciekawe, czy  zasypie dzisiaj na tyle nasza Stolicę, że pewien „Wódz” straci głos i nie będzie znów nam bajek opowiadał .
Przecież jeszcze dwa dni temu był tak bardzo chory…..
Niestety, licho „swoich” tak szybko nie bierze..
Nie, żebym źle temu panu życzyła, ale najwyższa pora, żeby nareszcie przestał bajdurzyć.

No to szykujcie botki, rękawiczki i szaliki bo prawdziwa zima nadchodzi…
Póki co, miłego piątku i miłego weekendu, nie koniecznie w śniegu spędzonego?

przerwa techniczna

 

 

Szanowny Orange przedłuży czas naprawy internetu aż do 13 listopada.Dobrze, że nie do końca grudnia, albo na przykład do roku 2023
Też tak mogłoby .
Więc mój wpis do blogu w te dni jest ograniczony, co mam nadzieję moi wierni Czytelnicy zrozumieją i do mnie oo 13 listopada powrócą
Może coś tam uda mi się dziennie skrobnąć, al nie obiecuję.Życzę miłych chwil przy czytaniu konkurencyjnych blogów.
I czekam na powrót internetu i na powrót moich Czytelników 

P.S. Z ostatniej chwili : własnie mi podłączyli znów internet HURRA

Jutro sdo Was powrócę w dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugim wpisie 🙂

a tu niespodzianka….

znowu środa 🙂

 

A skoro środa, to oczywiście róże, Ulka i ja.
O przepraszam są jeszcze moi mili Blogowicze, o których też wcale nie zapominam, ale kto zna mój blog wie, że środa jest dniem dla Uli i dla mnie szczególnym i to własnie w tym dniu zawsze są dodatkowe słowa dla Uleczki.
No to serdecznie Cię pozdrawiam Uleczko, w jesiennej oprawie dnia, mglistej, ale a szczęście nie dżdżystej, czasami nawet jakimś promieniem słonecznym okraszonym. Całusy z Krakowa przesyłam.

Dzisiaj nie wiele napiszę w moim blogu, a to z przyczyn czysto technicznych, po prostu zrywa mi internet i co chwilkę jestem bez połączenia z neostradą. Już usterkę zgłaszałam wczoraj, dostałam odpowiedź, że do 72 godzin mój problem rozwiążą.
Tym czasem ja wpadam w nerwy, szczególnie, gdy muszę kilkakrotnie to samo na mojej farmie sadzić, bo po każdym takim  rozłączeniu netu okazuje się, że to co nasadziłam gdzieś zniknęło. Ile razy to samo można sadzić???
Przegapiłam już moją paprykę, bo nie zauważyłam, że mi zniknęła, a ona aż 10 godzin potrzebuje na  dojrzewanie. Trudno, muszę nauczyć się cierpliwości, albo….. od uzależnić się od gry, co przyznaję. łatwe nie będzie.
Zresztą ten krótki mój  dzisiejszy wpis w blogu też kilkakrotnie musiałam powtarzać, więc nie ma sensu się dzisiaj rozpisywać, może jutro, albo pojutrze, albo kiedyś tam, gdy wreszcie naprawią mi to połączenie (a naprawią???) napisze kilka słów więcej.Na razie pozdrawiam Ulkę i wszystkich moich przemiłych Gości mojego Bloga i życzę przyjemnej środy.
Grunt, żeby deszcz nam nie padał, reszta może być. A i wiatr niech  nas dzisiaj nie otula swoimi zimnymi podmuchami. Przecież jesień tez może być miła, nieprawdaż?
Chociaż już zaczyna być nieco smutniej, bo coraz więcej  liści ubywa, niedługo pozostaną na drzewach tylko suche badyle….

dzisiaj…..

 

Dzisiaj nie będzie nic o polityce. Już się przez ostatnie dnie wystarczająco uwewnętrzniłam. I tak moje polityczne dywagacje nic nie pomogą, póki Polacy są ciemni jak tabaki w rogu i dają się w bambuko robić, o czym świadczy ostatni chociażby sondaż.
Gdzie oni te sondaże robią? w Toruniu, czy pod kościołami, gdy gawiedź po sumie wychodzi?????
Chociaż ostatnio  Szydełkowa popularność nieco spadła,  gawiedź chce wyraźnie igrzysk pod tytułem, co się w Polsce stanie, gdy Kaczyński premierem zostanie?
Co się wtedy stanie? łatwo przewidzieć, ale czas to pokaże, byle jak najszybciej, bo już oczami mojej bujnej wyobraźni  widzę jak pis w niebyt popada…..
Niestety rujnacja Polski będzie tak ogromna, że następny rząd będzie miał sporo problemów, by wyprowadzić Polskę na demokratyczne (normalne) tory.

A miało nie być o polityce…..
No to może słowo o serialach?
Na tapetę wezmę mój ulubiony „M jak miłość” Sporo osób już z tego serialu odeszło, kilka osób rzeczywiście realnie  zmarło, chociażby ojciec Łukasza, czy ostatnio Lucjan, a wiele osób pożegnało się z serialem, bo po prostu już odechciało się im nadal w nim grac.
No więc wymyślają reżyserzy mniej lub bardziej prawdopodobne scenariusze, chociażby śmierć Hanki w kartonach, czy śmierć ulubionego Tomka na wskutek odniesionych ran, teraz z kolei będziemy żegnać się z Alą, żoną Pawła, dziewczyna pojechała do Londynu,m tam zdradziła męża (to w życiu też się zdarza) i zaszła z Anglikiem w ciążę, więc opuści na zawsze Polskę i zamieszka w Londynie, razem ze swoją córką Basią.
Żal mi Pawła, jest to jeden z bliźniaków, który od początku nie ma szczęścia do miłości, chociaż stale jej oczekuje i jest na nią otwarty. W przeciwieństwie do Piotra, który już w liceum poznał swoją przyszłą żonę ,zakochał się w niej , w dodatku była ona  mężatką , która do końca nie wiedziałam, czy chce w tym związku z Pawłem być, co chwilę zmieniała zdanie, odchodziła i wracała, teraz po wielu latach znów zawróciła Pawłowi w głowie, czy  tym razem skutecznie?
Po drodze Paweł zakochany był w Magdzie, z którą jednak, mimo obopólnej przychylności, nie mógł stworzyć przyszłości,, miał też kilka innych miłostek, niestety nie potrafił ich dłużej utrzymać. Nie miał szczęścia, zawsze trafiał albo na krętaczkę, albo na niewłaściwą osobę. W końcu wydawało się, że ułożył szczęśliwie sobie życie z Alą, a tu tymczasem…….jego żona go zdradziła.  Widać tak w życiu jest, jeden ma szczęście do miłości, drugi jej szuka przez całe życie, a gdy wydaje mu się, że ją  znalazł, okazuje się, że to wcale nie miłość, tylko jakaś namiastka, czasami wręcz ułuda.Ale to jest tylko serial, chociaz i w naszym życiu podobnie bywa.
Młodzi zakochują się w sobie, wydaje im się, że całe życie razem spędza, ale nie potrafią potem przełamać barier codzienności, oddalają się od siebie, szukają nowych dróg, niestety już osobno.Ktoś powie, widać to nie była prawdziwa miłość.
A czy taka naprawdę istnieje?Chyba naprawdę w bardzo małych przypadkach.
W każdym bądź racie, patrząc na całe swoje życie mogę stwierdzić: PRAWDZIWA MIŁOŚĆ NIE ISTNIEJE!!!!  i już.

I takim stwierdzeniem kończę mój jesienny wpis. O 7 rano była jeszcze szarzyzna, po godzinie czwartej popołudniu już tez jest szaro, szybko zapada zmrok i noc.
Byle do wiosny.