jest nadzieja??????

 

 

 

Nawet nie przypuszczałam, że wczorajszy mój wpis znajdzie tyle aplauzu, pozytywnych komentarzy.Jednak nie do końca w Polsce panuje znieczulica. Jednak sa ludzie, których los innych obchodzi.
Szkoda, że nie dotyczy ro rzadu. To populiści, którzy kupują swoje głosy rozdawnictwem jednym, ale równoczesnie zabieraniem innym.Tak złego, aroganckiego i antypoolskiego rzadu nie mielismy od czasów komunistów.
I to łatwo powiedzieć, że poprzedni rząd był złodziejem, że okradał społeczeństwo.Jednak nie tak do końca jest to prawda. Wiadomo, ludzie są różni i tam znaleźli się karierowicze, którzy po trupach do majątku dojść chcieli.
Ale Polakom nie odpowiadała  ciepła woda w kranie, chcieli czegoś więcej, no to mają. Arogancję, butę, a do tego bezczelność rządu która przechodzi już ludzkie pojęcie.
Ale jest nadzieja.Podobno pani premier Beata Szydło oddała się w ręce samego GURU
A czemu mnie to cieszy?
Bo widzę w tym wielką nadzieję na upadek tego rządu.
Przypomnijcie sobie czas sprzed wyborów, gdy Kaczyński nie cieszył się jednak poparciem, wręcz wiadomo było, że jeżeli stanie do wyborów jako przyszły premier, Pis przegra.
Sprytnie schował się za plecami Beaty i ją ustanowił twarzą nowej władzy. Chwyciło, tym bardziej, że przyszła premierka naobiecywała złote góry, ludzie poszli na to jak na lep. Niestety nadal pani Szydło ma spore dosyć poparcie, widać bardzo umiejętnie kłamie i dla niektórych co tu mówić umysłowo nierozgarniętych jest omalże wyrocznią.
A teraz ta wyrocznia sama odchodzi. Sama? raczej dostała propozycję nie do odrzucenia, za to obiecali jej jakieś lukratywne stanowisko w Unii. Co prawda prestiżowo  to nie to samo, .co premierowanie, ale tu nie o prestiż, a o hajc chodzi. A ten powinien być niezły, bo jednak europosłowie troszkę wysokie mają te zarobki.
Nie zazdroszczę, ale jednak wiem, że ich praca rzadko kiedy przekłada się na zarobione pieniądze. No chyba, że Pis już całkiem z kretesem przepadnie (co daj panie Boże Amen), wtedy i pani Broszka raczej będzie mogła liczyć na celę więzienna, niż na luksusy w Euro Parlamencie.

Złe teraz czasy nastały. Starsze osoby (której jestem też i przedstawicielką) coraz bardziej czują, że są opuszczeni przez innych. Często zdarza się, że nie mają pieniędzy nie tylko na lekarstwa, ale również na jedzenie, czytałam wczoraj o przypadku, gdy starszy człowiek szukał w kieszeniach 20 groszy, które zabrakło mu do małego bochenka chleba. Niestety, nie znalazł, a pani sprzedawczyni nie chciała mu o te 20 groszy taniej chleba odsprzedać.
Owszem, ktoś z kolejki chciał pomóc, ale starszy pan odmówił, był na to za dumny. Ale co jest lepsze być dumnym i nie brać jałmużny, czy być po prostu głodnym????  A przecież i tak chleb, który jest przeterminowany później wyrzucają, nie lepiej było go komuś głodnemu ofiarować?
Ech to nasze człowieczeńswto w kościołach tylko widoczne.
Rząd jest syty, tego nie rozumie, ludzie to widzą i zaczynają szemrać. Starsze osoby nie upomną się o swoje, nie zastrajkują, to my, społeczeństwo powinniśmy w ich imieniu o poprawę ich losu wystąpić. Tylko….
No własnie, kto to ma zrobić Solidarność pana Dudy, który dba o swoje ( i pieska Kacperka) dobro?
Starszych ludzi łatwo otumanić, a są tacy, którzy to wykorzystują, na przykład taki Ojczulek z Torunia.Czytałam wczoraj na FB post i zastanawiałam się, czy płakać, czy się śmiać.
Był to apel jakiejś „Katoliczki”, która błagała o oddanie zguby, medalika z podobizną Ojca Rydzyka, który to medalik miał jej zapewnić życie wieczne. Ciekawe, ile za to „cudo” zapłaciła????? 
Ciekawe, czy niektórzy  ludzie naprawdę nie widzą, że ten szatan w ludzkiej skórze, nazywany Ojcem Rydzykiem to normalny wyzyskiwacz i złodziej???Ludzie. czy my już wróciliśmy do średniowiecza, że życie wieczne za kawałek blachy wykupujemy?
A co na to powie nasz dobry Bóg, który mówi: nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną.On wyganiał kupców ze Świątyni, Rydzyk taką „świątynie”buduje, ale nie dla ludzi, ale dla wzbogacenia się, do powiększenia jeszcze swoich ziemskich dóbr, z których czerpać będzie coraz większa forsę.
Nie mam siły do takiego  życia
A to dopiero…poniedziałek. Co nam ten tydzień przyniesie?
Ciekawe, czy Kaczyńskiemu uda się katarek zwalczyć i znów za 4 dni stanie już całkiem zdrowy na podeściku, by sobie ulżyć w pluciu.
A głupi naród znów mu  poklaszcze w łapki.   ZGROZA!!

No to życzę dobrego tygodnia, dzisiaj jest słonko, niech przynajmniej ono opromienia nasze szare, trudne życie

janosiki

 

 

Złe jest to państwo, którym starym, schorowanym ludziom pieniądze odbiera.
Już wiele w Polsce było przypadków, gdy własnie ludzie  nagle pozbawieni na na starość środków do życia, targnęli się na własne życie.
Wczoraj znów czytałam o takim przypadku, o żonie zmarłego już człowieka, pracującego w tamtych „komunistycznych” latach w którymś z resortów, nie odpowiadających dzisiejszej „dobrej zmianie”

Dopadli i tę biedną kobiecinę, która  dostawała świadczenia emerytalne przyznane jej  własnie po śmierci męża. Dostaje ona teraz na rękę 850 zł miesięcznie. Sam czynsz za mieszkanie musi opłacić w wysokości 650 zł, tak więc na opłaty prądu, na lekarstwa i na życie pozostaje jej zaledwie 250 zł miesięcznie.
Pewnie prąd opłaca w wysokości około 70 zł (to i tak nie jest wysoka kwota), więc na „resztę” zostaje jej około 150 -180 zł, podzielić to przez 30 dni miesiąca, dziennie wypada jej około 6 zł. Akurat na bochenek suchego chleba jej może starczy, pod warunkiem, że nie będzie wykupywała lekarstw, w co nie wierzę, bo właśnie na starsze lata zaczynają człowieka dopadać wszelakie choróbska, a leki są niestety szalenie drogie.

WSPANIAŁA DOBRA ZMIANO!!! Czy naprawdę nie widzicie, że jesteście zwykłymi szalbierzami??? Nie dość, że oszukujecie społeczeństwo, mamiąc  ich obietnicami prawie bez pokrycia (już zaczynają nawet zabierać niektórym osobom to sławetne 500 plus, na którym wygrali wybory), to w dodatku nie liczycie się z osobami, które zdane jest własnie na opiekę państwa. To nie są darmozjady, to są ludzie, którzy swoje życie, swoje zdrowie, poświęcili na pracę w takich czasach, w jakich im przyszło  własnie żyć.
To nie ich wina, że w Polsce wtedy był komunizm, oni wykonywali pracę, którąś ktoś wykonywać musiał.
Ja nie mówię o prokuratorach, którzy wydawali wtedy wyroki na ludzi, na przykład pan Stanisław Piotrowicz, który mimo, że był przedstawicielem komunistycznego reżimu, teraz świetnie osadził się w pisowskich realiach i sam oskarża ludzi, pośród których kiedyś brylował swoją komunistyczną arogancją. Ja mówię o tych szeregowych pracownikach Milicji Obywatelskiej, która wtedy pilnowała porządku  w kraju, która wykrywała przestępstwa, mówię o strażakach, którzy podobnie jak wtedy dbali o mienie społeczne, a teraz nagle stali się nie wiedzieć czemu wrogami Polski. I mówię o wielu innych porządnych ludziach, którzy pracowali w branżach nieodpowiadających pojęciom dzisiejszej władzy, a którzy teraz za swoja długoletnia pracę są po prostu   k  a  r  a  n  i  !!!!!

A najbardziej okrutne jest w tym fakt, że stosowana jest odpowiedzialność zbiorowa. Nie sprawdzają wcale, co kto rzeczywiście w  tym czasie robił, jak sprawował swoje funkcje, tylko palcem wskazywane jest: pracowałeś w resorcie, który nam się nie podoba, to odbieramy ci pieniądze i już, nie ma zmiłuj się.
A co będzie, gdy kiedyś przyjdą czasy, (wszak ta „dobra zmiana” nie będzie na szczęście  wiecznie rządzić), gdy będą pieniężnie i nie tylko karać tych, którzy teraz „szaro rządzą się” w dzisiejszym Pisie?  Czy wtedy też będą za dobrą zmianą, która biednym odbiera a bogatym, rządzącym w comiesięcznych wysokich premiach daje wysokie apanaże???
Przykre dla mnie były niektóre komentarze zamieszczone pod wspomnieniami rozżalonej emerytki, będącej praktycznie bez środków do życia, a przy tym zbyt dumnej, by prosić o pomoc, po prostu wstydziła się swojej biedy, nawet nie chciała wyciągnąć reki do swojej córki, która chciała jej pomóc.
A te wszystkie idiotki  wychwalające Pis za 500 zł z plusem nie współczuły wcale tej kobiecie, wręcz były oburzone, że śmie ona się o jakieś pieniądze upominać..
Dobrze się komuś mówi, gdy te pieniądze ma, gdy państwo za nic daje im 500 plus, własnie odbierając tym starszym osobom. Ciekawe, czy taka jedna z drugą z tych  pisowskich kretynek przeżyłaby miesiąc za 800 zł renty, czy emerytury, będąc do tego i starszą i schorowaną osobą???
Przeraża mnie wręcz głupota niektórych Polaków, bo nie  można być aż tak krótkowzrocznym i nieczułym na czyjaś krzywdę tylko dlatego, że mi jest dobrze. Ale takie niestety instynkty wznieca w Polakach ta partia, która jest właściwie wrogiem dla Polaków, dla Polski. Im chodzi tylko o to, by ludzi między sobą skłócić,  siać pośród nich ferment nienawiści, niestety im się jak dotąd udaje. Ale ciągle mam nadzieje, że do czasu.
Te metody, które teraz Pis stosuje podobne są do dawnych stalinowskich czasów, za chwilę za swoje poglądy będziemy zamykani, więzieni, karani, a nagradzani będą donosiciele, jak ongiś.

Znany i bardzo lubiany satyryk Artur Andrus został zmuszony do odejścia z radiowej trójki, mimo, że pracował tam ponad 20 lat i był bardzo lubionym przez ludzi człowiekiem, za humor, za dobre słowo, za mądre podejście do rzeczywistości. Dali mu wybór, albo Radiowa Trójka, albo Szkło Kontaktowe. Pan Artur nie zastanawiał się długo, podjął decyzję, że w reżimowych mediach nadal występować nie będzie, jest człowiekiem wolnym i chce robić i mówić to, o czym chce, nikt mu nie będzie nakazywał jedynej słusznej drogi.
Brawo panie Arturze. W jego ślady poszedł Wojciech Ziemiński, który też odszedł z Radiowej Trójki  stwierdzając, że  jego wytrzymałość na świństwa już się skończyła i najwyższa pora powiedzieć  „dobrej zmianie’ wyraźnie  NIE!!!!!!

KTO NASTĘPNY????????????

Im nas będzie więcej, tym lepiej, bo ten dziwny dla Polski czas musi wreszcie się skończyć głośnym upadkiem PISU.
I ta oszukiwana część Polaków musi wreszcie spojrzeć prawdzie w oczy, nie może być ciągle mamiona czczymi obietnicami i karmiona nienawiścią do innych.

DOSYĆ!!!!!! MIARKA SIĘ PRZEBRAŁA!!!!!!!

Zeźliłam się dzisiaj w moim blogu. Już dawno nic na temat polityki nie pisałam, ale moja wytrzymałość też wreszcie pomału się kończy. Nawet kosztem tego, że ktoś wreszcie ukróci moją „antypaństwową” działalność na moim blogu.
Ale nie mogę milczeć. Nie jestem zakłamanym pis(d)owcem.
Dla mnie TAK  znaczy TAK, a NIE, NIE.
Nienawidzę obłudy, chamstwa, arogancji i wszelakiej nieprawości, a takie czasy niestety, przy aplauzie niektórych, nie bójmy się powiedzieć, zidiociałych Polaków, nastąpiły.
Bo jaki to Polak, jaki to Katolik, który co prawda pacierze z różańcem w ręku  klepie, ale jest na ludzką krzywdę nieczuły i zezwala na bezeceństwa????
Niech ich piekło pochłonie. AMEN
i tyle na dziś. Mimo, że jest to święta niedziela.
Wolę pomodlić się w domu, niż w świątyni, w której tez na wszelkie świństwa przeciwko ludziom zezwalają i jeszcze niektórzy czynnie biorą w tym udział, oczywiście za mamonę. 

CZEKAM NA LEPSZE CZASY!!!!!!

nic ciekawego, po prostu sobota

 

 

 

Ot taka sobie nawet słoneczna i pogodna. Jeszcze przynajmniej troszkę odsapu przed jesiennymi szarugami.
I nic nowego na działkach się nie dzieje.
Nawet pisać dzisiaj nie ma o czym.
Więc tylko zdjęcie sobie wstawię i pożyczę wszystkim miłego weekendu.
Ot. co.
Czasami i od blogu trzeba troszkę odpocząć…..

HURRA!! Kupiłam sobie botki

 

Nareszcie! Nie, nie jakieś super eleganckie, bo przecież  najważniejsze jest to (przynajmniej dla mnie),  by buty były wygodne i pasowały do moich graślawych, schorowanych stópek.
Chyba jednak miałam wczoraj dobry dzień. A wszystko to przez….Nimesil, do którego powróciłam.
Nogi  po wypiciu tej  przeciw bólowej mikstury  jakoś mnie nie bolały, więc wymyśliłam sobie, że przed pracą pójdę jeszcze sobie na plac – na Nowy Kleparz i tam sprawdzę, jak się sprawy obuwnicze mają. Nie powiem, żeby było sporo tych stoisk z butami, ale…..
W pierwszym przystanęłam na chwilkę i zobaczyłam buty, na widok których już mi zaczęło świdrować w głowie. Nie, stanowczo takie wydziwonione obuwie nie jest dla mnie odpowiednie.  Podeszłam do następnego stoiska, ale tam była bardzo niesympatyczna sprzedawczyni, która chyba łaskę mi robiła, że mnie musi obsługiwać. Była wręcz opryskliwa, gdy pytałam na przykład o inny kolor buta, wręcz naśmiewała się, że widzę, co jest wystawione, więc stwierdziłam, że u takiej sklepikarski, której nie zależy na kliencie nie ma co kupować. Niech sobie tam stoi i marznie i nic nie zarabia, skoro tak uważa, że jest lepiej. Przyznam, że byłam już zrezygnowana i zaczęłam kierować się do wyjścia z placu, gdy mój wzrok padł na jeszcze jedne botki na następnym stoisku. Wydawały się wygodne, więc spytałam pani sprzedawczyni, która akurat konsumowała obiad, czy mogę je gdzieś zmierzyć.
Ależ oczywiście, zapraszam do przymierzalni, tam ma pani stołeczek, usłyszałam jej miłe słowa i stwierdziłam, że jednak bywają czasami miłe panie sklepowe, którym zależy na dobrej sprzedaży. Botki były fajne, tylko wydawały mi się nieco za wąskie w palcach, więc chciałam je oddać, ale pani podała mi wtedy inne botki, o większej tęgości stopy. Tak, to był mój numer i chyba dobry to był wybór. Dokupiłam jeszcze wkładki do butów, ale jeszcze nowych butów  nie ubrałam, bo akurat zrobiło  się zbyt ciepło na noszenie obuwia z futerkiem w środku.
No własnie, okazuje się, że nie umiem się odpowiednio ubierać. W poniedziałek tak bardzo zmarzłam, że na wszelki wypadek wczoraj ubrałam aż dwa swetry na siebie i było  mi wręcz gorąco, pogoda się poprawiła na tyle, że temperatura była dość przyzwoita, niestety tylko jeszcze zaczął kropić deszcz, a potem wręcz deszcz się nasilił.
Ale po powrocie z pracy deszcz mi już nie przeszkadzał, przynajmniej  pod deszczowy podkład szumu kropel wręcz świetnie mi się spało.
No, ale do pracy jakoś doszłam od autobusu całkiem niezłym krokiem (Brawo Nimesil), a po drodze jeszcze odebrałam z naprawy mój laptopik.
Co prawda pan powiedział, że procesor w nim jest niestety trochę za słaby, ale i tak jakość pracy się przez ten nowy dysk SSD poprawiła. Rzeczywiście, Od razu w przychodni jeszcze sprawdziłam, jak on działa, pozbierałam więc całkiem szybko wszystkie plony, chciałam zobaczyć, czy nie ma jakiej s usterki, póki jeszcze byłam w pobliżu punktu naprawy. Nie musiałam jednak skorzystać z  reklamacji, wszystko działało poprawnie.
Ale przyznam, jestem zadowolona z tej naprawy, rzeczywiście o wiele szybciej laptop działa i co najważniejsze, nie muli.
Zobaczymy, co będzie dalej, na razie laptop działa bez zarzutu, może jednak przedłużyłam mu na te 2-3 lata życie?

Na wszelki wypadek jednak ubrałam sobie przed wyjściem z pracy te botki i kilka razy po placyku przed przychodnia w nich się przeszłam. Tam i z powrotem, tam i z powrotem i..wydawały się rzeczywiście wygodnymi butami. Ale dopiero wyjście w nich w teren  pokaże, na ile są wygodne. Tylko jeszcze muszę poczekać, bo na botki jest jeszcze za wcześnie, jest mi  w nich stanowczo za gorąco.

No i tak mi minął wczorajszy dzionek, całkiem miło, chociaż…a nie warto o tym wspominać. Czasami musi się coś nie udać, ce la vie

A dzisiaj od rana znów deszczowo. Ciekawe, a zapowiadają miły, słoneczny weekend. Tylko który????????

Jednak przy wypitej drugiej kawie świat nie wydaje się aż taki zły, więc życzę wszystkim spokoju na piątek, sobotę i niedzielę.

MEMORY

 

 

Pisałam we wczorajszym blogu, że nie mogłam odnaleźć wierszy pana Kawusi i…nie zawiodłam się. Liczyłam, że to właśnie Ty Ulu taki wiersz umieścisz, bo przecież wiem, że świetnie się rozumiemy i umiemy czytać między wierszami.
Dzisiaj jest Dzień Zaduszny, dzień wspomnień o naszych Ukochanych Bliskich, Przyjaciołach, więc tym bardziej stosowne będzie przytoczyć tutaj właśnie, napisany  kiedyś z tej okazji wiersz przez pana Kawusię, co prawda  już umieściłaś go w moim blogu, ale w komentarzach, które nie każdy czyta, a chciałabym, żeby ten piękny wiersz był dla wszystkich dostępny.

 

Listopadowe sumienie ….

Wiatry przykryły niebo ołowianą chmurą ,
Cmentarz przytłoczony zaduszkowym modleniem ,
Dni te ponure , owiane smutkiem i zadumą ,
są ,
listopadowym cmentarnym widzeniem…..

Idziemy wśród nagrobków i sosen strzelistych ,
Groby jak kurhany swym drugim wcieleniem ,
Ukryte wśród astrów i chryzantem złocistych ,
są ,
listopadowym cmentarnym cieniem …

Liście już spadły , szeleszczą pod naszymi nogami ,
Mącąc miejsca gdzie duchów są schronieniem ,
Serce do tych co nas kochali i modlitwy do nich ,
są ,
listopadowym cmentarnym pacierzem …

Stoimy nad grobami swych przodków w zadumie ,
Nad minionym ich życiem i ich wspomnieniem ,
Wraz z wiatrem niosącym zapach świerku i świecy ,
są ,
listopadowym cmentarnym sumieniem…

MK.
31.10.2006 roku

 

Ten piękny wiersz ma dla mnie szczególne znaczenie teraz, gdy Pana Kawusi już nie ma między nami, gdy jest w tym lepszym świecie, po drugiej stronie tęczy i łaskawym wzrokiem na nas spogląda, wiedząc już to, co dla nas wciąż jest niedoścignione…..

To jest właśnie to moje listopadowe sumienie…….

Nadal jestem przeziębiona, mimo, że przez dwa dni nie wychodziłam z domu. Nie było sensu wystawiać się na ekspozycję zimnego, wręcz lodowatego wiatru, gdy organizm i tak już jest chory. Dzisiaj muszę wyjść, idę przecież do pracy, ale już ubiorę się ciepło, „na cebulkę”, czyli będę miała conajmniej dwa swetry na sobie.

w przychodni, w której jest ciepło, mogę jeden zawsze  przecież z siebie zdjąć.
Wydaje mi się, że tak bardzo wtedy na tym przystanku przemarzłam i ciągle nie mogę się pozbierać.
Na razie mam tylko przytkany nos, kicham, ale obawiam się, że mimo rutinoscorbinu i Apapu, które zażywam, nie ominie mnie jednak większy katar.
Jedyny ratunek to gorąca herbata z….cytryną, Można by ewentualnie  dolać do niej kilka kropel rumu, czy spirytusu, ale nigdy nie lubiłam herbaty „z prądem”, a poza tym, przecież nie mogę być w pracy pod wpływem alkoholu, nawet jeżeli jest on tylko podany w leczniczej dawce.
Właściwie szkoda, że nie zdążyłam zaszczepić się przeciwko grypie, ale….. prawdę powiedziawszy nie za bardzo w te wszystkie szczepionki wierzę.
Przecież katar, ewentualnie grypowe powikłania są raczej i tak nieuniknione, bo przebywamy pośród ludzi i tam nawzajem się częstujemy czyimiś wiruskami. To tylko jeszcze zależy od naszej odporności, jeżeli ją posiadamy, nasz organizm da radę takie wirusy zwalczyć, albo od razu i nie ma wtedy żadnej infekcji, albo dosyć szybko i wtedy takie grypowe choroby przechodzą w miarę spokojnie.
Trzeba więc spożywać sporo witaminy C, zawartej właśnie w cytrynach, limonkach, powinno tez zażyć  rutinoscorbin (co właśnie czynię) i ewentualnie zaopatrzyć się w całą pakę chusteczek higienicznych, chociaż osobiście wolę ręczniki papierowe, a dla nosa bardziej miękkie, niż chusteczki no i tak szybko nie przemakają po wytarciu nosa.

Pogoda? Przecież wszyscy to już wiedzą, ta przyjemna, ciepła jesień też odeszła, przyszły jesienne wiatry, słoty i ta ciągle panująca ciemność.
No i co z tego, że rano koło 7 mej jest już jasno, skoro tak szybko,  teraz przed godziną 17, a za kilka dni już, o 16 zapada noc.
A ja tak strasznie nie lubię chodzić po ulicy, gdy jest ciemno, po prostu się boję.
Tylko, że teraz niestety jest ten najmniej przyjemny czas….

No to powodzenia na dzisiejszy czwartek, może jakiś promyczek słoneczny gdzieś tam przemknie pomiędzy chmurkami???



szczególna środa

 

 

 

 

Szczególna, bo prócz  tradycyjnej róży zawiera Uleczko nasze wspomnienia, o tych, o których wciąż pamiętamy, którzy od nas odeszli.
Myślę tu o wszystkich naszych Przyjaciołach z pokoju 50 plus na Polchacie, pamiętasz?

Może nie będziesz pamiętała Stana, który odszedł od nas najwcześniej, dziwny to był człowiek, bardzo skryty, ale  prawy i nigdy nienawidził kłamstwa, ani głupoty.
Nasze ple ple o niczym nie raz Go bardzo irytowało, ale jednak przychodził, jednak chciał nas widzieć.
Niestety zła choroba na niego opadła i Go zabrała, stanowczo za wcześnie zabrała.
Nie wiem, czy pamiętasz Marka – Typka, wesołek  był tak z Niego, zawsze wszystkich potrafił dobrze rozbawić, wszyscy bardzo Go lubiliśmy. Na Polchacie poznał w naszym pokoju Danę, zakochali się w sobie, tak, na odległość, ale ta miłość przetrwała.
Dla niej Marek przeniósł się ze Suwałk do Gliwic i zamieszkał tam z Daną. Byli szczęśliwi tylko kilka lat, znów ciężka  choroba Marka ich rozdzieliła.
Marzeniee, wspaniała nasza Jola, o tym miłym niku, też bardzo lubiana przez „współmieszkańców” pokoju 50 plus. Jola miała serce na dłoni, zawsze dobrą radą służyła, nie była zawistna,  zawsze była bardzo serdeczna. Raz odwiedziłam Ją w realu, mieszkała na Dolnym Śląsku. Boże, jaka Ona była gościnna . Pamiętam, że wtedy byłam na diecie optymalnej, która to dietę specjalnie dla mnie i u siebie zastosowała, nawet specjalny dietetyczny, optymalny  chlebek dla mnie piekła.
Byłyśmy jeszcze razem też w Jastarni na wczasach, to bardzo miłe dla mnie wspomnienia, niestety i tu choróbsko powaliło wydaje się pełną energii i wigoru Jolę. Pamiętam, gdy wspomniała mi, że lekarze coś niepokojącego u Niej w brzuchu wynaleźli, zbagatelizowała to słowami : ale się nie dam. Niestety, pani z kosą przyszła po Nią  też stanowczo za wcześnie. 
Ale teraz wspomnę już czasy, które na pewno Ulu pamiętasz. Wspomnę o naszej Kochanej Hnovci o której nie sposób zapomnieć. Serdeczna, bardzo koleżeńska i wielki wesołek Pamiętam nasze spotkania, na których Halinka- Hnovcia była taka wesoła, pogodna, była duszą naszego towarzystwa.
A pamiętasz malutką Krysię – Micrę? Taka niepozorna, wydawało się, że jej nie widać, nie słychać, a jednak zawsze też była z nami, taka serdeczna, tez brała udział w naszych realnych spotkaniach w Krakowie.
No i na koniec oczywiście wspaniały Pan Kawusia – Marian, którego znałam tak długo jak Stana, marzeniee, czy Hnovcię.
MKawusia zawsze był, może nie był bardzo rozmowny, ale bacznie obserwował, co się dzieje i brał udział w naszych spotkaniach.
Wiadomo, mężczyzna, tez nie lubił głupich pleciug na necie, a my za to zawsze to uwielbiałyśmy, śmiechów, chichów, czasami z niczego nie było końca.
Ale nigdy nie krytykował, stał z boku, a jeżeli już się do rozmów wtrącał, to zawsze bardzo rzeczowo i bardzo stanowczo zabierał głos.
Uwielbiałam Go, poznałam Go przecież dużo wcześniej niż Ciebie Ulu, bo to On własnie przychodził tam jeszcze przed Waza córką Agrafką i przed Tobą.
Myślę, że i On bardzo mnie lubił, na pewno, przecież obdarował mnie tyloma wspaniałymi swoimi wierszami.
Może jeszcze o Kimś, kto był z nami, zapomniałam, ale wiem, że mój blog prócz Ciebie czyta też czasami Wandula, która również była bywalczynią  tego sławetnego pokoju 50 plus na Polchacie, może mi jeszcze o Kimś przypomnicie???? A może wspomieniowo i nasza Zosia – Słoneczko dzisiaj tu zawita i też swoje dwa słowa doda?

Otaczam dzisiaj szczególną moją pamięcią nasze Koleżanki i Kolegów, wspominając miłe wspólne chwile, które niestety już nie powrócą, a jednak wciąż głęboko w naszej pamięci tkwią.
Kiedy to było?? Nie tak dawno, może 10 lat, może kilka lat dłużej, co to jest na przeciw wieczności?
Właśnie, wieczności, Oni tam na nas już wszyscy czekają, czatując teraz we własnym gronie i też wspominając ten miły, wspólny dla nas czas.

Miałam wielką ochotę przytoczyć dzisiaj jeden z tych pięknych jesiennych wierszy pana Kawusi.
Niestety, gdzieś sprytnie je pochowałam na moim komputerze, nie mogę ich odnaleźć.
Ale myślę, że samo to wspomnienie o Nim i o Wszystkich innych Przyjaciołach, z którymi na necie się spotkałam, a z niektórymi nadal spotykam, będą wspaniałym  mottem do dzisiejszego dnia zadumy. 

Zgroza, tylko 3 stopnie Celsjusza!!!

 

 

Ale okropnie wczoraj przemarzłam. W dzień temperatura oscylowała w granicach 5-6 stopni, ale był dosyć mroźny wiatr.Za to, gdy wychodziłam z Żabińca, nie dość, że już była ciemna noc  (a dopiero minęła godzina 17-sta), to w dodatku wiatr się nasilił, a temperatura spadła do 3 stopni. Tylko do 3 stopni.
Co prawda spory kawałek drogi jechałam z Leszkiem autem, ale potem musiałam przesiąść się na autobus i…..chyba autobusy wczoraj zastrajkowały, bo jeździły okropnie rzadko. W ogóle, gdy przyszłam na przystanek na 29 Listopada ,zobaczyłam takie tłumy czekających, że się przyłamałam.
Pytałam nawet jakiejś dziewczyny, czy autobusy nie jeżdżą? Otóż nie, jeździły, ale nader rzadko,, a na szczęście ten cały tłum, głównie młodzieży, czekał na szczęście dla mnie  na całkiem inny autobus, niż ja, na taki, który jechał w stronę Dworca PKP.  Wiadomo, na Wszystkich Świętych wszyscy wyjeżdżają na rodzinne groby, stąd ten tłumy się tam nagle  robiły.
Ale swoje odczekałam, to znaczy na tyle długo, że zdążyłam na przysłowiowa kość zamarznąć, mimo, że przeprosiłam się już wczoraj z zimowa kurtką. I bardzo dobrze zrobiłam, ale szkoda, że miałam na sobie tylko jeden golf, mogłam ubrać jeszcze pod niego jakąś bluzkę, bo i tak zimno mi było. Kurtka na szczęście ma kaptur, który ubrałam na uszy i jakoś przeżyłam tę zimnicę. Chociaż już dzisiaj jestem dobrze przeziębiona, mimo, że po przyjściu wypiłam dwie gorące herbaty z cytryną.
Dzisiaj mam w planie wizyty na cmentarzach, na Rakowickim u Rodziców i w Modlnicy u mojej Siostry, ale nie jestem pewna, czy pójdę, bo nadal jest bardzo zimno, a ja mam już całkowicie zatkany nos i boli mnie głowa. No i mroczki mam przed oczami.
Ale do godziny 11-stej, czyli do przyjścia Darki, mam jeszcze czas do namysłu. Najchętniej jednak dzisiaj pozostałabym w łóżku, by się nieco rozgrzać.
Ale z drugiej strony jutro będzie jeszcze bardziej tłoczno na cmentarzach.
Nie cierpię cmentarzy, jestem ciężko chora, gdy mam świadomość, że  muszę go odwiedzić. Wiem, że to nieładnie, ale….przecież pomodlić za moich Zmarłych mogę się w domu…
Wiem, że wypada odwiedzić  przynajmniej raz do roku Zmarłych, ale… kto mnie będzie odwiedzał? No, może tak przy okazji ktoś wspomni, że była taka Ciocia Ewa, ale mnie akurat wtedy będzie to zupełnie obojętne, tak sądzę.
Będę sobie taka  sztywna leżała w grobie, no, może nie całkiem leżała, bo jednak myślę, że proces   kremacji będzie bardziej rozsądny, mniej miejsca w grobowcu zajmę no i robaczki nie będą miały co konsumować…..  
A swoją drogą, nie mogli ustanowić takiego dnia wtedy, gdy jest cieplejsza pogoda, na przykład we wrześniu, przynajmniej by człowiek nie zmarzł, no i nie  musiał wietrzyć z naftaliny swoich futer.
Nie wiem dlaczego, ale zawsze ten dzień kojarzy mi się z zapachem …własnie naftaliny… bo zawsze wtedy eleganckie pańcie z wielkim pietyzmem wyjmowały swoje futrzane odzienia, by na cmentarzach zabłysnąć elegancją. A że nie było wtedy tak łatwo dostępnych antymolowych    środków, stosowano wtedy własnie śmierdzącą okropnie naftalinę. Tfu, już od samego wspomnienia tego zapachu zaczynam mieć mdłości  i kręci mnie w nosie.
A pisk, już sama nie wiem, czy to te mole, czy katar w nosie mnie kręci…….
Dobrze, zaczynam pisać jakieś bzdury, może lepiej jednak już skończyć te dziwaczne dywagacje na dzisiaj i.. zażyć sobie APAP, wypić gorącą herbatkę z cytryną i ze sokiem malinowym ( a mam taki domowy, robiony przez Renatkę).położyć się jednak do łóżeczka i pochorować troszkę? No i pewnie tak zrobię, Darka przepraszam, nigdzie jednak dzisiaj nie jadę. 
Mam nadzieję, że moi Drodzy, Kochani Zmarli tez mi wybaczą?????

Ech, niech już będzie  ten grudzień, a najlepiej to od razu wiosna……

Smutek, czyli krew na rękach Pisu

 

 

 

Wczoraj w Warszawie zmarł Piotr S, który 19 października na znak protestu na rządy obecnej partii dokonał samo podpalenia.

Zostawił swoisty testament, w którym jasno wyraził nie tylko niechęć do dzisiejszych rządów, ale przede wszystkim do ich całkowicie aroganckiego podejścia do Polaków, do dzielenia ich na tych lepszych, czyli tych, którzy ich popierają i tych gorszych, czyli całej pozostałej reszty, którym też pisia bezczelność i tupet przeraża.
Straszne to obciążenie dla ekipy Jarosława, nawet, jeżeli obrócą to teraz przeciwko opozycji, jeżeli stwierdzą, że był to człowiek nienormalny (owszem, leczył się na depresję, ale kto normalny w tym kraju przy dzisiejszej polityce nie ma depresji), zawsze jednak pozostanie pewne psychiczne obciążenie.
Tylko…..czy rzeczywiście będzie to dla ekipy Pisu wystarczające przesłanie, żeby jednak zmienili swój stosunek do Polaków, do Polski, do bieżącej polityki?Obawiam się, że nie. bo do tej pory nie było jeszcze tak bardzo aroganckiego, a przy tum tak bardzo nie liczącego się z ludźmi rządów. Oczywiście mówię o Polsce, bo rządy autorytarne niestety w innych krajach również odnoszą niestety zwycięstwo, wbrew ludzkiej logice, wbrew temu, co dla ludzi jest najważniejsze, wręcz wbrew ludzkiej niezależności i chęci spokojnego życia.
Czy 500 plus zadowoliło wyznawców Pisu? W pewnym sensie tak, dostali pieniądze, na które składał się każdy przeciętny Polak, a więc i Ty i ja i przysłowiowy Kowalski, bo tym mógł kupić swoje głosy i niestety to mu się  udało.
A potem nasze życie poszło na żywioł. Okazało się, że nic nie ma w Polsce swojej dawnej wartości, że jesteśmy nadal, jak ongiś, zniewolonym narodem, tylko w tej chwili przez „swoich”, a nie obcych. Swoich, którzy świetnie swoje życie na ludzkiej naiwności poukładali, kłamiąc nam prosto w oczy, plując nam w twarz, twierdząc, że tak jest dla nas lepiej,
Nie jest lepiej, prawda pomału wychodzi na jaw, jesteśmy zadłużeni do niebotycznej wysokości, bo lekką rączką Pis porozdawał pieniądze, których nie miał, biorąc na nie kredyty.
A co na to Polacy?
Przytoczę tutaj tekst pana Jacka Parola, który świetnie określa naszą polityczną świadomość:

 

Patrząc na sondaże robione wśród ludu pracującego miast i wsi tego dziwnego kraju, przewidujemy następujący scenariusz.
Listopad- umiera jeden z głodujacych rezydentów . Pis uzyskuje 45 % poparcia. Na czoło listy największego zaufania,wysuwa się Radziwiłł.

Grudzień- kolumna BOR wjeżdża w przedszkolaków na pasach. Poparcie dla rządu bije rekordy. Pis przebija barierę 50%

Grudzień, Boże Narodzenie. Policja używa siły , armatek wodnych i gumowych kul przeciwko opozycji, zebranej pod sejmem w celu śpiewania kolęd. Pis ma już większośc konstytucyjną. Błaszczak wyprzedza Radziwiłla.

Styczeń . Drwale podpalają Puszczę Białowieską. Prokuratura umarza śledztwo w sprawie celowego podpalenia z datą 31 grudnia. Szyszko jest noszony na rekach przez wdzięczny naród.

Luty. Oddziały Obrony Terytorialnej przejmują budynki administracji samorządowej. Sondaże pokazują zdecydowane zwycięstwo PIS w nadchodzących wyborach samorządowych.

Marzec. Na prośbę Antoniego oddziały wojsk sowieckich wkraczają do Polski ,entuzjastycznie witane przez mieszkańców miast i wsi. Sondaże pokazują że ,Macierewicz wygra z Duda już w pierwszej turze.

Gdzieś popełniam błąd w rozumowaniu ?

Niestety, nie ma tu błędu w rozumowaniu, to jest tylko obraz polskiej mentalności : dają, to biorę, obojętnie, czy mi się to należy, czy nie, obojętnie, że ktoś inny za to zapłaci, bo przecież długów nie można w nieskończoność powielać, kiedyś ktoś powie STOP, SPŁACAJCIE!!!!
No w wtedy już nie ci, którzy teraz przy tak zwanym korycie świetnie się mają poniosą tego konsekwencję, nawet nie ten przysłowiowy Kowalski, ale jego dzieci, wnuki, a pewno jeszcze prawnuki na własnych plecach odczutą skutki „dobrej zmiany”
A wtedy będą przeklinać głupotę tych dzisiejszych zachwyconych zmianami, bo to oni własnie najboleśniej te zmiany odczują.
Arogancja przeraża, ale  narodowa głupota poraża jeszcze bardziej. Jak można nie mieć na tyle wyobraźni, żeby zobaczyć, że się po prostu staczamy w niebyt?
Czy ludzie nie widzą, jak straszne podwyżki nas zaczynają nękać? może ci, którzy te 500 plus dostają jeszcze tych podwyżek tak nie odczuwają, ale i oni zaczną w końcu to widzieć, że braknie im pieniędzy na codzienne konieczne wydatki, no i w końcu dojdzie do tego momentu, o którym już rząd jeszcze nieśmiało, ale już przebąkuje, że skończą się te wspaniałe rodzinne dotacje, bo Polski na to po prostu już nie stać.
A wtedy będzie płacz i zgrzytanie zębów, wtedy wreszcie nawet ci najbardziej pro-pisowscy Polacy ujrzą, że król jest nagi.
Nagi, ale nadal bezczelny, biorący wszystkich za przysłowiowe mordy, stosujący represje wobec tych, którzy śmią głośno powiedzieć: NIE. DOSYĆ!!!

I takim właśnie był pan Piotr, który oddał swoje życie za naszą wolność, naszą demokrację. On nie zgadzał się z pisią rzeczywistością, własnym życiem opłacił jarzmo dla całego narodu.
On wyraźnie powiedział : Pis ma na swoich rękach moją krew, oni są winni mojej śmierci i równocześnie zniewolenia wszystkich Polaków.
Pewnie, że po Jarosławie spłynie to jak woda po kaczce, ale może wreszcie obudzi się w nas ta świadomość, że jesteśmy wykorzystywani, najboleśniejsze w tym jest to, że robią to Polacy, tacy sami jak my, tylko mający się nie wiedzieć czemu za lepszych.

Chylę dzisiaj czoło przed ty Prawdziwym Człowiekiem, Prawdziwym Polakiem, dla którego słowo TAK znaczy TAK,  a NIE znaczy NIE I jestem myślami z Jego Rodziną, dla których nadeszły najkoszmarniejsze chwile, nie tylko rozstania, ale także wrogiego hejtu, który koło nich narasta w związku z tą śmiercią.

Orkan Grzegorz pomału cichnie, jeszcze wiatr duje, jeszcze zimnem straszy, ale najgorszą skutki, które przyniósł: zniszczenie, śmierć i trwogę.Oby za dwa dni, gdy spotkamy się na cmentarzach wiatr nie pokrzyżował naszych planów.

Dobrego poniedziałku (mimo mojego bardzo smutnego, wręcz tragicznego wpisu) i wiele dobrych nadziei na bieżący tydzień

no to sobie pospaliśmy dzisiaj dłużej

    

Zmienili nam czas, na zimowy. To lepiej, niż zmiana letnia, przynajmniej o tę godzinę można sobie pospać nieco dłużej.
No i rano, gdy się człowiek budzi, nie jest już ciemno jak dotychczas przez ostatni czas.
Obudził mnie co prawda ponury poranek, z wielkim wiatrem, tym razem jakiś huragan o wdzięcznym imieniu Grzegorz nad Polskę nadleciał.
No i rano padało, a przed chwilą popatrzyłam za okno i z wielkim zdumieniem zobaczyłam jakieś nieśmiałe słoneczne promienie.
Okropnie kapryśna będzie ta niedziela. 
Może ten Grzegorz nie będzie dla nas taki niełasakawy i da nam trochę odpocząć w niedzielny czas?
Ci, którzy nastawili się dzisiaj na sprzątanie grobów będą nieco zawiedzeni, bo pogoda wyraźnie ku temu nie jest sprzyjająca, ale kiedyś trzeba te groby na Święto Zmarłych przygotować.
Na szczęście mam dosyć liczną młodzież w mojej rodzinie i to na nich spoczywają obowiązki porządkowania  na cmentarzach, ja przyjdę na gotowe.
Wreszcie po coś ma się te następne pokolenia, prawda?

Zmiana czasu, to zmiana zegarów i zegarków, na szczęście wiele z nich automatycznie same się przestawiają. Tak jest na komputerze i w odbiornikach radiowych i telewizyjnych. 
Musiałam sama przestawić za to zegar na telefonie stacjonarnym i w kuchni przy piekarniku, a oczywiście ważna jest jeszcze zmiana czasu na liczniku zegara elektrycznego, jest niezbędny przy włączaniu się  tanich godzin na ogrzewanie niemieszkania. Ale tę czynność pozostawiam mojemu Maćkowi, który dzisiaj ma do mnie przyjść. Dla mnie to zbyt skomplikowane, bo licznik jest dosyć wysoko i nigdy nie widzę dobrze cyferek na liczniku.
Dobrze, że mam tego Macka, oj dobrze.
Maciek! paluszki dla Ciebie już są przygotowane!!!! (On je wyraźnie lubi, kupowane są w cukierni Buczka)

No to mamy niedzielę,czas odpoczynku od kłopotów, polityki i wszelakich złych myśli.
Dzisiaj pozwalam sobie na luksus pełnego relaksu, no i oczywiście na moją ukochaną grę Wiejskie życie.
Przyznam, że Pokemony już nieco mi się znudziły, ale jeszcze tam co najmniej raz, czy dwa razy dziennie zaglądam, nie mogę pozwolić przecież, by ktoś z obcej drużyny plątał się na moim Gymie.  Wtedy nie odpuszczam, nie ma takiej opcji 🙂

O huragan Grzesiu pokazał nam jednak słoneczko, może to dobra przepowiednia na dobre działania innego Grzesia – polityka?Chociaz raczej robi się on coraz mniej popularny.

Ale w sumie Grzesie to fajne chłopaki, więc może?????
Pozdrawiam wszystkich Grześków. 
Jednym z nich jest mój kolega z Plemion, ale On tu raczej nie zagląda.

Dobrej i spokojnej niedzieli.
Za dwa dni zaczynamy niestety ponury w rozmyślaniach i w pogodowych zawirowaniach  listopad.
Ale on też przeminie……

prosto z mojego horoskopu:

  

BYK : Nie ma sensu porównywać się z tymi, którzy mają więcej. Ciesz się dobrym zdrowiem i urodą.

Koniec kropka. Tylko tyle, aż tyle.
Nie wiele, ale jednak te słowa coś znaczą, mają jakiś sens
A jaki?
Fakt, nigdy nikomu nie zazdrościłam i nadal obce jest mi to uczucie.
Każdy ma tyle ile potrzebuje i na ile zaloguje swoją pracą, szczęściem swoją skutecznością, a czasami wręcz determinacją , są pewnie  i inne jeszcze elementy posiadania  dóbr doczesnych, niby ni najważniejszych, ale jednak bez nich jest źle.
A ja cieszę się tym, co mam, przede wszystkim zdrowiem, no i…urodą, ha, ha, bo jeżeli ją jeszcze wciąż posiadam, wcale nie oznacza, że jest ze mną aż tak źle, prawda?
Z tą urodą to z lekka przesadzili, ale skoro jestem choziaż troszkę od diabła ładniejsza……
Na szczęście wyszłam już z okresu, gdy piękno było priorytetem życiowym. Ile to nieszczęśliwych jest młodych kobiet, którym nie podoba się a to zbyt długi nos, a to zbyt małe piersi, albo za szerokie biodra.
Pewnie wiele tych wad więcej sobie wmawiają, niż de facto one są, ale mogą być one powodem kompleksów, poczucia się kimś gorszym.
A czy uroda jest rzeczywiście koniecznie musi określać nasze JA??
Są piękne dziewczyny, owszem, zgrabne, szczupłe, młode, z długimi nogami aż do ziemi, z długimi włosami i z wieloma zaletami, tylko niestety albo są po prostu głupie i próżne, albo mają wręcz wredny charakter, z takimi na co dzień raczej trudno wytrzymać, a co dopiero żyć?
Zresztą te wszystkie wady nie tyczą tylko kobiet, mężczyźni też są przystojni, ale  często są pośród nich zwyczajne dranie.
Więc w czym tkwi problem?

Nie raz zastanawiałam się, co, a raczej kto we mnie siedzi?
Jaka jest ta druga osoba, zawarta w moim ciele, jaka w rzeczywistości jestem?
Często sama ze sobą prowadzę dysputy nad moimi myślami, poczynaniami, nad tym co robię dobrze, czy źle.
Jaka właściwie jest ta Ewa we mnie mieszkająca, czy da się na co dzień z nią wytrzymać, czy nie?
No, w sumie muszę jakoś z nią w zgodzie żyć, bo mam ją przecież przez 24 godziny każdego dnia i nie mam możliwości jej opuścić.
Chodzi za mną jak ten cień, wiernie krok w krok, nie można jej zamknąć na przykład w szafie i udawać, że jej nie ma
Pewnie, że takie spojrzenie na siebie samego jest nieobiektywne, zawsze można sobie znaleźć jakieś wytłumaczenie na takie, czy inne zachowanie, przecież to jest takie wygodne powiedzieć sobie : taka już jestem i koniec.
Ale czasami chciałabym wyleźć ze swojej skóry, tak na trochę, na chwilę i zobaczyć siebie taką, jak mnie widzą inni.
No właśnie, widzą, ale nigdy jednak nie czują tak jak ja, inaczej na pewne rzeczy patrzą, inaczej je rozumieją…
Czyli MOJE JA  składa się nie tylko z mojego ciała, które z czasem jednak ulega nieuniknionym zmianom na gorsze oczywiście, ale z tego, o czym myślę, co czuję, jak pojmuję życie, otaczającą nas rzeczywistość i wszystkich tych, którzy w tym zbiorze pod tytułem Życie jest zawarte.
A potem…..a potem i tak wszystko przeminie i nie będzie mnie, wielu moich Najbliższych, znajomych, przyjaciół, będą  za to następcy, dla których te kilka lat na tym, życia łez padole liczyć się będą.
Dlatego może nie warto czasami zagłębiać się w jakieś filozoficzne rozważania, jak ja przed chwilą i brać życie takim, jakim jest.
Cieszyć się z tego, co się ma, bo może rzeczywiście inni mają i więcej, ale są tacy, którzy maja niestety jeszcze mniej i którym na pewno jest ciężej żyć, niż nam wszystkim.
Można co najwyżej dzielić się tym, co posiadamy, właśnie to cenię pośród moich Najbliższych, że nie wszystko dla siebie do kieszeni wkładają, że jednak potrafią być i pomocni i życzliwi dla Rodziny.
Przecież to takie ważne.
RODZINA JEST NAJWAŻNIEJSZA!!

Koniec mojej filozofii na dzisiejsze popołudnie, wracam na moją Farmę, ostatnio znów ją powiększyłam i teraz muszę na nowo wszystko poustawiać tak, by było zręcznie i przejrzyste
Życzę Wszystkim miłych popołudniowych sobotnich chwil.

A „ukochani sąsiedzi” znów czymś tam burczą, remont nadal trwa i już straciłam nadzieję, że kiedykolwiek się skończy 😦