Bartek – cudotwórca !!

Naprawdę, nie kłamię. Jak BUM BUM!!!!!

Ale o tym za chwilkę, nasamprzód obowiązek, który jest dla mnie prawdziwą przyjemnością, jaką zawsze mam w każdą środę, róża ze specjalną dedykacją dla odpoczywającej nad naszym wspaniałym polskim morzem Uleczki

Uleczko Kochana!!! życzę Ci samych radosnych, wspaniałych i słonecznych chwil w tym klimacie morskiej bryzy. Niech Twoje lato wciąż jeszcze trwa!!!!!
Co prawda nie wiem, jak długo jeszcze będziesz tam przebywała, ale wierzę, że wrócisz szczęśliwa i prawdziwie wypoczęta, pełna sił na nowe już poznańskie wyzwania.
Posyłam Ci całuski z mojego wspaniałego Krakowa i do miłego zobaczenia na następnym, moim środowym wydaniu Bloga. oczywiście okraszonym następną piękną różą dla Ciebie.

No a teraz wracam do mojego zasadniczego tematu dnia dzisiejszego, czyli mojej kręgosłup-owej terapii.

Nie potrafię nawet opowiedzieć, na czym polega ta cała manualna terapia, ale jest naprawdę fantastyczna. Już po pierwszym zabiegu ból gdzieś sobie poszedł precz. W dodatku nie tylko nadzieja, ale wręcz euforia we mnie wstąpiła, tak wielka, że po powrocie do domu pognałam do swojego Parku i przespacerowałam go wzdłuż i wszerz, bez bólu, pewnym krokiem i co najważniejsze nareszcie wyprostowana, a nie skulona we dwoje.
Nie jest to wcale klasyczny masaż, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, całe leczenie polega na uciskaniu odpowiednich punktów na ciele, zarówno na plecach, na udzie jak i przez powłoki brzuszne, a przez to następuje wzbudzenie pracy mięśni i stopniowe uśmierzanie nękającego bólu.
Oczywiście taka terapia nie jest jednorazowa, ale teraz pan Bartek dał mi kilka dni odpoczynku tak, by kręgosłup przystosował się do nowej sytuacji, a w przyszłym tygodniu działamy dalej, aby już na stałe wszystkie mięśnie zaczęły pracować tak, jak należy.
Nie jest to tak do całkiem pewne, czy to się do końca uda, bo jednak mój kręgosłup jest tak zdezelowany, że wg pana Bartka, gdybym poszła do chirurga czy do neurologa stwierdziliby, że nadaje się on tylko do operacji, ale jednak pan Bartek podjął się próby ratowania mnie przed tym desperackim, jakim byłaby operacja, krokiem.
Swoją drogą, niesamowita jest ta medycyna, która potrafi takimi „cudami” jakimi jest Masaż Tkanek Głębokich naprawdę skutecznie ludziom pomagać i to nie tylko przy bólach kręgosłupa, ale również i przy innych ortopedycznych i reumatycznych przypadłościach, niwelując ból i przywracaniem do normalnej działalności chorego narządu.
No cóż, to jest prawdziwa Medycyna na etapie już XXI wieku !!!!!
A pan Bartek jest w tym naprawdę doskonały i z całą pełnią mojej świadomości uczciwie bym go polecała tym, którzy nękani są bólem, z którym nie potrafią sobie poradzić.
Więc jeżeli jest ktoś z Was zainteresowany (głównie myślę o mieszkańcach Krakowa i okolic) chętnie służę kontaktem.
Do tego muszę dodać, że jest to niezwykle kulturalny i przyjemny, bardzo spokojny młody człowiek, który potrafi w czasie zabiegu zapewnić wspaniały klimat, w którym człowiek czuje się jak ten najważniejszy ze wszystkich pacjentów, każdy jego krok jest przez niego kontrolowany pod względem reakcji na ból i na odczucia, jakie w tym momencie pacjent czuje, cały czas konsultuje z pacjentem jego reakcje i dokonuje konieczne korekty.
Wczoraj chciało mi się fruwać ze szczęścia, bo naprawdę to wspaniałe jest uczucie, gdy wreszcie nic nie boli, a dzisiaj……
Wstałam radośnie, bo za oknem piękne słonko zaświeciło, bo,,,,co prawda czuję taki leciutki niepokój w lędźwiach, ale to nie jest to samo, to nie jest ten sam ból, który mnie zginał w połowę, który przynosił mi koszmar dnia.
Wstałam naprawdę wypoczęta i w pełni wyspana.
Naprawdę mam powody do radości. I powiem Wam, że z wielką niecierpliwością oczekuję następnego zabiegu u Pana Bartka.
Na razie jednak muszę cierpliwie poczekać i przeczekać ten przejściowy czas do normalnego, pełnego funkcjonowania.
Jak już pisałam, dzisiaj będzie na pewno piękny i słoneczny dzionek więc przesyłam dla Wszystkich radosne życzenia mile spędzonej środy.

Zaczynamy !

a tak dokładnie to ja zaczynam. Dzisiaj popołudniu mam pierwszy zabieg, pierwszy masaż u pana Bartka. Oj nie będą to bynajmniej pieszczoty, na pewno mocno się napocę, najęczę i na…nie wiem co jeszcze, ale tak trzeba.
Jestem zdecydowanie nastawiona na TAK, bo ostatnio mój kręgosłup nawet w pozycji leżącej daje mi do wiwatu. Tak właśnie było tej nocy, obudził mnie ostry ból i mimo wielokrotnych zmian pozycji długo nie chciał ustąpić , wreszcie tak mnie wymęczył, że w końcu usnęłam.
Oby tylko mi te masaże pomogły!!!
Fakt, jestem codziennie na środkach przeciwbólowych, ale ile mój żołądek to wytrzyma i kiedyś przyjdzie przecież czas, że do Apapu tak się przyzwyczaję, że będę go traktowała jak cukierki, a niestety już przestanie on wtedy przeciwbólowo działać.
Ból, jakikolwiek on jest, w którym miejscu doskwiera, jest tak upierdliwy, że nie można o nim po prostu zapomnieć, on sobie już jest i tyle, towarzyszy nam mimo naszego sprzeciwu.
Szkoda, że w Polsce zabroniony jest dostęp do marihuany, oczywiście w małych, leczniczych dawkach, bo wiem, że ona w zwalczaniu bólu jest skuteczna, chociaż człowiek do niej łatwo się przyzwyczaja i od niej uzależnia. Ale właściwie każde lekarstwo ma bardzo podobne właściwości, praktycznie zaczyna się od łagodnego środka, a potem przechodzi się do coraz mocniejszych lekarstw
A tak między słowami, czy wiecie, że w Czechach dostęp do „Maryśki” nie jest zabroniony? Tam nawet marihuanę do piwa dodają – wiem, bo gdy byłam w Kudowie, sporo kuracjuszy maszerowało właśnie po piwo z „Maryśką” do pobliskiego czeskiego miasteczka Nahod.
Zresztą piwo w Czechach jest o połowę tańsze niż w Polsce, stąd codziennie sporo było tam polskich spacerów po ten zbawienny (nie dla mnie, bo akurat ja piwa nie lubię) płyn, a potem panowie obładowani wielopakami z piwem wracali radośnie do sanatorium. Z opowiadań kuracjuszy wiem, że piwo tam jest „wiborne”, w przeróżnych smakach i o przeróżnej zawartości alkoholu (nawet i bywają 40 procentowe piwa), są też gatunki tak łagodne, że stworzone są w swojej łagodności i pysznym smaku wprost dla kobiet.
Ale przyznam, że wcale mnie to nie przekonywało, dla mnie zawsze piwo miało zbyt gorzki, bardzo niekorzystny dla mnie smak i już.
Jeżeli już do towarzystwa zmusiłam się napić piwa (czasami tak wypadało), zawsze piłam go ze sokiem, najczęściej malinowym lub cynamonowym, co jest po prostu profanacją tego napoju.
Na szczęście nie spotykam się ostatnio z miłośnikami tego rodzaju alkoholu i jestem wolna od konieczności wewnętrznego przełamywania się w temacie napić się, czy nie napić piwka.
Dzisiaj wstał słoneczny dzionek, o wiele cieplejszy i przyjemniejszy niż ten wczorajszej – podobno według prognozy pogody kilka następnych takich dni ma też być miłych i słonecznych. Pamiętam, że nie tylko wrzesień, ale i październik potrafi być ciepły i słoneczny i oby tak było.
Na dzisiaj życzę słonka i pogody ducha.
A ja idę się rehabilitować – mam nadzieję, że na tyle skutecznie, że nie będę już miała nocnych bólowych przebudzeń no i będę mogła sobie spokojnie spacerować i nie szukać ławeczki, na której na chwilkę chociaż mogę przycupnąć, by od bólu odsapnąć, bo to jest okropnie deprymujące, podobnie zresztą jak deprymujące jest odczuciem, że wszyscy z ubolewaniem patrzą na kalekę, która ledwie człapie ulicą i co chwilę staje, chwytając się muru, by nabrać nowej siły.
MUSZĘ POWRÓCIĆ DO NORMALNOŚCI !!!!
PRZECIEŻ AŻ TAK BARDZO STARA JESZCZE NIE JESTEM!!!!!
Jeszcze niedawno przecież normalnie chodziłam, może nie za szybko, swoim tempem, ale nawet droga od przystanku, na którym wysiadałam z autobusu jadąc do pracy, do przychodni nie była dla mnie taką droga męki, jaką jest obecnie. Jak to dobrze, że są taksówki, ale ile tymi taksówkami jeździć można?????
Ale kogo nie boli tak jak mnie pewnie tego nie zrozumie………

deszcz też może być piękny??????

nawet w poniedziałek. Wystarczy sobie tylko włączyć kolorową wyobraźnię i już na duszy raźniej się robi.
Więc ja dzisiaj tym pięknym obrazkiem deszczową pogodę Wam osładzam, życząc jednak miłego poniedziałku.
Obrazek był naprawdę piękny, znów Ambra go zjadła 😦
Musi wystarczyć Wam dzisiaj wyobraźnia.
O!! pokazał się nowy obrazek, ciekawe czy znów zniknie, czy się jednak utrzyma ????
Ach ta nieznośna strona WordPress. psikusy tylko robi 😦

Wczorajszą niedzielę spędziłam, w domu, nie wychodziłam nigdzie, bo nie mogę tej mojej „zdrewniałej” nogi nadwyrężać, poczekam na lepszy czas, gdy znów spacerki będą mnie cieszyć. Teraz jednak chodzę tyle, ile mogę, to znaczy do nieodległego sklepu, na dalsze wypady niestety znów muszę korzystać z taksówek. Ale mam nadzieję, że ten czas niedowładu moich nóg się w końcu skończy Co jest ciekawe, w domu ( no i w pracy) moje nogi normalnie funkcjonują, tylko przy nieco większych odległościach, a takie są wtedy gdy muszę je używać na ulicy. zaczynają mi dokuczać.
Oglądałam wczoraj na Facebooku zdjęcia zamieszczane przez Alinkę z Kudowy i…przyznam, żal mi było, że mnie tam nie ma. Jak miło patrzyło się ma miejsca, którymi niedawno jeszcze spacerowałam. Prócz Alinki widziałam jeszcze zamieszczane zdjęcia z Kudowy przez 2 czy 3 osoby, akurat wszystkich tam teraz poniosło ?
No cóż, trzeba przyznać, że Kudowa jest śliczna, rację miała Ulka, że będę z łezką w oczach ją wspominała, tylko niestety nie miałam możliwości korzystać z pełni spacerów, bo właśnie w Kudowie dopadły mnie poważne kłopoty z poruszaniem się, myślałam, że skoro jestem w sanatorium kuracje mi pomogą, niestety, przepisane zabiegi nie okazały się wystarczająco skuteczne. Właściwie najlepszym zabiegiem było to ćwiczenie z zastosowaniem obciążeń mięśni ud na specjalnym fotelu, widać było, że pan mgr rehabilitacji bardzo sumiennie podszedł do moich dolegliwości, inne zabiegi to raczej wielkich efektów mi nie przyniosły, a może ja po prostu ich nie doceniam??? Ale jak na razie kręgosłup nadal boli, nogi drętwieją, barki i kolana również bolą prawie tak jak poprzednio….
Tak więc zastanawiam się, czy ten mój cały pobyt w Kudowie miał jakiś sens? Miałby, ale może gdyby te zabiegi były bardziej intensywne, lepiej dobrane cała moja terapia sanatoryjna byłaby korzystniejsza?
Po prostu nie wierzę w to, żeby jakieś prądy magnetyczne czy nawet laser naprawdę pomagały. Dlatego teraz bardzo liczę na to, że bardzo intensywna terapia pana Bartka postawi mnie na nogi. Pewnie, że moje zmiany nie pozwolą na całkowite wyleczenie, ale przynajmniej żebym chociaż mogła normalnie chodzić…..
Na pewno jednak skorzystałam na tym, że zmieniłam klimat, że odpoczęłam od Krakowa i jego problemów, odłożyłam na bok wszystkie zmartwienia i wszystkie złe myśli, przez co się na pewno wyciszyłam. Mimo, że miałam za sobą kilka słabo przespanych nocy, gdy ten ból i wyłamywanie nóg i stóp budziły mnie w środku nocy, jednak w sumie ten wyjazd był dla mnie dobry, chociaż niestety nie w pełni wykorzystany.
Prawda jest taka: z moimi licznymi dolegliwościami niestety nadaję się na indywidualną terapię, którą niestety NFZ nie jest w stanie zapewnić, musiałabym sama opłacić sobie odpowiednio dobrane i perfekcyjnie wykonywane zabiegi m a to niestety związane jest ze sporym wydatkiem.
Chociaż… też nie jest tak do końca, na przykład pani Alina była na pełnopłatnym turnusie, a zabiegi też raczej nie zawsze były należycie wykonane, bo co może pomóc 10 – cio minutowy masaż kręgosłupa, który de facto okazał się tylko lekkim jego głaskaniem a nie prawdziwym masażem????
Dlatego zastanawiam się, jaki jest sens znów załatwić sobie turnus tym razem rehabilitacyjny, gdy znów dadzą mi tylko prądy i okłady???
A może znów powinnam pojechać na przykład za rok na te prywatne wczasy zdrowotne do Mszany, gdzie (trzeba to przyznać) była bardzo fachowa rehabilitacja, no cóż, prywatny ośrodek to i podejście do pacjentów inne, Tam miałam prawdziwa rehabilitację – zabiegi i rano i popołudniu……. ćwiczenia, masaże, podwieszki, gimnastyka, wszystko jak należy.
Ale mam na razie jeszcze przynajmniej rok czasu na podjęcie takiej decyzji, teraz muszę pomóc sobie zabiegami tu w Krakowie, tak, by nie kolidowały one z moja pracą, bo bez pracy niestety nie będę miała funduszy na dalsze leczenie.
Wczoraj miałam miła wizytę Maćka, który przyjechał do mnie tym razem solo, bez dziewczyn, na rowerze. Trzeba przyznać, że zmiana trybu życia Maćka, przejście z jazdy samochodem na jazdę rowerem bardzo korzystnie wpłynęła na jego kondycję i jego wygląd, bardzo zdecydowanie stracił sporo kilogramów – no cóż ja niestety w tym temacie nie mogę go naśladować 🙂
Owszem, były czasy, gdy jeździłam na rowerze, ale wtedy byłam piękna, młoda i zdrowa i nie ma nawet mowy o podjęciu przeze mnie takiego wyzwania, zresztą jakbym wyglądała na takim rowerze????
Najwyżej co mogłabym sobie pojeździć na rowerze stacjonarnym, ale takowego niestety nie mam. Co prawda w pobliżu mojej pracy jest siłownia i tam na pewno są takie rowerki, ale nie będę się na starość wygłupiać i na siłownię chodzić, to dobre dla młodzieży i osób w odpowiednim wieku, a nie dla babci – prababci 🙂
Chyba wszyscy tam obecni pękli by ze śmiechu widząc moje sportowe „wyczyny”
Trzeba byc jednak realistką i nie można pozwalać sobie na to, do czego już niestety nie pasuję – pesel już nie ten…… kondycja już nie ta…….

Mimo deszczowej pogody życzę Wszystkim spokoju i miłych chwil na dzisiejszy dzionek i sporo udanych godzin całego nadchodzącego tygodnia.

jest niedziela

Zamiast dzisiejszego mojego komentarza zamieszczam ten piękny widoczek.
Niech jeszcze w naszych sercach wciąż lato trwa….
Ale trzeba być w prawdzie, nie jest zimno, dzisiaj w krakowie 20 stopni Celsjusza, chociaż słonka niestety na niebie nie widać.
I tak pewnie pozostanie już na długi czas.
A ja cóż, wczoraj przeczytałam swój wynik z TK kręgosłupa i przyznaję, włosy na głowie mi stanęły, ile tam jest zmian. ale wciąż mam dobre myśli, mam nadzieję, że przynajmniej trochę pan Bartek mi pomoże. Pewnie, że nie zlikwiduje wszystkich moich deformacji, one sobie już urosły i są, ale trzeba usprawnić szkielet mięśniowy, który będzie podporą do dalszego życia, a tu masaże, a potem ćwiczenia mogą pomóc. Na razie wciąż jestem na Apapie, ale na razie sama nie chcę przeprowadzać żadnych ćwiczeń, żeby sobie więcej nie zaszkodzić, tu potrzebna fachowa pomoc, odpowiednio dobrane do mojej sytuacji ćwiczenia.
I to tyle na ten temat na dzisiaj, ciąg dalszy nastąpi w miarę przybywania nowych zdarzeń.
A na dzisiaj spokoju i miłych chwil, pewnie w związku z nienajlepsze pogodą bez spacerów, ale dzisiaj trzeba nabrać sił na cały następny tydzień, który już stoi za oknem
Wszystkiego dobrego

nareszcie sobota

Nawet nie przypuszczałam, że z taką niecierpliwością będę czekała na sobotę.
Za mną pracowity i bardzo nerwowy tydzień – trudno jednak szybko przestawić się na normalny tok działania. zwłaszcza po tak długim lenistwie, ale tak trzeba, to tylko dobrze na moje zdrowie i na moją psychikę zadziała. Gdyby jeszcze nie ten ból, który uprzykrza mi życie……….
Obawiam się, że nawet pan Bartek nie wiele mi pomoże, bo gdy zobaczyłam wczoraj swoje TK kręgosłupa lędźwiowego, aż z wrażenia włosy mi na głowie stanęły, wcale się nie dziwię, że przy takich zmianach mam takie dolegliwości.
Ale nie uprzedzajmy faktów, rehabilitacja tak, czy tak jest po prostu konieczna i już psychicznie na nią jestem nastawiona wierząc, że chociaż trochę pomoże.
Dzisiaj Magda spytała mnie, czemu tak długo śpisz i śpisz – odpowiedź jest prosta, bo po prostu wtedy nic nie boli.
Ale nie można przecież przespać całego życia, trzeba się za niego zabierać i dlatego zarówno moja praca. jak i rehabilitacja u pana Bartka w tym bardzo mi pomoże. Jeszcze na szczęście są środki medyczne, które mi trochę pomagają – zwyczajny APAP okazuje się na razie dla mnie zbawienny – 2 tabletki rano, dwie tabletki wieczór i jakoś egzystuję. Tylko lepiej by było, żeby ta egzystencja nie była tylko jakaś tam, a normalna, radosna. Tylko niestety na razie do radości wciąż mi jest bardzo daleko…..
Ale będzie lepiej, głęboko w to wierzę.
Na razie przed nami sobota i niedziela. może pogoda będzie na tyle łaskawa, że pozwoli chociaż chwilkę w Parku posiedzieć???
Jeden z ważniejszych dobrych następstw mojego odpoczynku w Kudowie jest to, że całkowicie odizolowałam się od polityki, całkowicie nie interesuje mnie to co kto i dlaczego w polityce nowego wymyślił, oby ten stan pozostał we mnie na dłużej, bo naprawdę niepotrzebnie jeszcze niedawno w spory polityczne się zaangażowałam na tyle, że całkowicie opanowały one mój umysł i wprowadzały mnie w okropne nerwy – teraz przynajmniej mam spokój – widać odpoczynek dobrze mi zrobił i wcale nie chciałabym już do tego wracać, niech się dzieje, co chce i tak ja na to nie mam żadnego wpływu!
A wiec życzę Wszystkim miłej soboty i przyjemnego weekendu i dobrego odpoczynku przed wyzwaniami nowego tygodnia.

Prawie bohaterka

Jednak „połamało” mnie nieźle. Te wszystkie okłady borowinowe właściwie wcale mi nie pomogły, bo nieznośny ból w kręgosłupie i to drętwienie nóg wcale mi nie przeszło. Niestety. Ale wczoraj postanowiłam sie przełamać, i wracałam z pracy już autobusem, a nie jak ostatnio, w obie strony taksówką.
Wszyscy mi w około tłumaczą, że tylko ruch i tylko spacery mi pomogą, wiec spróbowałam i…guzik prawda. Co ktoś, kto nie czuje w danym momencie bólu tak jak ja go odczuwałam, wie na ten temat?
Z Przychodni do przystanku autobusowego jest spory kawałek, może nie dla kogoś. kto nie ma takich kłopotów z chodzeniem jak ja, dla mnie to było prawie bohaterstwo.
Niestety po drodze „spotkałam” tylko jedna ławeczkę, na której mogłam sobie przysiąść na chwilkę (wtedy ból ustępuje i mogę iść dalej), potem tylko na moment przystawałam i odczekwiałam falę bólową i szłam, a właściwie to człapałam dalej. W każdym bądź razie do przystanku doszłam, ba, nawet po drodze wstapiłam do Biedronki, żeby kupić sobie arbuza (coś ostatnio bardzo się w nim rozsmakowałam), ale nogi moje były już całkowicie „drewniane” w dodatku z kornikami, które to drewno nieznośnie podgryzały. Czyli ucisk kręgosłupa przeszedł w następną fazę, czyli mrowienie i nieznośny paraliż, który powodował, że nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Coś okropnego, nie życzę nikomu takiego uczucia, W dodatku jeszcze złość mnie dopadała na tę nieznośną sytuację, byłam wściekła na siebie, że robi się ze mnie już całkowita kaleka i nic na to nie mogę poradzić. Wyglądałam jak pogarbiona, stara babcia, która ledwie włóczy nogami – KOSZMAR !!!!!!
Ejże, naprawdę nic nie można poradzić?????
Otóż od nowego tygodnia zaczynam prawdziwą rehabilitację, nie jakieś tam prądy i błota na plecy kładzione, nie jakieś tam poklepywanie, udajace masaż (zresztą nawet takiego klepania też w Kudowie mi nie dali), ale Maciek umówił mnie na profesjonalne zabiegi przeprowadzone metodą techniki masażu tkanek głębokich, czyli wiem już, że bardzo bolesny, ale bardzo skuteczny.
Wiem, że bardzo pomógł Elżbiecie, gdy ją RWA dorwała, pomógł Maćkowi z jego kłopotmi z kręgosłupem szyjnym, a zresztą przeczytałam mnóstwo bardzo pochlebnych komentarzy na stronie pana Bartka, gdzie chwalili go za bardzo wysoki profesjonalizm i za serdeczne podejście do pacjenta, którego traktuje z wielkim zrozumieniem, tłumacząc mu wszystkie swoje przeprowadzane zabiegi.
Niestety takie masaże ponoszą za sobą spore konsekwencje finansowe (NFZ takich zabiegów nie refunduje), a ponieważ będę tych masaży potrzebowała co najmniej 10, więc musiałam dzisiaj zaciagnąć w PKO następna pożyczkę, ale czego dla zdrowia sie nie robi………..
Co prawda bardzo naiwnie postawiłam wczoraj za całe 4 zł Lotto (ale zainwestowałam w siebie co?), ale oczywiście ledwie trafiłam po jednym numerku w każdym z dwóch losowań (bo to było Lotto plus) – do żadnych gier liczbowych niestety szczęścia nie mam, muszę więc liczyć na inne rozwiazania. Zresztą i tak mam zaciągniety jeszcze spory kredyt, więc te 2000 zł w jedną czy w drugą stronę nie wielką różnicę robi, no chyba tylko tyle, że przez 2 lata będe więcej o te 112 zł spłacała co miesięczna ratę.
Trudno – ZDROWIE JEST NAJWAŻNIEJSZE !!!!
Nie mogę przecież już na zawsze położyć się do łóżka – jeszcze tyle mam w życiu do zrobienia, jeszcze tyle chcę świata zobaczyć…….
Mam tylko taką nadzieję, że te masaże pozwolą mi jakoś te następne 2 lata bez bólu przeżyć i to na tyle, że będe mogła juz spokojnie autobusem a nie taksówką do pracy i wszędzie indziej jeździć, bo co prawda jest to Uber, czyli jedna z najtańszych taksówkowych korporacji, jednak dzienna podróż do pracy i spowrotem przekłądała się na kwotę 25 zł , czyli całkiem niemało – miesięcznie wynosi to około 400 zł.
Jeszcze przedwczoraj byłam tą całą sytuacją zrozpaczona. ale powiedziałam sobie : „Ewa, nie daj się złamać chorobie” i zaczęłam działać.
No i tu nawiążę do mojego poprzednego wpisu, czyli do mojego zobowiązania, o którym nie chciałam jeszcze wspominać, ale ono bardzo ściśle wiąże się z moją terapią, ba, nawet jest nieodzowną jej częścią, mianowicie koniecznie musze zgubić conajmniej 20 kilogramów wagi.
To też nie jest wcale łatwe, bo przeciez już drugiej operacji bariatrycznej mi nie zrobią, zresztą raczej znajac późniejsze jej perturbacje żołądkowo – jelitowe , bym się jej już nie poddała, a więc muszę sama tę decyzję innego sposobu tracenia wagi nie tylko podjąć, ale i zastosować. W internecie jest mnóstwo ofert cudownych środków na odchudzanie, w które oczywiście nie wierzę, ale natrafiłam na link Specjalisty Zdrowego Żywienia – pana Artura Topolskiego, który dla mnie przygotuje indywidualną dietę, uwzględniając moje choroby, moje preferencje żywieniowe itp. Muszę spróbować stosować sie do jego diety, bo z tego co czytałam, osiągał dobre rezultaty z prowadzonymi przez siebie pacjentami (tak, tak, pacjentami, bo to jest także i terapia zdrowotna).
Pewnie, że mogłabym sama sobie układać oszczędny jadłospis (zresztą ostatio tak czynię), ale nie jestem do końca przeświadczona, czy byłaby to wystarczająca w moim przypadku dieta, by osiągnać założony cel, muszę zdać się na poradę profesjonalnego specjalisty od spraw żywieniowych.
Jestem dobrej myśli, wiem, że to może za mało, ale jak na początek wystarczy, po otrzymaniu diety przechodzę do walki.
Bardzo Was proszę -trzymajcie za mnie kciuki, by oba moje wyzwaniam czyli i dieta i leczenie masażami przyniosło odpowiedni skutek, bo inaczej niestety czeka mnie smutny żywot uwięzienia w łożku boleści i niestety zdanie sie na czyjąś pomoc, a tego właśnie bardzo sie boję, nie chcę być od nikogo uzależniona i nie chcę nikogo swoja osobą obarczać.
Wiem, że mogę liczyć i na Magdę, na Maćka i Darkę, ale co innego jest dorywcza pomoc, a co innego stała pomoc przy niepełnosprawnej osobie.
Brrr, nawet nie chcę o tym myśleć – tak nie może być!!!!!
Wiem, wiem, sama jestem sobie winna, że pozwoliłam mojej wadze z powrotem sporo „podskoczyć”, co własnie spowodowało między innymi moje dzisiejsze kłopoty z kręgosłupem, ale do tego dołożyły się jeszcze wydatne wielostawowe zmiany zwyrodnieniowe, a także i ten nieszczęsny okres pandemii koronowirusa, który na kilka miesięcy uziemnił mnie w domu, a wrodzone lenistwo spowodowało, że nie przeprowadzałam w tym czasie przynajmniej jakichś ćwiczeń gimnastycznych.
Ja to wszystko doskonale wiem i mogę tylko powiedzieć „MEA CULPA”, ale to byłoby za mało, teraz trzeba zacząć działać, póki jeszcze nie jest za późno, póki jeszcze trochę czasu mi pozostało!!!!!
A czemu o tym piszę? wiem, może to jest dla kogoś nudny wpis, ale już kiedyś sobie przyrzekłam szczerosć w moim blogu, chociazby nawet była ona dla mnie bolesna, czy wstydliwa.
Po prostu szczerze w moim blogu piszę o tym wszystkim, co się u mnie dzieje, co czuję, co myślę.
Nie będe Was już dłużej dzisiaj swoją osobą zanudzać (znów Kaziu powie, ojej, jaki okropnie długi był ten dzisiejszy Twój wpis), więc na dzisiejszy, podobno słoneczny przez cały dzień czas, życzę Wam wiele radości i zero smutków, kłopotów i nerwów.
Czyli jednym słowem : dobrego piątku, fajnego weekendu początku 🙂

moje nowe zobowiązanie

A jakie??? – to na razie tajemnica, przyjdzie czas, że wszystko w blogu wytłumaczę, na razie nie chce niczego zapeszać, bo a nuż się nie uda???
Co prawda staram się, by jednak to zobowiązanie przeprowadzić, nawet na nim się dosyć wydatnie zafiksowałam, ale życie czasem płata figle.
No dobra, na razie o tym cicho sza……. poczekajmy cierpliwie.
Ale tak właściwie mówiąc, ten mój pobyt w sanatorium nieco zmienił moje poglądy na niektóre tematy, a to wcale nie świadczy (jak już pisałam, że mnie ocenili), że jestem psychiczna, nawet wręcz przeciwnie, znormalniałam.
Na ile zapału mi starczy?? Fakt, teraz jestem wypoczęta i bardzo wyciszona, to zasługa braku internetu i braku czasu na oglądanie TVP – wolałam sobie siedzieć w Parku na świeżym powietrzu, niż w budynku przy laptopie (zresztą i tak były kłopoty z dostępem do internetu), czy przed telewizyjnym odbiornikiem, w którym prócz filmów (byle jakich zresztą) sporo polityki było, nareszcie przez trzy tygodnie od niej odpoczęłam i chyba stałam się przez to mniej nerwowa. Tak po prawdzie, o to, co się działo przez ten czas mogłam tylko przeczytać na Facebooku, który (czasami) „łapałam” na IPhonie, ale starałam się nie zagłębiać w tematy tam zamieszczane, traktowałam te treści tylko jako krótkie informacje. I bardzo dobrze mi to zrobiło. I tak „zasłynęłam” z tego, że ciągle na telefonie siedzę, ale to głównie przez Pokemony, które tam bardzo chętnie przychodziły. Zresztą gdy ktoś dosiadł się do ławki, na której siedziałam zawsze chowałam telefon do torebki i oddawałam się miłym rozmowom, tylko w czasie, gdy nikogo nie było akurat koło mnie sięgałam po telefon.
A co najważniejsze, bardzo się tam wysypiałam, już o 22 leżałam w łóżku, czasami jakiś film nawet w TV szedł, ale najczęściej gasiłam telewizor, przewracałam się na lewy bok i już po chwili zasypiałam. To bardzo dobre przyzwyczajenie, bo co prawda zdarzało mi się w nocy budzić, ale zaraz spałam dalej i teraz też staram się nieco wcześniej niż przed wyjazdem do Kudowy gasić światło i spać. Bo sen przed godziną 23 jest podobno najbardziej wartościowy i najsilniejszy, przynosi prawdziwy wypoczynek i pełne odstresowanie się – naprawdę .
Ale to już było i nie wróci więcej, a może znów jednak wróci?
Póki co, sama muszę o siebie zadbać, co już pomału własnie uskuteczniam.
Niestety pogoda ostatnio nie jest łaskawa dla mojego kręgosłupa, ale z tym też walczę, przynajmniej próbuję, no i czekam na prawdziwą rehabilitację.
A dzisiaj cóż, trzeba do pracy wyruszyć ( bez pracy nie ma przecież kołaczy) i cieszyć się z życia takiego, jakim jest, nawet przez pryzmat nieznośnego bólu kręgosłupa, kiedyś przecież i on przeminie…….

Czuć niestety już jesień – poranki są bardzo chłodne, ale podobno w miarę upływu godzin temperatura ma się nieco podnieść.
A MNIE JEST SZKODA LATA……. TYCH PIĘKNYCH LETNICH DZIONKÓW…….
Pozostały tylko wspomnienia, którymi będę się teraz karmiła każdego dnia, gdy jakiś smutek na moim nosie usiądzie.
Miałaś rację Uleczku, teraz mi żal tych kudowskich widoków……….. może kiedyś tam powrócę???? ACH TE PALMY !!!!!
Póki co muszę tkwić w krakowskich klimatach, co raz bardziej już jesiennych, ale i ta bywa piękna, byle było słonecznie i w miarę ciepło.
Życzę przyjemnego czwartku.

Tatku mój Kochany !!!

2 września 1974 roku był najsmutniejszym dniem w moim życiu. Musiałam pożegnać się z moim ukochanym Tatą, który był dla mnie wszystkim: Najlepszym Ojcem, Przyjacielem, Życiowym Doradcą, Doskonałym Wzorcem, jak należy żyć, jakie ideały wyznawać, w sumie Najukochańszym, Najdroższym Człowiekiem na tym świecie.
Właśnie owego wrześniowego poranka świat mój całkowicie się zawalił, ale myślę, że mój Tata czuwał nade mną, bym mogła znów powstać i nadal walczyć o każdy dzień, który był dla mnie wtedy bardzo trudnym czasem, bo prócz straty Taty, musiałam jeszcze borykać się z poważną chorobą mojej Kochanej Siostry, która długie miesiące musiała spędzać w szpitalu, pozostawiając pod moją opieką dwoje małych dzieci : Marcina i Magdę.
Musiałam sobie radzić, bo prócz mojej pracy zawodowej musiałam oddawać się codziennym zapewnieniem spokoju i ładu dla Jej dzieci, zastępować im Mamę i myślę, że mój Tata bardzo mi wtedy z góry w tym pomagał.
Minęło długie 46 lat od tej tragicznej dla mnie daty, ale wciąż w moich uszach, w moim sercu brzmią słowa – przesłania, które mój Tata we mnie wpajał i jestem naprawdę bardzo dumna z Tego, że właśnie byłam Jego córką, miałam tak mądrą Osobę obok siebie, szkoda tylko, że ten czas był taki krótki – mój Tata odszedł w wieku zaledwie 68 lat, mógł jeszcze tyle dobra dla Rodziny i dla Ludzi zrobić, mogłabym jeszcze dłużej cieszyć się Jego obecnością, doznawać tej niebywałej dobroci, którą tak szczerze rozdawał nie tylko mnie, ale i innym.
Niestety, Jego serce nie przetrwało trzeciego już w tym samym roku ataku i zgasło, przestało bić…..
Pamiętam, gdy przyszedł wczesnym porankiem do mojego pokoju i powiedział : „Ewa, to już koniec, ja już nie będę żyć” – straciłam wtedy głowę, nie wiedziałam, co mam robić, wezwałam mojego Brata, który próbował Tatę ratować, niestety nawet fachowa pomoc Brata, a potem lekarzy z wezwanego Pogotowia Ratunkowego, czy szpitala, do której Tata został przewieziony nie zapobiegła katastrofie – Tata odszedł.
Tatulku mój Kochany! Nigdy nie pogodziłam się z taką stratą, zawsze było i nadal jest mi Ciebie brak, zwłaszcza gdy muszę podejmować jakąś decyzję.
Pamiętam, że gdy skończyłam 18 lat powiedziałam do Ciebie: „teraz już jestem pełnoletnia i mogę sama o sobie decydować”. I pamiętam Twoją mądrą odpowiedzi: ” oj dziecko moje Kochane, jeszcze nie raz będziesz wspominała czas, gdy nie musiałaś o niczym decydować” I to jest prawda, bo może nie tyle czyjaś decyzja, ale dobra rada kogoś bliskiego bardzo w życiu pomaga, bo nikt nie jest Alfą i Omegą, która jest nieomylna i posiada wszelaką wiedzę, a poza tym zawsze ktoś, kto widzi sprawę z innej perspektywy potrafi celniej ją określić.
Mam nadzieję, że jednak istnieje to życie po życiu i wtedy znów z moimi Rodzicami i z moim Rodzeństwem będę mogła się spotkać i znów razem wszyscy będziemy szczęśliwi.

Dzień 2 września kojarzy mi się jeszcze z jednym wydarzeniem, otóż właśnie 2 września cztery lata temu przeprowadziłam się na ulicę Szymanowskiego. Już cztery lata, mój Boże, a wydaje mi się, e to było jakiś miesiąc temu, no może rok temu…..
To też był dla mnie bardzo stresujący dzień, na szczęście miałam koło siebie Magdę, która nie tylko pomagała przy przeprowadzce, ale co najważniejsze podtrzymywała mnie na duchu, dodawała otuchy i dawała nadzieję na lepsze życie. I tak było, od tego dnia moje życie całkiem się przewartościowało i teraz po prostu nie wyobrażam sobie, żebym mogła mieszkać gdzie indziej, po prostu bardzo kocham moje mieszkanko, zwłaszcza po ostatnim remoncie stało się bardzo komfortowe, oczywiście duża ilość zieleni w moim mieszkaniu dodaje mu szczególnego uroku, a obecność Parku w pobliżu dodaje jeszcze radość mieszkania w tej pięknej okolicy Krakowa.
Co prawda trzy pierwsze dni po przeprowadzce spędziłam u Magdy w Modlnicy, trzeba było mieć czas na uporządkowanie nowego gniazdka po przeprowadzce, ale już 5 września spędziłam pierwszy dzień i pierwszą noc na nowym miejscu i…tak pozostało do dzisiaj.
I oby tak pozostało na dłużej ……

Nie, nie zapomniałam wcale o dzisiejszej środzie Uleczko, ale wspomnienia o moim Tacie tak mnie wciągnęło, musiałam przecież w pierwszej kolejności o NIM wspomnieć.

Więc teraz środową różę z serdecznymi z nieco jesiennego Krakowa Tobie Uleczko posyłam, mając nadzieję, że ona tu przetrwa, nie zginie tak jak te poprzednie tutaj zamieszczane, nie będzie tego nieznośnego PSTRYK i róża nagle się zdematerializuje. Ale nawet gdyby tak się stało, to doskonale Uleczku wiesz, że ta piękna róża dla Ciebie zawsze gdzieś w internetowej przestrzeni dla Ciebie istnieje, podobnie jak zawsze istnieją też o moje serdeczności Tobie przesyłane. Wszystkiego co najlepsze Uleczku na tej niestety już jesienny czas.

Dzisiaj następna środa w jesiennej oprawie. Niestety lato odeszło chyba już na dobre………. czyli możemy zaśpiewać już sobie : żegnaj lato na rok……
Ale jednak trzeba przyznać, że to było niezwykle udane dla mnie lato, uwieńczone wspaniałym odpoczynkiem w pięknej Kudowie w naprawdę w przepięknym letnim klimacie, co było niejako nagrodą za te kilka poprzednich letnich dni spędzanych w miejskim, niezbyt zdrowym krakowskim klimacie. Po prostu tego lata miałam naprawdę szczęście i takie pozostanie w moim sercu, bo kto to wie, kiedy znów będę mogła znów letni czas poza Krakowem spędzać.
Życzę Wszystkim dobrego nastroju na dzisiaj i nadziei, że słoneczko jeszcze do nas zawita, jeszcze nam na niebie zajaśnieje.

wrzesień właśnie się rozpoczął

I dzisiaj witam Was w tym na nowo rozpoczynającym się miesiącu nie typowo – filiżanką pysznej herbatki 🙂

No dobrze, wiadomo, że pierwszy dzień września kojarzy nam się z bardzo smutną dla Polski rocznicą wybuchu strasznej wojny, która pochłonęła miliony niewinnych ludzi, a spowodowana była nienawiścią człowieka do człowieka, chęcią zniszczenia innych tylko po to, by zajaśnieć na firmamencie polityki, by mieć fałszywe przeświadczenie swojej wyższości nad innymi. Tak niestety rodził się w 1939 roku faszyzm, który zaowocował tragicznymi skutkami, niesprawiedliwą eliminacją człowieczeństwa.
A gdy już po kilku krwawych latach został stłumiony, wydawał się już na zawsze, okazało się, że przyszedł następny smutny i ciężki okres dla Polski i dla wielu innych krajów w naszym europejskim rejonie – komunizm. Podczas jego trwania też gnębiono ludzi, zabijano dla jakiejś fix idei rzekomej wyższości, znów powstała lepsza kasta, która przemocą uzurpowała sobie prawo do wszechwładzy nad innymi. Przeczekaliśmy ten okres, nie było łatwo, ale zrodził się wreszcie w Polsce ruch , który stanął w obronie ludzi pozbawionych swoich podstawowych praw do egzystencji.
Tak właśnie 40 lat temu powstała Solidarność, która przyniosła wolność nie tylko Polsce, ale i innych, zniewolonych podobnie jak my komunizmem krajach.
Polska wtedy stała się w obliczu świata wzorcem rodzącej się demokracji, niestety, okazało się, że jednak zbyt słabej, aby przetrwać następną zawieruchę, jaka teraz panuje w Polsce. Wstyd mi za tych wszystkich pseudo działaczy obecnej Solidarności, którzy skumali się z obecną skorumpowaną władzą i potępiają najważniejszych Bohaterów tamtych lat, gdy naprawdę wśród ludzi tworzących wtedy ten wspaniały ruch wyzwoleńczych panowała prawdziwa, nieudawana nić porozumienia, wielka wspólnota troski o naszą Polskę, mimo niejednokrotnie całkowicie przeciwnych poglądów – oni po prostu wiedzieli, że tylko wspólna idea i wspólna walka może doprowadzić do zwycięstwa.
A dzisiejsza Solidarność gumką wymazuje Człowieka, który był, jest i zawsze będzie bohaterem 1980 – tym Bohaterem jest niewątpliwie LECH WAŁĘSA.
Nie można zmienić historii, ona po prostu była, to były fakty o których nie możemy zapominać i nikt nie ma prawy do jej zawłaszczania.
A teraz znów historia powróciła na stare tory, znów jest w Polsce pseudo elita, która sobie rości prawo do tego, by siłą, nałożonym reżimem, narzucać innym swoją wolę. Nie możemy z tym się godzić i właśnie dzisiejszy dzień, 1 września, powinien nam wszystkim przypomnieć, jak skończyła się przemoc siłą narzucana innym przez ludzi czujących się nie wiadomo czemu lepszymi od innych.
I tu trzeba przytoczyć mocne słowa byłego więźnia obozu koncentracyjnego Mariana Turskiego : „Auschwitz nie spadło z nieba” jako przestrogę „Polacy obudźcie się, póki jeszcze nie jest za późno, nie dajmy się nów zniewolić”.
JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA, KIEDY MY ŻYJEMY!!!!!
WOLNA I W PEŁNI DEMOKRATYCZNA POLSKA – NASZA OJCZYZNA, gościnna bez wyjątku dla Każdego Polaka, bez względu na wyznanie, czy polityczne opcje, bez względu na to, jaką opcję seksualną reprezentujemy. ONA JEST NASZA!!!!!

1 września to też pierwszy dzień szkoły dla wielu uczniów, którzy po bardzo długiej przerwie znów powrócą do szkolnych ław. Tylko wciąż nie wiadomo, czy dzisiejszy stan sanitarny szkół jest na tyle stabilny, że ten wirus z koroną znów nie przyjmie bardziej agresywnej formy. Oby nie. Wiele dzieciaków nawet cieszy się na ten powrót do szkolnej rzeczywistości, znów życie wśród młodzieży będzie rozkwitać, byleby tylko odbywało się to z dobrze zachowanym umiarem i nie zaowocowało nowymi, licznymi zachorowaniami.

A ja,cóż, po pobycie w Sanatorium zabrałam się poważnie za siebie. Oczywiście nadal staram się przestrzegać diety cukrzycowej, czyli lekko strawnej (przyznaję od czasu do czasu zgrzeszyłam, bo na lody się niestety złakomiłam – po cholerę zrobili mi tę lodziarnię tuż pod nosem mojej przychodni???), wczoraj zrobiłam sobie tomografię komputerową mojego kręgosłupa, wynik za kilka dni – ale już wiem, że są tam ogromne zmiany zwyrodnieniowe – oczywiście muszę iść na dalszą rehabilitację, ale tym razem niestety pełnopłatną, a dzisiaj rano wypiłam całą butlę wody mineralnej, bo zaraz idę na badanie krwi i muszę przed tym badaniem porządnie się nawodnić, żeby znów moja krew nie skrzepła w próbówkach i nie dało się jej przez to zbadać.
A potem wizyta u lekarza I-szego kontaktu, u chirurga no i kilka wizyt u rehabilitanta, któremu może uda się chociaż trochę ten nienośny, nawet budzący mnie w nocy ból uśmierzyć. Bo nie ma to, jak porządny masaż, tylko nie wiem, czemu mi go w sanatorium nie przydzielono?
Pewnie z oszczędności, a może masaże też, podobnie jak i kawa, tylko dla V,I,P.,-ów były zastrzeżone???
Dobrego wtorku życzę, mimo, że pogoda nas raczej nie rozpieszcza, deszczem nas przywitała, ale najważniejsze jest nasze pozytywne nastawienie, uśmiech i serdeczność dla innych – o tego wszystkiego na dzisiaj Wam życzę.
A ja już zmykam do tych „SKORPIONKÓW” 🙂

Księżniczka Zelda

W Zacnym Grodzie Krakowie mieszkała sobie piękna i mądra Księżniczka Zelda, którą uwielbiała cała Rodzina, a Jej Cioteczna Prababcia Ewa tak zakochała się w tej ślicznej małej Dziewczynce, że zawsze z wielką niecierpliwością czekała na Jej odwiedziny.
A tak jeszcze niedawno ta Kruszynka była taka mała jak Orzeszek i gdy wtedy z Jej Mamą odwiedziłyśmy Plac Zabaw w Parku Krakowskim umieszczonym, Cioteczna Prababcia nie mogła się doczekać chwili. gdy Księżniczka podrośnie na tyle, żeby sama już tam po tym placu biegać sobie mogła. Szeptała Jej wtedy do uszka : Zelduniu Kochana, gdy jeszcze trochę urośniesz przyjdziemy tu razem się pobawić. Czas szybko płynie i oto wczoraj właśnie nastąpiła ta chwila, gdy Księżniczka Zelda mogła sobie po placu z huśtawkami, z piaskownicą, fajnymi pagórkami i i ze zjeżdżalniami używać do woli. Ale to fajna zabawa była, a Cioteczna Prababcia tylko z aparatem w telefonie umieszczonym biegała po placu i robiła Ślicznej i Kochanej Dziewczynce zdjęcia i cieszyła się, że wreszcie jej marzenie się spełniło.
Tak, wczoraj była niezwykle udana niedziela. Spędziłam w Parku mnóstwo czasu, przyszłam gdzieś około 13.30 a wyszłam , gdy zmrok już się robił i parkowe latarnie pomału się zapalały.
Co prawda kilka pierwszych godzin spędziłam samotnie na ławeczce, czekając, aż najpierw przyjdzie Kaziu, a potem moja Rodzinka.
Coś wspomniałam o czasie? no proszę, tak siedząc z Kaziem na tej samej ławeczce jak przed miesiącem, tuż przed moim wyjazdem do Kudowy, wspominaliśmy, jak ten czas szybko minął, zupełnie, jakbyśmy tu siedzieli wczoraj. Ale to dobrze, że wyjazd już za mną, zawsze we dwójkę z zaprzyjaźnioną osobą jest raźniej, Co prawda nie mogłam przy Kaziu łapać Pokemonów, bo On bardzo się denerwuje, gdy jestem w Jego obecności zajęta telefonem a nie nim, ale co tam Pokemony, nie ważne, niech sobie fruwają w tej nierealnej rzeczywistości, ważne jest tu i teraz z Przyjacielem, a nie z jakimiś Potworkami.
No ale późne popołudnie, a już właściwie pod wieczór należał zdecydowanie do Księżniczki, dlatego Kaziu cichutko się wycofał z Parku.
Każda Mama, każda Babcia i Prababcia (w tym ta Cioteczna też) twierdzi, że ich dziecko jest najpiękniejsze i najmądrzejsze na świecie. Ale tak jest rzeczywiście – Zelda ma w sobie tyle dziecięcego uroku…..
Moja Kochana Maleńka Kruszynka – Zeldunia !!!!!!

Dzisiaj kończymy już miesiąc sierpień. kto by pomyślał, to ostatni dzień wakacji. Pamiętam jeszcze z moich szkolnych czasów (a bardzo dawno to temu było) zawsze w ten ostatni dzień szłyśmy z koleżankami na długi spacer, a potem na lody, żeby radośnie skończyć wakacje – następny dzień już był zapracowany, szkolny….
Nasze dzieci też mają powody do smutku (a może i do radości z powodu towarzyskich spotkań ludzi w swoim wieku), bo po bardzo długim czasie jutro szkolne budynki zapełnią. A jak to będzie z tą epidemią? Nie wiadomo, nikt tego tak do końca właściwie nie wie, nosić maski, czy nie nosić, a jak ze spotkaniami na przerwach, na boisku, w świetlicy?
Życie samo przyniesie rozwiązania, oby pomyślne!!!! Wszak już nas straszą jesiennymi zakażeniami zarówno grypowymi jak i korona wirusowymi. Na pewno trzeba nadal uważać.
A propo’s maseczek: gdy robiłyśmy w czeskim markecie z Darką i Wiką zakupy tylko my nosiłyśmy maseczki, tam ani klienci, ani obsługa sklepu wcale nie zasłaniali ust i nosa. Nawet się śmiałam, że od razu widać, że z Polski przyjechałyśmy, bo jako jedyni przestrzegałyśmy epidemiologicznych rygorów. Czyżby w Czechach takie nakazy nie istniały???
Czesi nie boją się COVID -19???

Dzisiaj ważna data – 40 lat temu – 31 sierpnia 1980 Lech Wałęsa z wielkim wzruszeniem ogłosił wszystkim strajkującym w Stoczni Gdańskiej i wszystkim Polakom:
Mamy  Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”.
Wielki dzień, wielka radość w Polsce i w Europie, bo to był początek upadku Komuny. Świat wtedy zmienił się całkowicie, nie tylko zresztą w Polsce, my daliśmy początek nowej, nie komunistycznej rzeczywistości!!!
I muszę koniecznie podkreślić : TO LECH WAŁĘSA BYŁ PRZYWÓDCĄ TEGO WIELKIEGO RUCHU – nie wolno pozwalać teraz, po 40 latach, gumką wymazywać tę prawdę i zmieniać Bohatera tamtych lat na całkiem innego, niewiele wtedy znaczącego Lecha Kaczyńskiego.
Coby Jarosław nie chciał teraz głosić: był tylko JEDEN WIELKI LECH – LECH WAŁĘSA!!!!!
Na potwierdzenie mych slow zamieszczam wyjątek z Wikipedii:
20 sierpnia 64 intelektualistów wystosowało do władz apel o podjęcie rozmów z MKS: „Apelujemy do władz politycznych i do strajkujących robotników, aby była to droga rozmów, droga kompromisu” – napisali. Dwóch z nich – Bronisław Geremek Tadeusz Mazowiecki, którzy przywieźli apel do Stoczni Gdańskiej – weszło w skład utworzonej przy MKS komisji ekspertów. Tworzyli ją też: Bogdan Cywiński, Tadeusz Kowalik, Waldemar Kuczyński, Jadwiga Staniszkis i Andrzej Wielowieyski.

Prezydium MKS tworzyli: Lech Wałęsa, dwóch wiceprzewodniczących Andrzej Kołodziej i Bogdan Lis oraz Lech Bądkowski, Wojciech Gruszewski, Andrzej Gwiazda, Stefan Izdebski, Jerzy Kwiecik, Zdzisław Kobyliński, Henryka Krzywonos, Stefan Lewandowski, Alina Pienkowska, Józef Przybylski, Jerzy Sikorski, Lech Sobieszek, Tadeusz Stanny, Anna Walentynowicz i Florian Wiśniewski.

Czy ktokolwiek z Was widzi tu nazwisko Kaczyński????????
Historii nie da się zmienić, ona po prostu była taka, jaka była i nikt ciemnoty Polakom niech nie wciska !!!!!!!
BYŁ TYLKO JEDEN WAŻNY LECH I BYŁ NIM LECH WAŁĘSA – koniec.Kropka.

Poniedziałek, zaczynam nawet dosyć słoneczny dzionek i niech tak pozostanie przez cały dzionek, a może i tydzień

Wszelakiego dobra na dzisiaj i na cały tydzień dla Wszystkich życzę