najlepsze lekarstwo – nalewka

 

 

Tak tak, wczoraj to sama na sobie wypróbowałam.
Co prawda nie wiele się napiłam, ledwie jeden kieliszeczek, bo jakoś wódka mi nie smakuje, a jakże zbawienny skutek on przyniósł.
Co ciekawe, na przekór logice, w głowie wcale mi się nie kręciło, wręcz nawet moja kręciołka gdzieś się zadziała, szyja mi nie  dokuczała, kolanka ani stópki też nie dawały o sobie boleśnie znać, a z niskiego samochodu wyskoczyłam żwawo prawie jak ta sarenka, skacząc potem prawie po dwa schodki do domku.
Lekka przesada, ale coś koło tego mniej więcej się zdarzyło.
Jaki z tego wniosek????   ALKOHOLIKOM JEST CAŁKIEM FAJNIE !!!!!
Żartowałam.
Kiedyś nawet udawało mi się kilka głębszych wychylić, teraz już po jednym żołądek odmawia mi posłuszeństwa, ale ten jeden kieliszeczek powinnam potraktować jako lekarstwo, bo widać, że jednak skutek dobry przyniósł.
Ale to było wczoraj, dzisiaj to lekarstwo już nie działa, musiałabym sobie następną porcyjkę zafundować, ale to już byłby alkoholizm, ha, ha. No i jakbym wyglądała w pracy, gdybym była „pod wpływem”???
Odpada, muszę pomyśleć o jakiejś innej opcji.
Wczoraj był taki przepiękny dzień.
Może nawet rano na to się nie zanosiło wcale, ale potem wyszło słonko, temperatura oscylowała około 20-23 stopni, wiaterek był do zniesienia, nawet potem i on ustał, tak więc na tarasie papieroski mogłam sobie palić do woli, nie marzłam.
Było gwarnie i wesoło. Nawet dzieciaki wcale nie dokuczały, grzecznie się bawiły, a mała Zosia grała w …szachy razem ze swoją mamą.  No proszę, taka mała kukiełka, a już  z tak poważną grą daje sobie radę  i to całkiem nieźle.
Dla mnie szachy niestety to jakaś niezrozumiała gra, trzeba umieć przewidywać, ja wróżką nie jestem.
No, ale trzeba przyznać, że spędziłam bardzo miło tę ostatnią niedzielę.
Przyjechała po mnie Olka swoim samochodem i woziła mnie jakimiś obocznymi drogami, bo główna arteria Kraków – Modlnica była zakorkowana, więc miałam okazję poznać piękne okolicy Modlniczki. Boże, ile tam przepięknych domów jest wybudowanych. A mówią, że |Polacy pieniędzy nie mają…..Mają, mają, ale nie wszyscy. Tylko ci, którzy mają tak zwana zdolność kredytową, ale później muszą przez całe życie mocno pasa zaciskać, by tym kredytom potem podołać, łatwo na pewno im nie jest, bo życie coraz droższe przecież, a i dzieciom trzeba jakoś zapewnić przyszłość, jakakolwiek by ona miała być.
Było więc wczoraj  bardzo rodzinnie, a tort i sernik były rzeczywiście mniam-mniam, tylko…niestety dla mnie  było ciut za słodko.
Coś ostatnio źle na słodycze  moje brzusio reaguje, owszem jakąś krówkę jedną, czy dwie i to raz na jakiś czas można, ale nadmiar słodyczy w postaci tortu to już dla mnie za dużo. Musiałam potem ten słodki smak zagryzać łososiem wędzonym, by zagłuszyć  w ustach tę  nadmierną  mdłość.
Hm, a pomyśleć, że kiedyś  dla mnie kawałek tortu, nawet dwa kawałki to nie była żadna przeszkoda, smaki mi się zmieniły najwyraźniej.
Co gorsza, dzisiaj mnie znów czeka porcja imieninowego torciku naszej Jadzi i już myślę, jak się grzecznie wymiksować, żeby jej przykrości nie zrobić.
Ale tego przecukrzonego smaku już mam dosyć na dłuższy czas.
Dzisiaj też zapowiada się śliczna, jesienna, ciepła pogoda. I oby ta się utrzymało jak najdłużej, co najmniej do następnego weekendu.
Życzę wszystkim miłego poniedziałku i ciepłego tygodnia.
Od razu człowiekowi wesoło na duszy i lekko na sercu się robi, gdy słonko świeci prawda?
Myślałam, że remont w mojej kamienicy już się skończył, o naiwności, od rana znów burczą wiertła.
Jak długo tak można ludzi dręczyć???

Dziś są Jaśka urodziny

 

 

 

 

 

 

Dziś są Jaśka urodziny !!!!
Dokładnie to są one  jutro (czy pojutrze??), ale dzisiaj już je w Modlnicy obchodzić będziemy.
Będą pyszne torty  Mniam Mniam i wspaniała pizza, rączkami Magdusi upieczona.
No i będzie Rodzinka, no i będzie wesoło, no i będzie bardzo gwarno, może czasami jak na moje nieprzywykłe ostatnio do hałasów uszy, za bardzo.
Szkoda tylko, że zapowiadana śliczna pogoda gdzieś się zapodziała, ale może to jeszcze za wcześnie na wyrokowanie? Może słonko zrobi nam jednak niespodziankę i chociaż przez moment będzie można na tarasie posiedzieć?
Dla dzieciaczków to lepiej, gdy się po polu wyganiają ( u nas w Krakowie mówi się po polu i już!!!), a nie w chałupie raban robią  Dzieci, jak to dzieci, zawsze je przecież energia roznosi. My też kiedyś byliśmy tacy sami, ale pewnie już tego nie pamiętamy 🙂
Ja byłam niegrzeczna? ja wrzeszczałam i ganiałam z kuzynkami i kuzynami po pokojach? Ale skąd!!
Nie? a kto w szafie siedział i stamtąd biedną Ciocię Jankę straszył? Omalże na zawał kobiecina nie odleciała, gdy weszła do pustego, ale oświetlonego pokoju i z nawyku oszczędności zgasiła światło, a tu nagle…..
Drzwi od szafy z hukiem się otworzyły i czereda dzieciaków, z Ewusią na czele, z wrzaskiem niebotycznym, godnym indiańskich podchodów, wyskoczyła.
Oj, dostało nam się potem za to, że Ciocię wystraszyliśmy, ale przecież dzieci aż takiej wyobraźni nie mają i nie noga przypuszczać, czym by to się mogło skończyć. W końcu nawet i Ciocia dała się udobruchać, na szczęście i nie zapisała sobie tego na wieki w swoim mózgu, jako dziecięcą złośliwość.
Ale o już było….. teraz następne pokolenia przeżywają swoje szalone, dziecinne lata, a gdy na starość okrzepną, znajda się i ich godni następcy.
Taka jest kolej życia.
No to mamy kolejną niedzielę października. Czas zasuwa do przodu jak szalony, tylko wskazówki na zegarze niebezpiecznie szybko się posuwają.
A propo s  zegara. Oglądałam  kolejny raz wczoraj na TVN7 wspaniały film  „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”. Naprawdę wspaniały film, można go śmiało polecić, ba nawet kilka razy można go z wielkim zainteresowaniem oglądnąć.  Jest to historia chłopca, który urodził się starcem, a umarł niemowlakiem, własnie za przyczyną cofającego się czasu w źle zamontowanym zegarze w momencie, gdy on własnie na świat przychodził.
Cała jego historia od najwcześniejszych , a zarazem najstarszych lat jego życia, aż do niemowlęctwa to pasmo wielu zdarzeń, w którym oczywiście największe znaczenie ma  miłość, przyjaźń i rodzina.
Przesłaniem  filmu jest motto : można przeżywać wiele przypadków dobrych i złych przez swoje życie, ale nigdy umierając, nie można mieć o to do życia pretensji.
No tak, los jest taki, jaki jest, nie wiele można zmienić, nawet bardzo się starając. Niektórym faktom trzeba po prostu się poddać.
Już nie  wspomnę o wspaniałej obsadzie z super gwiazdorem Braddym Pittem w roli głównej, nie wspomnę o wspaniałych efektach, reżyserii, to jest film, który naprawdę warto oglądnąć.

No to zbieram się pomału na to spotkanie z Solenizantem i z Rodzinką, a wszystkim życzę przyjemnej i spokojnej niedzieli

a po nieprzespanej nocy…



……wstała sobota.
Tylko, że u mnie zaczęła się ona już kwadrans przed godziną trzecią w nocy.
Świetna pora do urzędowania, nieprawdaż? 
Nie mam pojęcia, czemu  w tej mojej głowie zegar poprzestawiał godziny, że prawie co noc w jej  w środku  się budzę.
Czasami udaje mi się jeszcze dospać, ale tej nocy akurat to było nie możliwe.
No to co robiłam w tę czarną noc?
Ano siedziałam na komputerze, tzn obok komputera, oczywiście i grałam w moja Wieśniawską grę, coś tam zbierałam, coś tam sadziłam, coś tam produkowałam. O w pół do piątej rano doszłam do wniosku, że już pora na poranną kawusię, czyli na prawdziwie rozpoczęty dzień.
A ponieważ bardzo szybko zapełniłam swoje poletka na farmie, puściłam sobie na Ipli moją Rodzinkę Zastępczą i…jeszcze troszkę pospałam. Ale całkiem nie długo, już po ósmej rano znów byłam rześka jak aniołek.
Do d..y takie byle jakie noce. Jedno tylko w tym jest dobre, że mieszkam sama i mogę sobie nawet w środku nocy urzędować, bez obaw, że komuś przeszkadzam. A przecież dla zapewnienia dobrego snu ani nie oglądam horrorów, ani kryminałów przed snem, ba, nawet staram się omijać politykę, by się nie wprowadzać w stan nadmiernej nerwowości. 
Co prawda wpadł mi jakiś ostatni sondaż CBOPu, w którym Pis ma już 47 procent poparcia, ale i tak w niego nie wierzę. Ta firma sondażowa podległa jest rządowi, więc jakże inny, niż doskonały dla rządu sondaż mógłby wysmażyć?
Nie wierzę, że w Polsce jest 47 procent  TOTALNYCH IDIOTÓW.
Może kilka procent takich by się znalazło, ale nie 47 procent. Bo skoro jest tak wspaniale, jak rząd i sondaże twierdzą, to dlaczego wciąż trwa strajk młodych lekarzy i dlaczego ma on dosyć spore poparcie w społeczeństwie?
Oczywiście rząd nadal ma to w nosie, ale może kiedyś i to się zmieni.
A miało nie być o polityce….no to niech będzie o …pogodzie, mój drugi ulubiony temat.Miało być ciepło, słonecznie i fajnie, jest spory wiatr, a słonka nie ma ani na lekarstwo. Czyli pogodziarze też nas oszukują.

Wygląda na to, że remont u sąsiadów zbliża się do końca, jeszcze tylko od czasu do czasu słychać jakieś malutkie wiercenie, ale to już nie jest takie straszne. Dwa dni temu słyszałam działającą tam  maszynę do cyklinowania, a przecież na ogół jest to ostatni akcent remontowy.
Czyli zbliża się ku dobremu. To dobrze, bo pewnie sobie jeszcze dzisiaj popołudniu chwilkę pokimam, kiedyś trzeba, jak nie w nocy, to przynajmniej w dzień

Dobrej soboty i dobrego weekendu

Trzynastego w piątek……

 

 

 

…. gania czarny kot. Czarny jak węgiel, czarny, jak koszmarna noc. Ale czy mimo to taki dzień może być szczęśliwy?
Pewnie tak, bo wszystko zależy od nas, nasz los w naszych rękach leży, chociaż czasami bywają jakieś przeciwności, którym ciężko się jest poddawać, ale można je jakoś  przeżyć.
Oczywiście przesadzam, kto to widział w XXI wieku w zabobony wierzyć?
Ale na wszelki wypadek unikam dzisiaj wszystkich kotów, zwłaszcza tych czarnych.

Wczoraj miałam wykonane TK głowy i kręgosłupa szyjnego. Głowa, jak głowa, w całkowitej normie, zważywszy mój wiek, za to Kręgosłup  szyjny okrutnie jest schorowany.
Zmiana deformacyjno – zwyrodnieniowa na kolejnej takiej zmianie. No i pewnie dlatego mam w głowie te kreciołki.
Ciekawe, co na to mi powie pani doktor neurolog. Pewnie nic ciekawego nie wymyśli, bo przecież nie ma takiego pilnika, który by te wszystkie zmiany przypiłował i wyrównał, niestety to nie paznokcie, one sobie będą i co najwyżej jeszcze będą się nasilały. Dopiero doktor Glinka wszystko wyrówna, skutecznie!!! 
Ale może jeszcze nie pora na to???? Tak, stanowczo na to jest jeszcze za wcześnie. Jeszcze sobie w tej główce sobie pokręcę te fikołki.
No ale skoro moja biedna szyja tę moją głowę, tak bardzo mądra, przepełnioną samymi mądrymi myślami  dźwigać musi, nie dziwne, że nie podołała powierzonemu zadaniu.

Swoją drogą na pewno swoim dotychczasowym sposobem życia  w pewien sposób przyczyniłam się do takich zmian, no może je troszkę przyśpieszyłam.
A na to miał wpływ osiadły tryb życia (nigdy sportów nie lubiłam i nie uprawiałam), może nieodpowiednia dieta,  no i związana z tym nadwaga, przecież właściwie przez całe moje dotychczasowe życie dźwigałam niezły balast na moich plecach i nogach też.  Teraz ponoszę  tego skutki.
No tak, gdy człowiek jest młody nie zdaje sobie sprawy z tego, że sobie własnie szykuje starość w taki, czy inny sposób.
Na te dolegliwości na stare lata skutecznie człowiek całe swoje życie zapracowuje.To takie oczywiste, wydawałoby się, a jednak….nie do końca.
Cóż, jak sobie człowiek pościele, tak się i wyśpi.

A co poza tym?
Impas  lekarski nadal trwa, pani premier zlekceważyła   jednak możliwość porozumienia z lekarzami – rezydentami i nie pokazała się na zapowiadanym spotkaniu z nimi, a jedna bardzo mądra pisia posłanka (bo wszystkie pisie posłanki i wszyscy pisi posłowie są niezwykle mądrzy, to rzecz oczywista przecież) podpowiedziała nawet, że gdy się rezydentom nie podoba, to  niech sobie z Polski wyjeżdżają.
Ba, a kto będzie wtedy nas Polaków leczył? Przecież ci starsi lekarze zaczną pomału na emerytury odchodzić (a teraz mają szanse nawet na wcześniejsze emerytury przecież), młodzi wyjada i…. Jakoś w tej swojej wielkiej mądrości owa posłanka o tym chyba wydaje się, że zapomniała??
Zarzucano poprzedniemu rządowi i Sejmowi arogancję, za to  teraz arogancja obecnych  decydentów jest wprost oszałamiająco  obezwładniająca.
No cóż, Urban kiedyś powiedział : rząd się wyżywi, teraz można jeszcze dodać rząd jeszcze się wyleczy, szkoda tylko, że nie z głupoty i z chamstwa.

BRAWO DOBRA ZMIANA!!!  – byle tak dalej!!!

Więc mamy dzisiaj piątek. Miało być słoneczko, niestety jest ponuro i wietrznie.

Mam nadzieję tylko, że na weekend pogoda nam się poprawi.
Miłego dnia, mimo, że dzisiaj mamy  trzynastego  i w dodatku piątek

dobrego dnia

 

 

To nie społeczeńswto zrobiło błąd, to niestety działający system ogłupiania zadziałał.To jest moja odpowiedź na komentarz Jaco, z którym się zgadzam. Świat stoi na głowie, lekarze nie mają odpowiednich wynagrodzeń, relatywnych do obowiązków, który na nich spadają, do niesamowitej wręcz odpowiedzialności.
Nie dezawuuje pracę magazyniera w markecie, bo to też zawód, który ktoś spełniać musi, zresztą potrzebny jest i kominiarz i śmieciarz i właśnie lekarz, czy adwokat, ale lata pracy, które młody student medycyny ( i nie tylko medycyny) poświęca na swoją naukę są niewspółmiernie niedowartościowane.
Pan minister Radziwił zapomniał chyba, że jeszcze dwa lata temu, gdy stał po drugiej strony bariery, która nas oddziela od rządu, zupełnie inaczej pojmował pracę lekarza, widział niesprawiedliwe traktowanie rezydentów, którzy długie lata musza poświęcić na to, żeby ewentualnie dojść, lub nie dojść do zajmowanego odpowiednio opłacanego w Służbie Zdrowia stanowiska. Wtedy umiał się „bić” o lekarzy, a teraz????
Co prawda zawsze tak było, że lekarze byli źle opłacani, zresztą podobnie i średni personel medyczny też stawał przed podobnymi problemami, ale teraz bezczelność rządu, która w tym wypadku reprezentuje minister zdrowia jest niebotycznie nie do przyjęcia. Pani premier obiecuje jakieś ochłapy ludziom, którzy przecież o nasze życie walczą, nie raz przemęczeni pracą nie tylko w szpitalach, ale i w przychodniach i na dyżurach, aby zapewnić swojej rodzinie byt, Wiem coś na ten temat, jako, że sama pochodzę z rodziny lekarskiej, obracam się w tym środowisku i widzę to na co dzień. No może teraz, gdy pracuję w przychodni, troszkę mniej widzę przepracowanych lekarzy, ale ile było już przypadków, gdy lekarze pełniący wielo dobowe dyżury niestety nie dbali o swoje zdrowie i w wielu przypadkach kończyło się to dla nich tragedią. Jak pisałam, każdy wykonywany zawód jest ważny, ale jednak priorytetem dla państwa powinno być zapewnienie odpowiednich warunków pracy i płacy dla tych, którzy zabiegają o nasze zdrowie.
Przepracowany lekarz może być zagrożeniem dla życia nie tylko swojego, ale także i dla życia pacjenta, którym się opiekuje. Zbyt małe są nakłady na Służbę Zdrowia, zresztą są one zaniżane, obcinane , ze szkodą dla pacjentów.
 Przykład ? Kiedyś miałam zniżki na lekarstwa, teraz muszę wykopywać wiele lekarstw pełnopłatnych, wiele starszych osób, na emeryturach, na rentę nie stać po prostu na takie leczenie, czyli….trzeba umierać, bo albo nie będziesz jeść i padniesz z głodu, albo nie wykupisz lekarstw i padniesz z choroby, już nie mówiąc o innych opłatach, które trzeba ponosić i one też nie  są małe. A to co zrobili z lekami dla ciężko chorych dzieci, czy dla ludzi po przeszczepach, te ceny, które zostały monstrualnie wprost wywindowane, to istny skandal.
Co rusz czytamy o tym na forach, w gazetach, słyszymy o tym w środkach masowych przekazów i…..niestety nie ma wciąż odzewu rządu, rząd jest głuchy na potrzeby suwerena, który przecież na niego głosował. Wydaje im się, że dając 500 zł plus przysłonili im już przysłowiowe gęby, że to wystarczy. Może tym najbiedniejszym w pewnym sensie tak, chociaż już dochodzą głosy, że wiele osób po prostu wykorzystuje ten przywilej przyjmując nienależne im pieniądze. Ale wszyscy w łapki klaszczą, dobrze jest, dali 500 zł, hurra, tylko, że w między czasie wszystko tak bardzo podrożało…. Nie odczują może tego osoby, które tę jałmużnę rządową dostają, ale niestety pozostali bardzo boleśnie zaczynają odczuwać   coraz bardziej narastająca drożyznę. Teraz idziesz do sklepu, kupisz 2-3 rzeczy i już „stówka” nie Twoja.
W między czasie podrożał i gaz i elektryka, a więc i to wszystko, co w tych wartościach jest zawarte.Niestety, Polacy są w tej chwili ogłupiani i ogłupieni całkowicie i tez nie widzę żadnych szans na jakiekolwiek zmiany. Ta „dobra zmiana” okazała się najgorszym koszmarem z wszystkich możliwych do tej pory, które już przechodziliśmy. Czy tak długo jeszcze pozostanie?

Dzisiaj nawet słoneczny czwartek wstał za oknem I bardzo dobrze.  I wczoraj i dzisiaj temperatura jest przyzwoita, czyli normalnie, jesiennie ciepło.
I oby tak się utrzymało do niedzieli, bo wtedy jadę do Modlnicy na urodziny Jaśka. Boże, on już kończy 13 lat,! ale szybko to minęło!!!

Dzisiaj będę nie tylko badała chorych, ale i sama będę badana, będę miała wykonaną  tomografię kręgosłupa szyjnego, może i głowy, bo 20-stego października mam wizytę u neurologa w związku z tymi moimi kreciołkami w głowie, więc jakiekolwiek wyniki przydałoby się przynieść, prawda?

Wczoraj zaniosłam do punktu koło mnie mojego laptopa, myślałam, że da się coś z nim jeszcze zrobić. Niestety, jest on już za słaby i chyba będę zmuszona wymienić go na nowy model. Ale jeszcze póki jako tako działa?????Czekam na wygraną w Lotka (albo sponsora ha ha, ale o takiego ravczej jest bardzo trudno)

Życzę przyjemnego, jesiennego  czwartku

Niebieski Krakowski Smok Wawelski

 

 

 

 

 

 

Dzisiaj własnie taki smok pojechał prosto spod Wawelu pod Poznańskie Koziołki, aby odszukać tam pewna Ulkę i róże w  ten środowy poranek Jej wręczyć.
Tylko dlaczego taki niebieski zrobił się ten smok? Czyżby za dużo atramentu popił
Przyznam, że to trochę podejrzany ten niebieski kolorek skóry, ale nie wnikajmy Uleczko w szczegóły, tylko cieszmy się, że znów dzisiaj , w środę, możemy się tu spotkać.
A jesteś bardzo rannym ptaszkiem Uleczko, widziałam, że już wcześniej, prawie bladym świtem (bo teraz długo jeszcze rano jest ciemno) zaglądnęłaś do mnie na Face Booka.
Ja co prawda też nie wysypiam się do południa, chociaż dzisiaj wstałam ciut później niż ostatnio, bo zazwyczaj budziłam się między piątą a szóstą rano, dzisiaj otworzyłam moje śliczne oczęta dopiero przed siódmą.
Ale rano tak już jest, że nie zaczynam dnia od wpisów na blogu, bowiem najpierw muszę ogarnąć troszkę moje „rolne państewko” na Face, wiadomo, przez noc sporo do roboty tam się uzbiera, a najpierw trzeba wszystko starannie  zebrać, żeby potem od nowa można siać. Ja wiem, że Ty na taką zabawę czasu nie mitrężysz, ale…zresztą każdy robi to co lubi, nieprawdaż?
Ale zapewniam Cię, że w każdy środowy poranek moje myśli szybciutko pędza do Poznania i zastanawiam się wtedy, czy już szukałaś mojego wpisu, czy jesteś niezadowolona, że tak się guzdrzę.
Serdecznie Cię pozdrawiam i srodowo i nie tylko środowo Uleczko i wiem, że nawet jeżeli rano nie zdążysz przeczytać moich słów, bo życie znów gdzieś tam Cię popędzi, zawsze znajdziesz chwilę później czas na zaglądniecie tutaj,  i do przeczytania tych słów no i do krótkiego Twojego  komentarza.
No to całuski podsyłam, promyczków niestety na niebie brak, ale za to promiennie do Ciebie się uśmiecham 🙂

Czy zauważyliście, że ostatnio starannie, ba, nawet bardzo starannie omijam temat polityka? Nie mam do niej ani sił, ani cierpliwości, nie tylko zresztą do polityków, tych rządzących i tych z „totalnej opozycji”,  która nie jest wcale totalna, ale nijaka, wręcz makabrycznie głupia i bezmyślna, jak można ciągle gole do własnej bramki strzelać?
A już największą pretensję mam do tej garstki niby, a jednak około 40 procent Polaków, którzy ciągle w mrzonkach żyją, taplają się w tym pisim bagienku i twierdzą, ach, jak wspaniale, cieplutko, życie co najmniej jak w Madrycie, chociaż ostatnio własnie w Madrycie wcale wesoło nie jest, bo tam mają swoje własne polityczno – etniczne rozgrywki. Ale to ich sprawa, ciekawa jestem tylko, co z tego całego hiszpańsko – katalońskiego zamieszania wyniknie. Bo to wcale nie sztuka ogłosić własną niezależność, trzeba mieć jeszcze preferencje, aby się na europejskim poziome utrzymać, a takiemu  młodemu i co tu mówić, małemu i bez politycznego doświadczenia państewku łatwo nie będzie.
Za to nasz Wielki Guru już sam w swoich myślach się poplątał i wczoraj z okazji kolejnej miesięcznicy ogłosił, że sprawa Smoleńska się wyjasni, albo się nie wyjaśni, on jeszcze sam tego nie wie ( raczej wie, ale i tak prawdy nie powie), a głupia gawiedź stała, słuchała i kiwała głową nad mądrością Wielkiego Karła, który wie, że kompletnie nic nie wie. Tak wszystko zaplątał, przy pomocy zresztą swoich zupełnie niekompetentnych „specjalistów” od wybuchowych  teorii idiotyzmów, że teraz zastanawia się, jak z tego jakoś się wyplątać, bo to, że wybuchu żadnego nie było wie już chyba każdy nawet najbardziej ciemny pisiak. Dlatego Jarek  teraz zabawia się w Pytię na Trójnogu i tak przemawia do swego zidiociałego ludu, żeby im do reszty w tych i tak głupich łbach pomieszać.
Ale i tak niestety nawet ta kacza porażka nie przyniesie w najbliższych czasach żadnych pozytywnych zmian dla Polski, chyba, żeby….. znalazł się ktoś naprawdę mądry, tupnął nogą i powiedział kaczorowi „dosyć”. Ale gdzie takiego szukać? Lupa chyba nie pomoże…….

Denerwują mnie ostatnio reklamy w TV, co jedna to bardziej głupkowata, czy naprawdę wszyscy mają nas Polaków za idiotów?
Na przykład dzisiaj widziałam reklamę sera Hochland, który jak ogłosili jest z….sera, dziwne,. a ja myślałam, że z……… no nie napiszę co pomyślałam, ale nic na pewno pozytywnego. 
Inna reklama, która mi „podpadła” to reklama opasek OB, dziewczyna przerażona mówi w niej: o jej, żeby tylko się nie domyślił (że mam miesiączkę). No i co z tego, gdyby się nawet domyślił? Porzuciłby ją, kopnął w tyłek  i poszedł do innej, która akurat jej w tej chwili nie ma ? Przecież to jest normalny, fizjologiczny etap kobiecego życia, o którym mężczyźni przecież wiedza, żadną tajemnicą nie  jest on objęty, a takie jakieś ceregiele w tej reklamie wyprawiają. A już całkowicie wyprowadza mnie z równowagi ta jęcząca dziewczynka, która mówi: mamusiu, ja kaszlę, a dzisiaj mam urodziny i miało być tak pięknie. Wszystko dobrze, niech mamusia da jej ten syropek na kaszelek, nie mam nic na przeciw, tylko dlaczego ten głos dziewczynki jest tak przejmująco jęczący, jakby już za moment miała umierać? Nie można tego powiedzieć normalnym tonem? Gdzie są bossowie od reklam, skoro popierają takie prymitywne reklamy.
Sporo jest głupkowatych reklam, teraz bardziej denerwują, bo przerywają filmy, inne programy w TV, a także całe mnóstwo ich jest na portalach internetowych, czasami człowiek musi się sporo naklikać, żeby się ich pozbyć, aby wreszcie przeczytać to, co się chce akurat  przeczytać.
A najbardziej wnerwiająca jest pokazująca się na Onecie  reklama ze stworkiem i z napisem reklama nie jest wcale taka zła. Jest bardzo zła, bo tego stworka nijak nie można się pozbyć, nie chce znikać i tylko szczerzy kły do Ciebie, a gdy otwierasz raz jeszcze tę stronę, znów ten stworek – potworek wyskakuje, jak królik z kapelusza. Jakaś makabra !!!!!!

Rozumiem, że reklama to potęga handlu, ale jakiś umiar powinna mieć i nie działać stresująco, a raczej zachęcająco na klientów. Tu odnosi niestety odwrotny skutek,

Pogoda? Ot jesienna, nie pada, chłodno, słonka brak, czyli do kitu.
W dodatku coś ktoś znów  z anteną na dachu chyba pokręcił, bo nagle zanikł mi sygnał (rano jeszcze miałam normalnie programy) i nic oglądać nie będę mogła. a tu popołudniu i wieczorem moje ulubione seriale : Klan i Na dobre i na złe.
Jak nie uriok, to sr…czka.
Jest dostęp do internetu, to nie ma dostępu do TV, gdyby były obydwa, chyba za dużo  szczęścia miałabym na raz.

Kończę ten wpis, może jeszcze przed wyjściem z domy Uleczka zdąży tu zaglądnąć ????
Pozdrawiam serdecznie wszystkich i miłej  środy życzę.

olśnienie nad ranem

 

 

Wczoraj nie miałam w domu internetu. To znaczy był od rana do około godziny 11.30, potem zaniknął. No nic i tak już musiałam wychodzić do pracy, więc temat pozostawiłam sam sobie, ale po powrocie do domu, niestety nadal internetu nie miałam  – TRAGEDIA, prawdziwa TRAGEDIA!!!!
Niby zresetowałam ruter, ale go nie wyłączyłam, tylko przełączyłam, a to było za mało. Nieco się zdenerwowałam, więc zgłosiłam usterkę do Orangu, bo od nich czerpię Neostrade. Niestety pani usterkę potwierdziła i przyrzekła, że do 72 godzin będzie ona usunięta. Boże drogi, czemu 72 godziny, a nie na przykład 3 miesiące?? też dobry termin, prawda? zwłaszcza, gdy się za to płaci.
Co prawda w rekompensacie doładowali mi 10 Giga za darmo do mojej komórki, ale co mi z tego? I tak mam dodatkowy ruter, który mogłam podłączyć sobie do laptopa, tylko, że mój laptop działa jak żółw ociężale. Ale prezent w postaci darmowych minut przyjęłam z Orangu z radością, mają gest, co????
No to spełniło się przynajmniej moje „marzenie” odpoczynku od farmowania, bo nie mogłam na nią wejść. Tylko jak miałam zasnąć bez komputera?, takie moje ostatnie przyzwyczajenia, że puszczam sobie jakiś filmik na Ipli i zasypiam. Tylko dostępu do Ipli tez nie miałam.
Ale przypomniałam sobie, że mam ściągnięte na komputerze kilka filmów, wiec tym razem do snu ukołysał mnie „Kokon”, skutecznie, spałam jak zabita.
Ale tylko do 4.30. Dziwne ostatnio mam te pory przebudzeń, właściwie to środek nocy, a ja ożywiona jak skowronek. No cóż, wstałam, zrobiłam sobie kawkę, oczywiście wypaliłam papieroska i….pomyślałam.
Przy porannej  kawusi przyszła mi do głowy wspaniała myśl: przecież właściwie to chyba tego rutera nie wyłączyłam, bo przecież nie zgasły  w nim światełka. Nacisnęłam wiec guzik i…lampki zginęły, a za chwilkę pokazała się „dyskoteka”, a po niej….tak, tak, jest internet, włączył się, na  moje wielkie szczęście.  HURRA JEST, DZIAŁA INTERNET, CO ZA ULGA!!!!
No to co zrobiłam? Oczywiście zaraz pognałam na moją farmę, powysyłałam prezenty, o które mnie prosili współ gracze i ruszyłam zbierać, siać, wytwarzać soki, dżemy i swetry, czyli znów byłam w swoim żywiole.
A tak narzekałam, że nic innego nie robię, tylko na tej farmie ciągle przesiaduję. Jednak co to znaczy nałóg? bez niej źle, z nią jeszcze gorzej…
Ale przynajmniej nie mam już na co narzekać.
Co prawda znów od rana są jakieś przejściowe kłopoty i raz na jakiś czas internet zanika, możliwe, że zaczęli interweniować w tej sprawie i dlatego tak się dzieje? Mam nadzieję, że to chwilowe takie kłopoty, do tej pory u mnie wszystko działało bez komplikacji. Burzy akurat nie ma, huraganu, ani wichury chociażby też nie, wiec dlaczego tak się to wszystko wiesza?
Swoją drogą muszę dać do naprawy swój laptop. Co prawda ma on już kilka lat, ale na nim tylko pracuję na wyjazdach, na co dzień urzęduję przecież na komputerze stacjonarnym. Mój kolega ma jeszcze starszy (no i gorszej jakości) laptop niż ja i jakoś  dało radę się go jeszcze reanimować  ( oczywiście laptop, a nie kolegę), wszystko zależy tylko od komputerowca., któremu da się swój „skarb” do naprawy.
W najgorszym razie będę zmuszona znów pomyśleć o jakichś ratach na zakup nowego laptopa, tym razem chyba skuszę się na Aple , bo jest zdecydowanie lepszy, chociaż dużo, dużo droższy. Ale czemu nie? raz kozie śmierć, pieniądze rzecz nabyta. Co prawda jak na razie nadal nie mam szczęścia do wygranych w Lotka, może tym razem spróbuje zagrać w EuroJackpot?
Jest to największa gra liczbowa w Europie, założona w 2012 roku i jak do tej pory zdążyła wyłonić  kilkudziesięciu lotto milionerów. 
Bierze w niej udział 17 państw Europejskich, w Polsce tez jest już dostępna przez internet i w punktach Lotto
Dlaczego osoba mieszkająca w Polsce powinna wypróbować EuroJackpot? Po pierwsze loteria ta gwarantuje bardzo wysokie wygrane. Minimalna pula nagród wynosi bowiem 10 milionów euro (tj. około 41 mln zł) i może wzrosnąć aż do 90 milionów euro (ponad 400 mln zł). Warto zestawić te liczby z najwyższą dotąd wygraną w Polsce, która wyniosła 35,2 miliona złotych w lotto (klasyczny duży lotek) oraz z najwyższą dotąd kumulacją, która sięgnęła „zaledwie” 56 milionów. Już na pierwszy rzut oka widać co bardziej się opłaca. Dodatkowo jeśli uwzględni się zdecydowanie wyższe szanse na nagrodę w lotto EuroJackpot odpowiedź na pytanie dlaczego warto wybrać właśnie tą loterię jest oczywista!
Może następnym multimilionerem będę własnie ja?
A wtedy….tu puszczam wodze mojej bujnej fantazji, po czym się otrząsam i…..zaczynam znów realnie na świat patrzeć.
A w nim,  za oknem, nawet słoneczko od czasu do czasu świeci.
To jednak chyba będzie udany dzień i takiego Wam i sobie życzę, chociaż sąsiad znów”urozmaica”  mi życiem wierceniem, świdrowaniem i pukaniem młotkiem.
NEVER ENDIG STORY……

nic nie muszę..

 

 

Jeszcze tylko zrobię bukiet z krokusów, czy narcyzów, jeszcze tylko upiekę tort miłosny, jeszcze tylko zrobię jogurt z rodzynkami i…już północ dawno minęła, a ja głupia ciągle na  tej farmie siedzę. Rano, ledwie oczy otworzę, znów na moją fermę gnam i od początku zaczynam tam urzędowanie.
Po jaką cholerę ja w tę grę się wpakowałam. Musze jeszcze to, jeszcze muszę tamto…nie prawda, nic nie muszę. Mogę najwyżej grę wyłączyć i mieć święty spokój. I chyba tak zacznę robić, bo ta gra zamiast przyjemnością  stała się jakimś moim koszmarem. Dobrze, że nie zapominam jeszcze o jedzeniu, bo pewnie głodem bym przymarła, ale gdy człowiek widzi te dobrocie, które tam wyrabia, sam apetyt powraca.
Ale tak serio mówiąc, dałam się troszkę wrobić w te maliny (je te zresztą zbieram na dżem i na jogurty i soki) z tą gra, trzeba troszkę odpocząć.
Dzisia rozpoczynamy nowy tydzień.
Jest zimno, nawet całkiem zimno, około 7 stopni, nie wiem, czy pora nie pomyśleć już o grubszej kurtce? No a buty? Te z zeszłego roku już wyrzuciłam, podeszwa całkowicie się odkleiła, muszę kupić owe botki, najlepiej takie typu Emu, bo one są niezwykle dla mnie wygodne.
A zresztą z moich wpisów wiecie, że dla mnie wygodny but, to podstawa. Podziwiam te wszystkie kobiety, które na szpilach chodzą, nawet w największą ślizgawicę.
Ledwie te stópki na lodzie kładą, bo rozjeżdżają się  wtedy nogi, każda w inną stronę. Nie mogę patrzeć na te kobiety na szczudłach, ale cóż, nie każdy może być ekwilibrystą.  Mnie tam zresztą wcale nie potrzeba ani lodu, ani szczudeł, żeby się wywalać, całkiem dobrze mi to wychodzi nawet na suchym podłożu i to w dodatku  w butach na płaskich obcasach.
A że potem cierpię?? No cóż, takie jest życie, właściwie całe życie to jedno wielkie cierpienie.

Już nie mam cierpliwości, sąsiad od samego rana nadal remontuje to swoje mieszkanie, Wrrr, stuk, puk, wrrr, na zmianę z górnego piętra dochodzi, teraz już wiem, czemu budzę się z bólem głowy. Remont trwa już chyba blisko miesiąc i końca jego nie widać. Mam tylko nadzieję, że nikt temu sąsiadowi nie pozazdrości i nie zacznie remontu w następnym mieszkaniu, bo chyba wyjdę z siebie i stanę obok.
Po prostu, brakuje mi już cierpliwości.  No to uciekam już z domku, bo tu się nie da wytrzymać.
Co prawda na ulicy zimno, już sama nie wiem, co jest lepsze, co gorsze. Przynajmniej w pracy nie będą (chyba) stukać, pukać żadnymi remontowymi przedmiotami.
No chyba, że będę miała pecha, tfu, odpukać w niemalowane drewno.
Miłego poniedziałku, miłego całego tygodnia

na przekór pisowi…..

 

….poszłam sobie dzisiaj zrobić zakupy.
Tak dzisiaj jest niedziela, czyli  czas, albo  nie czas na zakupy.
Zresztą zawsze byłam przekorna, czemu miałoby być i tym razem inaczej???
Nie poszłam  do jakiegoś wielkiego markety typy Tesco, czy Carrefour, ale do mojego osiedlowego, w którym czasem zakupy robię.
A co mi tam, póki jeszcze wolno handlować  w  niedzielę….zresztą rodzinie moimi zakupami krzywdy wcale nie robię, bo i tak koło siebie jej nie mam.
A modlić się przez całą niedzielę nie zamierzam, zresztą to moja sprawa kiedy i jak się modlę, nikt nie ma prawa do tego się wtrącać.

Zauroczyła mnie dzisiaj rybka. Fakt, dawno jej nie jadłam, a jest o zdrowsza i smaczniejsza niż to mięso,  jakiegokolwiek rodzaju by ono  nie było.
Najpierw udusiłam sobie na masełku klarowanym troszkę pokrojonego pora (jego białą część), dodałam kostkę rosołową, czosnek, oczywiście troszkę wody, soli do smaku.
Gdy por był już miękki dodałam rozmrożoną rybkę. Nie tam jakąś panierowaną, czy smażoną, ale kawałki rybki tylko po czosnkowałam, po parykowałam i dodałam do sosiku z porów, chwilę poddusiłam i już potem z ziemniaczkami miałam pyszne jedzonko. Szybko, zdrowo i prawie że dietetycznie.
Grunt to domowy, szybki i pyszny obiadek. I nie ważne, czy jem go w towarzystwie ( przyznam, dawno już nie miałam gościa na obiedzie), czy jem go samotnie, musi smakować.
Teraz już jestem zadowolniona i mogę odpoczywać.
Ale przynajmniej wyszłam chociaż na chwilkę z domku, pogoda taka sobie, ni ciepło, ni zimno czasami i tylko chłodny wiaterek zawiewa. Najważniejsze, że nie pada deszcz, nawet nie mży.
No i co tu robić z tak dobrze rozpoczętą niedzielą?
W telewizji oczywiście nic ciekawego nie ma do oglądania, chociaz mam przecież sporo tych programów, ale przeważnie są na nim jakieś głupkowate filmy, typu, stój, już jesteś martwy, nie żyjesz, a takich filmów organicznie nie cierpię, albo są same… powtórki., zwłaszcza na tych polskich stacjach.
Ile razy można oglądać to samo, Mateusza, Aleksa czy nawet mojego ulubionego pana doktora w serialu Na sygnale?
Pozostaje mi tylko moja farma, ale i na niej już nasadziłam co się da, na kilka godzin na przód, więc też mam na kilka dobrych godzin spokój.
Od czasu do czasu tylko tam zaglądam, bo przeważnie są jakieś prośby od pozostałych graczy, by im to, czy tamto podesłać, co robię, bo potem sama też gdy coś potrzebuję czekam aż mi pomoą. A niestety, ta gra polega też między innymi na zbiorowej pomocy, ja tobie, ty mnie.
Troszkę, jak w życiu, tylko w tym prawdziwym, nie internetowym o wiele trudniej jest nieraz o coś prosić. Ludzie już nie dowierzają sobie, nie chcą pożyczać, ani tym bardziej  nie chcą dawać…
Ale nie zawsze jest tak źle.
Koło mojego sklepu są schodki, trochę ostre, ale za to z poręcza. Cóż z tego, gdy jednak i tak mam kłopoty, gdy mam nieco cięższe zakupy, żeby spokojnie je na dół znieść.
Przeważnie wtedy rozglądam się za jakąś młoda osobę i proszę o pomoc, na ogół mi się to udaje.
Dzisiaj na przykład moją ciężką torbę ze schodów zniósł młodzieniec, pięknie mu więc podziękowałam i dalej targałam ją już sama.
Generalnie mówiąc, młodzież nie jest wcale taka zła, trzeba tylko do niej ładnie się uśmiechnąć i grzecznie poprosić o pomoc – to działa.
Kiedyś wstydziłam się poprosić o taką pomoc, dzisiaj już jakoś nie mam żadnych wątpliwości, wszak moją  lekką niesprawność widać i na ogół ludzie nie tylko współczują, patrząc z politowaniem, ale i pomagają.
Głowa do góry, nie jest źle. Rośne nam całkiem przyzwoite nowe pokolenie.

Życzę przyjemnego niedzielnego popołudnia, a ja sobie lecę zrobić drugą kawkę, bo już widzę, że bez niej ani, ani…….
Do jutra

noc łagodna

 

 

 

Przynajmniej tej nocy spokojnie sobie spałam, bo poprzedniej, z piątku na sobotę, o godzinie 3.15 w nocy, obudził mnie telefon i to w dodatku nie komórka, a miejski telefon.
Nie lubię takich nocnych, nagłych telefonów, zawsze źle mi się kojarzą, kiedyś właśnie o tej godzinie dostałam wiadomość o śmierci mojego bratanka Michała.
Dlatego właśnie i wczoraj odebrałam ten telefon, mimo, że nie chciało mi się wyskakiwać spod ciepłej kołderki.
A tu masz, jakiś starszy mężczyzna pyta się mnie, jak gdyby nigdy nic, jakby to był środek dnia, słodkim głosem, czy to pani Jadzia?
Nie Jadzia odburknęłam, a on znów zaczął się dopytywać o tę Jadzię i pięknie mi się przez telefon kłaniać, jakbym miała to co najmniej zobaczyć w kamerze zamieszczonej nie wiadomo gdzie.
Wściekłam się wtedy już nie na żarty i tyko ryknęłam, przyznaję, niezbyt grzecznie, czy on wie, która jest godzina i dodałam, żeby mi głowy nie zawracał w środku nocy, no chyba, że jest zbyt napity, albo jakiś anormalny. Oczywiście odłożyłam słuchawkę, na podstawkę (dawniej kładło się ją na widełkach) i poszłam dalej spać, trochę miałam kłopoty z ponownym zaśnięciem, ale jakoś mi się to nawet udało.
Też jakiś ADONIS w środku nocy mi się objawił, też coś.
I w dodatku wcale nie dzwonił do mnie, tylko do jakiejś tan niewiadomej mi Pani Jadzi.
Zresztą, gdyby to nawet byłby do mnie telefon i tak bym nie rozmawiała, bo to zupełnie nie była ku temu odpowiednia pora.
Swoją drogą, dziwne nieraz ludzie mają pomysły.

Za to ja nie mam pomysłu na dzisiejszy dzionek.
Myślałam nawet o niedużym spacerku, ale wcale ie uśmiecha mi się dzisiaj wychodzić z domku. Co prawda deszcz nawet nie pada, ale jest chłodno.
Zakupów właściwie to nie muszę robić, bo nawet mam troszkię zaopatrzenia, przynajmniej nie wydam dzisiaj pieniędzy.
No tak, nie lubię robić zakupów, bo zawsze wtedy z portmonetki ucieka więcej pieniędzy, niż,  to się planowało, a potem mam tylko wyrzuty sumienia, po co tyle wydałaś.
No, ale inna sprawa, na co mam składać? I tak pewnie za wielkiej kupki tych pieniądzorów bym nie zebrała, ani domu bym sobie nie kupiła. Zresztą co ja bym w takim domu sama robiła, do samotności całkowicie wystarcza mi mój pokój z kuchnią, przynajmniej łatwiej w nim porządek utrzymać.

Znalazłam na Facebooku reklamę jakiejś firmy farmakologiczno – lekarskiej, która zaprasza na różne badanie, a to w kierunku cukrzycy, a to w kierunku reumatoidalnego zapalenia stawów, a to jakieś inne zmiany zwyrodnieniowe podobgno skutecznie leczą metodą naturalną. Oczywiście to wszystko jest jeden wielki pic na wodę, fotomontaż. Z ciekawości zapisałam się na taką rozmowę, pani do mnie wczoraj zatelefonowała, oczywiście była bardzo miła, ale okazało się, że nie mogę brać udziału w tych badaniach, bowiem nie zażywam jakiegoś tam leku przez nich wymyślanego,l dopiero kiedy zacznę go zażywać, a przepisać ma mi go oczywiście „normalny” już lekarz i  lek nie zadziała, wtedy oni wkraczają do akcji. Nonsens całkowity. Po co mam zażywać coś, żeby stwierdzić, że mi na nic się zda takie leczenie? To już lepiej chyba nic nie zażywać, też nie pomoże !!!!!
Jeszcze spytałam panią, na czym ten naturalny sposób  leczenia ma polegać, otóż pani sama dobrze tego nie wiedziała , w sumie wyszło na to, że podaje się  do leczenia  taki składnik, którego akurat w organizmie brak. Nic dziwnego, ani nic szczególnego w tej metodzie nie widzę, przecież na tym właśnie polega normalne leczenie. Po co wymyślają jakieś niestworzone dziwności i nimi karmią psyche i żołądki chorych? Chyba tylko po to, żeby wyciągnąć pieniądze, albo od pacjentów, albo ewentualnie od jakichś sponsorów, którzy dadzą się na te dziwne metody nabrać.
Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo, o pieniądze!!!
Ale nie ze mną takie numery, o nie, ja tam wolę leczenie mojej pani doktor pierwszego kontaktu, bo rzeczywiście bardzo mi ostatnio pomogła.
Po prostu jej ufam i już, nie będę w jakieś mrzonki – bandurki wierzyła.
Ale musiałam zaspokoić swoją ciekawość, na czym niby re rewelacyjne nowe metody miałyby polegać, dlatego zostawiłam in swoją wiadomość.
Teraz już wiem, nic nie warte oszustwo!!!!
Tak wszyscy tych biednych ludzi w konia robią i politycy i nie politycy i tak się życie kręci, tylko  niektórzy  na tym korzystają, większość jest pod kreską, ale i tak jakoś żyć musi. Od pierwszego, do pierwszego

Miłej soboty