kiedy spojrzę hen za siebie….

 

…. na te laty, co minęły…
Oj minęły i nie powrócą.
I moje zdrowie już nie powróci, już nie będzie takie samo……….
Wczorajszy pobór krwi przebiegł bez żadnego szwanku, fakt, że świetna była dziewczyna, która mi pobierała krew, perfekcjonistka, ale też i bardzo pomogła mi ta poranna woda mineralna, byłam bardzo nawodniona i nie było więc żadnych kłopotów.
Pamiętajcie moi mili, gdy idziecie na badania analityczne k o n i e c z n i e  wypijcie przed badaniem rano wodę mineralną, ona tylko pomoże w pobieraniu materiałów. Zawsze wydawało mi się, że gdy ktoś mówi masz być na czczo, to znaczy nie tylko  bez żadnego  jedzenia, ale i bez picia. A tu guzik prawda. Przez noc żyły nieco „podsychają”, stają się mniej elastyczne i należy nieco się nawodnić, zanim się do takiego badania przystępuje.
Przy okazji dowiedziałam się, że nie tylko u mnie są takie kłopoty z tymi żyłami, fatalne żyły miała moja siostra, mam je i ja, a także i Maciek i Daria. Widać to rodzinne, nasze żyły nie cierpią kucia 🙂 Ot taka rodzinna „uroda”
Bardzo fajną sprawa było to, że dostałam kod dostępu do moich badań i już wczoraj wieczorem mogłam je sobie sprawdzić.
Sprawdziłam i……byłam przerażona, same czerwone wykrzykniki przy nich się pokazały. No ładnie, pani doktor Marysia będzie miała ze mną dzisiaj nie lada kłopot do rozwiązania. Na szczęście okazało się, że nie mam anemii (chyba nie mam), więc moje obawy, że wyląduję w szpitalu okazały się niepotrzebne, nie mniej na pewno muszę poddać się gruntownemu leczeniu. Matko jedyna, teraz już codziennie zażywam 5 tabletek rano, ile jeszcze mi dołożą”?
Ale nikt mi nie zarzuci, ze się nie leczę, naprawdę bardzo sumiennie je zażywam, co pewnie i widać, skoro żelazo mam w normie.
Ale jednak teraz reumatyczne dolegliwości mnie dodatkowo  dopadły i trzeba będzie rozszerzyć moje leczenie. No cóż, pesel robi swoje.
Co prawda na to się nie umiera (podobno), ale na pewno nieźle przez to się człowiek namęczy, bo nikt  do tej pory  nie wynalazł takiego leku, który by takie dolegliwości całkowicie zniweczył. Chyba tylko doktor Glinka na to może…..ale na to jeszcze trochę poczekam, chyba poczekam.
No, przynajmniej mam taką nadzieję, że poczekam, bo życie całkiem mi się podoba (nawet to, jakie jest teraz w RP, bo wiem, że niedługo się zmieni na lepsze, wierze w to), a człowiek w niepewności żyje, co go tam na tym drugim świecie spotka, o ile taki drugi świat w ogóle istnieje. Tego tak na sto procent  nie wie  niestety nikt.
Napisałam, że mi się podoba to życie, bez względu na to, co się dzieje? nie wierzę, że tak napisałam.
Bo nasze polskie i nie tylko polskie sprawy polityczne całkiem źle widzę.
Wczoraj z przerażeniem przeczytałam, że  koreański minister spraw zagranicznych uznał, że Donald Trump właściwie wypowiedział Korei Północnej wojnę i w związku z tym Korea gotowa jest do obrony swojego kraju, co jeszcze można zrozumieć, ale tez i do ewentualnej inwazji. A to  się  może skończyć dla świata całkiem poważnym kataklizmem, niestety tak to jest gdy niezbyt odpowiedzialni ludzie są u sterów rządów, a w tym wypadku trafił swój na swego, jeden postrzeleniec Trump i jeszcze większy postrzeleniec Kim Dzong Un, dla których użycie najpierw rakiet, a potem nawet i nie daj Panie Boże bomby atomowej nie jest problemem. 
Lepiej nie patrzeć w tamta  stronę, ale przez to niestety sam problem się nie rozwiąże, świat stoi na krawędzi wojny i łatwo zrobić ten krok, by spaść w przepaść piekielnej wojny z tragicznymi skutkami dla ludzkości. Niestety, to nie jest gra komputerowa, w której można stracić kilka razy życie i znów się odrodzić, tu niestety wszystko może się skończyć raz na zawsze.
Boże mój, nie chcę Was straszyć, nie chce siebie straszyć, ale sprawy wyglądają całkiem niebezpiecznie, przy nich nasza mała polityka groźnych powarkiwań rodzimych  kundelków brzmi prawie że komicznie, chociaż do śmiechu raczej nam nie jest. 
Pisowcy robią z Polski niezły bajzel i nie ma jak dotąd nikogo mądrego, który potrafił by temu zapobiec.

Wczoraj w Krakowie słonko pięknie świeciło i był nawet taki moment, że wokoło rozchodziło się całkiem miłe ciepełko.
Może i dzisiaj nas troszkę słonko popieści, chociaż na to jest raczej małe  prawdopodobieństwo, bo poranek jest znów ponury i zapowiadają….deszcz, tak, deszcz, który jest ostatnio jakoś  zrobił się naszym towarzyszem codzienności.

Ale na wszelki wypadek słonka dużo życzę, bo wtedy i dzień radośniejszym się wydaje.A ja juz lecę do pani doktor na wizytę lekarską.
Trzymajcie za mnie kciuki.
Dziękuję

A może jednak to……..  ten stwór?????

no to mamy poniedziałek

 

 

No tak, znowu ten poniedziałek.
Wczoraj pogoda nas straszyła. To znaczy popołudniu było troszkę słonka, aż nie dowierzałam, a jednak, jakieś promyki do mojego okna docierały.
Za to wieczorem znów ten deszcz powrócił. Czyżby trzeba będzie ewakuować lokatorów z Wawelu? Szczególnie tego jednego, najważniejszego. Ale byłaby heca.
A dzisiaj pogoda ma być podobno zdecydowanier lepsza, ba, nawet słoneczna.
Jeszcze tego na razie nie widać, bo blady i szary  świt na razie za oknem, ale wierzę, że dzisiaj temperatura ma się podnieść nawet do 18 stopni, oczywiście na plusie.
Bo na minusowe temperatury jeszcze musimy poczekać, brrr, juz mną trzęsa drgawki, gdy o tym pomyślę, te ciepłe swetry, kurtki, szaliki, czapki, botki etc, okropieństwo.
Ale niestety w naszym klimacie zima jest przewidziana…..
TAKI MAMY KLIMAT 🙂 🙂 🙂  – jak powiedziała  kiedyś pewna ministra, a na takim stanowisku wie się, co się mówi, prawda?

Przede mną ważny dzień, idę na badania. A ponieważ jestem bez porannej kawy, humorek mam pod zdechłym Azorkiem. Bo jak można zastąpić poranną kawą mineralną wodą, która muszę w dodatku w nadmiarze wypić, by potem można było pobrać ode mnie krew tak, żeby nie zastygła znowu, jak kiedyś.?
No własnie, ostatnio miałam z tym kłopoty, ale dzisiaj przyjeżdża na Rusznikarską „specjalna” pielęgniarka, podobno rewelacyjnie pobiera krew, nawet tym, którym krew z żył nie chcą płynąć, którym, żyły pękają. Jestem więc pełna nadziei, tym bardziej, że właściwie wcale nie boję się pobierania krwi, już się przyzwyczaić, że wielokrotnie mnie kują i nie robi to na mnie wielkiego wrażenia.

A co tam w polityce? Ano znów Merkel została kanclerzem Niemiec, nie wiem tylko, czy to dobry, czy zły znak dla Polski, w każdym bądź razie PIS jednak obawia się tych wyników, dlatego tak głośno krzyczą, że Merkel poniosła…porażkę, bo ileś tam głosów zabrała jej prawica.
Trochę głosów jej zabrała, ale na pewno nie zmieni to sytuacji, że będziemy w polityce na  niemiecko – francuskim cyngielku , ale taki jeden jak się uprze, to nie popuści. Niestety, gnomy już tak mają.
Na co mu to,  wiadomo, ale na pewno zdziwimy się, gdy Orban jeszcze bardziej zbliży się do Putina. Bo Orban gra na dwa fronty, w zależności, który mu w danym momencie  do jego własnych interesów jest potrzebny , tego akurat popiera. Po prostu jest sprytny, niestety Kaczyński tego sprytu nie posiada i wszystkie swoje atuty przez głupie decyzje pogrzebał. Walką ze wszystkimi jeszcze nikt w polityce nie wygrał !!!!
Czyli podczas gdy  Orban wyznaje teorię  : Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, Kaczyński tylko z ogniem piekielnym igra.
To tyle o polityce, więcej nie zamierzam. Wiem, że tak widzi to około 70 procent Polaków, tylko ci najciemniejsi z najciemniejszych dalej sobie pozwalają na to, żeby im kit wsadzać do głowy, ich sprawa.

Pozostaje mi więc tylko życzyć wszystkim nie tylko udanego poniedziałku, ale i wspaniałego całego tygodnia, niech nam sie on objawi wreszcie w swojej jesiennej, pięknej krasie, zanim biel ziemię pokryje.Bo jesień potrafi być czasami piękna……

P.S. okropna jednak jest ta dzisiejsza moja poranna  zamiana czarnej, pachnącej kawy, na przeźroczystą Muszyniankę, brrrr, ale jak mus, to mus.
Kawkę wypiję później 🙂

Czyżby?

 

Czyżby niedziela miała być  w Krakowie bez deszczu? Nie wierzę, bo jest wciąż pochmurnie. A przydałoby się troszkę słonka, by tę wodę przegnać w pierony.
Wisła w Krakowie wystąpiła z brzegów. Co prawda Most Dębnicki jeszcze nie jest zagrożony, ale całe Bulwary już są nie przechodne dla spacerowiczów.
Ale z drugiej strony, kto by tam w taką pogodę spacerował nad Wisłą? Chyba jakiś kajak musiałby ktoś ze sobą zabrać.
Wczoraj były niesamowite korki na Alejach, czyli na głównej krakowskiej arterii, z racji podtopionego tunelu na Moście Grunwaldzkim.
No proszę, fantastyczna zmiana, troszkę deszczu z nieba spłynie i już wszystko stoi w korkach,. Pewnie ludzie psioczą, bo jak mają się na drugą stronę Wisły przedostać? Wpław??? Drzewiej były przynajmniej tratwy do przeprawy przez Wisłę, teraz, w dobie postępu technicznego, zagraża nam powrót do starych dziejów. Ciekawe tylko, czy Smok Wawelski znów się nie obudzi i nie zażyczy sobie ofiary z dziewic, by powódź zatrzymać. Ja w każdym bądź razie na to się nie piszę, nie będę się poświęcała dla ogółu.
Ale tak bez śmiechu, wesoło nie jest, tym bardziej, że znów zapowiadają opady deszczu. Cała Małopolska i Śląsk już w wodzie stoją, co będzie dalej? Czarno to widzę……

Na szczęście dzisiaj jest niedziela i nie  muszę nigdzie z ciepłego domku wychodzic. Więc gram sobie w tę internetową  Wioskę, zbieram plony, wytwarzam dobre produkty i ….przeklinam.
A czemu przeklinam? Bo ta gra to jedno wielkie oszustwo, nastawione na wyciąganie ludziom pieniędzy z kieszeni.
Dziennie dostajesz  w prezencie 1 dukata, jeszcze co 5 dni kilka dukatów wpływa, a tu okazuje się, że wiele części zamiennych własnie można kupić w sklepie tylko za te nieszczęsne dukaty.
Z trudem uzbierałam na Maszynkę do jogurtu i już się ucieszyłam, że będę mogła go tworzyć, bo spore jest na niego zapotrzebowanie, a tu….guzik.
Do wytwarzania jogurtu potrzebuję mleko kozie, a koza kosztuje aż 20 dukatów. Niech ich dunder świśnie, kiedy to uzbieram? Chyba za miesiąc.Oczywiście można za normalne pieniądze kupić u nich te dukaty, ale przebicie mają jak z kosmosu. Niby mogę kupić 15 dukatów za jedyne 7.99 zł, ale…… nie tak to wcale wygląda, bo do tego biorą sobie jeszcze nielichą prowizję, czyli opłatę transakcyjną, w kwocie dwukrotnie większej, czyli 15.zł 77 groszy i w sumie za te 15 dukatów trzeba by zapłacić aż 23 zł 37 groszy.  JAWNE ZDZIERSTWO!!!!!!!No to poczekam sobie ten miesiąc jeszcze bez jogurtu i bez tej przeklętej kozy, ale zdziercom nie dam zarobić!!!!!! Co to, to nie.
Będę pomalutku co najwyżej koniczynę zbierać, bo to przynajmniej nie kosztuje aż tak wiele, na to można „zarobić” pracując na tej nieszczęsnej fermie.Tylko po co ja w ogóle w tę grę wlazłam? Miałam święty spokój, a teraz mam zmartwienie jak  głupią kozę kupić.
A propos KOZA. Kiedyś wysłałam Jadziulko do Ciebie zaproszenie na FB do tej gry, jako jej nie podjęłaś, rozmyślnie? Może i miałaś rację, ale można się czasami zabawić, byleby tylko w obłęd nie wpaść. A więc raz jeszcze serdecznie Cię Jadziulko zapraszam 🙂

Łeb od rana mnie już boli, nie, nie przez kozę chyba, tylko przez niskie ciśnienie, albowiem jestem meteoropatką, jedna kawa to stanowczo za mało.
Ciekawe, jak ja jutro rano wytrzymam bez tego czarnego płynu, bo przecież muszę być na czczo przed  analitycznymi badaniami , a umówiona jestem dopiero na godzinę 9.15. Do tego czasu bez kawy???? ZGROZA!!!!!
Przecież każdy poranek rozpoczynam od wizyty w łazience, ale szybciutko tam sprawy załatwiam i prawie że lunatycznym krokiem zmierzam do kuchni, by wodę na kawusię postawić. Poranna kawa i poranny papierosek to jest to. A teraz  własnie zrobiłam sobie drugą kawkę, bo stanowczo jedna na taki męczący i ponury dzień mi nie wystarcza. A może i popołudniu na trzecią kawkę się zapiszę, albo i….. zgodnie ze słowami piosenki :Całkiem spokojnie wypiję  trzecią kawę……   A co mi tam, chociaż kawa ostatnio okropnie zdrożała, przynajmniej ta, którą ja uwielbiam, czyli Nescafe Gold. Ale co poradzę na to, że inna mi nie smakuje???

A co tam panie w polityce?  A przyznam się, że….nie wiem. Guzik ostatnio mnie ona obchodzi, bo wszystko to jest takie głupie i nijakie, a Polacy niestety wciąż są ogłupiani i ogłupieni czczymi obietnicami. No cóż, może tej jesieni i gruszki na wierzbie wyrosną? Ale ja ich szukać na  pewno nie będę.
To ja już zdecydowanie wolę te moje kurki, kaczki, bawoły i inne stworzenia, przynajmniej gdy się zdenerwuję, zawsze mogę tę stronę wyłączyć. Szlus i nie ma,  święty spokój, przynajmniej do czasu, gdy znów mi licho nie podszepnie : zobacz, co tam u Ciebie we Wiosce słychać.

Życzę przyjemnej niedzieli, jeżeli taka pogoda może przynieść jakiekolwiek przyjemności, największa z nich to chyba sen, bo w telewizji kompletna bryndza i to  nie tylko w tej naszej polskiej. Tyle mam programów z tego Cyfrowego Polsatu, a nie mam co oglądać……..
Ale zawsze mam na podorędziu Rodzinę Zastępczą na Ipli 🙂
Powodzenia na dzisiejszy dzionek

bez umiaru

 

 

 

Pada i pada ten deszcz bez żadnego umiaru. Jeszcze troszkę i Kraków nam powódź zaleje, już poziom Wisły jest niebezpiecznie podniesiony.
W Małopolsce  są ogłoszone alarmy przeciwpowodziowe, a tu końca tego deszczu nie widać.
Na całe szczęście byłam wczoraj na tyle mądrze, że towar sobie w Tesco zamówiłam i mi go przywiozą do domeczku, no mam nadzieję, że gdzieś po drodze nie zatrzyma ich ulewa???
Jak to dobrze, że mam nawyk chomikowania, dzięki temu mam jeszcze zakamuflowane 2 paczki papierosów , bo nie wiem czemu nagle Tesco nie wozi ani papierosów, ani alkoholu, pewnie dbają o nasze zdrowie. Jak sobie przypominam niedawno takie towary też były dostępne , ale widać i u nich nastąpiła dobra zmiana 🙂  Przykład z góry idzie. Brawo Pis, uczysz nas poprawności moralnej i zdrowego sposobu na życie. Raz za coś ich muszę przecież pochwalić, chociaż wcale nie jestem z takiej zmiany zadowolona, bo gdyby nie zapasy, musiałabym dzisiaj moknąć.

W domku już jest ciepło, bo nareszcie moje piece (dzięki oczywiście Maciusiowi) odpaliły i widoczna jest zmiana na lepsze. I całe szczęście, bo chyba bym wreszcie z tego zimna na zapalenie płuc w szpitalu wylądowałam, ale  akurat szczęśliwie mam ten problem z głowy, chociaż w poniedziałek idę na badania krwi, a we wtorek do lekarza rodzinnego. Trzeba się za siebie zabrać w końcu, ile można cierpieć i cierpieć? Chociaż wczoraj wieczorem złamałam się i zażyłam jednak ketonal, dzięki temu jako tako, prawie bez bólu, dzisiejszą noc przespałam.
Opracowałam sobie nową metodę zasypiania, pod bolący lewy bark podkładam sobie mały, miękki  jasieczek i dzięki temu ból jest mniejszy.
Każda metoda jest dobra, prawda?
Jak już pisałam, w domku jest, a raczej byłoby całkiem miło, gdyby nie remont u sąsiadów u góry. Wczoraj pół popołudnia  stukali młotkiem  i coś tam burzyli, co chwilę słychać było spadający tynk, dzisiaj od rana zaś świdrują. Czuję się, jakbym na dentystycznym fotelu siedziała. Jak ja nie cierpię remontów, ani u siebie, ani u sąsiadów. Ale jakoś trzeba to przeżyć, mam nadzieję, że sobotnie popołudnie i jutrzejsza niedziela będzie wolna i od stuków, puków i innych odgłosów.

 

 

 

Dzisiaj serdecznie pozdrawiam Anię Z, która jest moją wierną Czytelniczką, jakże mi miło, ze tu tak często mnie odwiedzasz.
A ponieważ dzień jest ponury, podsyłam Jej wesołe uśmiechnięte kwiatki, żeby Jej miło na sercu się zrobiło.
Aniu! Czasami zaglądam na Twój blog, co prawda pewnie nie tak często jak Ty na mój, ale jednak  Cię podziwiam za wspaniałe wpisy. 
Dużo uścisków z mokrego Krakowa Ci podsyłam.

A Uli i Wszystkim innym moim Czytelnikom życzę całkiem przyjemnej soboty, bo co prawda w czasie deszczu nie tylko dzieci się nudzą, ale zawsze coś ciekawego można na te deszczowe godziny wymyślić. Zawsze coś tam w TV można znaleźć, ewentualnie na kompie można oglądnąć, a jeszcze jest też taka możliwość, że można się po prostu porządnie wyspać, bo w takie deszczowe dni śpi się całkiem smacznie, prawda? Ja tego czasami doświadczam w takie ponure właśnie  dni.
Wszystkiego więc dobrego życzę, niech każdy dzisiaj będzie szczęśliwy na swój własny sposób.

Korek – gigant

 

 

Chciałam sobie ułatwić życie…no to sobie ułatwiłam. Niech to kaczka, nie, nie kaczka, raczej niech to  gęś  kopnie.
Calutki dzień lało wczoraj  w Krakowie jak z cebra, dosłownie!!!
Chyba Aniołki robiły nie tylko wielkie pranie, ale i wielkie sprzątanie i rozlewały tę wodę ile wlezie. Ale do rzeczy.
Ponieważ jak już pisałam lało okrutnie, postanowiłam powrócić z pracy do domu taksówką.
Niby prosta sprawa, zatelefonować na Icar, Barbakan i już auto za kilka minut jest podstawione w żądane miejsce.
Tylko w praktyce nie było to wcale takie proste.
 Ani Icar, ani Barbakan, ani inna dostępna telefonicznie taksówkarska korporacja albo nieodbierła telefonów, albo przepraszała, że nie mogą podstawić żądanej taksówki. Nie rozumiałam jeszcze wtedy dlaczego.
Po jakiejś pół godzinie udało mi się zamówić w Barbakanie taxi i…. zaczął się prawdziwy Armagedon.
Tak zakorkowanego Krakowa dawno nie było, nawet przemiły zresztą, pan taksówkarz to potwierdził.
Auta i autobusy też dosłownie stały w miejscu. Światła zmieniały się z czerwonych na zielone, a korek stał i ani milimetra do przodu nie poruszał się. OBŁĘD!!!
Całe szczęście, że mój an kierowca nie był gburem i jakoś nawet tę godzinę całkiem przyjemnie w taksówce spędziłam, chociaż mina mi zrzedła, gdy przyszła zapłata, dokładnie dwa razy tyle zapłaciłam jak zawsze, No tak, ale to stanie w korku, nawet,, jeżeli pan kierowca robił sprytne objazdy. Teoretycznie, bo te objazdy też były zakorkowane do imentu. Chyba nie było wczoraj żadnej normalnie przejezdnej ulicy w Krakowie.
 W pewnej chwili pan kierowca popatrzył na swój taksówkarski informator i okazało się, że na 167 jeżdżących (a raczej stojących w korkach() taksówek, tylko 6 jest dostępnych, reszta jest „uziemniona” Dlatego wczoraj tak trudno było postarać się o taksówkę, nareszcie to zrozumiałam.
Tak więc, jak pisałam, jechałam dokładnie spod Przychodni pod mój dom 58 minut (zazwyczaj ta droga wymaga około 10-15 minut przejazdu) i zapłaciłam za nią jak za woły, ale gdy nareszcie stanęłam pod własnym domem zawołam gromko  HURRRRRA!!! NARESZCIE!!!!
Bo był już taki moment, że wydawało mi się, że chyba będę już nocowała w tej taksówce. Nie byłoby tak  źle, jakby coś, to jakąś wałówkę nawet przy sobie miałam (przez te spadki cukru nie mogę czuć głodu, bo zaraz się trzęsę jak galareta, a cukier spada mi poniżej 3), bo po drodze do pracy zrobiłam małe zakupy i chwała Bogu, już po tej powrotnej drodze nie miałabym na nie siły i chyba bym musiała z głodu paść. No, bez przesady, zawsze jakieś małe zapasy w lodówce posiadam, gorzej byłoby z chlebem, bo nawet papierosy mam sprytnie zamelinowane, tak na wszelki wypadek.
W ogóle jakiś chomik ze mnie się ostatnimi czasy zrobił i zawsze coś chowam na „gorsze czasy”, więc lodówka prawie że pęka z zapasów (znów przesadzam, ale zawsze  coś tam  w niej jest), ale gdyby ktoś przyszedł głodny do mnie, służę jakąś szybko przygotowaną przekąską.
Kurtkę miałam tak przemoczoną, że do tej pory suszy się na suszarce. Czemu przemoczoną, skoro jechałam taksówką? Ale jakoś do tej taksówki musiałam  dojść, a potem z niej wyjść i do domu kawałeczek przez chodnik dojść, ale dosłownie było tak mokro, jakby ktoś wiadrami z nieba wodę wylewał.

 

Dzisiaj jest podobnie, to znaczy mży, ale jest piekielnie zimno (tylko 11 stopni), aż nie miło wychodzić z domu.I pomyślec, że dzisiaj mamy pierwszy dzień jesieni.
No tak, żegnaj lato na rok…….stoi zła i brzydka jesień za mgłą. W domku też mam zimno, trochę utrudnia mi to palenie papierosów, bo w cieplej porze roku mogę po prostu otworzyć balkon i wietrzyć nawet cały dzień, teraz chłód leci. 
Chyba wyniosę się z tym paleniem na balkon, albo……….przestanę w ogóle palić te wstrętne śmierdzące papierosy. To by było nawet fajnie, tylko…. no własnie co robić z tym porankiem o kawusi i o papierosku????
Ech te głupie i szkodliwe przyzwyczajenia…………

Dzisiaj zaczynamy weekend. Prawdziwie jesienny weekend, zimny, mokry i nijaki.
Ale i tak życzę sporo humoru na te 3 dni „spokoju”

Uśmiechu, uśmiechu, uśmiechu……….

pogoda pod psem

Mogę sobie ponarzekać troszkę?
No to narzekam.
Pogoda pod psem, nawet pod wściekłym Azorkiem. 
Zimno, deszczowo i …….reumatycznie.    
Ja się na taką Polskę nie zgadzam i już.
A wszystko to wina….oczywiście, że Tuska. Niech go wreszcie do tego więzienia wsadzą i będziemy mieć  święty spokój i sielsko – anielskie życie.
No bo za co on nie jest odpowiedzialny?
Na pewno jest winny katastrofie w Smoleńsku, podobno z pistoletem siedział za plecami pilota i kazał mu lądować, a sam się z fotelem w porę katapultował…Winny też jest za  aferę Amber Gold, bo to on namówił tego aferzystę do zabrania pieniędzy z konta Banku i sam przy tym nieźle się obłowił, już nie mówiąc, że za to ustawił życiowo również i swoja córkę i swojego synalka. No i także, przez kumoterskie stosunki z agentką  Stasi, niejaką Merkel, doprowadził do tego, że na pewno nie dostaniemy należnych nam reparacji wojennych i biedny Kaczyński nadal w swojej norze będzie musiał pomieszkiwać. Pewnie jest jeszcze wiele innych win Tuska, więc należy tylko strzelić sobie…nie, nie w łeb, tylko kielicha jakiegoś dobrego wina i położyć się do łóżka, bo dzisiaj wychodzenie na zewnątrz kojarzy się tylko z marznięciem i z moknięciem. 
Paskudne jest to życie, prawda????

E, nieprawda, życie jest cudne!! Teraz pora na wyjaśnienie tajemniczego skrótu C.P.B.,   bo już przestało być to sekretem, na szczęście.

Zostanę CIOCIĄ PRA BABCIĄ!!!!!! Fajnie prawda?
Ileś lat temu (przez grzeczność nie powiem ile) zostałam dzięki narodzinom najstarszej córki mojego brata, Moniki, Ciocią, ale się wtedy cieszyłam, potem przyszła pora, że na świat przyszedł jej najstarszy syn Ksawery, automatycznie czyniąc mnie Ciocią Babcią (też jeszcze wtedy byłam całkiem jeszcze młodą osobą, no prawie, że młodą), a teraz……. Ksawer zostanie Ojcem, a ja automatycznie Ciocią Prababcią  Ale to dumnie brzmi !!!!!
I przyznam, że też bardzo ucieszyła mnie ta wiadomość, chociaż……
Stanowczo za szybko pcham się na ten wierzchołek genealogicznego drzewa. 
Jeszcze nie tak znowu dawno temu byłam tą najmłodszą w rodzinie słodziutką Ewusią,  której wszystko z racji rodzinnej pozycji się należało, a teraz po raz trzeci oddaję pałeczkę tych zaszczytów.
Ce la vie, taka jest kolej rzeczy.
No to teraz czekamy te osiem i pół miesiąca i powitamy nowego członka naszej licznej i wspaniałej  Rodziny. Ciekawa jestem, czy to będzie chłopak, czy dziewczynka.
Ksawer optuje za dziewczynką, jako że własnie same dziewczyny go w rodzinie otaczają, on jest sam i ma aż cztery siostry. Twierdzi, że z jego szczęściem na pewno będzie miał córeczkę 🙂
Poczekamy, zobaczymy, ważne, żeby dziecko zdrowe było.
A nadmienić jeszcze muszę, że nie dość, że dla Ksawra jestem Ciocią Babcią, to jeszcze jestem jego Chrzestną Matką i w związku z tym pewne zobowiązania na mnie dodatkowo spadną, ale spokojnie, dam sobie radę.

A za oknem chlupie i chlupie, trzeba jakąś ciepłą  nieprzemakalną kapotę na grzbiet ubrać i iść w ten zamazany krajobraz.
Cholewka, do wiosny jeszcze tak strasznie daleko……..

Mimo złej pogody życzę dobrego czwartku 🙂

 

na tapczanie leży leń

 

 

Kto to taki? Ano ja, skoro tak lenie się z tym wpisem do blogu. A niektórzy czekają i czekają na mój blog – przynajmniej mam taką nadzieję.
Wczorajszy dzionek był bardzo milutki i cieplutki. A popołudniu przyjechały na Żabiniec moje trzy Dziewczyny : Olcia, Darka i Wiktoria.
Oczywiście przyjechały nowym samochodem Olki, musiała się przecież przed ciocią pochwalić. No i oczywiście zawiozła mnie do mojego domu. Czy się bałam z nią jechać ?
Może na początku troszeczkę, ale tylko troszeczkę. W sumie trzeba przyznać, że Oliwia dobrze czuje się za kierownicą i jedzie dosyć pewnie, ale przy tym bardzo ostrożnie, bez nijakiej brawury. Niepotrzebnie tak jej Mama o nią się lęka – ale wiadomo, Matka, to Matka.
Po drodze kupiłyśmy pyszne kruche ciasto ze śliwkami i wszystkie trzy dziewczyny wylądowały u mnie na kawusi i herbatce. Dziwne, Daria nie lubi kawy, jak ona się uchowała???? Tak zupełnie bez kawy, nie można żyć przecież.
Daria i Wiktoria wspominały trochę swoje wakacje spędzone w Turcji. Rzeczywiście, oglądając zdjęcia na Wiki telefonie, można było być zachwyconym.
Co za widoki, a co za  jedzonko i picie. Szkoda tylko, że Turcja jest krajem wciąż niebezpiecznym, chociaż podobno właśnie w takich ośrodkach wypoczynkowych jest zapewniona szczególna  ochrona, wiadomo, przecież Turcja głównie żyje z turystyki, więc musza bardzo uważać na wszystko, co się wokoło dzieje.
Zresztą życie i tak jest niebezpieczne, człowiek nie wie co go czeka, można ulec wypadkowi na ulicy (niektórzy kierowcy to prawdziwi piraci przecież), można zachorować, nawet ta przysłowiowa cegłówka może na łeb człowiekowi spaść na łeb. Więc gdyby tak człowiek ostrożnie  podchodził do życia, byłby bardzo ubogi w jakiekolwiek doznania i marzenia.
Czy warto więc  być nadto ostrożnym? Pewnie, nie można być bezmyślnym i nieuważnym, ale jakoś żyć przecież trzeba.
Dziewczyny siedziały u mnie jakieś dwie godziny i smutno mi się zrobiło, gdy oznajmiły, że już musza iść. Tak mało ostatnio mam gości…
Ale przecież to i tak miłe, że poświęciły tyle czasu starej, schorowanej ciotce. Widać, że jednak troszkę mnie kochają……
Gdy jeszcze mieszkałam na Smoleńsk, moje życie w bardziej towarzyskim tempie biegło. Wiadomo, dom pełny ludzi, do których co rusz przychodzili goście i młodzi i nieco starsi.Teraz, gdy mieszkam już sama, prowadzę bardziej spokojne życie, dlatego zawsze takie wizyty bardzo mnie cieszą. Ale jeszcze raz powtarzam, wcale nie żałuję, ten spokój tez mi jest potrzebny. Lubię być sama, bo wtedy mogę robić to, na co akurat mam w danym momencie  ochotę, no i nic nie  m  u  s  z  ę  !!!!
Ale pamiętajcie Najbliżsi : GOŚCIE ZAWSZE SĄ U MNIE MILE WIDZIANI  🙂 🙂 🙂

Zresztą życie zawsze jest zaskakujące i zawsze jakieś niespodzianki przynosi.
Teraz z niecierpliwością czekam na C.P.B. Ale na razie nie zdradzę tego sekretu, na razie to jeszcze prawie że tajemnica, ale na pewno z Wami w odpowiednim czasie nią się podzielę. 
Ale zapamiętajcie ten skrót C.P.B. !!!!

Za to w zupełności odsunęłam się od polityki, po prostu nie mam na nią siły. Czasami coś tam przeczytam na FB, czasami na Onecie, ale nawet staram się do tego nie ustosunkowywać , nie ma to najmniejszego sensu.
Jedno mnie cieszy, że PIS wewnętrznie się rozdziela, najwyższa ku temu pora.

I tak, jak wczoraj było słonecznie i ciepło, dzisiaj znów ponura pogoda. Co prawda nie pada deszcz, ale jest zimno.
A do mojego  mieszkania,  umieszczonego w starej  kamienicy, na parterze, taki chłód szybciej dociera.
Tak więc już zaczynam się poważnie zastanawiać nad rozpoczęciem okresu grzewczego, czyli na włączeniu elektrycznego ogrzewania. Na początku tak minimalnie, tylko tyle, by ten chłód „złamać”, bo gdy zmarznę, moje kostki bardzo się wtedy buntują.
Poczekam do końca tygodnia, gdy wpadnie do mnie na kawkę Maciek, wtedy pewnie odpalimy już ten piec, wszak to już będzie prawie koniec września, najwyższa pora.
Ciekawa jestem, czy w mieszkaniach z centralnym ogrzewaniem , zaczynają już palić w kaloryferach. Musze popytać.

Na razie życzę wszystkim spokojnego popołudnia

kto wierzy w sny?????

 

 

 

Ja wierzę. Bo mi sny się spełniają….czasami.
Ale teraz nad ranem miałam całkiem niemiły sen. Śniła mi się moja Tina, bokserka,w całkiem niemiłej sytuacji, była poprostu umierająca. A ja nie mogłam nic zrobić. Strasznie mnie ten sen umęczył. Ale czemu akurat Tina mi się śniła?
Pewnie dlatego, że często na FB jestem teraz na portalu Psy rasy Bokser – najcudowniejsi przyjaciele, a tam często niestety są wiadomości o tym, że kogoś pupil akurat opuścił ten świat i udał się w Dolinę Tęczy. Fajnie, że tak to właściciele traktują, na pewno trudno się jest rozstać ze swoim psim przyjacielem, kiedy spędzało się z nim wiele dni i nocy, ale niestety, taki moment przychodzi. Niestety pieski żyją stanowczo za krótko. A szczególnie już własnie boksery, jeżeli przeżyją więcej niż 12 lat, to już jest szczę przedwczesnej  śmierci. Nie wiem czemu boksery mają szczególną właściwość na zapadanie na taką właśnie chorobę, ale jest to fakt. Bardzo to smutne.I właśnie, mimo, że nie posiadam psa akurat znów jej śmierć musiałam przeżywać. Koszmar.
Ogólnie mówiąc uwielbiam psy, ale z wielu powodów teraz go nie posiadam. Po pierwsze, może i mam dobre warunki mieszkaniowe, ale ostatnio mam niestety kłopoty z chodzeniem i miałabym kłopoty z wyprowadzaniem psa na spacer. A pies musi się wybiegać, takie chodzenie na spacerze na smyczy jest bez sensu. W Krakowie mało jest takich miejsc, gdzie pies bez problemów może sobie pobiegać, może jeszcze pozostały tylko Błonia, ale z kolei tyle tam innych piesków i o psie awantury w związku z tym jest bardzo łatwo zahaczyć. A nie ma nic gorszego, niż fakt, że twój pies jest atakowany przez innego czworonożnego  współziomka, albo co gorsza, sam atakuje jakiegoś czworonoga. W ferworze walki na ogół psy słabo słuchają właściciela i często takie psie afery kończą się obrażeniami, nierzadko i gorzej. A ja nie miałabym teraz siły na bycie rozjemcą w takich awanturach, już nie mówiąc, że prócz psów do afery zazwyczaj włączają się ich właściciele (co z kolei wcale mnie nie dziwi), no i wtedy robi się  niezła kołomyjka.
Dziękuję, to już nie dla mnie.Tęsknię bardzo za własnym pieskiem, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie potrafiłabym mu teraz zapewnić odpowiednich warunków. ,
Często na spacerze widzę takiego wielkiego bloodhounda, wspaniały, dorodny i nie stary pies, tylko……niestety jego spacer polega na tym, że pan prowadzi go na  smyczy na pobliską ławeczkę, gdzie przesiaduje ze swoim kolegą dłuższy czas, a biedny pies plącze się koło ławki na tej smyczy, od czasu do czasu głucho i smutnie wyjąc. Straszne jest to jego wycie, słychać go na całą okolicę, naprawdę, nie przesadzam. Często idąc nie widzę, a słysze tego biedaka, zawsze tak samo donośnym i bardzo przejmującym głosem  wyje.
No i powiedzcie mi, po co tacy ludzie chowają takie sporej wielkości pieska? To niech sobie jakiegoś kanapowca do głaskania kupi, psa, który nie musi tyle biegać, chociaż  takich niebiegających piesków to raczej  nie ma.

No to poniedziałkowy wpis jest „pod psem”
A czy jest lepiej niż wczoraj?
Pewnie tak, bo przynajmniej deszcz nie pada i nawet świeci słonko.
Co prawda temperatura nie jest jakoś zabójczo wysoka, jak na przykład w Turcji, gdzie jest wciąż ponad 30 stopni, są tacy, który niestety doznali takiego termicznego szoku po powrocie z tych ciepłych okolic i bardzo im współczuję, bo znów będą się musieli do nowych warunków przystosować, ale jakoś żyć trzeba. Poradzą sobie, od czego są ciepłe swetry, a w domu wesoło palący się kominek???
No to życzę tym „powracającym” i Wszystkim innym dobrego dnia i jeszcze wspanialszego tygodnia, wciąż w oczekiwaniu na jeszcze trochę ciepłą, złotą jesień.

o czym?

 

 

Właściwie to o niczym.
Cholewka, straciłam ostatnio wenę do pisania.
Albo nic ciekawego się nie dzieje, albo….
No dobra, o oszustwie więc napisze. O oszustwie, którego doznałam od Orangu.
Kilka dni temu przemiły skądinąd młody człowiek zadzwonił do mnie w celu przedłużenia internetu mobilnego.
No i….chwycił mnie. Naobiecywał, naobiecywał, ale prawda okazała się całkiem inna. Niby miano mi przyznać aż 100 GB (???), dostałam tylko ….10, więc nawet mniej, niż ostatnio miałam. Co prawda telefonowałam do firmy i pani, miła skądinąd (sami mili tam przecież pracują) poinformowała mnie, że jeszcze (wtedy, czyli w dniu popisania umowy) nowy program nie wszedł, ale skoro obiecali mi te 100 GB to pewnie je będę miała,  więc nie ważne jest to co pisze na umowie.  Oczywiście bzdura, ważne jest to własnie, co jest podpisane, a nie obiecane na słowo.
Miałam mieć 14 dni na możliwość rozwiązania tej umowy, nieprawda, już po 2 dniach nową usługę mi włączyli, wcale nie czekali te dwa tygodnie.
I co dalej? Ano nic, właściwie mi ten mobilny internet do szczęścia nie jest potrzebnym, bo mam i w domu i w pracy i w komórce dostęp do netu, ale z tej usługi jeszcze ktoś korzysta i nie chcę jej tego kogoś pozbawiać (ot, takie moje ciche zobowiązanie), więc już interweniować nie będę, niech zostanie jak jest.
Dobre jest w  tej całej sprawie to, że dostałam ruter, z którego będę mogła korzystać w miejscach, gdzie nie mam dostępu do WiFi. Czasami tak bywa, że jest się nagle w miejscu bez zasięgu (na przykład kiedyś, gdy byłam w szpitalu korzystałam z netu z telefonu i tych dodatkowych minut z internetu mobilnego), teraz w takiej sytuacji będę  miała ułatwiony taki dostęp, będzie szybszy niż dotąd z telefonu go czerpałam.
Ale obym nie musiała z niego korzystać. Pozostawiam minuty tajemniczej osobie X 🙂

Nic innego i specjalnego się nie dzieje, ot nadszedł czas zupełnie nieprzyjemnej jesieni.
Dzisiaj  w nocy  „moi” powracają z wakacji w ciepłych krajach, spotkanie z zimną rzeczywistością na pewno nie będzie dla nich przyjemne.
Ale wszystko kiedyś się kończy i  to dobre i to złe, taka jest kolej rzeczy.
A co porabiam długim i już szybko zapadającym zmrokiem?
Ano fermię sobie w tym swoim Wiejskim życiu, coraz bardziej urozmaicone dostaję tam zadania, coraz trudniejsze i co jakiś czas muszę coś dokupować, ostatnio kupiłam dziwne zwierzę Alpaka, które daje mi ciepłą wełnę (no nie mi, bo szybko ją zbywam, wg. zamówienia, które do mnie wpływa),  dokupiłam też jelenia, bo jest spore zapotrzebowanie na dziczyznę, zastanawiam się nad zakupem….wielbłąda. Mówię Wam, takie fajne są tam te zwierzątka, a jakie zabawne minki robią, można się i zabawić i pośmiać zarazem. 
Może to dziecinne, ale coś zrobić trzeba, zwłaszcza że ostatnio są beznadziejne telewizyjne programy i prócz moich ulubionych seriali właściwie nic innego nie oglądam. Czasami na Ipli powracam do Rodziny zastępczej, co prawda znam już wszystkie odcinki prawie na pamięć, ale to jest tak sympatyczna rodzinka, że zawsze miło z nią się spędza czas.
A ponieważ pogoda jest do niczego ofiarowuję Wszystkim dzisiaj piękną różę na poprawienie humoru.Róża i kawa zawsze humor poprawia, więc tę różę Wam pozostawiam a sama idę zrobić sobie następną kawkę. Wypiję ją za Wasze zdrowie.
Przyjemnej soboty