Ksawery

 

 

Takie piękne imię, dla mnie szczególnie bliskie, bo to On własnie pierwszy uczynił ze mnie Ciocię Babcię, bo to On właśnie teraz sprawi, że zostanę Ciocią Prababcią. Już to jest pewne.Wczoraj Dianka była na USG i zobaczyli wraz z Ksawerym bijące serduszko swojego dzieciaczka. Jakie musiało być to dla Nich wzruszające, dla mnie też, aż się popłakałam z radości.
Ksawer zostanie Ojcem, niesamowite, a tak jeszcze niedawno wydawałoby się, gdy byliśmy razem na wakacjach w Lanckoronie,  mały Ksawer przechodząc koło zwierzątek zawsze je miło pozdrawiał : dzień dobry pani kurko, dzień dobry pani krówko, czym zawsze do uśmiechów mnie doprowadzał. No tak, miał wtedy kilka zaledwie lat i był zabawnym dzieciakiem, pogodnym i grzecznym i mam nadzieję, że i takie jego córeczka, albo synek pozostanie.
Co prawda były kłopoty z jedzonkiem, bo Ksawery nie cierpiał jeść, wszystko trzymał w policzku, za zębami i żuł godzinami. Gdy szliśmy na obiad, on jeszcze w buzi  trzymał resztkę śniadania, to było okropne i nie można go było nauczyć, że trzeba jeść „na bieżąco”
Nie cierpiał na przykład białego sera i nic,  w czym był on zawarty nie tolerował, nawet pierogi ruskie, które wtedy pani Stasia w Lanckoronie dla nas specjalnie lepiła. I na nic były zapewnienia, że tam nie ma sera, że to są pierogi z ziemniakami, Ksawera nie można było oszukać, on ten ser po prostu wyczuwał.
I gdy się miała urodzić jego młodsza siostrzyczka Julka, przekonywaliśmy go, że ona na pewno będzie wszystko jadła, co Ksawer od razu ocenił : ona będzie jadła wszystko? nawet biały ser? o nie, ona będzie taka sama ksawerkowata jak ja.
Na szczęście kłopoty żywieniowe z czasem jakoś przeszły bokiem i a tej chwili nawet ser biały nie jest dla Ksawera taki straszny.
No i mam nadzieję, że nie będzie miał podobnych kłopotów z żywieniem swojego potomka, czego serdecznie mu życzę. No i że Dzidziuś będzie pięknie się rozwijał, będzie zdrowy i mądry.

Ale to piękne imię Ksawery może niestety by także i niebezpieczne.
Takim imieniem został ochrzczony huragan , który przeszedł najpierw nad Niemcami, a wczoraj szalał w Polsce i przyniósł olbrzymie straty.
Najwięcej szkód Ksawery (ten huragan oczywiście) wyrządził w Wielkopolsce i na ziemiach Lubuskich, pozbawiając mieszkańców dachów nad głowami, a także i prądu. Było też i kilka przypadków śmiertelnych.
Już kiedyś, przy okazji tego strasznego huraganu szalejącego nie tak dawno na Pomorzu, który zniszczył nie tylko domostwa, ale całe połacie lasów pisałam , jak bardzo natura jest niebezpieczna, jak żywioł, którego trudno pokonać, ba, nawet trudno mu zapobiec może być przyczyną wielu ludzkich  nieszczęść
Te straszne żywioły ostatnio zniszczyły  nie tylko Europę i Amerykę i co najgorsze zapowiadają, że może w najbliższym czasie dojść do jeszcze gorszych kataklizmów, z zalaniem wybrzeży Ameryki  i Japonii włącznie.
Klimat nam się  diametralnie zmienia, przychodzą gwałtowne  ocieplenia, topnieją lodowce  doprowadzające  do potopów, wylewów. Także te zmiany doprowadzają do gwałtownie występujących huraganów, tak wiec przyszłość nasza nie kształtuje się niestety kolorowo.
Być może, że w niedługim czasie nasz stary świat będzie wyglądał całkowicie inaczej, nie będzie wielu lądów, znikną, jak kiedyś zniknęła tajemnicza Atlantyda, a przede wszystkim zginie olbrzymia populacja ludzi i zwierząt. 
Nie wiadomo ilu osobom jest pisane życie w tym nowym świecie i czy potrafią się w nim odnaleźć.
A my przecież tak bardzo chcemy żyć, kochać się, rozmnażać, piastować i wychowywać naszych potomków, chcemy być szczęśliwi………
Szanujmy więc naszą przyrodę, żyjmy z nią w zgodzie, bo w ten sposób tylko możemy w jakiś sposób złagodzić złe skutki jej nieprzewidywalnych zachowań. Może jest to zbyt mało, aby zapobiec tym wszystkim zawirowaniom, ale zawsze jednak nawet najmniejsza nasza troska o przyrodę może być przez nią złagodzona.

Dzisiaj mamy szaro – bury – deszczowy piątek. Wiatr troszkę już odpuścił, a podobno w przyszłym tygodniu znów pogoda może się lekko poprawić.
I bardzo dobrze by było,. bo wczoraj strasznie mnie ta bura pogoda denerwowała, kojarzyła mi się już z dniem 1 listopada, z deszczem, grobami i suchymi liśćmi. Ale to już niestety taka pora roku nadeszła, ce la vie. Kiedyś znów wiosna nadejdzie…….

A mój sąsiad spod trójki dalej wierci i wierci te dziury w swoim mieszkaniu. Do licha, jak długo można remontować meszkami???

Wrrrrr i wrrrr ciągle zza ściany dochodzi, czasami przerywany tylko stukaniem młotka. Już mam dosyć!!!!!
Ale jakoś to muszę przeżyć, przynajmniej w niedzielę będzie cicho, bo i sobotę też na remont sobie niestety rezerwują.

Dobrego dnia.

Skaranie Boskie z tymi lekami

 

Teraz codziennie rano muszę zażywać aż 10 tabletek rano, a wieczór już tylko 3 tabletki. Oczywiście dodatkowo piję ten kolagen na stawy, o dziwo, na prawdę pomaga, kolanko można by powiedzieć prawie w ogóle nie boli. Przynajmniej spokojnie rano mogę z łóżka wstać, bez obawy, że zaraz ból mnie powali.
Ale czy nie można by wymyślić jakiejś jednej tabletki na wszystkie choroby? Byłoby łatwiej to zażywać. Więc  co rano przygotowuję sobie całą dawkę, zupełnie jakbym była pielęgniarką w szpitalu, przygotowująca dla chorego lekarstwa do zażywania.
A na co je zażywam? Na kolana, na kości, na stawy, na na żołądek, na jelita i na to, żeby nie mieć kręciołka we łbie też. Jednym słowem….na starość.
No i tak się tego sporo uzbiera co rano. Zanim te leki sobie przygotuję, muszę się psychicznie pozytywnie nastawiać, bo sama myśl o nich już sprawia, że zaczynam mieć doła. 
Mój żołądek podchodzi mi na wszelki wypadek do gardła, a w głowie moje myśli krzyczą:  NIE, ŻADNEGO LEKU NIE ZAŻYWAM DZISIAJ!!! Ale jakoś pomału się uspokajam i przystępuję do tej porannej,  przyznaję, że znienawidzonej czynności.
Brrr, dzisiaj mam to już za sobą, aż do wieczora.
Jutro zacznę się tym martwić  od początku.

Wczoraj była u mnie Renia i wypowiedziałyśmy wojnę wszystkim latającym owadom w moim domu. Matko, ile tego drobiazgu siedziało w moich kaszach, ryżach, a nawet, co ciekawe, w cukrze pudrze. Miały się chyba świetnie, bo jedzonko miały przednie, teraz niestety  dla nich, wylądowały na śmietniku.
Nie można jednak magazynować niczego w domu, trzymać na zapas, na gorsze czasy, bo tylko stwarza się w ten sposób raj dla tych okropnych moli.
Również przez otwarte okno wpadają takie małe robaczki, które siedzą cichutko potem w kącie pod sufitem i dobrze się tam  mają, pewnie uciekają już przed jesienią, ale i ich też przy pomocy odkurzacza wczoraj się pozbyłyśmy, tak więc na razie insektów u mnie w domu brak.

Za oknem niestety szarość, cóż, nie zawsze słonko świecić może, nie tylko na firmamencie, ale i w  życiu. Obudziłam się dzisiaj w jakimś nieco pesymistycznym nastroju, chociaż przecież można powiedzieć, że spałam prawie całkiem dobrze.
Chyba ta szarość jednak tak na mnie niepomyślnie działa, muszę się jakoś zebrać w sobie i już, przegnać te muchy z nosa, chociaż ich akurat odkurzaczem nie da się przegonić.

Czasami jest tak, że same tematy pchają mi się pod palce, dzisiaj jakoś żadna koncepcja w moim śpiącym ciągle, mimo wypitej porannej kawy mózgu nie chcą się pojawiać.
Pozostaje mi tylko miłego czwartku życzyć 

a to środa właśnie

 

To  piękna jesienna róża, prawda, że jest urocza Uleczko???

Zawsze staram się dla Ciebie znaleźć takie najpiękniejsze z najpiękniejszych z tych królowych kwiatów. A ta to już całkowita królewna, nieco smutna, jesienna, ale nadal oko przyciąga wzrok.
Ciesze się Uleczko, że tak mile potrafisz spędzasz swój czas i życzę Ci aby w tym roku było jeszcze sporo tych pięknych jesiennych poranków i popołudniowych ciepłych chwil, bo mimo, że słotne dni zapowiadają, jednak pogoda potrafi czasami być nie przewidywalna i oby to było miłe przewidywanie.

Wczoraj byłam na tej kontrolnej wizycie u pani doktor pierwszego kontaktu i…trzeba przyznać, że pani doktor była mile zaskoczona moją ewidentną poprawą zdrowia. Zapisała  mi dalsze leczenie, jeszcze kilka innych lekarstw przybyło mi do zażywania, no i przy okazji ubyło z kieszeni następne 140 zł.
Okropnie drogie są te lekarstwa, rzeczywiście nie na emerycką kieszeń i pewnie nie jednej babci, nie jednemu dziadkowi przychodzi do głowy, że w sumie szkoda tyle pieniędzy wydawać na lekarstwa, skoro nie ma się z czego opłacić mieszkania, albo kupić jedzenia.
To jest naprawdę prawdziwy dramat dla starszych osób, bo własnie wtedy, gdy zaczynają niedomagać zdrowotnie, akurat ich zasób pieniędzy jest niebezpiecznie mały, a nie każda starsza osoba ma akurat koło siebie rodzinnego sponsora.
Na szczęście jeszcze nie mam tych problemów, ale już nieraz zastanawiam się, skąd je w przyszłości wezmę?
Jest takie powiedzenie : syty nigdy głodnego nie zrozumie.
A to jest problem nie tylko głodu, ale i zdrowia, o czym rządzący niestety wydają się zapominać.
Sami napychają swoje kieszenie, dają sobie podwyżki, nagrody, kosztem tych biednych starszych osób, a właściwie kosztem wszystkich chorych osób, dla  których ratunkiem życia jest leczenia. Tymczasem lekarstwa bardzo zdrożały. Popatrzyłam wczoraj na swoja receptę i na 5 wypisanych lekarstw tylko jedno było zniżkowe na 50 procent, reszta była  p e ł n o p ł a t n a !!! A przecież jestem ubezpieczona!!
Już nie wspomnę o tych dobrych czasach, gdy miałam darmowe lekarstwa z racji, że byłam pracownikiem Służby Zdrowia, był to takiego rodzaju grant zawodowy, ale akurat wtedy prawie w ogóle nie potrzebowałam tych lekarstw wykupywać, byłam młoda i zdrowa.
Potem były zniżki 30 procentowe dla osób takich jak ja, czyli dla ubezpieczonych, a właściwie jak to się stało, że zaczęto z tego się wycofywać?
Jak pamiętam, na przykład w USA każda recepta wypisana dla człowieka ubezpieczonego objęta jest ryczałtem, u nas objęta ona jest koniecznością samo opłacania przez pacjenta.
Działa to na zasadzie : chcesz być zdrowa- płać, nie masz pieniędzy – umieraj. I to najlepiej jak najszybciej, bo przecież zaoszczędzone twoje pieniądze na fundusz emerytalny przejmie w takiej sytuacji państwo, czyli rząd, czyli znów będą mieli pieniądze na swoje podwyżki.
Nóż w kieszeni się otwiera, gdy człowiek o tym pomyśli.
Tylko że „oni” też kiedyś będą starzy, chorzy, też będą potrzebowali pomocy, a przecież nie będą wiecznie rządzić. Im też ktoś do skóry się dobierze.
I oby tak było jak najszybciej.
Czekam na moment, gdy nastąpi depisizacja z wszystkimi dla nich zasłużonymi karami.
Bo to, co robią  z demokracją, nie  mieści się normalnemu człowiekowi  w głowie , a już o pomstę do nieba woła odbieranie emerytom ich pieniędzy, na które całe życie pracowali.To jest skandal. Rozumiem, że represje takie mogą być ukierunkowane wobec osób, którym rzeczywiście można udowodnić, że zbrodniczo  działali ze szkodą dla państwa i obywateli w czasie komuny, ale praktycznie ich już  nie ma, pomarli,  albo została ich tylko niewielka garstka, a i tak pewnie z nich jeszcze wiele osób nie korzystało ze swoich peerelowskich przywieli, po prostu pracowali w takich placówkach, w jakich mieli możliwość zatrudnienia.
Jakim prawem wszystkich równają i w jednych błocie taplają, kto im takie prawo daje????? 
Już do tej pory wiele osób, niesłusznie ocenianych za swoje lata pracy straciło życie przez zawały,m udary mózgu, czy nawet samobójstwa.
Ale takim Błaszczakom niestety wszystko wolno, dorwał się taki cymbał do władzy i myśli, że jest BOGIEM, że może karać przeciwników tylko za to, że sa im nieprzychylni, a nagradzać swoich klakierów.
TO JEST JEDEN ZX NAJWIĘKSZYCH SKANDAL iV RP, bo tak właściwie ten nierząd Polski miożna teraz nazwać.
NAJWYŻSZA PORA, BY KTOŚ ICH WRESZCIE ROZLICZYŁ I UKARAŁ ZA TO BEZKARNY ROZBÓJ NA POLSCE I NA POLAKACH.!!!

Znów mnie poniosło, więc kończę ten wpis przesyłając promyczki słonka, akurat pięknie w Krakowie dzisiaj świecącego.
MIŁEJ ŚRODY!!
 

załamanie pogody

 

Chyba zbyt szybko pocieszyliśmy się ciepłą, złotą jesienią od dzisiaj w całej Polsce przychodzi totalne załamanie pogody, opady deszczu i chłód jesienny.
I już to czuję w moich kosteczkach, one są najczulszym chyba barometrem świata 🙂
Jakoś nie dowierzam ostatnio żadnym pogodowym prognozom, więc w związku z tym wczoraj ubrałam się zdecydowanie za ciepło, co prawda miałam tylko nie tak znów gruby sweterek na plecach, ale i tak było mi gorąco. Właściwie to zupełnie normalnie można było wczoraj spacerować było z krótkimi rękawkami. Ale ja już lekkie bluzki pochowałam do lamusa i pewnie dobrze zrobiłam.
Dzisiaj mam kontrolną wizytę lekarską u pani doktor Marysi, jestem ciekawa, czy będzie zadowolona z mojej kuracji, bo bardzo pieczołowicie do leczenia się przyłożyłam i należycie przestrzegałam zażywanie lekarstw, co już i czuję, jako wielką ulgę w bólu. Co prawda jeszcze troszkę pobolewa, ale….. da się wytrzymać.Przynajmniej na razie, zobaczymy, co będzie, gdy znów wilgoć nas otoczy.
A poza tym….nic nowego na działkach, jak w piosence.
Bo życie to jest i nie jest piosenka, zależy jak się do tego problemu podchodzi.
Ja ostatnio nieco melancholicznie, ale cóż, takie zdrowie, taka pora roku.
Właściwie to nic specjalnego ani wczoraj, ani dzisiaj rano się nie działo, no może w nocy, jak zwykle ostatnio nie najlepiej spałam, to znaczy nie wiem czemu budzę się około 4-5 rano i koniec z moim spaniem, oczywiście do czasu, bo popołudniu mnie morzy sen na krótko, taka popołudniowa drzemka.
Ale jednak wolałabym przespać spokojnie całą noc, niż spać tak na raty, na pewno jest to bardziej meczące i…stresogenne.
A stresów ostatnio troszkę posiadam. Jeden z moich ostatnich to strach nie tylko przed schodami, zwłaszcza tymi kamiennymi u mnie w domu, bez poręczy, jak i strach w ogóle w  chodzeniu po ulicy, okropnie kręci mi się na ulicy w głowie.
Wczoraj nawet zaczepiłam pewną babinkę, która szła o laseczce i o te  laseczkę ją spytałam, mianowicie, czy jest to rzeczywiście ułatwienie w chodzeniu.
Babcia dziwnie na mnie się popatrzyła i stwierdziła, że i owszem, ona bez laski nie dałaby rady chodzić po ulicy, bo się jej w głowie kręci, potyka się i upada. Skąd ja to znam…….
Ale załamałam się, gdy dowiedziałam się, że babcia dobiegała prawie do dziewięćdziesiątki, kudy mi tam do niej wieku, a już o lasce myślę?
Młódka jestem jeszcze ha, ha, ha, o innej lasce powinnam myśleć, o tej, która jest w piosence …laska  nebeska…..
No i takie całkiem przeciwne myśli ostatnio na  mnie osiadają, raz wesołe, raz mniej, ot życie.
Zbieram się już na lekarską wizytę, więc kończę ten wpis, miłego dnia wszystkim życząc.

nowy tydzień w nowym miesiącu

Dzisiaj są urodziny mojego bratanka Emila.
Nie czyta on  co prawda mojego blogu, ale gdyby tak przez przypadek zaglądnął, to życzę mu wszystkiego co dla niego najlepsze, zarówno w życiu rodzinnym, bo ma przecież dwoje wspaniałych dzieciaków Emilkę i Jasia, oraz w trudnym, bo bardzo pracowitym codziennym mozole nawału obowiązków, bo nie jest wcale w dzisiejszych czasach być prawdziwym biznesmenem, a jemu to wychodzi na szczęście całkiem, całkiem doskonale.
Wszystkiego najlepszego Emilu  

 

Wczorajsza niedziela przebiegła mi całkiem poprawnie i spokojnie, w samotności, ale na nudę nie narzekałam.
Co prawda tym razem nie miałam żadnych miłych odwiedzin, ale tak bardzo zajęta byłam swoją farmerską pracą, że nawet nie zauważyłam, kiedy ten dzień przeminął.
Nie wychodziłam nigdzie, bo właściwie to gdzie miałabym chodzić, skoro park nadal zamknięty no i nie mam tak miłego towarzystwa do spacerowania, jak Ula, która jak wiem, miło spędziła wczorajszy  czas w Ogrodzie Botanicznym, pewno z gronem znajomych.
Zresztą ostatnio nie za bardzo nadaję się do spacerków, wciąż mam kłopoty z tym chodzeniem. Co prawda jest szalona poprawa, można powiedzieć, że jest już prawie, prawie OK, ale czasami jeszcze gdzieś coś mnie kuje w rękach i w stopach też.
A zresztą, co prawda mówi się, że ruch to zdrowie, ale wiem, że wiele jest osób podobnych do mnie, którzy preferują osiadły tryb życia, cóż, taki mam charakter. W sumie każdy powinien robić to co lubi, tak dla własnego spokojnego życia, takiej zasady się właśnie trzymam.
Ktoś lubi biegać z kijkami, niech sobie biega, ktoś lubi spacerować, niech spaceruje, a ktoś woli oglądać TV, czy buszować w internecie, niech dla własnej umysłowej zdrowotności to  właśnie robi. Bo nie ma nic gorszego, gdy musisz coś robić pod przymusem, wbrew sobie. 
To tyle na ten temat, może zabrzmi to jako tłumaczenie się, ale……..tak uważam i już.
Zresztą w moim wieku…………

W polityce zawirowania, tym razem w dalekiej od nas na szczęście Hiszpanii.
Katalończycy koniecznie chcą się uniezależnić od hiszpańskiego rządu i stworzyć swoje własne państwo, z własnym rządem, z własną polityką.
Wcale ten fakt nie podoba się Hiszpanom, tracą  w ten sposób bowiem bardzo atrakcyjne okolice, pewnie nie tylko turystyczne i w związku z tym bardzo ostro, wręcz krwawo wystąpili przeciwko przeprowadzonej próby referendum, pozwalającego na odłączenie się Katalonii od Hiszpanów.
Rozumiem Katalończyków, chcą samodzielności, ale czy na dłuższą metę im się to opłaca, skoro już od samego początku będą stali na wojennej ścieżce z najbliższymi sąsiadami?
Ale z drugiej strony, zawsze można przecież dojść do jakiegoś konsensusu, ale pod warunkiem, że ktoś ustąpi pod merytorycznie przeprowadzonymi argumentami. Na tym właśnie polega demokracja.
Trzeba cierpliwie poczekać na dobre rozwiązanie, szkoda tylko, że to dotychczasowe zostało oblane krwią.

Za to u nas w polityce nie widać jakichkolwiek szans na pokojowe rozwiązanie naszych spraw. Ostatnio znów zrobił się ruch w kobiecych szeregach, związane jest to nie tylko z ostatnimi zawirowaniami wokół sądów, ale także przez zamiar wprowadzenia na wokandę sejmowa znów spray zakazu aborcji.
Niebezpieczny to temat dla pisu, bowiem jak pamiętamy czarny marsz, kobiety potrafią być naprawdę zdeterminowane, jeżeli chodzi o walkę o własne prawa.
A przecież to kobieta ma prawo decydować kiedy ma urodzić dziecko,  nie można jej z góry narzucać macierzyńskiego reżimu, zresztą żaden reżim  stosowany wobec obywateli nie jest zwycięstwem rządzącej partii, a raczej wyrazem ich małości, słabości.
Inny problem to próba wprowadzenia przez pis repolonizacji mediów.
Tu niestety mogą być spore kłopoty, a na pewno ze stacją TVN, która jest solą w oku dla rządzących, a ciągle przez tę stacje słusznie krytykowanych.
Pierwsza po premierce pani Krysia nawet odgrażała się, że całkowicie zamkną tę stację, ale……. problem jak zwykle leży w pieniądzach, ale nie tylko.
Mianowicie TVN jest główni finansowane przez znany koncern USA, a ten jest języczkiem uwagi dla prezydenta Trumpa, który bardzo dba, aby interesy ich, amerykańskich koncernów nie były nigdzie pozbawione możliwości rozwoju i nie były w żaden sposób zagrożone.
Tak więc nie ma takich pieniędzy, za które Kaczyński mógłby wykupić to konsorcjum, aby potem móc przekazywać jedynie słuszne dla niego wiadomości. Widać TVP jest zbyt małym miejscem przekazu, tym bardziej, że jednak sporo osób  świadomie zrezygnowało z oglądania przynajmniej ich tendencyjnych wiadomości, próbują więc opanować  inne media. Ale, pewnie i inne media również o swoją niezależność walczyć będą.
Media są oknem na świat, ale niestety panie Kaczorku, za krótkie łapki posiadasz, by wszystko chapnąć.
N a  szczęście!!!!

Zaczynamy dzisiaj nowy tydzień i oby okazał się on jednak słoneczny i miły dla każdego, a poniedziałek był jego szczęśliwym początkiem.

to była całkiem miła sobota

     

 

Chociaż wcale na taką się nie zanosiło. Po niezbyt udanej z piątku na sobotę nocy byłam całkiem śnięta i w dodatku miałam kręciołka w głowie.
Śmieszne uczucie, zupełnie, jakbym popiła jakiegoś alkoholu, a przecież sumienie miałam zupełnie czyste. Jedyny napój to kawa, woda mineralna i herbata, obowiązkowo z cytryną, bo taka mi najlepiej smakuje, chociaż raz na jakiś czas lubię się napić bardzo mocnej, gorzkiej herbaty, tak dla zdrowotności mego brzuszka.
Więc rano sobie dłużej pospałam (musiałam w końcu tę niedospaną noc uzupełnić), po czym zabrałam się za obiadek.
Diabeł mnie chyba jakiś podkusił, bo do mielonego mięsa dałam jakąś dziwną przyprawę, która potem psuła mi cały mój smak, nie odpowiadała mi całkowicie smakowo. Ale cóż zrobić. musiałam zjeść to, co sobie sama, własnymi rączkami przyrządziłam, a mianowicie kulki mięsne gotowane na parze (dietetycznie) ze sosem chrzanowym i kluseczkami. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten dziwny smak przyprawy. Ale  ponarzekać sama na siebie przecież zawsze mogę, tym bardziej, że dzisiaj i jutro mam podobny zestaw obiadowy, nauczyłam się bowiem gotować na 2-3 dni, by potem mieć święty spokój.Po obiadku był lekki deserek, czyli niewielka porcja lodów miętowych z czekoladą, te lubię najwięcej, no i obowiązkowa druga kawka, bo ciągle spać mi się chciało.
I własnie zamierzałam się położyć, gdy odebrałam telefon : Jesteś w domu? to świetnie, za 20 minut do Ciebie wpadamy. Musiałam więc pożegnać się z moimi sennymi planami i oczekiwać miłych gości.
No i przyszli we trójkę : Oliwia, Darka i Maciek.
Pewnie gdybym wcześniej wiedziała, nie piłabym tej drugiej kawy, ale cóż, do towarzystwa wypiłam z nimi (całkiem spokojnie, jak w piosence) trzecią kawkę, w sumie raz na jakiś czas nadmiar  wypitych kaw nie zaszkodzi.
Całkiem przyjemnie spędziliśmy na miłych rozmowach jakieś dwie, czy dwie i pół godzinki. Darka wyjeżdża już dzisiaj do Zabrza, będzie znów za żaka medycznego robiła i nie wiadomo, kiedy znów się z nią zobaczę.
Między innymi rozmawialiśmy o ostatniej reformie służby zdrowia, czyli o  nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej, która teraz od dzisiaj jest przeniesiona do niektórych szpitali. No własnie, niektórych, tylko kto teraz z biednych pacjentów, ledwie na nogach słaniających się chorych, będzie wiedział, gdzie szukać pomocy? Dawniej wiadomo, były przychodnie, w pobliżu miejsca zamieszkania, w nocy w miarę szybko i zgrabnie można było z lekarskiej pomocy skorzystać. Teraz taki pacjent, który miał przychodnię prawie pod nosem, będzie musiał szukać odpowiedniego szpitala, w którym nie wiadomo do końca, czy go przyjmą, czy jeszcze diabli wiedzą gdzieś odeślą dalej.
Wiadomo  p  i  s  i   bałagan, gdy oni coś już wymyślą, musi wszystko stać na głowie, a nie na nogach.
Jeszcze przynajmniej gdyby wiadomo było, po co dokonują tych zmian, żeby dokonywać je tak, by było lepiej, niż poprzednio, ale nie, oni dokonują te zmiany tylko po to, by było inaczej niż za PO, inaczej, ale to nie znaczy wcale dobrze, wręcz przeciwnie.
Podobny bałagan zrobili z reformą szkolnictwa, teraz zabałaganili służbę zdrowia, co by u jeszcze panowie pisiacy spieprzyć???????
DOBRA ZMIANA wg Pisu to tak wszystko powykręcać, pozamieniać, popieprzyć, by nic się już nie dało odbudować, jedna ruina pozostanie.

DOKĄD TO BĘDZIE TRWAŁO?????? JUŻ SIĘ WYTRZYMAĆ W TEJ POLSCE NIE DA!!!!
CZY WY NAPRAWDĘ PISORY TEGO NIE WIDZICIE?
JESTEŚCIE PSUJE NAD PSUJAMI, MOŻNA POWIEDZIEĆ MISTRZOWIE  PSUCIA!!!!!!!
TO JEST NAJGORSZA Z NAJGORSZYCH ZMIAN NA CAŁYM ZIEMSKIM GLOBIE!!!!!!

No dobra, już spokój, tylko on może nas uratować.

Resztę wczorajszego wieczoru spędziłam już wg swoich farmerskich zasad, a noc nawet w miarę, czyli jako tako przespałam. Nie znaczy, że się nie budziłam w ciemności za oknem (no niezupełnie, bo opodal latarnia nawet świeci i jest lekka poświata w mieszkaniu), ale przynajmniej nie wstawałam z łóżka, nie było takiej potrzeby. Może dlatego dzisiejszy poranek rozpoczęłam  już bez tego kręciołka w głowie????????

No, a za oknem znów piękna i słoneczna niedziela, raczej ciepła, jak na pierwszego dnia miesiąca października przystało.
No i  czeka mnie  przyjemnie spędzona niedziela  przy otwartym balkonie, prawie jak na tarasie w Modlnicy.

Życzę wszystkim miłego dnia, oraz całkiem spokojnego, bez żadnych zawirowań miesiąca października, chociaż nie wiadomo co tym zwariowanym pisiorom jeszcze do głowy wpadnie,
Oni chyba rozpisali ostatnio konkurs na największy głupi pomysł, wygrywa największy absurd świata , ale i inne nonsensy są przez nich mile widziane.

ale miałam „fajnego” pacjenta wczoraj

 

 

Widocznie jednak wzbudzam zaufanie u niektórych pacjentów, nawet na tyle, że bierze ich na zwierzenia, co prawdę powiedziawszy nie koniecznie mi się musi podobać. Ale co robić,  wszak wrodzona uprzejmość, delikatność i grzeczność wymaga wysłuchania i już.Takiego „dziadka” miała właśnie wczoraj do badania. Gdy doktor Łukasz wyszedł już po badaniu  z gabinetu, ten pan, nie wiedzieć czemu nagle zaczął mi o sobie opowiadać, Nie, chyba nie podrywać, zresztą…… 
Opowiadał o swojej pierwszej zmarłej żonie, o drugiej żonie która jest prawdziwą diablicą (a jednak!), o starszym synu, który wżenił się w rodzinę alkoholików, ale musiał się ożenić, bo miał zostać tatusiem, o następnym synu, który jest zaradny i piękne mieszkanie sobie w Krakowie kupił ect, ect.
Dziadek tak się rozochocił w swoich opowieściach, że nawet chciał mi pokazywać zdjęcia swojej rodziny, które to zdjęcia dzierżył w swojej teczuszce, (dziwne, nosi je na co dzień koło siebie???) na szczęście miałam jeszcze kilku innych pacjentów i w związku z tym ograniczony termin.   Już mi się wydawało, że pożegnałam namolnego pacjenta, bo uciekłam z  mego gabinetu z jego wynikami do lekarza,  a pan wyszedł na korytarz się ubierać. Miałam okropną ochotę wyjść na zewnątrz na papieroska, ale powstrzymałam się, bo pewnie znów na pewno przed drzwiami byłabym nagabywana kolejnymi zwierzeniami, w związku z tym schowałam się przezornie do gabinetu Magdy, niestety, tam też mnie tenże pacjent znalazł i dalej zaczął nawija c swoje zwierzenia. Myślałam, że nigdy się już to nie skończy.
Na szczęście chyba troszkę się opamiętał (czyżbym zrobiła znudzoną minę ?) i sobie poszedł, a ja z wielką ulgą wyszłam na zasłużonego papieroska i mogłam wreszcie odetchnąć pełną piersią, przynajmniej na moment, bo znów musiałam powrócić na stanowisko pracy.Przypomniała mi się kiedyś taka pacjentka, o której już kiedyś pisałam, co prawda to było bardzo, bardzo dawno temu, gdy byłam jeszcze piękna i młoda (a tak kiedyś było???), też wtedy wzięło ją na rodzinne zwierzenia,  za co była mi tak wdzięczna , że miała się do kogoś wreszcie wygadać, że potem przez długi czas byłam zasypywana przez nią …ogórkami z jej ogródka. Mam nadzieję, że „ogórkowa” powtórka nie nastąpi i znów nie wpadnę w „sidła” owego pacjenta, chociaż kto wie, przecież musi jeszcze przyjść po wynik.
Tak bywa, ludzie, zwłaszcza starsi, musza znaleźć sobie  czasami jakiś obiekt do wynurzeń.
Może jednak Opatrzność jakoś  przed  tym panem tym razem mnie obroni ???? Przyjdzie po wynik wtedy, gdy nie będę na zmianie, lub będę zajęta???
He, he, he, tak to bywa gdy się ma w sobie tyle wdzięku i wisus sympatycznej osoby. 🙂

Kto, ma tyle wdzięku co ja, wdzięku co ja, no kto??????

No proszę, a niektórzy mówią, że jestem okropnie humorzasta i w dodatku niezła jędza !!!

A co u mnie? Nadal się kuruję, ze zmiennymi skutkami, raz jest lepiej, raz troszkę gorzej, ale ogólnie mówiąc, nie jest źle.
Znów denerwuję się synem Magdy, Jaśkiem, który znów wylądował dzisiaj rano w szpitalu, z podejrzeniem ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego. No i oczywiście grozi mu zabieg.
Co prawda nie jest to groźny zabieg, ale zawsze, jakby nie było, jest to operacja  i kilka dni znów w szpitalu poleży, zatrudniając  przy okazji do opieki rodziców. Ma chłopak jednym słowem pecha, pierwsze dni nowego szkolnego roku  spędził w szpitalu z powodu zapalenia opon mózgowych, nie minął miesiąc i znów szpital, tym razem ten niepotrzebny nikomu do szczęścia wyrostek robaczkowy.
Mam nadzieję, że już wyczerpał limit chorób na ten rok i na kilka następnych też.
Musi się szybko wykurować, bo przecież w połowie miesiąca października będziemy obchodzić jego urodziny!!!!

Za oknem słonko nawet świeci, na razie temperatura jest słaba, ale…
Teraz człowiek nawet nie wie, jak się ma ubrać, rano jest zimno, potem robi się wyraźnie za ciepło……
Wczoraj ubrałam się jednak ciut za grubo i nawet się zgrzałam, a dzisiaj już zaczęłam w związku z tym kichać. No tak, ale gdy pod wieczór wracałam do domu znów temperatura była mniejsza.
Będę chyba z walizką jakąś chodziła i z umyślnym, coby ją i zakupy przy okazji dźwigał, bo moje łapki jeszcze na tyle mnie bolą, że nie mogę nic nawet troszkę ciężkiego, dźwigać.

Dzisiaj czekam na panów dokonujących pomiarów szczelności urządzeń gazowniczych. Bardzo dobrze, bo przynajmniej dowiem się, czy jestem w moim mieszkaniu całkowicie bezpieczna.
To jest jednak bardzo ważny problem, bo czad to bardzo niebezpieczny i niestety niedostrzegalny wróg, uderza  znienacka i śmiertelnie.
Więc ostrożności nigdy za wiele, zwłaszcza, gdy się samemu w mieszkaniu mieszka i na ratunek nie ma co liczyć.

Życzę przyjemnego piątku, weekendu początku 🙂 🙂 🙂

ot, czwartek

 

 

Co prawda jeszcze za wcześnie powiedzieć, że jestem całkiem całkowicie zdrowia, ale już widać wielką poprawę.
Przynajmniej tę noc spędziłam w miarę spokojnie, bez jakichś napadów bólowych, które mnie by obudziły.
Jednak pani doktor Marysia jest świetna, trafia w punkt, a to jest najważniejsze.
Pewnie, że jesienna pogoda jak na razie jest dla mnie dosyć ostatnimi dniami łaskawa, to znaczy nie pada, więc i moje kości mogą sobie lekko odsapnąć.
Niestety tak bywa, że kości i stawy mokrej pogody nie znoszą i nie ja jedna przez to mam wielkie kłopoty.
No, dosyć już pisania o chorobach, bo ten temat robi się podobnie nudny jak obecna polityka.
Najchętniej położyłabym się do łóżka i tak porządnie zasnęła  i obudziła się dopiero wtedy, gdy nadejdzie wiosna, a z nią polityczna odwilż, w co ciągle może naiwnie, ale wierzę.
Właściwie znów nie mam ciekawego tematu do poruszania, mijają dni za dniami, już październik omalże puka nam do drzwi,
Dobrze, że na dzisiaj zapowiada się całkiem przyjemna, jesienna pogoda, przynajmniej bez opadu.
Pewnie już i woda w Wiśle i innych większych i mniejszych rzeczkach  na tyle opadła, że powódź nam chwilowo nie zagraża, ale trzeba trzymać rękę na pulsie, bo kto wie, co nam jeszcze aura ciekawego wymyśli. Ona nas lubi zaskakiwać i pewnie wcale za bardzo nie zdziwiłabym się , gdyby nagle za oknami zrobiło się…biało.  Brrr, aż dreszcze mną wstrząsnęły na taką straszną myśl, że niebawem może i śnieg padać.
Wolałabym nie, bo przecież wciąż mam na uwadze prace, które prowadzą, albo i nie prowadzą w moim parku. Jakoś strasznie pomału to wszystko tam się toczy, maszyny stoją, panowie chodzą wokoło nich i…cisza, nic nawet nie wyrczy.
Może jestem troszkę niecierpliwa, ale gdy widzę, że ciągle „marsjański krajobraz” za płotem wcale się nie zmienia, jakoś wydaje mi się, że do najbliższego maja nie zdążą się z tym uporać.
Ale z drugiej strony, kto wie, co będzie w maju w przyszłym roku?
Może nie będzie jeszcze Parku Krakowskiego, może nie będzie Polski, może nie będzie mnie…
Sytuacja wciąż jest przecież niebezpiecznie nieprzewidywalna.
No masz, znów w jakieś depresje popadam, lepiej wiec skończyć na dzisiaj moje dywagacje, bo jak mam pisać takie bzdury, lepiej, żebym nic więcej nie pisała…..
Ciekawa jestem, czy dzisiaj u nas w kamienicy znów remont mieszkania nr 3 będzie trwał w najlepsze. Straszne jest to popukiwanie ścian młotkiem i warczenie świdra, aż uszy bolą. Na szczęście te odgłosy rozpoczynają się dopiero w południe, akurat wtedy już będę wychodziła do pracy i mam nadzieję, że po powrocie z niej już błoga cisza znów  w moim domostwie zapanuje.
Jednak mimo wszystko życzę przyjemnego czwartku

środowa niespodzianka

 

Właściwie to wcale nie jest niespodzianka, bo przecież wiem, że Ulka w każda środę na różyczkę ode mnie czeka, prawda Ulu?
Dzisiaj też więc Cię nie zawiodę i tę różę z serduszkami wprost Pendolino, żeby było szybciej, do Poznania posyłam. Ale podsyłam Ci też troszkę słonka, chociaż gdzieś znów skryło się za chmurkami, ale  specjalnie dla Ciebie kilka jego promyczków wyłuskam  i sporo buziaków i uśmiechów, bo chociaż ostatnio nieco ze skrzywioną minką chodziłam, wiadomo, gdy boli, do uśmiechów nie ma powodu, ale zapewniam Cię, że już jest lepiej, już mniej boli, szczególnie, gdy wiem, że ten szczególny, dzisiejszy poranek jest środą.
A więc cała moją buzią promiennie do Ciebie się Uleczko uśmiecham i czekam na kilka miłych słów od Ciebie.  Będę tu zaglądała tak długo, aż wreszcie Twój komentarz dzisiaj się pokaże.
Wszystkiego dobrego na następne dni, aż….do następnej środy.

A następna środa na pewno będzie już dla mnie lepsza, bo przecież zaczęłam się wreszcie leczyć.
Wczorajsze przedpołudnie spędziłam w przychodni, w kolejce do pani doktor pierwszego kontaktu.
Co prawda teoretycznie istnieją godziny wizyty, ale niestety u pani doktor Marysi są niereformowalni pacjenci i tak przychodzą nie na swoja godzinę, tylko wtedy, gdy sobie upatrzą. Co z tego, że taka babcia ma termin na godzinę na przykład 10, skoro już o siódmej rano zajmuje kolejkę (a przychodnię otwierają dopiero od ósmej) i już jest pierwsza w kolejce i oczywiście na silę się wpycha? Wystarczy kilka takich upartych babć, na które nie ma siły, bo kto z nimi wykłócać się będzie i już twoja godzina przyjęcia bierze w łeb, przesuwa się prawie w nieskończoność.
Więc (nie) cierpliwie czekałam grzecznie w dłuuuuuuuuuuugiej kolejce, tylko było mi bardzo źle, bo akurat miałam następny napad bólowy wszystkich stawów i był nawet taki moment, że miałam ochotę zrezygnować z tego oczekiwania.  Gdy człowieka boli, robi się bardziej niecierpliwy i bardziej rozgoryczony i wszystko go złości. Takie jest prawo pacjenta, ale cóż z tego, czekać i tak trzeba na swoją kolejkę, albo…… co najwyżej, można  umierać.
Ale ponieważ umierać jeszcze nie mam zamiaru, więc grzecznie w kolejce sobie siedziałam, przezornie zaopatrzona w jakąś gazetę, w którą swój nos wsadziłam i udawałam, że czytam, od czasu do czasu łowiąc uszami odgłosy rozrabiających w korytarzyku obok też czekających na wizytę u pediatry maluchów. One zawsze są pełne werwy, nawet gdy chorują.
Pani doktor była prawie przerażona, gdy mnie taką połamaną i obolałą zobaczyła i bardzo długo i dokładnie medytowała, w jaki sposób mi ulżyć w moich boleściach. Nie jest to wcale łatwe, zważywszy, że kilka jeszcze innych  tych niedomagań posiadam i trzeba tak leczyć jedno, żeby drugiemu nie zaszkodzić. Więc siedziałam u niej w gabinecie bardzo długo, to znaczy mi się wcale tak nie wydawało, ale gdy wyszłam z jej gabinetu, oczekujący pacjenci z grymasem złości na mnie spoglądali, co najmniej, jakbyśmy tam kawkę popijały.
Ale najważniejsze, że dostałam odpowiednie leczenie i za tydzień, czyli w następny wtorek,  znów muszę uzbroić się w cierpliwość i w kolejce do pani doktor się ustawić na kontrolną wizytę. Ale jakoś to przeżyję, skoro i wczorajszy dzień przeżyłam w moich boleściach na przychodnianej ławce.
Oj, bardzo trudno jest chorować, trzeba do tego….sporo zdrowia, przynajmniej zdrowych nerwów.
Najważniejsze jednak, żeby wreszcie przestało mnie boleć.
A może niecierpliwa jestem i mało wytrzymująca przeciwności losu? Może za bardzo się pieszczę ze sobą? No, ale skoro nikt nie może mnie  odpowiednio „dopieścić”, muszę zrobić to sama, dla lepszego komfortu życiowego.|
No własnie, coś nie tak z tym komfortem, bo pogoda znów szaro – bura, chociaż słonko zapowiadali i wyższą temperaturę. Kurczę, nawet na jeden dzień nie potrafią przepowiedzieć dobrze pogody? A może nie chcą nas już straszyć, że tak pozostanie aż do wiosny?  Bo niestety słyszałam, że ta zima, która ma nadejść, ma być podobno bardzo sroga. Jedyna nadzieja, że znów się z prognozą miną.
To tyle na dzisiaj chyba, nic innego prócz pomstowania na polityków nie przychodzi mi do głowy, więc lepiej nie rozpoczynać tego tematu, po co mam znów się denerwować i w dodatku wkurzać innych pro i przeciw?
Pozostaje mi przyjemnej, bez względu na aurę za oknem, środy życzyć.